Ostrowiecki kirkut, lata 50. XX wieku, przed likwidacją cmentarza, autor zdjęć nieznany
środa, 4 lutego 2015
niedziela, 1 lutego 2015
Przeznaczenie cmentarza na park
Kazimierz Urban
„Cmentarze żydowskie, synagogi i
domy modlitwy w Polsce w latach 1944-1966
(wybór materiałów)”
Kraków 2006
str. 449-451
4. Przeznaczenie cmentarza w Ostrowcu
Świętokrzyskim na park
4.1. Pismo Przewodniczącego PPRN w
Ostrowcu (Nr. Or. 2e/5/52) z 17 grudnia 1952 r. do Urzędu do Spraw
Wyznań
Urząd Wyznań
Warszawa
Al. Ujazdowskie 7.
Nawiązując do przeprowadzonej
rozmowy Przewodniczącego P.M.R.N. W Ostrowcu z Dyrektorem Urzędu
Wyznań Ob. Darczewskim w sprawie uporządkowania cmentarza
żydowskiego w Ostrowcu w tym celu w ciągu tygodnia miał przyjechać
przedstawiciel T-wa Badań Historii Żydowskiej – niniejszym
komunikujemy, iż do tej pory nikt się nie zgłosił, wobec czego
prosimy o interwencję i przyśpieszenie przyjazdu przedstawiciela do
Ostrowca, ponieważ pragniemy problem uzgodnić na miejscu, opracować
dokumentację aby na wiosnę przystąpić do uporządkowania całego
terenu.
Za Prezydium Miejskiej Rady Narodowej
(B. Pożoga)
Przewodniczący Prezydium
(podpis nieczytelny)
4.2. Pismo
Referatu do Spraw Wyznań PWRN w Kielcach (Nr. Wz. III-7/1/53) z 31
stycznia 1953 r. do Urzędu do Spraw Wyznań
Urząd do Spraw Wyznań
Warszawa 11
Aleja Stalina Nr.
5
Prezydium
Wojewódzkiej Rady Narodowej, Referat do Spraw Wyznań donosi, że
Prezydium Miejskiej Rady Narodowej, Referat Terenów Zielonych w
Ostrowcu nosi się z zamiarem urządzić park miejski na miejscu
byłego cmentarza żydowskiego. Referat do Spraw Wyznań tut.
Prezydium po uzgodnieniu sprawy z miejscowymi czynnikami politycznymi
jest za tym, aby na miejscu byłego cmentarza żydowskiego urządzić
park. Pośrodku parku planowane jest mauzoleum wybudowane z płyt
pamiątkowych znajdujących się na cmentarzu.
Uzasadnienie:
cmentarz o którym mowa od chwili zlikwidowania getta przez okupanta
nie jest wykorzystany na chowanie ciał zmarłych. Położony jest w
środku miasta na wzgórzu. Obok cmentarza znajdują się szkoły nr.
2, szkoła zawodowa i przedszkole wybudowane w okresie powojennym.-
Dla lepszej
orientacji przesyła się plan z prośbą o wyrażenie zgody.-
Kierownik
Referatu do Spraw
Wyznań
Jarosz Stefan
(podpis
nieczytelny)
4.3. Pismo ZG TSKŻ
(L.dz. 916/53) z 26 marca 1953 r. do Urzędu
Urząd do Spraw
Wyznań
w miejscu
W odpowiedzi na
pismo z dn. 23 lutego r.b. Nr. III. 18a/4/53 w sprawie cmentarza
żydowskiego w Ostrowcu zawiadamiamy, że Prezydium Zarządu Głównego
wyraziło zgodę na urządzenie parku na terenie cmentarza
żydowskiego w Ostrowcu i na wybudowanie w środku parku mauzoleum z
płyt nagrobnych tegoż cmentarza.
Równocześnie
zwracamy przesłany nam plan.
(pieczęć okrągła
ZG TSKŻ [Zarząd Główny Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów])
S.
F i s z g r u n d D r. D. S f a r d
Członek
Prezydium Sekretarz Generalny
(podpis
nieczytelny) (podpis nieczytelny)
(Źródło [dok.
4.1.-4.3.]: AAN UdW, sygn. 14/433)
4.4. Pismo MGK
(L.dz. PZM/I/7/1/54) z 15 września 1954 r. do Urzędu
Urząd do Spraw
Wyznań
w/miejscu
Ministerstwo
Gospodarki Komunalnej przesyła w załączniku zarządzenie Ministra
Gospodarki Komunalnej w sprawie zamknięcia cmentarza żydowskiego w
Ostrowcu Świętokrzyskim z prośbą o uzyskanie na w/w. zarządzeniu
podpisu Obywatela Ministra.
Omawiany cmentarz
jest od 1943 roku nieczynny, częściowo zlikwidowany przez okupanta.
W chwili obecnej leży w centrum osiedla mieszkaniowego i graniczy z
budowanym przedszkolem. Z tych więc względów uporządkowanie
terenu cmentarza w sensie zamknięcia go i przekształcenia w park
miejski jest zagadnieniem bardzo ważnym, gdyż polepszy warunki
zdrowotne i estetyczne tej części miasta.
Ministerstwo
przesyła /do zwrotu/ w załączeniu akta sprawy do wglądu.
p.o. Dyrektor
(podpis
nieczytelny)
4.5. Pismo Urzędu
do Spraw Wyznań (L.dz. III. 18b/61/54) z września 1954 r. do
Referatu do Spraw Wyznań PWRN w Kielcach w sprawie zamknięcia
cmentarza w Ostrowcu
Prezydium Woj.
Rady Narodowej
Ref. do Spraw
Wyznań
Kielce
Urząd do Spraw
Wyznań przesyła w załączeniu akta sprawy objętej nagł. z prośbą
o wypowiedzenie się.
Z załączonych
akt wynika, że sprawa ta nie była uzgadniana ani na szczeblu
powiatowym, ani na wojewódzkim z Referatami do Spraw Wyznań. Należy
więc dbać o to, aby miejscowe komórki wyznaniowe były zawsze w
kursie spraw, mających bezpośrednio czy pośrednio charakter
wyznaniowy, i zajmowały w nich swoje stanowisko. Opinia bowiem
Referatu do S.W. ułatwia tut. Urzędowi podjęcie decyzji.
W konkretnym
wypadku należy wyjaśnić, gdzie umieszczone zostaną kamienie
nagrobkowe, które znajdują się na przedmiotowym cmentarzu i czy
jest przewidziane urządzenie z tych kamieni pomnika ofiarom
hitleryzmu na terenie przyszłego parku.
Uprasza się o
traktowanie sprawy jako b. pilnej.-
v-Dyrektor Urzędu
/Darczewski Roman/
(Źródło [dok.
4.4.-4.5.]: AAN UdW, sygn. 19/484. Na dokumencie 4.5. brak dokładnej
daty i podpisu – nie wiadomo, czy to pismo zostało wysłane)
czwartek, 29 stycznia 2015
Żydzi, których nie było
| Treblinka, 2013, fot. W. Mazan |
Artykuł Moniki Pastuszko na Dzienniku Opinii: Żydzi, których nie było
wtorek, 27 stycznia 2015
Ostrowczanie w KL Auschwitz
![]() |
| Josek Frajberg, ur. 1917, Ostrowiec, zawód ślusarz, zm. 26.03.1942 |
![]() |
| Josek Frajberg, ur. 10.02.1919, Ostrowiec, zawód ślusarz, zm. 27.03.1942 |
![]() |
| Herszel Herc, ur. 13.05.1910, Ostrowiec, zawód krawiec, zm. 03.11.1941 |
![]() |
| Chaskiel Nadanowski, ur. 07.04.1892, Ostrowiec, zawód kupiec, zm. 02.11.1941 |
![]() |
| Nusym Ofenheim, ur. 08.11.1918, Ostrowiec, zm. 26.03.1942 |
![]() |
| Pejsach Silbersztajn, ur. 02.05.1917, Ostrowiec, zawód robotnik, zm. 15.12.1941 |
![]() |
| Jojne Wajsberg, ur. 01.07.1917, Ostrowiec, zawód robotnik, zm. 01.11.1941 |
źródło: Yad Vashem Photo Archive
Etykiety:
Auschwitz,
Frajberg,
Herc,
Nadanowski,
Ofenheim,
Silbersztajn,
Wajsberg
niedziela, 25 stycznia 2015
Żydzi polscy w KL Auschwitz
„Żydzi polscy w KL Auschwitz. Wykazy
imienne”
opracował Stanisław Mączka
ŻIH
Warszawa 2004
15.09.1941 z więzienia w Radomiu
przybył do KL Auschwitz transport 190 więźniów.
Był wśród nich:
Był wśród nich:
20931 Herc Moszek ur. 06.08.1906,
Ostrowiec, zg. 23.10.1941
01.10.1941 z więzienia w Radomiu
przetransportowano do KL Auschwitz 140 więźniów.
Był wśród nich:
Był wśród nich:
21207 Wiślicki Jakob ur. 23.01.1923,
Ostrowiec, zg. 24.10.1941
24.10.1941 przewieziono do KL Auschwitz
132 więźniów skierowanych przez Sipo dystryktu w Radomiu.
Byli wśród nich:
22245 Birenbaum Chaskiel ur.
16.07.1911, Ostrowiec, zg. 03.11.1941
22250 Herc Herszel ur. 13.05.1910,
Ostrowiec, zg. 03.11.1941
22251 Kleinmann Wolf ur. 1914,
Ostrowiec, zg. 03.11.1941
22254 Nadanowski Chaskiel ur.
07.04.1892, Ostrowiec, zg. 02.11.1941
22261 Wajsberg Jojne ur. 01.07.1912,
Ostrowiec, zg. 01.11.1941
22263 Silberstein Pejsach ur.
02.05.1917, Ostrowiec, zg. 15.12.1941
30.01.1942 przywieziono z Radomia 141
więźniów.
Był wśród nich:
26220 Ledermann
Pinkus ur. 18.04.1914, Ostrowiec, zg. 22.03.1942
21.02.1942
przywieziono z Radomia 113 więźniów.
Byli wśród nich:
23871 Ofenheim
Nusym ur. 08.11.1918, Ostrowiec, zg. 26.03.1942
23872 Frajberg
Josek ur. 1917, Ostrowiec, zg. 26.03.1942
23873 Frajberg
Josek ur. 10.02.1919, Ostrowiec, zg. 27.03.1942
23876 Reichzejg
Majer ur. 14.02.1906, Ostrowiec, zg. 08.03.1942
30.04.1942
numerami 33996-34601 oznaczono 606 więźniów przywiezionych z
Radomia.
Na liście byli m.in.:
Na liście byli m.in.:
34229 Altermann
Szmul ur. 15.03.1889, Ostrowiec, zg. 29.05.1942
34233 Fiszmann
Chaskiel ur. 01.04.1899, Ostrowiec, zg. 10.06.1942
34234
Kacenendenbogen [?] Jakob ur. 02.11.1918, Ostrowiec, zg. 24.05.1942
34236
Kacenendenbogen [?] Szmul ur. 09.06.1920, Ostrowiec, zg. 01.06.1942
34238 Mandel
Samson ur. 14.03.1911, Ostrowiec, zg. 18.08.1942
34240 Pancer Abus
ur. 21.11.1922, Ostrowiec, zg. 24.06.1942
34241 Pancer
Szlama ur. 11.02.1919, Ostrowiec, zg. 03.07.1942
34242 Pancer Chill
ur. 06.09.1897, Ostrowiec, zg. 22.07.1942
34245 Perel Hersz
ur. 15.03.1920, Ostrowiec, zg. 03.07.1942
34248 Wajsdorf
Jonas ur. 20.07.1920, Ostrowiec, zg. 26.06.1942
34250 Valdman
Abraham ur. 01.02.1907, Ostrowiec, zg. 23.05.1942
34361 Wajsblum
Wolf ur. 1895, Ostrowiec, zg. 13.08.1942
13.05.1942
przywieziono z Lublina 286 więźniów.
Był wśród nich:
35107 Micmacher
Moszek ur. 15.08.1906, Ostrowiec, 26.01.1944 przeniesiony do
Buchenwaldu
01.09.1942 514
więźniów przywieziono z Radomia.
Był wśród nich:
62444 Mentlik
Dawid ur. 12.07.1904, Ostrowiec Świętokrzyski, ost. inf. 13.02.1944
13.05.1943
z więzienia na Pawiaku w Warszawie przywieziono do obozu 337
więźniów oraz więźniarek.
Był wśród nich:
121537 Frydman
Motek ur. 14.12.1925, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
12.01.1944 z obozu
koncentracyjnego Stutthof przywieziono do Auschwitz 120 Żydów.
Była
wśród nich:
171796 Blustein
Judka ur. 28.04.1925, Ostrowiec, ewakuowana 26.01.1945, Buchenwald
30.07.1944
przetransportowano polskich Żydów z obozów pracy przymusowej dla
Żydów z dystryktu radomskiego.
Byli wśród nich:
A-18937 Feldman
Elek ur. 03.05.1916, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
A-19176 Jakubowicz
Mendel ur. 10.04.1928, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
A-19231 Kopf
Jankiel ur. 21.10.1890, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
A-19357 Lipa Froim
ur. 15.02.1909, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
A-19403 Majzels
Josef ur. 22.10.1922, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
A-19151
Sztrajtmann Majlech ur. 04.05.1904, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945,
Buchenwald
A-19861 Szerman
Szlama ur. 22.11.1922, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
A-19902 Wajnudel
Judka ur. 1901, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
31.07.1944
transportem RSHA przywieziono Żydów do KL Auschwitz z podobozu KL
Lublin w Bliżynie.
Byli wśród nich:
B-1201 Arbeitsmann
Gedalie ur. 11.07.1917, Ostrowiec Świętokrzyski, przeżył
B-1339 Frenkel
Lejb ur. 01.01.1928, Ostrowiec, ewakuowany 23.01.1945, Buchenwald
B-1732 Rozenberg
Lejbus ur. 22.04.1927, Ostrowiec, ewakuowany 23.01.1945, Buchenwald
03.08.1944
transportem RSHA [Reichssicherheitshauptamt – Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy] przywieziono do KL Auschwitz-Birkenau z obozu pracy
w Ostrowcu Świętokrzyskim 306 Żydówek.
Były wśród nich:
A-16861 Balter
Perla lat 41, przeżyła, informacja 09.02.1945
A-16862 Balter
Pesa lat 12, Ostrowiec, wyzwolona w Auschwitz
A-16880 Fund
Schendla [Szajndla?], ost. inf. 09.03.1945
A-16910 Gartner
Bella lat 16, wyzwolona w Auschwitz
A-16913 Grünberg
Estera lat 50, wyzwolona w Auschwitz
A-16950 Kierbel
Majta ur. Ostrowiec, ost. inf. 09.02.1945
A-16955
Kleinberger Maria
A-16956
Kleinberger Julia
A-16963 Richter
Witka ur. 1922, wyzwolona 14.04.1945 w Lippstadt
A-16977 Munzberg
Mathilde ur. 30.11.1925, wyzwolona w Auschwitz, zmarła 22.03.1945
A-16982 Munzberg
Rosa lat 53, wyzwolona w Auschwitz
A-16988 Muszkies
Ruth ur. 28.06.1935, Ostrowiec, wyzwolona w Auschwitz
A-16995 Nüssenbaum
[Nissenbaum] Sprinza lat 45, wyzwolona w Auschwitz
A-17010 Penczak
Lea lat 49, wyzwolona z Auschwitz
A-17013 Pietruszka
Franciszka ur. 15.07.1907, ost. inf. 07.03.1945
A-17020 Pancer
Estera ur. 0507.1907
A-17027 Rosenblatt
Therese, ost. inf. 25.04.1945
A-17049 Scholsohn
Belle ur. 10.10.1912, wyzwolona w Auschwitz
A-17055
Schuhandler Gołda, ost. inf. 11.1944
A-17066 Tenenbaum
Estera lat 58, wyzwolona w Auschwitz
A-17068 Weinberg
Rachel lat 56, wyzwolona w Auschwitz
A-17069 Weinberg
Rachel lat 56, zmarła 25.02.1945
A-17098 Wuhrmann
Ruchla lat 56, wyzwolona w Auschwitz
A-17112 Zakrojczyk
Pola ur. 23.08.1899, wyzwolona w Auschwitz
A-17119
Silberstein Helena, ost. inf. b. dn. 11.1944
A-17126 Schwer
Thelma lat 50, wyzwolona w Auschwitz
A-17139 Steiner
Ewa, ost. inf. 19.08.1944
04.08.1944 z obozu
pracy przymusowej dla Żydów w Ostrowcu Świętokrzyskim
przywieziono do Auschwitz 1443 Żydów.
Byli wśród nich:
B-4024 Bojm Szyja
ur. 31.03.1926, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-4035 Brakarz
Symcha ur. 01.07.1911, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-4096 Erich Josek
ur. 13.05.1911, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-4326 Kleiman
Majer ur. 12.05.1917, Ostrowiec, zg. 10.11.1944
B-4438 Puterman
Chil ur. 14.05.1911, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-4531 Szerman
Szaja ur. 16.01.1914, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-4571 Szwarcberg
Motek ur. 15.01.1920, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-4682 Zylberman
Henryk ur. 28.10.1917, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-4688 Awenus
Berek ur. 01.07.1925, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-4689 Awenus
Szmul ur. 01.10.1920, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-4707
Asatanowicz[?] Dawid ur. 06.01.1915, Ostrowiec, ewakuowany
26.01.1945, Buchenwald
B-4737 Bromberg
Josek ur. 28.03.1913, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-4754
Brandszpigel Lejbusz ur. b. dn. 03.1912, Ostrowiec, ewakuowany
26.01.1945, Buchenwald
B-4795 Cymrot
Jankiel ur. 16.10.1917, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-4796 Cymrot
Lejbus ur. 15.05.1909, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-4797 Cukierman
Izrael ur. 14.11.1901, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B- 4855 Frydrych
Szmul ur. 01.01.1929, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-4858 Frydrych
Henja ur. 23.12.1918, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-4860 Frydrych
Benjamin ur. 10.08.1925, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-4862 Flajszer
Majer ur. 02.04.1926, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-4873 Flikier
Moses ur. 01.05.1922, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-4924 Goldwasser
Israel ur. 10.11.1912,Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-4932 Gelbart
Josek ur. 20.06.1920, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-4962 Gotlib
Chaskiel ur.10.11.1917, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-4989 Jakobowicz
Samuel ur. 22.02.1911, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-4995 Koments
Israel ur. 05.07.1912, Ostrowiec, zg. 28.01.1945, Buchenwald
B-5001 Korenwaser
Moszek ur. 15.04.1925, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-5004 Korenwaser
Chaskiel ur. 25.03.1925, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-5009 Kleiner
Moszek ur. 16.07.1927, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-5010 Klajman
Abram ur. 20.10.1920, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-5115 Micmacher
Pinkas ur. 06.08.1898, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-5117 Micmacher
Chaim ur. 20.02.1918, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-5174 Racimora
[?] Chil ur. 10.07.1908, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-5175 Rubinstajn
Judka ur. 05.07.1911, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-5191 Ryba Chaim
ur. 18.02.1925, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-5193 Rajchman
Simon ur. 15.10.1920, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-5245 Sosinowicz
Samuel ur. 04.11.1921, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-5246 Sosinowicz
Israel ur. 04.02.1924, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-5247 Sosinowicz
Majer ur. 16.06.1908, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-5256 Szajnfeld
Lejbus ur. 28.01.1908, Ostrowiec, zg. 16.01.1945
B-5283 Schwarcman
Motel ur. 27.08.1924, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-5291
Schuchendler Wolf ur. 27.12.1923, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945,
Buchenwald
B-5297 Szwarcman
Israel ur. 22.02.1922, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-5299
Schuchendler ur. 25.09.1922, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945,
Buchenwald
B-5310 Welman
Mendel ur. 15.05.1925, Ostrowiec, ewakuowany 18.01.1945, Gross-Rosen
B-5333 Wajnberg
Leizer ur. 15.06.1923, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-5337 Wajnberg
Israel ur. 13.04.1921, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-5351 Wajnberg
Lajbusz ur. 01.03.1922, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-5352 Wajnberg
Wolf ur. 22.01.1924, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945, Buchenwald
B-5395 Zynger
[Zyngier?] Berek ur. 10.03.1922, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945,
Buchenwald
B-5396 Zynger
[Zyngier?] Szyja ur. 10.01.1924, Ostrowiec, ewakuowany 26.01.1945,
Buchenwald
24.08.1944 w
następnym transporcie RSHA Żydów przywiezionych z getta w Łodzi,
222 mężczyzn po selekcji skierowano do obozu.
Był wśród nich:
B-8116 Muncmacher
Abram ur. 01.07.1920, Ostrowiec, ewakuowany, Buchenwald
wtorek, 20 stycznia 2015
Kirkut (III)
| Kirkut od strony ul Sienkiewicza, lata 50. XX w. |
![]() |
| Kirkut, jesień 1959, fot. L. Łępicz |
"Na wzgórzu cmentarnym (dawny kirkut) przekształconym w park XV-lecia [PRL], zaplanowano jedyne w skali województwa obserwatorium astronomiczne.
Przekształcenie wzgórza przy ul. Mickiewicza (dawniej Browarna) na park rozpoczęto wiosną 1959 r. po zadecydowaniu o zgromadzeniu pozostałych po wojnie nagrobków dawnego kirkutu w jedno miejsce urządzone w formie lapidarium.
Wśród mieszkańców Ostrowca Św. nie przyjął się zwyczaj spędzania wolnego czasu na tym terenie."
Marian Banaszek
"Rocznik Muzealny" tom II, Ostrowiec Św. 2000, str. 274
poniedziałek, 19 stycznia 2015
Niebywały hochsztapler
środa, 14 stycznia 2015
Przy Księżej Drodze
Nazywam się Lucyna Rudzka. Jestem z urodzenia ostrowianką od przed wojny. Moi rodzice również wywodzą się z Ostrowca. Zwłaszcza mama, no bo ojciec pochodził z Chmielowa pod Ostrowcem. Chmielów to taka wieś, do której mam nadal wielki sentyment. Parafia św. Mikołaja w Szewnie. Chociaż moja parafia, to jest parafia św. Michała Archanioła, gdzie odbywały się wszystkie uroczystości kościelne dziadków od strony mamy, moich rodziców i moje bierzmowanie, komunia święta itd.
Nie mieszaliśmy w centrum miasta. Mieszkaliśmy przy ulicy Rzeczki. Tam maleńka posiadłość była, domek, trochę ogrodu, ot tak jak każdy. Bo dlaczego? Bo dlatego, że miasto i centrum, i rynek, różne te uliczki to były w zasadzie zamieszkane przez ludność żydowską. A Polacy mieszkali w okolicach, zwłaszcza tacy posiadacze jakiegoś kawałka gruntu. To oni byli rozrzuceni naokoło miasta. Tak jak mówię, rodzina od strony mamy jest osiadła od dawien dawna w Ostrowcu. Muszę się pochwalić, że mój dziadek Antoni Marynowski, mamy ojciec, był przed wojną w dwóch kadencjach radnym miejskim. Chyba za czasów, może się mylę, gdy prezydentem był pan Mrozowski. [...]
Mieszkaliśmy, jak mówiłam, na Rzeczkach, przy tak zwanej Księżej Drodze. Wiem pan, która to jest Księża Droga? To jest taka droga, która biegła od Polnej - tam była piekarnia, teraz są sklepy z butami [obecnie Hala Targowa]. Księża Droga biegła od tej piekarni aż do lasu, do gościńca, tam jak leśniczówka/gajówka na Gutwinie. Do tej pory zachowały się szczątki tej Księżej Drogi. Do tzw. rowów, jak Pułanki się kończą, rejon kościoła św. Kazimierza, czy po płocie MPK - szła ta Księża Droga. Pamiętam jak jeszcze była ta droga. Nawet furmanki mogły przejeżdżać tamtędy. Samochodów wtedy jeszcze nie było. I dalej, jak kończą się Pułanki, jest taki rów i mostek zrobiony na świeżo i dalej droga. Czasem moknie, jak są roztopy, najpierw jest lekki dół a potem górka. To właśnie jest ta Księża Droga. I ona aż do lasu biegnie. Przecina ulicę Rzeczki, potem jeszcze kawałeczek tej Księżej Drogi. Dziś jest kręcona, ale dawniej było prosto. Prosto pod gajówkę. Mówiło się gajówka, leśniczówka, bo był gajowy i leśniczy, nomenklatury leśne były różne. Nie wiem dlaczego Księża Droga. Czy od księdza czy jakiegoś książęca? Trudno mi powiedzieć. Pytałam się wielokroć mamy, babci, ale nie umiały... a może mi powiedziały, a ja zapomniałam, nie wiem. W każdym razie Księża Droga. Starzy ostrowiacy jeszcze wiedzą, co to jest Księża Droga. Tą Księżą Drogą od Polnej - był taki okres [w czasie istnienia getta - kwiecień 1941 – kwiecień 1943] - że Żydów z getta, ustawionych czwórkami czy jakoś, pędzono pod las do stawów. Tam gdzie teraz jest piękny ośrodek w Gutwinie. To miejsce nazywało się „stawy Jaegera” . Od czego ta nazwa, nie wiem [cegielnia Jaegera, dawniej Jadwigów]. Były tam mokradła, stawiki, groble. Ale kształt i użyteczność tych stawów nadano właśnie dzięki pracy Żydów z getta. Ci Żydzi z getta byli tam prowadzeni, prawie codziennie, tą Księżą Drogą na piechotę gnani i tam pracowali przy porządkowaniu tych stawów. Oczywiście byli też ludzie, Polacy, którzy ich nahajkami gonili, ale to byli już wyklęci. Ludzie, patrioci nie chcieli się do nich odzywać i mieli nieprzyjemności. Znałam taką panią, nie chcę jej nazwiska wymieniać, która musiała uciec z Ostrowca, bo tak się zasłużyła źle. Ale nie będę o tym mówić, bo nie chcę. Więc ci Żydzi byli z getta pod ten las prowadzani i oni kopali te „stawy Jaegera”. Tak to miejsce się nazywało, gdzie teraz mamy Gutwin.
Mama miała koleżanki Żydówki, z którymi się lubiła, bo nie miała uprzedzeń żadnych, była osobą otwartą, nie dzieliliśmy że ten Żyd, ten taki, ten śmaki. Tylko człowiek, to człowiek. To trzeba go szanować takim, jakim jest. Oczywiście moja babcia litościwa, jak ta kolumna Żydów szła, wynosiła kosze z owocami, bo był ogród, to było pełno owoców. Wynosiła naczynia z wodą, żeby po drodze się napili, bo nikt o nich nie dbał. U nas był zawsze przystanek. Komu było potrzeba w miarę możliwości. Przecież nie wszystkich, bo przecież wiadomo. Ale w każdym razie takie akcje babcia moja robiła, że tych owoców, tyle ile tam w ogrodzie było i jakie, to ciągle tam w koszach nosiła i im dawała. Chleba nie było tak za dużo i innych produktów, ale to co się urodziło, proszę bardzo. No więc to tak pamiętam. I jak przywołam z pamięci, to widzę, jak ci Żydzi szli. Widzę to, te kolumny. Byli i zawszawieni. I wiadomo jak to było. Ale potem wszyscy niestety zostali zgładzeni. Chyba, że ktoś uciekł.
I moja mama też pomogła, właśnie takiej pani, swojej koleżance, wydostać się z tego getta i uciec. Mama ją wysłała do Warszawy, do naszych kuzynów. Była bardzo ładna, była blondynką, w ogóle nie była podobna do Żydówki. Ta pani nazywała się Chaja Zylberdrut. Później wzięła sobie pseudonim, nie wiem skąd - to też przy pomocy mojej mamy i innych koleżanek – Wanda Grochulska. I z taką kenkartą wyjechała do Warszawy. Pracowała w zakładzie fryzjerskim „Nur für Deutsche”. Ironia. Ale potem udało się jej w ogóle zbiec z Polski i nie mieliśmy już o niej żadnej wiadomości. Ona w pewnym okresie związała się z tym Marianem Kargulem. Icek Kerbel [powinno być Kierbel]. Ich dom to była kamienica, która obecnie nie istnieje, gdzie teraz jest McDonald's, to znaczy róg Alei i Kilińskiego. Była tam piętrowa kamienica, tam był sklep spożywczy. Na górze były mieszkania, tam mieszkali państwo Żebrowscy. Wiem, że ten pan Żebrowski jakoś też z tym żydkiem Kerbelem... w czymś mu pomógł. Nie będę robić plotek, czy dostał jakieś gratyfikacje za to czy nie ale raczej nie. Ta właśnie Wanda Grochulska, która się naprawdę nazywała Chaja Zylberdrut związała się w jakimś tam okresie z tym właśnie Marianem Kargulem. Już był Marian Kargul. Byli parą i nawet mieli córkę. Mieszkali w Czechosłowacji. No i któregoś dnia, jakoś tak przed Bożym Narodzeniem, no ja już chodziłam do szkoły podstawowej, ale który był to rok, to nie wiem. W każdym razie - sensacja. My mieszkaliśmy wtedy na Stodolnej, róg Szerokiej, w domu, który już nie istnieje. Sensacja, podjeżdża samochód. Ifa, w kolorze chyba ciemno-zielonym. I to do nas przyjeżdża. Wysiada oficer w mundurze czechosłowackim. Pyta się o nas. No i oczywiście piękna dama z nim, to znaczy ta właśnie Chaja Zylberdrut, mamy przyjaciółka. Przyjechali nas odwiedzić, byli u nas w gościach. Oczywiście krótko, bo gdzieś tam dalej jechali, ale w każdym razie widziałam pana, tego Icka Kerbela w mundurze tego czeskiego oficera, no i jego żona, partnerka, ta mamy przyjaciółka. Była wspólna kolacja. My byliśmy dziećmi – przywieźli nam torbę śliwek w czekoladzie w prezencie. Wtedy śliwki w czekoladzie to była sensacja. Pierwszy raz w życiu chyba jadłam takie śliwki w czekoladzie, bo nie było żadnych słodyczy, kto to widział. To było jeszcze przed Unrrą.
No poza tym jeszcze takiego starego Żydka pamiętam, który przychodził do nas, tam na Stodolną. Koniecznie mamie chciał podarować perłę. Mówił: „Perle, perle”. No coś tam szwargotał, żeby mu kaszy ugotować. Na maśle, żeby było koszerne to jedzenie. Bo on nie może jeść tego, co tam. Nie miał środków do życia. No oczywiście mama żadnej perły nie chciała, bo jej nie była potrzebna, no ale temu Żydowi gotowała tę kaszę. I co było w domu, zupa czy coś, to poczęstowała. Ten Żyd się wyratował. I też za jakiś czas przyjechał, to już chyba w latach sześćdziesiątych. Przyjechał elegancki pan, nie wiem skąd, z tamtej półkuli, bo nie z Izraela, tylko raczej gdzieś z Ameryki. Przyjechał, odszukał mamę i złożył podziękowanie. Ojciec wspomniał jego słowa: „Pamiętaj, jak będziesz miał okazję, to idź tam do pani Stefuni [moja mama Stefania miała] na Stodolną 1 i podziękuj, że mi gotowała kaszę, że mnie częstowała zupą, bo ja może przeżyłem dzięki temu.” On właśnie przyjechał. Oczywiście podziękowanie bez żadnych materialnych gratyfikacji. Ale to bardzo piękne było, że takie zdarzenie miało miejsce w naszym życiu. Moja rodzina nigdy nie była karierowiczowska.
W 43 roku jak miasto opustoszało, bo Żydzi poszli do obozu [w kwietniu 1943 r, zlikwidowano tzw. małe getto, tworząc jednocześnie żydowski obóz pracy przy Z.O.], zaczęło się tak robić, że można było dostać mieszkanie kwaterunkowe. No my byliśmy wtedy mali, mieszkaliśmy w tym domku z dziadkami, zrobiło się ciasno, a zresztą każde młode małżeństwo chciało być oddzielnie. Dostaliśmy dwa wielkie pokoje i kuchnię na Stodolnej. Tam mieszkałam długie lata. Ten dom był pożydowski. […]
Poza tym jeszcze taka anegdotka śmieszno-tragiczna. Były żniwa, ale który to był rok, to nie wiem. W każdym razie ci Żydzi, no chcieli uciekać z tego getta. I różnymi sposobami uciekali. I właśnie uciekali, jak szli tą Księżą Drogą do stawów Jaegara. To uciekali. To było latem, były żniwa. Wtedy pola to były pola uprawne. Nie było pszenicy, bo tam piaski, gleba raczej marna. Żyta było pełno. I wtedy były snopki i takie mendle poustawiane, takie stogi tego zboża, żyta. A ci Żydzi co uciekli z tego transportu, chowali się w ten snopek, w ten stóg siana. I tam kilku Żydów w tym stogu siana siedziało i ludzie z Rzeczek, między innymi babcia, przynosili im jedzenie i picie, przede wszystkim wodę. To nie trwało długo, bo potem trzeba było te snopki sprzątnąć. Chociaż długo stały te snopki, bo wszyscy wiedzieli, że ci Żydzi w niektórych tych snopkach siedzą. No ale zdarzyło się tak, że ci rusbandit [?] - Niemcy tak mówili – zestrzelili samolot jednoosobowy. Nie zestrzelił, ale uszkodził i ten samolot ostatnim lotem na tych polach wylądował i przy okazji niektóre te snopki porozwalał skrzydłami i kilku tych Żydów odsłonił. Ci Żydzi w popłochu uciekali. No oczywiście sensacja, samolot, niemiecki żołnierz nagle na polach. Ale nie zginął ten pilot. Potem przyjechali Niemcy, ten samolot sprzątnęli.
No ale wielu Żydów się uratowało w różny sposób. Żeby ktoś przechował, uratował, wiem że były takie historie, ale nie interesowałam się tym za bardzo. Tylko pamiętam historię, którą przeżyli wszyscy, że jacyś ludzie uratowali, przechowali Żydów. Ci Żydzi nazywali się Stein. Nie tam Cukierstein czy jakiś. Po prostu Stein.To byli zamożni Żydzi. Przechowywali ich w piwnicy w okolicach ulicy Słowackiego czy Furmańskiej, gdzieś w tej części miasta. I potem obiegła miasto wieść, że ci ludzie, którzy przechowywali tych Żydów, zamordowali ich, tych Steinów. Dla zysku, żeby im zabrać, co ci Żydzi mieli, kosztowności czy dolary. Po wojnie to było i był nawet proces. Nie wiem, kim byli ci Steinowie, bo nie pamiętam, wiem, że to byli i bardzo zamożni i dobrzy Żydzi, tacy lubiani. I wszyscy bardzo żałowali, że tak się stało. No i nawet był proces. Wtedy sąd był na Alei w tym domu, w którym teraz jest policja. Całe miasto szło zobaczyć, jak ich prowadzili w kajdankach do więzienia. Skazali, nie wiem czy na dożywocie, czy śmierć (wtedy były jeszcze kary śmierci). Nie wiem, ale wiem, że taki incydent miał miejsce. No przechowywali ludzie Żydów, ale tak dokładnie, personalnie to naprawdę nie wiem.
Wiem, że w gajówce pod lasem byli przechowywani Żydzi. Nie wiadomo, w jaki sposób się Niemcy dowiedzieli, że tam jest rodzina żydowska. Przyjechali i dokonali egzekucji. Na miejscu. Nawet w ten sposób, że chłopczyka takiego czteroletniego hitlerowiec wziął za nóżki i o drzewo w lesie roztrzaskał dziecku główkę. A resztę rodziny zabił. No takie opowieści... Oni się ukrywali w krzakach, gdzieś w szałasie, gdzieś w jakimś bunkrze w lesie. Tylko mogli iść głębiej w las, ale jak to Żydzi, bali się. Jakby poszli głębiej, to by się może uchowali. Niemcy się bali w lasy zagłębiać, bo partyzantka była. A oni byli tak płytko w tym lesie, na skraju lasu, tuż za tą gajówką. Wtedy gajowym był taki pan, który się nazywał Działowski.
Poza tym nie wiem, bo się człowiek nie interesował. Nawet jak coś słyszałam, to nie pamiętam.
[…]
Kirkut pamiętam jak po wojnie wyglądał. Dlatego, że mieszkaliśmy na Stodolnej. Chodziłam do szkoły nr 2, to jest róg Iłżeckiej i Polnej. Ten budynek istnieje do dziś. Po drugiej stronie ulicy Iłżeckiej jest teraz szkoła muzyczna i ten budynek piękny, co była szkoła zawodowa dawniej [Dom Heinego, wyburzony we wrześniu 2014 r.]. To zaraz za płotami był kirkut. I pamiętam, kiedyś uciekliśmy z lekcji, z drugiej klasy uciekliśmy na kirkut, cała klasa uciekła i myśmy między tymi kamieniami gubili się. Nauczyciel latał i nas szukał, żeby nam się coś nie stało. Poza tym na ulicy co się wtedy nazywała Browarna, mieszkała moja przyjaciółka Elwira i jak do niej szłam, to przez ten kirkut między kamieniami smyk smyk i byłam na dole. Browarna to teraz nazywa się Mickiewicza. Na górze były te kamienie, te macewy. […]
Pamiętam, jak orali ten kirkut. Jak likwidowali te kamienie, gdzieś tam wywozili. Ale potem ustawili to lapidarium, ale to już chyba w latach 60. Ale część kamieni to poginęło, tych macew, może porozbijali, nie wiem. W każdym razie to lapidarium to są późniejsze lata. Był niejaki Wawrzyniec Weroński. Werońskich to dużo. Był furmanem i jak to furman lubił sobie wypić. Miał też narzędzia rolnicze, bo miał jakieś grunty. Miał konia i miał pług. I wynajęli go – to już po okupacji – do zaorywania tego kirkutu, jak likwidowali. No i w pewnym momencie ten Wawrzek wyorał całą butelkę na tym kirkucie. No i mówi: „O chłopy, jakaś butelka, może będzie co popić.” I o ten lemiesz pługa pach rozbił tę butelkę. A tam wyleciały złote dolary. Ale ktoś doniósł i zabrali wszystkim te pieniądze. No bo wiadomo, co ze znaleziskami, trzeba oddać. No i taka była historia ostrowiecka. Zaorali. Nikt nie dbał o zabezpieczenie tych szczątków.
[...]
Denkówek, 28.07.2014
źródło: zbiory własne
Nie mieszaliśmy w centrum miasta. Mieszkaliśmy przy ulicy Rzeczki. Tam maleńka posiadłość była, domek, trochę ogrodu, ot tak jak każdy. Bo dlaczego? Bo dlatego, że miasto i centrum, i rynek, różne te uliczki to były w zasadzie zamieszkane przez ludność żydowską. A Polacy mieszkali w okolicach, zwłaszcza tacy posiadacze jakiegoś kawałka gruntu. To oni byli rozrzuceni naokoło miasta. Tak jak mówię, rodzina od strony mamy jest osiadła od dawien dawna w Ostrowcu. Muszę się pochwalić, że mój dziadek Antoni Marynowski, mamy ojciec, był przed wojną w dwóch kadencjach radnym miejskim. Chyba za czasów, może się mylę, gdy prezydentem był pan Mrozowski. [...]
Mieszkaliśmy, jak mówiłam, na Rzeczkach, przy tak zwanej Księżej Drodze. Wiem pan, która to jest Księża Droga? To jest taka droga, która biegła od Polnej - tam była piekarnia, teraz są sklepy z butami [obecnie Hala Targowa]. Księża Droga biegła od tej piekarni aż do lasu, do gościńca, tam jak leśniczówka/gajówka na Gutwinie. Do tej pory zachowały się szczątki tej Księżej Drogi. Do tzw. rowów, jak Pułanki się kończą, rejon kościoła św. Kazimierza, czy po płocie MPK - szła ta Księża Droga. Pamiętam jak jeszcze była ta droga. Nawet furmanki mogły przejeżdżać tamtędy. Samochodów wtedy jeszcze nie było. I dalej, jak kończą się Pułanki, jest taki rów i mostek zrobiony na świeżo i dalej droga. Czasem moknie, jak są roztopy, najpierw jest lekki dół a potem górka. To właśnie jest ta Księża Droga. I ona aż do lasu biegnie. Przecina ulicę Rzeczki, potem jeszcze kawałeczek tej Księżej Drogi. Dziś jest kręcona, ale dawniej było prosto. Prosto pod gajówkę. Mówiło się gajówka, leśniczówka, bo był gajowy i leśniczy, nomenklatury leśne były różne. Nie wiem dlaczego Księża Droga. Czy od księdza czy jakiegoś książęca? Trudno mi powiedzieć. Pytałam się wielokroć mamy, babci, ale nie umiały... a może mi powiedziały, a ja zapomniałam, nie wiem. W każdym razie Księża Droga. Starzy ostrowiacy jeszcze wiedzą, co to jest Księża Droga. Tą Księżą Drogą od Polnej - był taki okres [w czasie istnienia getta - kwiecień 1941 – kwiecień 1943] - że Żydów z getta, ustawionych czwórkami czy jakoś, pędzono pod las do stawów. Tam gdzie teraz jest piękny ośrodek w Gutwinie. To miejsce nazywało się „stawy Jaegera” . Od czego ta nazwa, nie wiem [cegielnia Jaegera, dawniej Jadwigów]. Były tam mokradła, stawiki, groble. Ale kształt i użyteczność tych stawów nadano właśnie dzięki pracy Żydów z getta. Ci Żydzi z getta byli tam prowadzeni, prawie codziennie, tą Księżą Drogą na piechotę gnani i tam pracowali przy porządkowaniu tych stawów. Oczywiście byli też ludzie, Polacy, którzy ich nahajkami gonili, ale to byli już wyklęci. Ludzie, patrioci nie chcieli się do nich odzywać i mieli nieprzyjemności. Znałam taką panią, nie chcę jej nazwiska wymieniać, która musiała uciec z Ostrowca, bo tak się zasłużyła źle. Ale nie będę o tym mówić, bo nie chcę. Więc ci Żydzi byli z getta pod ten las prowadzani i oni kopali te „stawy Jaegera”. Tak to miejsce się nazywało, gdzie teraz mamy Gutwin.
![]() |
| Mapa z 1915 r. / Geoportal |
I moja mama też pomogła, właśnie takiej pani, swojej koleżance, wydostać się z tego getta i uciec. Mama ją wysłała do Warszawy, do naszych kuzynów. Była bardzo ładna, była blondynką, w ogóle nie była podobna do Żydówki. Ta pani nazywała się Chaja Zylberdrut. Później wzięła sobie pseudonim, nie wiem skąd - to też przy pomocy mojej mamy i innych koleżanek – Wanda Grochulska. I z taką kenkartą wyjechała do Warszawy. Pracowała w zakładzie fryzjerskim „Nur für Deutsche”. Ironia. Ale potem udało się jej w ogóle zbiec z Polski i nie mieliśmy już o niej żadnej wiadomości. Ona w pewnym okresie związała się z tym Marianem Kargulem. Icek Kerbel [powinno być Kierbel]. Ich dom to była kamienica, która obecnie nie istnieje, gdzie teraz jest McDonald's, to znaczy róg Alei i Kilińskiego. Była tam piętrowa kamienica, tam był sklep spożywczy. Na górze były mieszkania, tam mieszkali państwo Żebrowscy. Wiem, że ten pan Żebrowski jakoś też z tym żydkiem Kerbelem... w czymś mu pomógł. Nie będę robić plotek, czy dostał jakieś gratyfikacje za to czy nie ale raczej nie. Ta właśnie Wanda Grochulska, która się naprawdę nazywała Chaja Zylberdrut związała się w jakimś tam okresie z tym właśnie Marianem Kargulem. Już był Marian Kargul. Byli parą i nawet mieli córkę. Mieszkali w Czechosłowacji. No i któregoś dnia, jakoś tak przed Bożym Narodzeniem, no ja już chodziłam do szkoły podstawowej, ale który był to rok, to nie wiem. W każdym razie - sensacja. My mieszkaliśmy wtedy na Stodolnej, róg Szerokiej, w domu, który już nie istnieje. Sensacja, podjeżdża samochód. Ifa, w kolorze chyba ciemno-zielonym. I to do nas przyjeżdża. Wysiada oficer w mundurze czechosłowackim. Pyta się o nas. No i oczywiście piękna dama z nim, to znaczy ta właśnie Chaja Zylberdrut, mamy przyjaciółka. Przyjechali nas odwiedzić, byli u nas w gościach. Oczywiście krótko, bo gdzieś tam dalej jechali, ale w każdym razie widziałam pana, tego Icka Kerbela w mundurze tego czeskiego oficera, no i jego żona, partnerka, ta mamy przyjaciółka. Była wspólna kolacja. My byliśmy dziećmi – przywieźli nam torbę śliwek w czekoladzie w prezencie. Wtedy śliwki w czekoladzie to była sensacja. Pierwszy raz w życiu chyba jadłam takie śliwki w czekoladzie, bo nie było żadnych słodyczy, kto to widział. To było jeszcze przed Unrrą.
No poza tym jeszcze takiego starego Żydka pamiętam, który przychodził do nas, tam na Stodolną. Koniecznie mamie chciał podarować perłę. Mówił: „Perle, perle”. No coś tam szwargotał, żeby mu kaszy ugotować. Na maśle, żeby było koszerne to jedzenie. Bo on nie może jeść tego, co tam. Nie miał środków do życia. No oczywiście mama żadnej perły nie chciała, bo jej nie była potrzebna, no ale temu Żydowi gotowała tę kaszę. I co było w domu, zupa czy coś, to poczęstowała. Ten Żyd się wyratował. I też za jakiś czas przyjechał, to już chyba w latach sześćdziesiątych. Przyjechał elegancki pan, nie wiem skąd, z tamtej półkuli, bo nie z Izraela, tylko raczej gdzieś z Ameryki. Przyjechał, odszukał mamę i złożył podziękowanie. Ojciec wspomniał jego słowa: „Pamiętaj, jak będziesz miał okazję, to idź tam do pani Stefuni [moja mama Stefania miała] na Stodolną 1 i podziękuj, że mi gotowała kaszę, że mnie częstowała zupą, bo ja może przeżyłem dzięki temu.” On właśnie przyjechał. Oczywiście podziękowanie bez żadnych materialnych gratyfikacji. Ale to bardzo piękne było, że takie zdarzenie miało miejsce w naszym życiu. Moja rodzina nigdy nie była karierowiczowska.
W 43 roku jak miasto opustoszało, bo Żydzi poszli do obozu [w kwietniu 1943 r, zlikwidowano tzw. małe getto, tworząc jednocześnie żydowski obóz pracy przy Z.O.], zaczęło się tak robić, że można było dostać mieszkanie kwaterunkowe. No my byliśmy wtedy mali, mieszkaliśmy w tym domku z dziadkami, zrobiło się ciasno, a zresztą każde młode małżeństwo chciało być oddzielnie. Dostaliśmy dwa wielkie pokoje i kuchnię na Stodolnej. Tam mieszkałam długie lata. Ten dom był pożydowski. […]
Poza tym jeszcze taka anegdotka śmieszno-tragiczna. Były żniwa, ale który to był rok, to nie wiem. W każdym razie ci Żydzi, no chcieli uciekać z tego getta. I różnymi sposobami uciekali. I właśnie uciekali, jak szli tą Księżą Drogą do stawów Jaegara. To uciekali. To było latem, były żniwa. Wtedy pola to były pola uprawne. Nie było pszenicy, bo tam piaski, gleba raczej marna. Żyta było pełno. I wtedy były snopki i takie mendle poustawiane, takie stogi tego zboża, żyta. A ci Żydzi co uciekli z tego transportu, chowali się w ten snopek, w ten stóg siana. I tam kilku Żydów w tym stogu siana siedziało i ludzie z Rzeczek, między innymi babcia, przynosili im jedzenie i picie, przede wszystkim wodę. To nie trwało długo, bo potem trzeba było te snopki sprzątnąć. Chociaż długo stały te snopki, bo wszyscy wiedzieli, że ci Żydzi w niektórych tych snopkach siedzą. No ale zdarzyło się tak, że ci rusbandit [?] - Niemcy tak mówili – zestrzelili samolot jednoosobowy. Nie zestrzelił, ale uszkodził i ten samolot ostatnim lotem na tych polach wylądował i przy okazji niektóre te snopki porozwalał skrzydłami i kilku tych Żydów odsłonił. Ci Żydzi w popłochu uciekali. No oczywiście sensacja, samolot, niemiecki żołnierz nagle na polach. Ale nie zginął ten pilot. Potem przyjechali Niemcy, ten samolot sprzątnęli.
No ale wielu Żydów się uratowało w różny sposób. Żeby ktoś przechował, uratował, wiem że były takie historie, ale nie interesowałam się tym za bardzo. Tylko pamiętam historię, którą przeżyli wszyscy, że jacyś ludzie uratowali, przechowali Żydów. Ci Żydzi nazywali się Stein. Nie tam Cukierstein czy jakiś. Po prostu Stein.To byli zamożni Żydzi. Przechowywali ich w piwnicy w okolicach ulicy Słowackiego czy Furmańskiej, gdzieś w tej części miasta. I potem obiegła miasto wieść, że ci ludzie, którzy przechowywali tych Żydów, zamordowali ich, tych Steinów. Dla zysku, żeby im zabrać, co ci Żydzi mieli, kosztowności czy dolary. Po wojnie to było i był nawet proces. Nie wiem, kim byli ci Steinowie, bo nie pamiętam, wiem, że to byli i bardzo zamożni i dobrzy Żydzi, tacy lubiani. I wszyscy bardzo żałowali, że tak się stało. No i nawet był proces. Wtedy sąd był na Alei w tym domu, w którym teraz jest policja. Całe miasto szło zobaczyć, jak ich prowadzili w kajdankach do więzienia. Skazali, nie wiem czy na dożywocie, czy śmierć (wtedy były jeszcze kary śmierci). Nie wiem, ale wiem, że taki incydent miał miejsce. No przechowywali ludzie Żydów, ale tak dokładnie, personalnie to naprawdę nie wiem.
Wiem, że w gajówce pod lasem byli przechowywani Żydzi. Nie wiadomo, w jaki sposób się Niemcy dowiedzieli, że tam jest rodzina żydowska. Przyjechali i dokonali egzekucji. Na miejscu. Nawet w ten sposób, że chłopczyka takiego czteroletniego hitlerowiec wziął za nóżki i o drzewo w lesie roztrzaskał dziecku główkę. A resztę rodziny zabił. No takie opowieści... Oni się ukrywali w krzakach, gdzieś w szałasie, gdzieś w jakimś bunkrze w lesie. Tylko mogli iść głębiej w las, ale jak to Żydzi, bali się. Jakby poszli głębiej, to by się może uchowali. Niemcy się bali w lasy zagłębiać, bo partyzantka była. A oni byli tak płytko w tym lesie, na skraju lasu, tuż za tą gajówką. Wtedy gajowym był taki pan, który się nazywał Działowski.
Poza tym nie wiem, bo się człowiek nie interesował. Nawet jak coś słyszałam, to nie pamiętam.
[…]
Kirkut pamiętam jak po wojnie wyglądał. Dlatego, że mieszkaliśmy na Stodolnej. Chodziłam do szkoły nr 2, to jest róg Iłżeckiej i Polnej. Ten budynek istnieje do dziś. Po drugiej stronie ulicy Iłżeckiej jest teraz szkoła muzyczna i ten budynek piękny, co była szkoła zawodowa dawniej [Dom Heinego, wyburzony we wrześniu 2014 r.]. To zaraz za płotami był kirkut. I pamiętam, kiedyś uciekliśmy z lekcji, z drugiej klasy uciekliśmy na kirkut, cała klasa uciekła i myśmy między tymi kamieniami gubili się. Nauczyciel latał i nas szukał, żeby nam się coś nie stało. Poza tym na ulicy co się wtedy nazywała Browarna, mieszkała moja przyjaciółka Elwira i jak do niej szłam, to przez ten kirkut między kamieniami smyk smyk i byłam na dole. Browarna to teraz nazywa się Mickiewicza. Na górze były te kamienie, te macewy. […]
![]() |
| Kirkut, 1959 r., fot. J. Dunin Borkowski |
Pamiętam, jak orali ten kirkut. Jak likwidowali te kamienie, gdzieś tam wywozili. Ale potem ustawili to lapidarium, ale to już chyba w latach 60. Ale część kamieni to poginęło, tych macew, może porozbijali, nie wiem. W każdym razie to lapidarium to są późniejsze lata. Był niejaki Wawrzyniec Weroński. Werońskich to dużo. Był furmanem i jak to furman lubił sobie wypić. Miał też narzędzia rolnicze, bo miał jakieś grunty. Miał konia i miał pług. I wynajęli go – to już po okupacji – do zaorywania tego kirkutu, jak likwidowali. No i w pewnym momencie ten Wawrzek wyorał całą butelkę na tym kirkucie. No i mówi: „O chłopy, jakaś butelka, może będzie co popić.” I o ten lemiesz pługa pach rozbił tę butelkę. A tam wyleciały złote dolary. Ale ktoś doniósł i zabrali wszystkim te pieniądze. No bo wiadomo, co ze znaleziskami, trzeba oddać. No i taka była historia ostrowiecka. Zaorali. Nikt nie dbał o zabezpieczenie tych szczątków.
![]() |
| Kirkut, 1959 r. fot. J. Dunin Borkowski |
Denkówek, 28.07.2014
źródło: zbiory własne
sobota, 10 stycznia 2015
Leonid Szpilman / Leo Spellman
Nekrolog Leo Spellmana w "The Globe and Mail":
http://www.theglobeandmail.com/news/world/leo-spellman-creator-of-holocaust-composition-dies-at-99/article6419565/?page=all
piątek, 9 stycznia 2015
Ulica Zatylna
![]() |
| ul. Zatylna, lato 1940, 1941 lub 1942 r. |
Miejsce, z którego zostało zrobione zdjęcie i przybliżony kąt widzenia aparatu [zaznaczone na czerowono]:
![]() |
| Plan miasta z początku lat 40. XX w. i współczesne zdjęcie satelitarne |
Żydowski Instytut Historyczny,
Ostrowiec Świętokrzyski. Wczoraj, dziś i jutro, red. A. Ginsbert-Gebert, Warszawa 1979,
Google Maps.
wtorek, 6 stycznia 2015
Akwarele 1941-1942
![]() |
| Aleja 3 Maja, widok od strony sądu grodzkiego [tzw. Dom Pfeffera] Jan Fazanowicz, pocz. lat 40. XX w. |
![]() |
| Widok z ul. Głogowskiego w kierunku południowym Jan Fazanowicz, 1942 r. |
![]() |
| Zabudowa przy ul. Górzystej i Młyńskiej w Ostrowcu Św. Jan Stempniak, 1941 r. |
źródło: Muzeum Historyczno-Archeologiczne w Ostrowcu Św.
piątek, 2 stycznia 2015
wtorek, 30 grudnia 2014
niedziela, 28 grudnia 2014
"Dziennik" Hindy i Chaniny Malachi
Dziennik Hindy i Chaniny Malachi
wstęp Jan Grabowski, Lea Balint; oprac. Barbara Engelking
[w:] Zagłada Żydów. Studia i Materiały, nr 3, 2007
str. 241-265
str. 241-265
Lea Balint, O Autorach
Chanina urodził się w Ostrowcu w roku
1918. Jego rodzice, Szmuel i Fajga Szermanowie, prowadzili hurtownię
tkanin i byli dość zamożni. Ojciec Chaniny zmarł na raka w roku
1938, a matka, z domu Tanenbaum, zmarła w getcie w 1942 roku.
Państwo Szermanowie mieli dwie córki i pięciu synów. Najstarsza
córka, Ita, wdowa (jej mąż zmarł śmiercią naturalną w 1938
roku), zginęła w Treblince z dwojgiem dzieci. Ester i trójka jej
dzieci także zginęli w Treblince. Lejb Leon, jego żona Rywka i syn
Szmuel zostali zamordowani przez Polaków, którzy ukrywali ich za
pieniądze. Ich córka Pnina, ukrywana przez polską rodzinę Krasa,
przeżyła Holokaust. Po wojnie Pnina wyemigrowała do Izraela i
została zaadaptowana przez rodzinę w kibucu. Kolejny brat Chaniny –
Szaja został zabity przypadkowo przez Amerykanów w ostrzale pociągu
przewożącego więźniów z jednego obozu do drugiego pod sam koniec
wojny. Jego żona Dwora i ich dwie córki zginęły w Treblince.
Chanina, szósty z braci, autor dziennika, ukrywał się za pieniądze
u państwa Piskorskich, a w trakcie powstania warszawskiego podawał
się za Polaka o nazwisku Jan Wójcik. Jego żona Hinda, także
autorka dziennika, przeżyła okupację, ukrywając się w Warszawie
na aryjskich papierach. Szlomo, najmłodszy z braci, był kawalerem.
Został zamordowany przez członków polskiego podziemia, wciągnięty
w pułapkę, kiedy to grupa młodych Żydów chciała przyłączyć
się do partyzantki.
Także rodzice Hindy prowadzili w
Ostrowcu sklep z tkaninami. Specjalizowali się w tekstyliach i
materiałach do użytku domowego. Oboje zginęli w Treblince.
Hinda miała trzy siostry. Najstarsza,
Frida, przed wojną pracowała jako skarbnik fundacji Keren Kajemet.
Wraz z synem zginęła w Treblince. Druga siostra, Bluma, razem z
córką zginęła w Treblince. Także jej mąż przeżył Oświęcim,
wyemigrował do Stanów Zjednoczonych i tam zmarł. Trzecia córka,
Hinda, i jej maż Chanina, autorzy dziennika, przeżyli Holokaust.
Hinda była najbardziej utalentowanym dzieckiem w rodzinie,
odznaczała się szczególnie w rachunkach. Jej najukochańszą
siostrą była Frida. To właśnie ona zdobyła dla Hindy aryjskie
papiery, dzięki którym udało się jej wydostać z getta. Frida nie
chciała pójść razem z Fridą. Twierdziła, że z obrzezanym
niemowlęciem nie ma żadnej szansy na przeżycie poza gettem.
Najmłodsza siostra miała na imię Ester. Była niezamężna.
Przetrwała Holokaust dzięki aryjskim dokumentom na nazwisko Janina
Sipińska. Ukrywała się w Warszawie u ormiańskiej rodziny, państwa
Dabadgian, którzy lubili ją bardzo i chcieli, aby została z nimi
także po wojnie.
Chanina i Hinda poznali się w
organizacji młodzieżowej, mieli wówczas po czternaście lat.
Pobrali się w czasie wojny i chociaż majątki żydowskie już wtedy
skonfiskowano, oboje mieli wystarczająco dużo pieniędzy, aby
urządzić wesele. Ślub odbył się w getcie 14 lutego 1941 roku, a
wesele zorganizowali w następny piątek w sali rady gminy. W sobotę
wieczorem wszyscy przyjaciele z organizacji młodzieżowej, rodzina i
znajomi tańczyli horę i śpiewali syjonistyczne pieśni. W jakiś
czas po ślubie Chanina zaczął przekonywać Hindę, aby uciekła z
getta, posługując się fałszywymi papierami na nazwisko Halina
Stawiarska, które zdobyła dla niej siostra Frida. Rozumiał, że z
powodu semickiego wyglądu i akcentu on sam nie ma żadnej szansy
przeżycia poza gettem. Hinda wahała się, nie chcąc rozstawać się
z mężem i rodziną, i odkładała ucieczkę całymi miesiącami.
Przy pomocy Polki, która obiecała wyszukać jej kryjówkę w zamian
za pieniądze, Hinda wyszła z getta po raz pierwszy 9 października
1942 roku, zaledwie dzień przed pierwszą wywózką.
Hinda i
Chanina Malachi
Dziennik
5 października, wtorek 1943 roku
[…]
Przed wszystkim postaram [się]
przypomnieć sobie co zaszło od dn. 9 października 1942 roku, tj.
od daty wyjazdu mojego w nieznane, by ustrzec się przed
wysiedleniem.
Było to w piątek, wśród gotowania i
pieczenia zostałam oderwana nagle i już o 4-ej p.p. dzięki
staraniom Frani wyjechałam z panią Bram jako Halina Stawiarska do
Ćmielowa, skąd wieczorem pociągiem miałyśmy dalej jechać do
Skarżyska, a stamtąd na Czerniecką [Czarniecką] Górę. Nigdy nie
zapomną mojego wyjścia z mieszkania rodziców. Primo, że chciałam
się z nimi pożegnać (jedynie Heniek mnie w czoło pocałował, by
nie mieć śladu łez na twarzy, ale czułam wychodząc, że każdy
płacze i myśli w tej chwili to samo, co ja: czy się jeszcze w
życiu zobaczymy? Niestety – z Franią, Kubusiem, Blimcią i Dorką
już się więcej nigdy nie zobaczę. Z przyczyn mnie nieznanych p.
Bram zdecydowała wyjechać następnego dnia rano, a na noc mnie
ulokowała za protekcją jej znajomej dentystki u jednych z państwa
na ul. Sandomierskiej, przedstawiając mnie jako warszawiankę,
uciekinierkę przed łapankami. Drugiego dnia rano przyszła po mnie
pani dentystka, oświadczając, że p. Br[am] wyjechała do Ostrowca
na zwiady, bo chce Franię z Kubusiem też tu zabrać, byśmy już
razem wyjechali na Czerniecką Górę.
Ten sobotni dzień spędziłam u pewnej
szmuglerki, która mnie zakluczyła i poszła na wieś. Leżałam
cały dzień w łóżku, nic nie jedząc i myślałam o moim smutnym
losie, próbując siebie usprawiedliwić, że wyjechałam się
ratować sama, ale miałam wtedy szaloną chęć wrócić. Wieczorem
przyszła po mnie pani Br[am], przywożąc mi z Ostrowca od mamy
kilka jabłek. Jak się później okazało, mama jej dała również
majtki wełniane, komplet elastyczny, ręcznik kąpielowy itp.
rzeczy, które by mi się bardzo przydały, bo jechałam na letniaka,
a zaczynało się robić chłodno. Bramowa mi o tym wszystkim nie
wspomniała, skarżyła się, że mama nie miała do niej zaufania,
bo mąż chciał dać kilka kuponów materiału, a ona nie dała. I
tym razem nie wyjechałam z Ćmielowa, ulokowała mnie znowu u jednej
kobiety z synkiem, której mąż był w Niemczech na robotach, na ul.
Zamkowej 11. Wtedy już straciłam całe zaufanie do mojej
przewodniczki, do której przemawiałam jak do matki, a ona tylko
chciała wiedzieć, ile pieniędzy mam przy sobie. Byłam w tym
miejscu do czwartku rano, był to dzień przed wysiedleniem w
Ćmielowie i moja gospodyni się bała trzymać mnie niezameldowaną.
Przez te kilka dni p. Bramowa do mnie przychodziła, odkładając
wyjazd z dnia na dzień i wydobywając ode mnie na podróż do
Ostr[owca] na zwiady coraz to inne drobne sumki. Wiadomości, jakie
przychodziły z Ostr[owca], były bardzo smutne. Wysiedlenie się
rozpoczęło w niedzielę rano (przyp. 2 – Ostrowiec zamieszkiwało
przed wojną około 10 000 Żydów, napływ przesiedleńców i
uchodźców spowodował, że w getcie (zamkniętym w lutym 1941 roku)
znajdowało się około 16000 osób. Wysiedlenie z getta odbyło się
11 października 1942 roku. Kilkaset osób pozostało w lokalnych
przedsiębiorstwach i fabrykach pracujących dla Niemców) i ludzie
siedzieli już 3 dni na placu „stalagu” bez jedzenia i picia.
Domyślałam się, że teraz już nie ma sensu spodziewać się
Frani, bo od piątku nie zdążyła sobie zrobić potrzebnych
papierów. Jak już wspomniałam, w czwartek rano już miałam
wymówione mieszkanie. Pani Bram mnie posłała wtedy z posługaczką
dentystki na pobliską wieś po locum, ale nikt mnie nie chciał
przyjąć. Wróciliśmy, zastając drzwi u p. Br[am] zamknięte.
Przenocowałam wtedy u tej posługaczki. Nazajutrz w piątek było
wysiedlenie w Ćmielowie, a ja nie miałam gdzie być, bo teściowa
posługaczki mnie wyprosiła, bojąc się teraz kogoś w domu trzymać
i stałam cały czas niedaleko wagonów do których wpędzano
nieszczęśliwych. Zaraz po tym poszłam na miasto, spotykając na
ulicach kilka trupów i widziałam, jak Polacy umizgują się do
żandarmów, by im coś dali z domów żydowskich, a na chodnikach i
szosach moc podartych modlitewników. Weszłam do jednego sklepu
kupić gęsty grzebyczek, to mi powiedzieli, że „wszystkie gęste
grzebyczki zakupili na swoje wszy Żydzi do wagonów” i to z takim
zadowoleniem zostało powiedziane.
Gdy się nareszcie spotkałam z panią
Br[am], radziła mi wyjechać na razie do Krakowa, […]
[...] Z Radomia wyjechałam w poniedziałek
wieczór z powrotem do Ćmielowa. Muszę tu jeszcze dodać, że
spędzając poniedziałkowy dzień sama, bo Marysia była przy pracy,
myślałam o tym, dobrze by było, gdybym spotkała (Semky?) (bardzo
lojalny SS-man z Ostr[owca], został tu przeniesiony; wyznać też
muszę całą prawdę, może on by mi powiedział coś o Ostr[owcu] i
poradził, co robić. Idąc właśnie na stację wieczorem,
zobaczyłam go, ale mi zabrakło odwagi, by dojść.
[...] pojechałam do Skarżyska, by odpocząć,
dowiedzieć się co w Ostr[owcu] słychać i dalej nie myślałem.
[…] Przypadkowo przechodząc przez most, spotkałam pana Grosmana z
Ostr[owca]. On mnie poznał i poinformował, że w Ostr[owcu] akcja
jeszcze nie zakończona, ale następnego dnia kazał przyjść do
żony na placówkę, to będzie miała dokładne wiadomości, bo
wysłali człowieka. W piątek rano poszłam więc na umówione
miejsce i dowiedziałam się, że w Ostr[owcu] było i jest jeszcze
strasznie, że jest moc trupów, a wśród nich i kilku policjantów.
Postanowiłam więc wrócić do Ostr[owca], by się dowiedzieć już
całej prawdy i o ile to możliwe połączyć się z Heńkiem.
Wiedziałam jedno, że ja za bardzo nienawidzę Polaków, bym mogła
wśród nich przebywać. […] W poniedziałek rano, 26 października,
przyjechałam do Ostr[owca]. Na zakręcie ul. Kolejowej zobaczyłam
policj[anta] Flajszera, prowadzącego robotników do fabryki. Nie
mogłam jednak do niego dojść, bo była moc robotników przed
fabryczką. Udałam się do /Suniny/[?] do p. Przestraszyła się na
mój widok, ale mnie bardzo dobrze przyjęła. Od niej się
dowiedziałam, że ani jedna kobieta się nie została; że jeszcze
wyciągają ludzi ze schronów; żydzi mają porobione schrony od
Rynku do rzeki, mając wewnątrz wielkie zapasy, nawet żywą krowę.
Na moją prośbę zgodziła się pójść do miasta z listem, by
pierwszemu napotkanemu policjantowi [żydowskiemu] go oddać.
Załatwiła mi to, wróciwszy dowiedziała się przede wszystkim, że
Heniek żyje, bo policjant, który odebrał list do niego, to
powiedział. Gdy [jej] mąż wrócił z fabryki, opowiedział, że
robotnicy fabryczki dwa tygodnie spali na placu fabryki, zastrzelono
3-ch na postrach, by wszystko oddali i zebrano ciężkie majątki; a
najważniejsze Heniek żyje. Pani Kr. narzekała na mamę, że jej
nic nie dała do przechowania, ona by przecież nie zabrał itd.
Później się okazało, że nie tylko mama, ale nawet Frania jej
dała bieliznę i inne rzeczy. Niespodziewanie o 5 przyszedł pan
Głuch[owski] z poleceniem, bym o 6 była na ulicy Polnej. Moja
radość nie miała granic. Zaraz wyruszyłam w drogę, na Polnej
zobaczyłam placówkę kobiet, prowadzonych przez Wilka. Oszołomiona,
z wielkiej radości wpadłam w ich szeregi, włożyłam naprędce
chustkę – imitację opaski, […] Grupa, do której się
przyłączyłam, była placówkę Jegera, dopiero razem z nimi
poszłam do Cegielni, wróciłam do getta dopiero o 8, było już
zupełnie ciemno. Pierwszą napotkaną osobę był Pinek Alterman, z
którym się serdecznie pocałowaliśmy i poszliśmy na poszukiwanie
Heńka. Gdy[śmy] się nareszcie zeszli z Heńkiem, z wielkiej
radości aż mnie na rękach zaniósł do domu. Nasz nowy dom było
mieszkanie wspólne z 7-oma policjantami – Ber, Alkichen i Sz.
Politański, Zyngier, Zajfman, Bronzajt. Nie poznałam nikogo ze
znajomych, wszyscy mieli twarze zmienione po tych ciężkich i
strasznych przeżyciach. Czułam, że każdy z naszych żonatych
współlokatorów patrzy na radość Heńka z zazdrością, oni
bowiem wszyscy potracili żony. Jedną tylko noc spędziłam w getcie
i mimo swych najszczerszych chęci musiałam się znowu rozłączyć
z Heńkiem, bo on tak chciał, bojąc się dalszego wywożenia. […]
Wróciłam więc znowu do Ostr[owca] w środę rano, postanowiłam
więcej z miejsca się nie ruszać. Heniek się wystarał dla mnie o
placówkę razem z Esterą u Mendy. Miałam tam bardzo miłe
towarzystwo sióstr Wajsblum, a ofiarą była panna Klajman, która
nas bawiła piosenkami i humorem. Po powrocie z pracy było zawsze w
domu wesoło, bo każdy dowcipkował i starał się zagłuszyć, by
nie pamiętać o tem, co było. Żarło się, piło i bawiło aż do
rozpusty, jak naprawdę przed śmiercią, by wszystko dobro tego
świata zużyć przed końcem. Bardzo rzadko odwiedzałam rodziców,
czego sobie nie mogę darować. Zawsze będąc u nich, musiałam
płakać, wspominając naszych kochanych. Ojciec mocno wierzył, że
przeżyjemy i nasi ukochani wrócą i wtedy każdy opowie swoje
przeżycia przy wspólnym stole. Jedyną ich pociechą był Abram,
który się nimi opiekował i co mógł załatwił, będąc
policjantem. Mama przyrzekła go zawsze uważać za syna, choćby już
Blimka miała nie wrócić, bo co od tego to mama się nie łudziła
tak jak ojciec. Serce mnie mocno bolało, gdy widziałam moją
wiecznie chorującą matkę idącą w mrozy i śniegi do pracy na
szosę. Raz pamiętam rano, gdy się ustawialiśmy, nasza grupa
osobno i taty osobno na Sienkiewicza, ojciec nagle doszedł do mnie i
zaczął mnie po prostu obsypywać pocałunkami. Później mama
powiedziała, że ojciec jej o tym opowiedział – był to szał
tęsknoty za utraconymi dziećmi i zarazem upamiętnienie, że
jeszcze mnie ma.
Wśród tego wesołego życia i hulanek
zaczęto jednak szeptać o zbliżającym się drugim wysiedleniu.
Heniek już zawczasu upatrzył dla mnie 2 miejsca, bym w razie
niebezpieczeństwa mogła tam pójść. 10 stycznia nastąpiło
drugie wysiedlenie, podczas którego straciłam swoich kochanych
Rodziców. […] Została mi jeszcze Eścia, którą Heniek wprost
cudem wyratował. Również ojciec mógł zostać, ale nie chciał
bez matki. Później się dowiedziałam o tej tragicznej podróży
moich Rodziców. Tochterman i Gertner uciekli z wagonu i nam
opowiedzieli, że matka była strasznie spragniona, prosiła się
trochę śniegu; przez cały czas nic do siebie Rodzice nie
rozmawiali. Mamcia Gutholca też wtedy wyskoczyła z wagonu, leżała
dłuższy czas w śniegu i sobie odmroziła obie stopy, które
zostały jej później amputowane. Gdy myśmy wyjechali z Ostrowca
ona leżała po operacji.
W getcie znowu wróciliśmy do naszego
normalnego „życia”. Przeprowadziłam się z Heńkiem na II-gie
piętro, dostaliśmy wspólny pokój z Marianem Psajgielwanem i jego
żoną Hanką Wurman. Naszymi sąsiadami, którzy przez nas
przechodzili, byli Sztajnbaumowie z żonami i Szlamek Rubinsztajn z
Bronką Landau. Ja już do pracy nie powróciłam, więc mieliśmy
względnie czysto i sama gotowałam najlepsze rzeczy, bo to nam
jedynie zostało. Od czasu do czasu widywałam się z koleżankami i
czytywałam listy od Stefci, która była już od października w
Warszawie. „Atrakcją” były prawie codzienne ofiary Petera i
jego kolegów, zabite na placu obok cmentarza. Najwięcej nas
poruszył fakt zastrzelenia Gutka Goldwassera z żoną i dzieckiem,
którzy padli ofiarą przez Polaka ich dobrego znajomego. Te sceny
nam psuły humor tylko na krótko, później znów przy kartach lub
restauracjach staraliśmy się w sobie to zagłuszyć. Ale już po
II-gim wysiedleniu zaczęto szeptać o skoszarowaniu, tzn. wiedziano,
że placówka Zakładów i najwyżej również Jegera zostaną
skoszarowane na placu fabrycznym, co groziło wymarciem z głodu,
chorób i ciężkiej pracy. Więc kto mógł szukał sobie wyjścia.
[…] Zanim mój wyjazd do Warszawy był
naprawdę aktualny, jeszcze przeżyłam radość zmieszaną z
zazdrością. Było to, gdy do getta przyszło 100 depesz z Palestyny
pd Ostrowczyków, między tymi wiele od ludzi, którzy w swoim czasie
uciekli do Rosji. Większa ilość depesz przyszła do rodzin, które
już dawno zostały spalone w Treblinkach.
[…]
Etykiety:
Alkichen,
Alterman,
Bronzajt,
Gertner,
Goldwasser,
Grosman,
Gutholc,
Klajman,
Landau,
Malachi,
Politański,
Rubinstajn,
Szerman,
Sztajnbaum,
Tanenbaum,
Tochterman,
Wajsblum,
Wurman,
Zajfman,
Zyngier
poniedziałek, 22 grudnia 2014
Subskrybuj:
Posty (Atom)





%2C%2Bzaw%C3%B3d%2B%C5%9Blusarz%2C%2Bzm.%2B27.3.1942%2Bw%2BKL%2BAuschwitz.jpg)
%2C%2Bzaw%C3%B3d%2B%C5%9Blusarz%2C%2Bzm.%2B30.3.1942%2Bw%2BKL%2BAuschwitz.jpg)
%2C%2Bzaw%C3%B3d%2Bkrawiec%2C%2Bzm.%2B2.11.1941%2Bw%2BKL%2BAuschwitz.jpg)
%2C%2Bnumer%2Bobozowy%2B22254%2C%2Bzaw%C3%B3d%2Bhandlarz%2C%2Buwagi%2Bzm.%2B2.11.1941%2Bw%2BKL%2BAuschwitz.jpg)
%2C%2Bnumer%2Bobozowy%2B23871%2C%2Buwagi%2Bzm.%2B26.3.1942%2Bw%2BKL%2BAuschwitz.jpg)
%2C%2Bzaw%C3%B3d%2Brobotnik%2C%2Bzm.%2B15.11.1941%2Bw%2BKL%2BAuschwitz.jpg)
%2C%2Bzaw%C3%B3d%2Brobotnik%2C%2Bzm.%2B1.11.1941%2Bw%2BKL%2BAuschwitz.jpg)















