Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muszkies. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muszkies. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 czerwca 2026

C-dur

 […]

Niebawem znaleźli się w Ostrowcu i Żydzi z Łodzi i z innych miast polskich a nawet z Wiednia, którzy zostali tu przetransportowani. Zbierali się oni często w kawiarni albo w znanym i gościnnym domu dentysty, Malingera, gdzie nieraz przy fortepianie śpiewała pieśni polskie, rosyjskie i żydowskie córka gospodarzy – Janka. Bywał tam często m. in. dyrygent Filharmonii ŁódzkiejSewer Pietruszka z żoną. On to po utworzeniu getta, na jego terenie zorganizował z muzyków żydowskich – orkiestrę. Orkiestra ta gdzieś w sierpniu a może we wrześniu 1941 koncertowała, Janka Malinger śpiewała pieśni żydowskie a dziesięcioletnia dziewczynka grała koncert fortepianowy C-dur Mozarta. Na zakończenie orkiestra odebrała hatikwę – hymn narodowy żydowski. Okoliczności w jakich koncert się odbywał, jego młodzi soliści, nastrój samej muzyki poruszyły do głębi zamkniętych w obozie słuchaczy i niejedną łzę wycisnęły. 

[…]

Na podstawie materiałów L. Trzcińskiego opr. Aleksander Biliński



poniedziałek, 25 maja 2026

Blajbergowie

 

Rodzina Blajbergów,
stoją od lewej: Majer, Lola, Jerechmiel,
siedzą: Chana, Hilusz, Ada/Etale i Salomon,
fot. Szmul Muszkies,
Ostrowiec, 1938 r.


sobota, 15 marca 2025

Kibuc Geula

 

Kibuc Geula Ostrowiec, fot. Szmul Muszkies, 1933-34



Translation of Hebrew description/names on back of group photo:


1. Nachum Walerstein (from Kibbutz Szydłowiec "Yehuda") from the city of Ostrowiec

2. Paltiel Brickman (from Kibbutz Słupa Nowa "Leader") from the city of Ostrowiec

3. Haim Dek (from Kibbutz Słupa Nowa "Leader") from the city of Yanov-Lib

4. Leibel Mintz (from Kibbutz Ostrowiec "Geula") Ostrowiec branch

5. Heschel Feintuch (from Kibbutz Ostrowiec "Geula") Klimontów branch

6. Moshe (last name?) (from Kibbutz Ostrowiec  "Geula") Tomaszów Lubelski branch

7. Yehiel Brukierer (from Kibbutz Selofia "Leader") Tarłów branch

8. David (last name?)  (Kibbutz Ostrowiec "Geula") Szydłowiec branch

9. Shragai Zoberman (from Kibbutz Ostrowiec "Geula") Ożarów branch

10. Unknown name Krasnobród  branch

11. Yehudit Friedman (from Kibbutz Ostrowiec "Geula" ) Kleszczele branch

12. Chaya Sara Liebman (from Kibbutz Ostrowiec "Geula" ) Słupa Nowa branch

13. Tama Erlich from the city of Ostrowiec

14. Zvia Leah Erlich from the city of Ostrowiec

15. Leah Fridant (from Kibbutz Salofia " Leader") Słupa Nowa branch

16. Bila Glazerman (from Kibbutz Ostrowiec "Geula") Stolin branch

17. Deborah Mirotsnik (from Kibbutz Ostrowiec "Geula") Janów Lubelski branch

18. Moshe (last name?) (from Kibbutz Ostrowiec "Geula")

19. David Borenstein (from Kibbutz Ostrowiec "Geula") Kalish branch

20. Bonam Adler (from Kibbutz Ostrowiec "Geula") Bardschel branch

21. Avraham Weizman (from the Ostrowiec "Geula" ) Słupa Nowa -Nova branch

22. Yechezkel Erlich (from Kibbutz Słupa Nowa " Leader ") Ostrowiec branch

23. Yaakov Yitzchak Hershkowitz (from Kibbutz Ostrowitz "Geula") Chmielnik branch

24. Aryeh Liebman (from Kibbutz Ostrowiec "Geula" ) Słupa Nowa -Nova branch

25. Shmuel Milstein (from Kibbutz Ostrowiec "Geula") Ostrowiec branch

26. Paltiel Blustein (from Kibbutz Ostrowiec "Geula") Lushutz branch

27. Yehoshua Schondelkauf (from the Ostrowiec "Geula") Branch Sec – Kiel ?

28. Haim Zilberman (from Kibbutz Ostrowiec "Geula") Szydłowiec branch

29. Chava Adler (from Kibbutz Ostrowiec "Geula") branch in Janów Lubelski

30. Binyamin Lederman (from Kibbutz Ostrowiec "Geula") Mszczonów branch


Notations:

-Above translation was done to the best of our ability but may contain slight errors.

-The term "leader" is translated from the original Hebrew word Neziv, meaning leader/governor, etc. This was a senior youth group leader/counsellor.


Źródło: Kibbutz Geula - Jews of Ostrowiec אתר הנצחת יהודי אוסטרובייץ (אוסטרובצה)

piątek, 6 grudnia 2024

Muzyka żydowska w Polsce w okresie międzywojennym

 

Isachar Fater
Muzyka żydowska w Polsce w okresie międzywojennym
tłum. Ewa Świderska
Warszawa 1997

 

s. 17-25

DAWID BEIGELMAN
1887-1945

Juliusz Adler w swej książce pt. Majses fun der jidiszer teater-welt (Opowieści ze świata żydowskiego teatru) tak opowiada o Dawidzie Beigelmanie: „Był wspaniałym skrzypkiem i znakomitym muzykiem. Myślę, że nie ma w Ameryce ani jednego łodzianina, który nie znałby Dawida Beigelmana; to samo odnosi się i do warszawskich Żydów, ponieważ Dawid napisał wiele operetek, pieśni i piosenek ludowych, śpiewanych przez starych i młodych”.

O jego ojcu napisał: „Szymon Beigelman nie był człowiekiem zamożnym, a musiał utrzymać dziewięcioro dzieci. Mimo to dał swym dzieciom porządne wychowanie i umożliwił im edukację zgodną i ich pragnieniami i możliwościami. Wszystkie jego dzieci zostały muzykami, grały na różnych instrumentach, jedynie zaś córka – Roza – została doskonałą pianistką”.

Dawid Beigelman pochodził z rodziny muzyków, w której oddanie muzyce przechodziło z pokolenia na pokolenie. Było to przedmiotem dumy jego ojca; z uniesieniem śpiewał stare melodie i świadomie tworzył nowe, przeplecione ze starymi ojca i dziadka.

Praca była dla niego wszystkim i nigdy nie traktował jej jako przeszkody ani przytłaczającego ciężaru. Odwrotnie – była zaszczytem i posłannictwem. Z pracy czerpał ogromne zadowolenie i chęć do życia. Nawet w najcięższych dniach nie skarżył się i nie żalił do nikogo. Wiedział, że sam, z własnej woli, wybrał tę drogę – drogę muzyka w żydowskim teatrze. Było więc dla niego jasne, że jest to droga pełna przeszkód: bezustanna wędrówka z miejsca na miejsce, lekceważący stosunek społeczeństwa, uparta i niekończąca się walka z właścicielami teatrów o wyższy poziom repertuaru w ogóle, a muzyki teatralnej w szczególności. Tę właśnie drogę wybrał i po niej kroczył z uporem przez całe życie. Dlatego nic dziwnego, że uważano go z jednego z pionierów muzyki teatralnej oraz za jej podstawowy filar w Polsce okresu międzywojennego.

 

Dom i życie

Dawid Beigelman urodził się w Ostrowcu pod Radomiem. Dorastał w domu, w którym królowała muzyka. Jego ojciec, znany w mieście muzyk, nie rozstawał się z klarnetem, a bracia, z których każdy grał na innym instrumencie, nie przestawali na nich ćwiczyć. W domu wciąż słychać było najrozmaitsze dźwięki: skrzypiec, altówki, kontrabasu, trąbki i innych instrumentów. Także krewni – Szpilanowie, należący do innej muzycznej rodziny w mieście – uważali siedzibę Beigelmanów za swój drugi dom. Często wpadali do nich, aby improwizować zespołowo dla przyjemności.

Bracia Beigelman. Od prawej: Dawid – dyrygent, Szlomo – skrzypek, Abram – pianista, Chaim – saksofonista, Chanan – saksofonista

Tak więc dom Szymona Beigelmana stał się miejscem spotkań muzyków, przyciągając atmosferą radości i gościnności. Spontaniczne koncerty muzyki żydowskiej i klasycznej, dające się słyszeć letnimi wieczorami przez otwarte okna ściągały do niego licznych słuchaczy. Nieraz zdarzało się, w tej atmosferze rozmuzykowania powstawały nowe pieśni, które szybko stawały się anonimowymi pieśniami ludowymi.

Młody Dawid pozostał wierny skrzypcom, ale nie mniejszą miłością darzył też klarnet. Po wielu latach opowiadał, że czarodziejskie dźwięki, które ojciec wydobywał z klarnetu, wciąż brzmiały mu w uszach. Wszak klarnet od wielu setek lat był ulubionym, drugim po skrzypcach, instrumentem Żydów. Za pomocą jakiegoż innego instrumentu mógł Żyd wypłakiwać swój smutek, użalić się nad swym bólem i westchnąć szeroko, jeśli nie za pomocą skrzypiec i klarnetu?!

Nieraz obydwaj – ojciec na klarnecie i syn na skrzypach – dawali upust swym uczuciom, grając elegie Aleksandra Grieczaninowa lub Pieśń bez słów Feliksa Mendelsshona.

Już w wieku lat ośmiu Dawid dołączył do zespołu muzyków, a gdy cała rodzina przeniosła się do Łodzi, został członkiem orkiestry teatru żydowskiego. Wyróżniał się pilnością oraz oddaniem; wielokrotnie ośmielany przez dyrygenta, zaczął pełnić również jego obowiązki.

W 1912 roku Dawid Beigelman został mianowany dyrygentem orkiestry Teatru Żydowskiego im. Zandberga w Łodzi i od tej pory stał się w Polsce znany jako jeden z najlepszych dyrygentów teatralnych.

W całej swej karierze pracował w największych miastach polskich. Najdłuższy okres przypadł na Warszawę, potem – w Teatrze im. Gimpla we Lwowie. Występował również w Ameryce Południowej, w Afryce Południowej i w innych miejscach z wędrownymi zespołami aktorskimi.

W Polsce lat dwudziestych należał do aktywnych członków teatru rewiowego „Azazel”, a w 1927 roku w Łodzi został jednym z założycieli teatru, znanego pod nazwą „Ararat”. Pisał muzykę do wielu programów obu tych teatrów rozrywkowych. Mosze Broderson uważał go za jedną z najpoważniejszych i najważniejszych postaci muzyki teatralnej.

Po wybuchu drugiej wojny światowej pracował z artystycznym zespołem rozrywkowym, który co pewien czas organizował przedstawienia i spektakle w łódzkim getcie. Kiedy powstał tam dom kultury, Beigelman był jednym z tych artystów i twórców, którzy wnieśli powiew życia do tej instytucji. Do najbardziej aktywnych działaczy należeli: poeta Jeszajahu Spiegel, dyrygent i pianista Teodor Rider, piosenkarka Ala Diamant, skrzypaczka Bronisława Rotstein, nauczyciel A. Wolman, poeta J. Joachimowicz i autor tekstów S. Janowski.

Dawid Beigelman był z natury swej optymistą i starał się traktować koszmar życia w getcie jako zjawisko przemijające. Dlatego nie upadał na duchu, usiłując zachować dobry nastrój i poczucie humoru. Niczym w ciągu najlepszych swych dni dalej tworzył i pisał teksty do swych piosenek. Opowiada o tym Szmerke Kaczerginski w swej książce Lider fun di getos un lagern (Pieśni gett i obozów): „Znany kompozytor, twórca setek melodii żydowskich, Dawid Beigelman, nie zaprzestał swej działalności twórczej także w łódzkim getcie. Tu napisał dziesiątki nowych melodii, a nawet sam ułożył do nich teksty”.

[…]

W sierpniu roku 1944, podczas likwidacji łódzkiego getta, Beigelman został wysłany do Oświęcimia. Jonas Turkow w książce Farloszene sztern (Zgasłe gwiazdy) wspomina: „Dawid Beigelman należał do ostatniej grupy łódzkich Żydów, którzy zostali przeniesieni z getta do obozu śmierci w Oświęcimiu. Wziął ze sobą skrzypce i wszystkie utwory, które napisał wciągu wielu lat”.

Jego brat Chaim, który przeżył zagładę, opowiadał w Nowym Jorku o ostatnich dniach Dawida: „Podczas selekcji w Auschwitz mój brat został zaliczony do grupy przeznaczonej do likwidacji. Funkcję palenia zagazowanych pełniła specjalna grupa żydowska „Sonderkommando”, której członkowie należeli do najniższej klasy łódzkich Żydów. Ale któż z łódzkich Żydów nie znał i nie lubił mojego brata Dawida?! I oto jeden z ludzi „Sonderkommando”, znany pod przydomkiem „Mosze pobożny”, rozpoznał go. Wyciągnął mego brata z grupy skazanej na śmierć i przemycić do grupy pracującej. W ten sposób został wysłany do innego obozu, w pobliżu Oświęcimia. Tam zachorował i pewnego dnia w czasie pracy przysiadł, przewrócił się i umarł. Stało się to w lutym 1945 roku, na kilka miesięcy przed końcem wojny”.

[…]

Reuwen Szpilman z wnukami.
Od prawej: perkusista - Motek, wiolonczelista - Eliezer, flecista - Szmuel, skrzypek - Jehuda.
Imię piątego nieznane.

s. 230

ARNOLD-HERSTEIN RÓŻA, dr (1896-?) – pianistka, pedagog, dyrektorka szkoły muzycznej. Urodziła się w Rzeszowie, studiowała w Krakowie na wydziale filozofii. Swoje wykształcenie muzyczne uzupełniała w Wiedniu. Nauki pobierała u profesora Jerzego Lalewicza, Leo Siroty i Edwarda Steuermanna. Po powrocie do Polski została nauczycielką w szkole średniej w Ostrowcu, a potem osiadła w Krakowie, gdzie założyła żydowską szkołę muzyczną, bardzo dobrze zorganizowaną. Były w niej klasy: fortepianu, skrzypiec, śpiewu, nauk teoretycznych i rytmiki. W szkole tej nauczali wybitni pedagodzy.

Róża Arnold-Herstein była uzdolnioną pianistą. Szkołę prowadziła aż do wybuchu drugiej wojny światowej. W 1939 roku udało się jej uciec do Lwowa. Tam pracowała jako nauczycielka gry na fortepianie.

Straszyn czas okupacji hitlerowskiej przeżyła jako Polka, mając aryjskie papiery. Po wielu latach tułaczki przybyła wreszcie do Izraela. Tu założyła Szkołę Muzyczną im. Joela Engla, w której zdobyła sławę i uznanie jako nauczycielka i dyrektorka.

s. 289

MUSZKES ABRAHAM MOSZE – kantor. Syn znanego chazana reb Akiwy Aptera. Urodził się w Opatowie, przeniósł się najpierw do Piotrkowa, a potem do Ostrowca. Od dzieciństwa śpiewał z ojcem, przejmując tradycje rodzinne. Skomponował wiele modlitw, a jego uczniowie spopularyzowali je w wielu miastach i miasteczkach Polski. Znany w Brazylii kompozytor i dyrygent Jose Siceira [Siqueira] dostrzegł w kompozycjach Muszkesa interesujący materiał muzyczny i opracował go na chór i orkiestrę symfoniczną.

s. 307-308

SZPILMAN REUWEN (1865-1942) – skrzypek i dyrygent orkiestr wojskowych. Urodził się w Ostrowcu w bardzo muzykalnej rodzinie. Także jego dzieci (w liczbie ośmiorga) i wnuki uprawiały muzykę. Studiował w Moskwie, skąd wrócił do swego rodzinnego miasta, gdzie zyskał sławę cudownego skrzypka. Założył własną małą orkiestrę, z którą grywał na różnych żydowskich uroczystościach i świętach, czasami też podczas wieczorków tanecznych. Bywał w domach polskiej szlachty i uczył jej dzieci gry.

Dom, który otrzymał od hrabiego Wielopolskiego, był otwarty dla wszystkich wielbicieli muzyki i zarówno chrześcijanie, jaki i Żydzi przyprowadzali swoje dzieci do Szpilmana, aby ocenił ich zdolności muzyczne. Utalentowane dzieci zostawały jego uczniami. Ze swoich skrzypiec wydobywał dźwięki miękkie i liryczne, panował nad instrumentem w sposób wyjątkowy. Tak jak rygorystycznie przestrzegał godzin modlitw, tak i pilnie czuwał nad godzinami ćwiczeń i nauki. Był jednocześnie otwarty na nowinki muzyczne i lubił słuchać gry innych artystów. Pisał muzykę orkiestrową; czterech jego synów, którzy rozjechali się po świecie, zostało profesjonalnymi muzykami.

Zamordowany w Treblince w 1942 roku.

SZPILMAN SAMUEL (?-1942) – skrzypek, nauczyciel muzyki. Urodził się w Ostrowcu. Młodszy brat Reuwena, ojciec znanego pianisty Władysława. Najpierw uczył się u ojca, a potem wraz z bratem Reuwenem studiował muzykę w Moskwie. Osiedlił się w Sosnowcu i tam rozpoczął szeroką działalność muzyczną. Jego żona była nauczycielką gry na fortepianie, tak więc ich dom stał się szkołą muzyczną. Do ich uczniów należał znany później w świecie śpiewak Jan Kiepura.

Podczas okupacji hitlerowskiej przebywał w getcie warszawskim i tam zginął.

niedziela, 22 października 2023

"Byłem antysemitą, ale nie bandytą"

Henryk Małkiewicz - tytuł Sprawiedliwego wśród Narodów Świata w 1986 roku

Pomagałem Żydom. Byłem antysemitą, ale nie bandytą.
 
Oczywiście, że ich znałem przed wojną. Jak mógłbym ich nie znać. Kudłowicze byli z Ostrowca, mieszkali chyba na ul. Młyńskiej [na ul. Siennieńskiej]. Natomiast Alterzy – w Rynku. Kudłowicze byli kupcami i mieli z moim ojcem stosunki handlowe. Kudłowicz, gdy kupował zboże, przemielał je u mojego ojca w młynie w Stokach Starych [gm., Ćmielów, powiat ostrowiecki]. Młyn w nie był nasz, był w długoletniej dzierżawie z Drucki-Lubeckimi. Więc żadna przyjaźń to nie była, po prostu znajomość. Wtedy nie było takich antagonizmów między Żydem a Polakiem. Współżycie było dość miłe. Owszem polskie organizacje – Obóz Narodowo Radykalny – były antysemickie. Ja do niego należałem. Dziwna rzecz: antysemita uratował. Ale to jest w moim charakterze. Byłem antysemitą, tak mnie wychowali. Byłem nawet w Narodowych Siłach Zbrojnych. Byłem typowym polskim faszystą. Myślałem, że Polacy są najważniejsi. Ale zaznaczam: i moja matka i mój ojciec tak myśleli, ale to nie znaczyło, że byliśmy Żydom wrogami. Nie należeliśmy do takich, którzy by im szkodzili. Raczej była współpraca. Do wojny miałem dwóch kolegów, Altermana i Wajnworcla. Jednego rodzice mieli sklep na Kościelnej z aparatami fotograficznymi a drugiego - knajpę na rynku. Ale była też różnica narodowościowa, wyznaniowa. Było ich cztery miliony w Polsce, dziesięć procent ludności. Ale to nie znaczy, że byliśmy wrogami. Byliśmy różni. Ja zarzucam Żydom to, że byli szowinistami. Oni naprawdę wierzyli, że bóg ich wybrał. Oni wierzyli w to święcie. Byli inni. Mieli prawie sześć tysięcy lat, a więc byli inteligentniejsi, i pomimo, że byli w obcych społeczeństwach, umieli się dostosować, uzyskać dużo wpływów. A więc nie było bardzo za co ich lubić. Ale nie znaczy, że trzeba im szkodzić. A najlepszy dowód jest taki, że ryzykowałem dla nich życie. Nie byłem Żydem i traktowałem ich jako słabszych. Krótko mówiąc – byłem antysemitą, ale nie bandytą. Wystarczyło nie chodzić i nie kupować u nich. Po co ich zabijać? Sami by się wynieśli, jakby nie mieli geszeftu. A oprócz tego od tysiąc trzysta któregoś tam roku byli współobywatelami i nie byli gorsi od nas. Byli gorsi ze względu na mniemanie o nas ale oni byli lepsi. Powiem panu taką historię. Jeden z Żydów, którzy handlowali zbożem, poszedł do dziedzica kupować coś i zachował się nieodpowiednio. A ten dziedzic mu na to: „Polaki że są głupie to rozumiem, ale że Żyd jest głupi, to coś nie tak.”

Ukrywałem ich dokładnie półtora roku. Pod koniec, kiedy likwidowali te getta miejscowe i część jechała do Treblinki czy Oświęcimia, [żeby być] na popiół zamienione, a część tych którzy mieli kontakty mogli się przechować. W Stokach mieszkała moja rodzina a ukrywałem ich na Rudzie Kościelnej. Byli to: Henia Kudłowicz, jej brat, Szlama Kudłowicz oraz Jochewet – po polsku Jadwiga – Alter i jej brat Naftali. Czworo.

W gminie, gdzie się ukrywaliśmy miałem prestiż wśród mieszkańców, więc jak przyszedłem do kogoś to mnie przyjmowali razem z nimi. Przecież nie przechowywałem ich u siebie, tylko u znajomych. Oczywiście miałem bardzo ładny pistolet maszynowy z zrzutów amerykańskich, UD 40 coś tam, dwadzieścia cztery strzały i bardzo celne. Jednak nie był mi potrzebny, bo nikt z Polaków się ze mną nie konfliktował. Wszystko to było ukryte i nie było takie jawne. 

Warunki nie były bardzo piękne. To znaczy chowaliśmy się na strychach, w stodołach. Ostatecznie na Krzemionkach mieliśmy bunkier – piwnicę z zamaskowanym wejściem. I tam oni czworo i ja piąty jako wódz. Cały czas z nimi mieszkałem. Jakże mogłem bez opieki ich zostawić, przecież zaraz by ich sprzedali. Bo byli tacy, co sprzedawali. Stałem się bezbrodym Żydem. Wówczas to były kapitalne warunki. Stodoła w lato nie była takim złym pomieszczeniem. W zimie schodziliśmy niżej. To już było w innych miejscach, gdzie były te ziemianki. Pierwsza kryjówka była u wdowy Cholewińskiej. U niej kwaterowali Niemcy. My byliśmy na strychu a oni na dole. Było niebezpiecznie i musieliśmy się stamtąd wynieść. Mało tego, Henia przez pewien czas gotowała Niemcom obiady. I bardzo im smakowało. Zresztą Niemiec nie poznawał kto jest Żydem. Polak z miejsca widział Żyda. Oni nie bardzo znali się na tym. Więc jak Niemcy przyszli i chcieli obiad, to im ugotowała a oni byli z usług Żydówki bardzo zadowoleni.

Oni bardzo dobrze mówili po polsku. Jochweta tylko kaleczyła. Henia miała średnie wykształcenie i po polsku bardzo pięknie rozmawiała. Mało to, ona była bardzo inteligentna, tylko że była brzydka. To jej wada. Ale ją bardzo lubiłem. To był dobry człowiek. Podobna była do mojej siostry. Wszystkim by się podzieliła. Nie jak typowa Żydówka. Alter to typowa Żydówka. Ona się uważała za najlepszą. Była zamożna i piękna. Żeby tak o sobie mniemać miała możliwości i podstawy. Alterówna była bogata. Miała dom w rynku, dziś jest tam bank (ten stary budynek od Kunowa w rynku).  Jej rodzina miała chyba manufakturę i była zamożna jak na ostrowieckie warunki. Mało tego, Alterówna pochodziła z arystokratycznego, chasydzkiego rodu. Całe pokolenia jej przodkowie byli rabinami. Mieli po prostu starożytny rodowód, wyższej klasy kapłańskiej. Piękna była. Uratowałem ją. 

Robiłem to, bo to są ludzie… Jak można? Ci Niemcy są straszni. Piękne stworzenia, te Żydówki, jak można to zabijać, dlatego tylko, że jest Żydówką? To jest coś okrutnego i niemożliwego... Temu Hitlerowi powinni jaja obciąć, powinni go trzymać w klatce. Żydów nie dało się lubić, bo byli inni. Byli inteligentniejsi. Ja ich psyche znam, bo byłem z nimi po bratersku. Mnie się nie krępowali. Mówili dlaczego nas nie lubią. Dlatego, że byliśmy w ich oczach gorsi. 

W 1939 roku miałem szesnaście lat, Kudłowiczówna była o trzy lata starsza. Alterówna miała tyle lat co ja. Alterówna była bardzo piękna, jako kobieta. Kobiece kształty, biodra wydatne. Nogi długie jakby kolumny. Wysoka metr siedemdziesiąt sześć, osiem. O pięknej cerze, o pięknych falujących, gęstych włosach. Zęby miała tylko troszkę zepsute. Tak, to mogła być miss Europy!

Dlaczego jej się nie oświadczyłem? Nie było potrzeby. Gdyby nawet ona mnie bardzo kochała (podobno jak wyjeżdżała to jej poduszka była od łez mokra), to ona była typową Żydówką, szowinistką. Mimo, że uważała mnie za coś nadzwyczajnego, to byłem dla niej gojem. Nie wiem czy pan rozumie. Goj – Nie Żyd. Obcy. A ona z tej rodziny chasydzkiej, tak w tym zatopiona, że mimo, że mnie kochała, to za mnie nie wyszła. Może gdybym ją zmusił do tego. Ja też jej nic nie proponowałem. Lubiłem ją, bardzo mi się podobała, ale o tym nie było mowy. Różnice były, po mojej stronie i po jej stronie. Zdarzały się małżeństwa polsko-żydowskie, ale nie z taką jak ona. Ona była arystokracją duchową. Oni byli przywódcami duchowymi. Ich pradziad był jakimś tam cadykiem. Wyjechała do Izraela. Dostała tam choroby skórnej. I ponieważ bez mojej zgody wyjechała, to powiedziała: „Jahwe ukarał mnie za Henia”. Jechała do swojego kraju, dostali wolność, to jak mogłem powiedzieć „nie jedź”? Ani nie miałem takiej możliwości, ani takiej władzy. Choć myślałem, że ja tam też zawitam. Pojechałem ale już za późno… Zmarła na chorobę skórną. W 92 roku byłem w Izraelu. Dopiero wtedy były możliwości.

[W 1943 roku, gdy naziści zlikwidowali getta], reszta Żydów w barakach była skoszarowana i pracowała. Tam życie było dla nich w miarę bezpieczne. W Częstocicach był taki obóz. Ale co jakiś czas robione były czystki. Żydzi mieli swój wywiad, płacili Niemcom i wiedzieli kiedy będzie wywózka i wtedy uchodzili. Potem znów wracali i pracowali. Moi też tam wracali, jeśli były takie możliwości na kilka miesięcy. Gdy były selekcje, to uciekali i znów ich przyjmowałem. Tak było bezpieczniej. Mieli gorsze żarcie ale nie zabili ich. Normalnie pracowali für Reich

Na Rudzie Kościelnej była gorzelnia i siedziba hrabiny Marii Sobańskiej, a właściwie księżniczki Drucki-Lubeckiej. Bardzo piękna kobieta. Wszyscyśmy się w niej kochali. W Łysowodach mieszkała jej siostra, nazywał się Czartoryska z domu Lubecka, Izabela Czartoryska. Najpierw wyszła za hrabiego Platera, potem za Sobańskiego szwoleżera, który był jej narzeczonym jeszcze za panieństwa, ale wyszła za Platera. Ale potem jak Plater zniknął, Sobańszczyka złapała. Obie były córkami starego Drucki-Lubeckiego. Miały dwóch braci: Bogdan był posiadaczem na Małachowie (pałac był ładny ale majątek malutki), Ksawery był w Bałtowie. U niego ukrywała się młoda Żydówka. Muszkiesówna. Była u nich jako jedna z córek, normalnie nie ukrywała się. Ksawery Drucki-Lubecki był u Żydów zadłużony po uszy, oprócz tego to był dobry człowiek. Podziwiałem go, raz dlatego, że miał filmowa urodę - był podobny do przedwojennego aktora Roberta Tylera. Jak to mogło się stać, że książę przechował córkę zwykłego rzemieślnika? Czy to jest możliwe, że nie wiedział, że jest Żydówką? Wiedzieli! Tylko księciu było wolno, książę miał za żonę Oppenheimównę, baronównę niemiecką, mieli wpływy. Ci ludzie to pierwsza klasa polskiego społeczeństwa, najwyższa. Książę! Panie, wie pan co to książę?! Jest król, a następny jest Drucki-Lubecki. Mieli 16 folwarków, czyli prawie cały powiat, 20 tysięcy hektarów samych lasów. I nie byli najbogatsi. Bo byli Lubomirscy, Sapiehowie. Ja ich bardzo lubię. Sam chciałem być przynajmniej księciem. Bo ja się urodziłem 6 stycznia, więc jestem królem. Jego żona to była paskudna, ruda Niemka, ale miała dobre serce. Ja wtedy byłem szczeniakiem, nie miałem z nimi kontaktów. Z księciem owszem miałem kontakt. On w AK, ja też w AK, więc mieliśmy takie służbowe stosunki. Książę, Polak miałby nie być w AK? Oczywiście nie chodził na jakieś zbiórki. 

Niebezpieczne momenty? Na Krzemionkach spotkałem dezerterów niemieckich. Spotkałem ich w chałupie, w której byliśmy zainstalowani. Wracałem wtedy z miasta i zacząłem rozmawiać myśląc, że są prawdziwymi uciekinierami. Umorusani, biedni, wyglądali na takich co uciekli z Wermachtu. No więc dałem im chleb. I tak mi się odwdzięczyli, choć przyniosłem im dwa bochenki chleba. Dziś analizuję, że albo byli specjalnie wysłani, żeby zbadać teren, albo byli dezerterami ale nie widzieli dalszej możliwości funkcjonowania, Polacy nie bardzo chcieli im pomagać, więc wrócili do swoich jednostek narażając się na to, co z nimi będzie. I oni powiedzieli, że tu przechowuje się partyznaten fiirer - tak mnie nazywali. Dlaczego uznali mnie za partyzanta? W ogóle nie byłem w partyzantce, choć byłem w AK. Może tak wyglądałem. Miałem długie buty, bryczesy skrojona na modę niemiecką, marynarkę z szarym kołnierzem. Wyglądałem na ss-mana. Ja byłem takim Klossem trochę. Broni ze sobą nie miałem. Nie było po co się narażać. Wracałem jako cywil. Po jakimś czasie, pewnego dnia o świcie Niemcy otoczyli ten dom i szukali partyzanta. Gospodynię posadzili i pytali gdzie jest ten partyznaten fiirer. Ona zaprowadziła ich do stodoły, mieliśmy tam gniazdo w snopkach i pokazała, że już nas nie ma. My byliśmy tam pod ziemią. Słyszałem buty niemieckie na deklu, którym się wchodziło do kryjówki. Czekałem tylko, że pojawi się światełko i usłyszę: „Raus!” Wtedy nie myśli pan już o niczym. Widziałem tylko siebie już leżącego tam na górze. Wtedy wyrwało mi się: „No to koniec...” I pomyślałem o swojej matce. Że nie będzie jej miło, gdy mnie tu znajdzie nagiego zastrzelonego. Tak to jest, że jak się umiera, to się wraca do tej kobiety, która cię urodziła. Ale dali spokój i odeszli. Nie wiem kto mnie uratował. Czy Chrystus mnie czy Jahwe ich a ja przy nich się uchowałem. To był cud. Uważam, że to nie było normalne. Przecież przyszli po mnie. No jak mogli nie znaleźć jak chodzili po tym deklu. Może spryt tej kobiety to sprawił, bo zarzuciła kilka snopków na nasza kryjówkę. Jeszcze dziś mam trochę dreszczyków. 

Pieniądze? To mnie nie interesowało. Jochewet była zamożna, ona to finansowała. Wtedy taka dwudziestka twarda [amerykański dolar] – złoty pieniądz - miała dużą wartość. Za taką dwudziestkę można było całą rodzinę dobrze utrzymać przez miesiąc. Nie wiem ile tego miała, przecież nie pytałem. Miała rublówki i dolarówki. Co miesiąc sprzedało się – ja to musiałem robić – i były pieniądze na ich wyżywienie. One jakby same się finansowały. Moje wyżywienie nie zawsze było w tym, bo nie zawsze byłem z nimi. Ale jak już był obiad, to dlaczego nie miałbym zjeść. Dolarówki sprzedawałem najczęściej u cinkciarzy u zegarmistrza Leona Szypulińskiego. Pieniądz jak jest złoty ma wartość zawsze i wszędzie. Bez tego nie miałbym takiej możliwości. Miałem dwadzieścia lat, nie pracowałem, wprawdzie byłem agronomem, ale takim sztucznym. Tylko miałem ten papierek dzięki księciu Druckiemu-Lubeckiemu, który mnie ze swoim listem do starosty do Opatowa wysłał i tam się formalnie zrobiłem niemieckim pracownikiem. „Ich arbeite fiir grose Deutchland” – mówiłem, gdy mnie żandarm legitymował. Kiedyś z obozu prowadziłem tego Naftalego, na ulicy Żeromskiego, na górze po lewej jest willa Radwanów, po drugiej stronie stał żandarm za płotem: „Komm hier”. Idę i od razu wyjmuję to beieinschainigung, i zakrzyczałem że jestem gminnym agronomem. Przeczytał, w porządku, a ten drugi? Także agronom. Puścił nas. Jakoś miałem szczęście. 

Rachelę (Ruchlę) nie bardzo pamiętam, wiem tylko że była taka. Szlamka to był jej starszy brat. Fawel jeszcze starszy. Szlamka był nieożeniony, nie miał dzieci, był kawalerem. I dlatego był zły na mnie, bo ja mu Jochwetę podbierałem. Ożenił się dopiero w Izraelu. Tam miał dzieciaki. On pojechał dalej do Południowej Ameryki, do Brazylii, ponieważ tam miał starszych braci. Pisał do mnie kartki z Rio. Paskudny charakter trochę ale był Żydem, wolno mu było goja nie lubić, ale był pełen szacunku, bezsprzecznie. Ale był typowym Żydem: mimo że był brzydszy, mniejszy i rudy, myślał, że jest lepszy ode mnie, bo jest Żydem. Może tak nie myślał, ale go o takie myślenie posądzam.
Ostatnie miesiące ukrywaliśmy się u rolnika na Maksymilianowie, Dunal Jan się nazywał, średniozamożny. Tam mieliśmy najlepiej, bo chłop bogaty, więc obiady mieliśmy bardzo dobre. Oczywiście trzeba było mu płacić. Ale finansowała to tymi rublami ta śliczna Jochewet. I wszyscy byli zadowoleni. A najbardziej ja. Bo była piękna ta Jochewet… Ale uciekła do Izraela. Byliśmy tam do 17 stycznia 1945 roku. To był ostatni etap. 

Teraz tak opowiadam, ale to nie było tak pięknie i przyjemnie. Ale miałem dwadzieścia lat, więc wierzyłem, że mi się wszystko uda. W ogóle nie myślałem o niebezpieczeństwie i dlatego chyba jestem i rozmawiam z panem. Wierzyłem w swoją gwiazdę. Mało tego, myślałem, że jak jestem urodzony 6 stycznia to będę królem. Nawet żydowskim. 

Z moich opowieści – jeśli potrafiłbym opowiadać – powstałaby książka. Jak pewna Żydówka poszła do pisarki żydowskiej, i mówi: Słuchaj no Salcia, ja ci opowiem moje życie, a ty napisz taki wielki „buch”.

Wysłuchał i spisał Wojtek Mazan
16 czerwca 2016

piątek, 2 lipca 2021

Reklama

 

Źródło: Michał Przybysz "Sztubacka nuta i hałastry śpiew", Ostrowiec 1935.
Dzięki uprzejmości Jacka Podsiadło.

piątek, 27 listopada 2020

"Szmul Muszkies – fotograf nowoczesny" - wywiad z 2016

Na wielu starych ostrowieckich zdjęciach można zobaczyć pieczątki jego zakładu. Rozmowa z Wojtkiem Mazanem.


Monika Pastuszko: Kim był bohater twojej książki Szmul Muszkies – fotograf profesjonalny?

Wojtek Mazan: Szmul Muszkies wraz z żoną Małką prowadził zakład fotograficzny „Rembrandt”, który funkcjonował w Ostrowcu Świętokrzyskim przed wojną. Na wielu starych ostrowieckich zdjęciach można zobaczyć jego pieczątki. To „Rembrandt” otrzymał zlecenie z huty, największego zakładu w okolicy, na okolicznościowe fotografowanie pracowników.

Im więcej dowiadywałem się o Muszkiesie, tym bardziej mi się podobał: nowoczesny, przedsiębiorczy, z artystycznymi aspiracjami. Chciałem pokazać go jako przedwojennego ostrowczanina, z którym czuję duże powinowactwo. Zajmował się fotografią, tak jak ja. Był świetny technicznie – zdjęcia do dzisiaj zachowują jakość. Nie żółkną, nie odbarwiają się. Pozostawił po sobie mnóstwo śladów, a jednak bardzo mało o nim wiemy. Tymczasem wykonane przez niego zdjęcia są ważnymi rodzinnymi pamiątkami w wielu ostrowieckich domach. Często są też portretami osób, które to miasto kiedyś tworzyły.

Cały wywiad na stronie Krytyki Politycznej


czwartek, 1 października 2020

Szwarcowie

Ruth Pardess (z domu Szwarc) przyszła na świat w 1940 roku, w Ostrowcu Świętokrzyskim. Jej rodzice Guta Gripel Krongold i Henryk Ignacy Schwarc w trakcie wojny musieli się ukrywać i przebywali w bardzo różnych miejscach. Matka wyjechała z małą Ruth do Warszawy, a później do miejscowości Sambor na Ukrainie, gdzie najpierw przebywały w więzieniu, a później w getcie.

Pewnego dnia w 1942 roku w getcie pojawił się Alojzy Plewa, znajomy rodziny ojca Ruth jeszcze z okresu przedwojennego. Guta poprosiła go, aby zabrał z getta jej dwuletnie dziecko. Młody mężczyzna zgodził się. 
Czytaj dalej

Henryk Ignacy Szwarz i Guta Gripel Krongold, Ostrowiec, fot. Sz. Muszkies [?], 1939 r.

Państwo Szwarz z córką Rutką, przed latem 1942 r.

Rodzina Szwarzów, po 1945 r.

piątek, 6 grudnia 2019

Makkabi i Gwiazda



Waldemar Frańczak
Klub Sportowy Zakładów Ostrowieckich 1929-1939
Ostrowiec Św. 2019


s. 197-198

Żydowskie Towarzystwo Gimnastyczno-Sportowe Makkabi i Żydowski Robotniczy Klub Sportowy Gwiazda

Aktywność sportową przejawiała także młodzież żydowska. Na terenie miasta działały dwa kluby żydowskie, a pierwsze informacje o nich mamy z 1931 roku. Piłkarze Żydowskiego Towarzystwa Gimnastyczno-Sportowego Makkabi w sierpniu tego roku rozegrali mecz w Opatowie z miejscowym OKS, natomiast futboliści Żydowskiego Robotniczego Klubu Sportowego Gwiazda rywalizowali 5 września z KS Strzelec Ostrowiec.

Pierwszy z wymienionych klubów skupiał głównie zamożniejszą młodzież z rodzin kupieckich i inteligenckich, natomiast Gwiazda związana była z żydowską lewicową partią Poalej Syjon i grupowała młodzież robotniczą.

Najpopularniejszą dyscypliną w obu klubach była piłka nożna. Mamy jednak informacje o uprawianiu innych dyscyplin. Kiedy 19 czerwca 1932 roku pływacy KSZO oddawali do użytku pływalnię, zorganizowano zawody, w których udział wzięli także pływacy Makkabi i Gwiazdy. W trakcie zawodów rozegrano dziewięć konkurencji, jednak wśród zawodników zajmujących czołowe lokaty byli tylko pływacy KSZO.

W maju tego samego roku wewnątrzklubowe zawody kolarskie zorganizowała Makkabi. Cykliści rywalizowali na trasie 36 km z Ostrowca do Sienna. Zawody wygrał M. Najnudel, który pokonał trasę w 1 godz. 10 minut. Drugi był L. Worcman – 1 godz. 15 minut, a trzeci J. Gottlieb – 1 godz. 20 minut.

Jeśli chodzi o występy żydowskich piłkarzy to rywalizowali oni najczęściej z lokalnymi zespołami, utrzymywali również kontakty z klubami z Opatowa, Wierzbnika, Suchedniowa i Tarnobrzega. Wyższy poziom reprezentowali futboliści Makkabi, którzy w 1932 roku w turnieju, prawdopodobnie o mistrzostwo miasta, zajmowali wyższą lokatę w tabeli niż Gwiazda, a dwa lata później doszli do półfinału turnieju o mistrzostwo miasta, w którym zostali wyeliminowani przez późniejszego triumfatora – KSZO.

Makkabi uczestniczyła także w rozgrywkach prowadzonych w podokręgu kieleckim przez Kielecki Okręgowy Związek Piłki Nożnej. Według informacji „Przeglądu Sportowego”, Makkabi w wiosnę 1934 roku grała w klasie C, a jesienią tego samego roku rywalizowała w klasie B.

Ostatnia informacja o żydowskich klubach, jaką udało się znaleźć pochodzi z września 1935 roku. „Przegląd Sportowy” pisał wówczas: „Dobrze rozwijająca się sekcja piłkarska ŻTGS Makkabi po ustąpieniu z prezesostwa p. M. Altermana nie daje o sobie znaku życia”.

Klub Sportowy "Gwiazda" w Ostrowcu, fot. Szmul Muszkies


poniedziałek, 13 maja 2019

wtorek, 16 października 2018

Chaja Muszkies - Helen Mueller

Chaja Muszkies, 1932, Ostrowiec, fot. Szmul Muszkies

Helen Mueller, 2015, Toronto, fot. Wojtek Mazan

niedziela, 11 grudnia 2016

Zdjęcie rodzinne Muszkiesów

Rodzina Muszkiesów około 1910 roku,
od lewej: Bluma, Chana Hinda, Abram Moszek, Izaak, Chaja
i Szmul - późniejszy fotograf,
fot. Dawid Erlich [?], Ostrowiec.

środa, 19 października 2016

Ocalały prowadzone na rzeź

27 stycznia na całym świecie obchodzony jest Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu. Tego dnia w 1945 wyzwolony został obóz Auschwitz-Birkenau. Ikonicznym obrazem tego momentu jest zdjęcie okazujące grupę dzieci za obozowymi drutami. Wśród nich są trzy dziewczynki pochodzące z Ostrowca. Kim są i jaka jest historia ich ocalenia?

Na słynnym zdjęciu z wyzwolenia obozu w Auschwitz znalazły się trzy ostrowczanki: Miriam Friedman (druga od lewej), Pesa Balter (trzecia od lewej) i Rutka Muszkies (częściowo widoczna nad Pesą).

Auschwitz-Birkenau to nazwa zespołu niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych i obozu zagłady na terenie Oświęcimia i pobliskich miejscowości. W latach 1940-1945 było to główne miejsce masowej eksterminacji około 1,1 miliona Żydów z całej Europy, a także 140–150 tysięcy Polaków, około 23 tysięcy Romów, około 12 tysięcy jeńców radzieckich oraz ofiar innych narodowości. Auschwitz-Birkenau stał się symbolem Holocaustu, czyli ludobójstwa około 6 milionów europejskich Żydów oraz milionów innych prześladowanych grup dokonanego w czasie II wojny światowej przez III Rzeszę i wspierane w różnym stopniu przez uzależnione od niej państwa sojusznicze.

71 lat temu Armia Czerwona - konkretnie 100 Lwowska Dywizja Piechoty, którą dowodził generał major Fiodor Krasawin - wyzwoliła Auschwitz-Birkenau. Wyzwolonych zostało wówczas niewiele ponad kilkaset osób, których Niemcy po prostu nie zdążyli zabić. Było wśród nich także wiele dzieci. By ukazać światu bezmiar niemieckich zbrodni Rosjanie fotografowali i filmowali obóz po wyzwoleniu. Wtedy to radziecki fotograf Aleksander Woroncow wykonał słynne zdjęcie grupie dzieci ubranych w pasiaki i stojących za drutami. Wśród nich są trzy ostrowczanki, Żydówki: Miriam Friedman, Pesa Balter i Ruta Muszkies. Wówczas straumatyzowane nieludzkimi doświadczeniami i wyniszczone chorobami i głodem nastoletnie dziewczynki. Dziś są starszymi paniami, z nowymi nazwiskami po mężach (kolejno: Miriam Ziegler, Paula Lebovics, Ruth Webber), które nie mogą zapomnieć i nie chcą by inny zapomnieli, czym był Holocaust. Długo po wojnie udzieliły obszernych wywiadów m.in. dla Visual History Archive. Niestety ich historie nie znane były w ich rodzinnym mieście praktycznie do dziś. Fakt, że wywiady udzielone były w języku angielskim, nie był jedynym tego powodem. W książkach, artykułach dotyczących wojny systematycznie pomijano historie Żydów, mimo że byli obywatelami Polski, sąsiadami Polaków od pokoleń i w równej mierze twórcami Ostrowca. Na szczęście się to zmienia dzięki ludziom, którzy bez kompleksów narodowościowych chcą poznać przeszłość.

Dziewczynki ze zdjęcia dzieliły podobny do siebie los, praktycznie jedyny gwarantujący przeżycie żydowskich dzieci w czasie okupacji. Gdy wojna wybuchła, miały po kilka lat i były oczkiem w głowie swoich rodzin. Pochodzący z Ostrowca Friedmanowie mieszkali w Radomiu, gdzie prowadzili kilka sklepów odzieżowych. Duża rodzina Balterów także do wojny żyła dostatnio, a to głównie dzięki zaradności dziadka Kiwy Roseta posiadającego kamienicę czynszową przy Alei 3 Maja. Muszkiesowie przez całe lata 30. prowadzili w Ostrowcu najlepszy zakład fotograficzny o nazwie „Rembrandt”, w którym chętnie fotografowali się Polacy i dlatego do dziś zachowały się wizerunki przedwojennych ostrowczan. Gdy zamknięto getto, a w nim całą ludność żydowską Ostrowca, dziewczynki nie odczuły jeszcze w pełni koszmaru wojny, choć już wtedy zdarzało się, że widywały leżące na ulicy ciała zabitych. Najgorsze miało nadejść... Dorośli to przeczuwali, domyślali się, że dojdzie do „wysiedlenia”, co tak naprawdę miało oznaczać śmierć. Każdy ratował się jak mógł. Rutkę rodzice przezornie chwilę przed likwidacją getta umieścili nielegalnie w obozie pracy w Bodzechowie. Miriam ukrywała się na strychach różnych domów w Ostrowcu. Cudem uniknęła śmierci, gdy pewnego razu na strych weszła policja i zastrzeliła innych ukrywających się tam Żydów. Natomiast Pesa Balter wraz z rodziną ukrywała się w bunkrze pod kurnikiem, który wykopał jej brat. Po latach wspominała: „Gdy wywózka się skończyła i wyszłam z kryjówki, to śnieg leżał na ziemi i pamiętam, że śnieg był cały różowy i czerwony, bo tyle krwi było na nim. Tyle morderstw było. Wszędzie, gdzie spojrzałam, śnieg był cały czerwony. To jest to, co pamiętam z tej wywózki. I już nie było mojej babci. I mojej cioci z synem, i jej męża.” Wtedy przestał istnieć żydowski Ostrowiec, zagazowany w Treblince. Ostatecznie wszystkie trzy dziewczynki trafiły do obozu pracy przymusowej dla Żydów przy ostrowieckiej hucie, o co zadbali członkowie ich rodzin. Paradoksalne ale prawdziwe jest to, że w tym czasie, czyli w 1943, najbezpieczniejszym miejscem dla Żydów były mordercze obozy pracy. Po tzw. aryjskiej stronie możliwość przeżycia równała się niemal zeru. W obozie też musiały się ukrywać, gdyż jako nieproduktywne dzieci były nielegalne. W żadnym wypadku nie było to miejsce bezpieczne. Ruth Webber przywołuje traumatyczną scenę, jakiej była świadkiem. Pojmanych uciekinierów z obozu rozstrzelano w grobach wykopanych przez nich samych. Jeden został źle postrzelony, Niemcy kazali go pogrzebać żywcem. „Wciąż słyszę ich krzyki” - mówi w wywiadzie Webber i wybucha płaczem.

Po likwidacji obozu pracy w Ostrowcu w lipcu 1944 roku wszystkie trzy dziewczynki w dużym transporcie trafiły do Auschwitz-Birkenau. W tej fabryce śmierci przeżyły prawie siedem miesięcy. Paula Lebovics po latach wspominała: „Podczas tego okresu piece pracowały dzień i noc. To znaczy przez cały mój pobyt pracowały dzień i noc, ale w tym okresie w ogóle już nie były wyłączane. Nigdy ich nie wyłączano. Niebo było czerwone. Dzień i noc. Nie było różnicy, czy jest dzień, czy noc. Niebo było jak w płomieniach. To było nie do uwierzenia. Pamiętam patrzenie w górę i wyobrażanie sobie, że ciała przepływają w powietrzu, w tych czerwonych chmurach. Pamiętam, jak sobie to wyobrażałam. W tych czerwonych chmurach. Smród był taki, że nie można było się od niego uwolnić. Wgryzał się w ciało, w ubrania. nie dało się go pozbyć. Po chwili przestawało się go czuć, ale on był bardzo intensywny, prawie można było go dotknąć. Czułeś się tak, jakby ktoś wylał na ciebie klej. Tak, wtedy piece pracowały dzień i noc.” Nie sposób w krótkim artykule przywołać dłuższych fragmentów wspomnień ocalonych, dlatego zainteresowanych tematem odsyłam do „bloga w budowie” gdzie w ostatnim wpisie Monika Pastuszko podała linki do wspomnień Miriam, Pauli i Ruth, część także przetłumaczyła (blogwbudowie.blogspot.com).

Po wojnie dziewczynki tułały się po domach dziecka, dopóki ich nie odnalazł ktoś z rodziny i sprowadził do Ostrowca. Z kilkunastu tysięcy Żydów ostrowieckich wojnę przeżyło niespełna dwieście osób. Ich miejsce w handlu i rzemiośle zajęli Polacy, niechętnie patrzący na powracających ocalałych. Po zbrojnych napadach, których dokonywały nacjonalistyczne ugrupowania na Żydach (w jednym z takich napadów ranny został Leo Szpilman, o którym ostatnio jest głośno w Ostrowcu) ocaleni zrozumieli, że to już nie jest ich miasto. Niemal wszyscy wyjechali. Najczęstszym kierunkiem była Kanada. Tam musieli zaczynać życie od nowa. Dziś Miriam, Paula i Ruth są babciami otoczonymi gromadą wnuków. Wbrew zbrodniczym planom Hitlera i jego wyznawców życie pokonało machinę śmierci. Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu ustanowiony przez ONZ 11 lat temu ma nam o tym przypominać.

Wojtek Mazan
"Fakty Ostrowieckie"
25 stycznia 2016 r.

poniedziałek, 3 października 2016

Rodzina Muszkiesów

Rodzina Muszkiesów, 1938. / The Muszkies family, 1938.
Od lewej / From left: Wiktor Muszkies, Chana-Hinda Muszkies z d. Tchórz, Małka, Chaja, Rutka, Szmul.
Fot. Szmul Muszkies

Szmul Muszkies, syn Abrama Moszka i Chany Hindy z Tchórzów poślubił Małkę Angienicką, córkę Szymela i Chawy Bruchy, w 1929 roku w Ostrowcu. W 1931 roku rodzi im się pierwsza córka – Chaja a cztery lata później druga - Ruta. Z najbliższej rodziny tylko Małka i jej dwoje dzieci przeżyły Holocaust. Ich rodzice - w tym widoczna na zdjęciu matka Szmula, i większość rodzeństwa, zostali zamordowani w Treblince. Ponadto dziewiętnaścioro innych członków dalszej rodziny także zginęło w Holokauście - w tym Wiktor, syn brata Szmula. Sam Szmul na kilka tygodni przed końcem wojny został zamordowany w Gusen, podobozie Mauthausen. Małka wraz z Rutką przeszły przez obóz w Auschwitz. O dramatycznych doświadczeniach tego czasu opowiedziała Ruth Webber (Rutka Muszkies) w 1992 roku w długiej relacji dla United States Holocaust Memorial Museum. Trafiając do KL Auschwitz miała 9 lat, więc jej istnienie jako dziecka było nielegalne. Żeby przeżyć szukała schronienia w stosach trupów, których Niemcy nie zdążyli jeszcze spalić. Zapamiętała, że nie czuła głodu z dwóch powodów. Po pierwsze krematoria wydzielały słodki zapach, od którego traciło się apetyt, po drugie matka dzieliła się z nią swoimi porcjami żywności. 27 stycznia 1945 roku Rutka została wyzwolona wraz z innymi więźniami przez Armię Czerwoną. Z sowieckiego filmu dokumentującego wyzwolenie obozu w Auschwitz pochodzi kadr ukazujący grupkę dzieci za drutami kolczastymi. Wśród nich stoi cudem ocalała Rutka Muszkies. Po wojnie wraz matką i siostrą wyemigrowała do Kanady. Wyszła za Mordechaja Wygodę także emigranta z Polski, który wówczas nazywał się już Mark Webber. Ma troje dzieci i pięcioro wnuków. Mieszka w West Bloomfield w stanie Michigan (USA). 

Szmul Muszkies, the son of Abram Moszek and Chana Hinda neeTchórz, married Małka Angienicka, the daughter of Szymel and Chawa Brucha in 1929, in Ostrowiec. In 1931, their first daughter Chaja was born, and four years later - their second daughter Ruta. From the immediate family, only Małka and her two children survived the Holocaust. Their parents - including Szmul's mother, also present in the photo - and most siblings were murdered at Treblinka. Nineteen other members of their more distant family (including Wiktor, the son of Szmul's brother) also perished in the Holocaust. Just a few weeks before the end of the war Szmul himself was murdered at Gusen, a sub-camp of Mauthausen. Małka and Rutka survived Auschwitz. Ruth Webber (Rutka Muszkies) reminisced on those dramatic experiences in her extensive 1992 interview for the United States Holocaust Memorial Museum. When she found herself in KL Auschwitz she was 9; her existence as a child was illegal. In order to survive, she sought refuge among piles of corpses that the Germans prepared for burning. She remembered that she did not feel hungry for two reasons. Firstly, the crematoria generated a sweet smell that made one lose appetite, and secondly, her mother shared scarce food with her. On 27 January 1945, Rutka was liberated by the Red Army, together with other prisoners. There is a fragment of a Soviet footage documenting the liberation of the Auschwitz camp, showing a group of children behind a barbed wire fence. Rutka Muszkies - a miracle survivor - is standing among those children. After the war she emigrated to Canada with her mother and sister. She married Mordechaj Wygoda, also an emigrant from Poland, who had changed his name to Mark Webber by that time. She has three children and five grandchildren. She lives in West Bloomfield, Michigan (US). 


Małka Muszkies, lata 30. / 1930s. Fot. Szmul Muszkies

Małka Hudesa Muszkies z d. Angienicka (1910-2003) urodziła się w Ostrowcu. W 1929 roku wyszła za Szmula Muszkiesa, z którym do wybuchu wojny prowadziła zakład fotograficzny „Rembrandt” [patrz wstęp]. Mieli dwie córki: Chaję i Rutkę. Po likwidacji ostrowieckiego getta, w październiku 1942 roku, Małka wraz z mężem i młodszą córką Rutką przeszły przez szereg obozów pracy: Bodzechów, Sandomierz, Starachowice, Ostrowiec, gdzie pozostali aż do czerwca 1944. Ostatecznie wszyscy troje trafili do KL Auschwitz. Pod koniec wojny Małka została rozdzielona z bliskimi i wysłana do filii obozu koncentracyjnego Gross-Rosen – Gabersdorf. Po wyzwoleniu obozu wróciła do Ostrowca Św. i odnalazła ocalałą starszą córkę Chaję. Po załatwieniu pilnych spraw, w tym sprzedaży rodzinnego domu za bezcen, wyjechały do Krakowa, gdyż tam wśród dzieci wyzwolonych w Auschwitz odnaleziono jej drugą córkę. Następnie, wszystkie trzy uciekły z Polski przez zieloną granicę i osiadły na dwa lata w Monachium. Małka chciała emigrować do Izraela. Jednak z uwagi na chorobę płuc Ruty izraelskie władze odmówiły wstępu. Wówczas Małka skontaktowała się z Leo Barkinem, dalekim krewnym z Kanady, który przekonał ją, by przeniosły się do Toronto, co też uczyniły w 1948 roku. Małka Muszkies właśnie tam przeżyła resztę swojego życia.

Małka Hudesa Muszkies nee Angienicka (1910-2003) was born in Ostrowiec. In 1929 she married Szmul Muszkies, a professional photographer with whom she ran the "Rembrandt" photography studio until the outbreak of war [see: foreword]. They had two daughters: Chaja and Rutka. After the liquidation of the Ostrowiec ghetto in October 1942, Małka with her husband and the younger daughter, Rutka, went through a number of labour camps: Bodzechów, Sandomierz, Starachowice, and Ostrowiec, where they stayed until June 1944. Eventually all three were taken to KL Auschwitz. At the end of the war Małka was separated from her loved ones, being sent to Gabersdorf, a subcamp of the Gross-Rosen concentration camp. After liberation she returned to Ostrowiec Św. where she was reunited with her elder daughter, Chaja. Having settled the most urgent affairs, including the sale of her family home for next to nothing, they travelled to Krakow, where the other daughter was found among children liberated from Auschwitz. Next, crossing the green border they fled from Poland to Munich, where they settled for two years. Małka wanted to emigrate to Israel. However, due to Rita's lung disease Israeli authorities refused them entry. Małka contacted Leo Barkin, a distant relative from Canada, who encouraged her to move to Toronto, which they did in 1948. This is where Małka Muszkies spent the rest of her days.

Chaja Muszkies, 1932, fot. Szmul Muszkies

Chaja Muszkies przyszła na świat we wrześniu 1931 roku w domu dziadków Angienickich w Ostrowcu przy ul. Iłżeckiej 16, jako pierwsze dziecko Małki i Szmula. Chaja od najmłodszych lat wykazywała uzdolnienia muzyczne, dlatego rodzice zakupili dla niej pianino i sprowadzali nauczycieli. Pierwszym był ostrowiecki muzyk Lustik, który okazał się złym nauczycielem, bo bił po rękach, gdy popełniała błędy. Aż do wybuchu wojny Chaja pobierała nauki u profesora Michałowskiego w Warszawie. Owo pianino było ostatnią rzeczą skonfiskowaną Muszkiesom w getcie, gdyż Chaja czasem grała na nim dla Niemców. Gdy nieuchronnie zbliżała się likwidacja getta, Szmul Muszkies zorganizował dla córki ukrycie po aryjskiej stronie. Poza bezpieczeństwem ważne było dla niego to, żeby córka nie przestawała nauki gry na pianinie, gdyż bardzo wierzył w jej talent. Chaja – przy pomocy hrabiego Górskiego - umieszczona została w pałacu księcia Ksawerego Druckiego-Lubeckiego w Bałtowie. Jego żoną była niemiecka hrabina Jadwiga von Oppersdorff. Wychowywała ona Chaję jako chrześcijańską sierotę wraz ze swoimi czterema córkami, księżnymi. Chaja przetrwała tam niemal całą wojnę. Po ucieczce z Polski rodziny Drucko-Lubeckich pod koniec 1944 roku, Chają opiekowali się pianista Leon Zenkteler i Wesołowska. Następnie wraz z matką i młodszą siostrą, które cudem ocalały w niemieckich obozach, wyemigrowała do Kanady w 1948 roku. Nie zrobiła kariery jako pianistka, gdyż żeby związać koniec z końcem musiała ciężko pracować jako nauczycielka muzyki. Przybrała imię Helen i wyszła za mąż za Irvinga Muellera. Mieszka w Toronto.

Chaja Muszkies was born in September 1931 in the house of the Agienicki grandparents in Ostrowiec, at Iłżecka Street no. 16, as the first child of Małka and Szmul. As Chaja showed musical talent from an early age, her parents bought her a piano and hired teachers. The first one was an Ostrów-based musician Lustik who turned to be a bad educator - he used to hit the girl's hands when she made mistakes. Later Chaja was taught by Professor Michałowski in Warsaw, until the outbreak of war. The piano was the last item confiscated from the Muszkies family in the ghetto, because sometimes Chaja used to play for Germans. With the ghetto liquidation inevitably approaching, Szmul Muszkies arranged a hideout for his daughter on the Aryan side. In addition to ensuring safety, he thought it important for his daughter to continue the piano lessons, as he strongly believed in her talent. Supported by a count named Górski, Chaja was placed in a palace of prince Franciszek Ksawery Drucki-Lubecki in Bałtów. The count's wife, German countess Jadwiga von Oppersdorff, raised Chaja as a Christian orphan together with her four daughters, duchesses. This is where Chaja stayed almost until the end of the war. After the Drucki-Lubecki family fled Poland in late 1944, Chaja was looked after by pianist Leon Zenkteler and a woman named Wesołowska. In 1948, she emigrated to Canada with her mother and younger sister, who both miraculously survived the German concentration camps. She did not make a career as a pianist, because she had to work hard as a music teacher to make ends meet. She took the name Helen and married Irving Mueller. She lives in Toronto today.


Zdjęcia i opisy pochodzą z książki Wojtka Mazana 
"Szmul Muszkies – fotograf profesjonalny",
której premiera odbędzie się 29 października 2016 r.

Więcej informacji na stronie Stowarzyszenie Nie z tej Bajki

niedziela, 17 kwietnia 2016

Sprawiedliwa Wśród Narodów Świata


Ceremonia sadzenia drzewka przez Ewelinę Lipko-Liczyńska, Jad Waszem, Jerozolima, 8 sierpnia 1966 r.

Ewelina Lipko-Lipczyńska (1913-2001)

Dwie Żydówki, która mieszkały w miejscowości Ostrowiec Świętokrzyski w powiecie kieleckim, zawdzięczają swoje życie Ewelinie Lipko-Lipczyńskiej (z domu Szymańska), której rodzice byli znanymi działaczami Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS).

Pomimo niebezpieczeństwa, Lipko-Lipczyńska pomogła im w potrzebie. Jedna z uratowanych, Róża Rosenman, była w tej samej klasie co Lipko-Lipczyńska, kiedy obie miały czternaście lat. W 1941 roku Rosenman została internowana w miejscowym getcie, a w 1943 roku, na krótko przed likwidacją getta, Lipko-Lipczyńska poradziła jej by uciekła do aryjskiej części miasta i zaproponowała jej schronienie w swoim domu. Rosenman posłuchała rady koleżanki i w nocy po ucieczce z getta, skierowała się jej domu, gdzie została ciepło przyjęta. Lipko-Lipczyńska przekazała Rosenmanównie aryjskie papiery, które zostały wcześniej dla niej przygotowane. W towarzystwie polskiego przewodnika Rosenman udała się do Warszawy, gdzie pod przybranym nazwiskiem, znalazła schronienie pracując dla polskiego lekarza. Rosenman została wyzwolona przez Armię Czerwoną w styczniu 1945 roku, a po wojnie wyemigrowała do Izraela.

Ewelina Szymańska (Lipko-Lipczyńska i Róża Rosenam (Wacholder),
fragment szkolnego tableau klasy VIII Gimnazjum Tow. Opieki w Ostrowcu
fot. Szmul Muszkies, 1931 r.

Lipko-Lipczyńska ocaliła również Cyrylę Rakocz i jej dwoje dzieci. Po ich ucieczce z getta w Ostrowcu zaoferowała im tymczasowe schronienie w swoim mieszkaniu. Po otrzymaniu od niej aryjskich papierów, wszyscy troje dotarli do Warszawy, gdzie zostali wyzwoleni w styczniu 1945. Po wojnie oni także wyemigrowali do Izraela. Kierując się współczuciem i prawdziwą przyjaźnią i nie oczekując niczego w zamian, Ewelina Lipko-Lipczyńska podjęła ryzyko utraty swojego życie dla ratowania żydowskich uchodźców. W 1966 roku Lipko-Lipczyńska odwiedziła Izrael i spotkała się z Rakocz i Rosenman.

W 1969 roku, podczas fali antysemityzmu, która przetoczyła się przez Polskę, Lipko-Lipczyńska wyjechała z Polski, a jako znak solidarności z Żydami, wyrzekła się swojego obywatelstwa i wyemigrowała do Szwecji.

W dniu 28 czerwca 1966 roku Yad Vashem przyznało Ewelinie Lipko-Lipczyńskiej (zd. Szymańską) tytuł Sprawiedliwej Wśród Narodów Świata.

Róża Rosenman-Wacholder i mała Edna Tzipor, Haifa, Izrael, 7 stycznia 1954 r.

Róża Rosenman-Wacholder i Henry Eivan (Weinwurzel), Haifa, lata 60.

Drzewko E. Lipko-Lipczyńskiej, współcześnie

Źródła:
Jad Waszem
geni.com