Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alterman. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alterman. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 sierpnia 2024

Balint Lea


Lea Balint

Menedżerka w organizacjach charytatywnych, działaczka społeczna, dziewczynka ocalona z Holocaustu.

Lea Balint (z d. Alina Alterman) urodziła się w żydowskiej rodzinie 23 czerwca 1938 r. w Radomiu. Wychowywała się w Ostrowcu Świętokrzyskim. Ojciec był tam właścicielem fabryczki ekskluzywnych mebli drewnianych. Matka była gruntownie wykształcona, znała kilka języków.

Części rodziny udało się emigrować do Palestyny jeszcze przed wojną. W 1942 r. ona razem z rodzicami została wysiedlona z domu, który przejął sąsiad. Wszyscy trafili do ostrowskiego getta. Ojciec za odmowę objęcia funkcji w Judenracie został wywieziony do Auschwitz. Ona sama z getta nie pamięta nic. Ją i matkę wyprowadził na „aryjską” stronę sąsiad, który potem zagarnął cały ich majątek. Matka ukrywała się z nią u Polaków, ale została zadenuncjowana przez tego samego sąsiada. Ratowała się ucieczką, skacząc przez okno. Niemcy schwytali ją i zamordowali. Leę zabrała do siedziby Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi w Brwinowie koło Warszawy najprawdopodobniej osobiście matka Matylda Getter. Tam była ukrywana do końca wojny. Siostrom zawdzięczała życie, pamięta jednak codzienne zagrożenie, biedę, głód i ostrą dyscyplinę.

Po wojnie odszukała ją ciotka i przekazała do Komitetu Żydowskiego, który skierował ją do żydowskiego domu dziecka w Zatrzebiu koło Warszawy. W 1946 r. trafiła do placówki opiekuńczej w Helenówku. Wraz z innymi przeżyła złe traktowanie dzieci żydowskich przez miejscowe dzieci polskie. Po pewnym czasie znalazła się w Łodzi, gdzie została skierowana do żydowskiej szkoły. Tam w 1950 r. odnalazł ją ojciec i wykupił, zanim została wysłana do Izraela. Razem wyjechali do jej ciotki w Hajfie. Tam, nie znając języka, z trudem przechodziła edukację podstawową i gimnazjalną. Po odbyciu służby wojskowej studiowała literaturę i historię w Jerozolimie. W 1963 r. wyszła za mąż, potem urodziła troje dzieci. W Jerozolimie podejmowała prace na stanowiskach menedżerskich w organizacjach charytatywnych.

Zabiegała intensywnie o to, żeby siostry franciszkanki, w tym Matylda Getter, zostały uhonorowane Medalem Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. Matylda Getter otrzymała to wyróżnienie pośmiertnie.

Lea Balint od wielu lat zajmuje się pomocą dla osób pochodzenia żydowskiego, które jako dzieci utraciły tożsamość podczas II wojny światowej w okupowanej przez Niemców Polsce. Odnalazła korzenie ponad 100 osób. Do Polski przyjechała po raz pierwszy w 1984 r. Odwiedziła wówczas klasztor w Brwinowie, gdzie w księgach odszukała swoje dane. Potem odwiedzała Polskę jeszcze wiele razy.

Źródło: Balint Lea (ipn.gov.pl)

czwartek, 2 lutego 2023

Lea Balint w Ostrowcu

Fragment książki Lei Balint o dzieciach bez tożsamości w przekładzie z hebrajskiego. Książka ukazała się w 2008 roku w Izraelu. Redakcja polskiej wersji Katarzyna Meloch.

[...] Deszcz zaczął kropić, kiedy przybyliśmy do Ostrowca. Były to szare i denerwujące krople, jak gdyby niewidzialna ręka wylała na nas pomyje przez zatkane sitko. Człapałam w błocie i z ciekawością rozglądałam się wokół siebie. Pomimo brzydkiej pogody, na chodnikach można było widzieć wielu przechodniów stąpających uważnie, aby się nie poślizgnąć i nie wpaść do jakiejś kałuży. Kałuże, których pełno było na chodnikach, wyglądały jak stare, zużyte ścierki.

Próbowałam pokierować szofera w stronę znanych mi ulic, ale on nie potrzebował mojej pomocy. Zaprowadził mnie na dawny rynek, tak jakby już od dawna znał to miejsce, i nawet zwrócił mi uwagę na wysoki betonowy słup umieszczony na środku placu.– To ku pamięci Polaków, którzy oddali swoje życie za ojczyznę – powiedział. – Polaków? – zapytałam zdziwiona. – Do tego miejsca Niemcy sprowadzili Żydów, zanim wysłali ich na śmierć na starym żydowskim cmentarzu. Tam zepchnięto ich do dołów, które przedtem kazano im samym wykopać – odpowiedziałam podniesionym głosem.

– A Żydzi to nie Polacy? – zapytał zaskoczony. – No może nie walczyli tak jak nasi, ale należy im się oddanie szacunku po śmierci tak samo jak innym. Przed Panem Bogiem wszyscy są równi, nie?

Wysiadłam z taksówki i skierowałam się do grupki starszych ludzi zebranych na skraju placu. W przeszłości to był rynek. Dwa razy w tygodniu był tam targ. Rolnicy z pobliskich wiosek przywozili do sprzedaży płody swoich gospodarstw. Teraz plac stał opuszczony i tylko pomnik pamięci w środku rynku ro- bił wrażenie ostatniego zęba, który pozostał w ustach samotnego staruszka.

Zbliżyłam się do grupki starszych mężczyzn i zapytałam:
– Czy ktoś z państwa mieszkał w Ostrowcu przed wojną? – moje pytanie przerwało rozmowę. Otoczyli mnie i patrzyli podejrzliwie.
– Kto pani jest? Skąd pani zna język polski? Czego pani tu szuka? Dlaczego ma pani dwa aparaty fotograficzne? – pytania padały ze wszystkich stron. Kierowca pospieszył mi z pomocą.
– Ta pani jest turystką z Izraela. Żydówką, która urodziła się w Ostrowcu. Szuka ludzi, którzy znali jej ojca.

– A jak się nazywał ten Żyd? – zapytał jeden ze starców, przesadnie prze-ciągając ostatnie słowo.
– Alterman, Mosze Alterman – wtrąciłam.
– Moszik Alterman, ten, który miał skład meblowy! – rzucił staruszek radośnie. Zanim zdążyłam zareagować, podszedł do mnie i silnie potrząsnął moim ramieniem. Potem zatrzymał moją dłoń i przycisnął ją sobie do piersi. Poczułam, że serce starca trzepocze się jak ptak, który wyleciał z klatki. Stałam i przysłuchiwałam się jego biciu.

Moi rodzice w 1938 r.
 

– Wie pani, kto ja jestem? Hamer, Hamer piekarz, a ta, która do nas idzie, to moja żona. Ja byłem piekarzem i w czasie wojny rzucałem przez płot chleb do getta. Dobrze znałem pani ojca. Jaką piękną miał żonę! Słyszałem, że zamordowali ją kilka dni przed zakończeniem wojny. Szkoda, była piękną Żydówką. A co z pani ojcem? Żyje?
– Mój ojciec żyje, ale dziś jest starcem, który po doświadczeniach Auschwitz nie wrócił nigdy do siebie i nie ożenił się po raz drugi – odpowiedziałam wzruszona.

Moi rodzice w getcie, Ostrowiec 1941 r.

– Stefa, Stefa, chodź szybko, zobacz, kogo tu mamy! – zawołał w stronę żony, która zbliżała się do nas ciężkim, powolnym krokiem. I znów musiałam położyć swoją dłoń na sercu staruszki. Kiedy poczuła mój dotyk, położyła głowę na mojej piersi i zaczęła szlochać. Wyciągnęłam z torebki papierowe chusteczki i ocierałam jej łzy. Czułyśmy się, jakbyśmy obie wróciły z pogrzebu kogoś bliskiego.

– Jestem chora na serce i nie wolno mi się denerwować, ale to spadło na nas nagle jak z nieba. Pamiętam panią jako malutką dziewczynkę z czarnymi włosami i błyszczącymi oczami.

Hamer zaprowadził nas pod dom moich rodziców. [...]

Hamer, który śpiesznie szedł po ulicy Kościelnej, wskazał nam domy, które mijaliśmy i opowiadał o ich żydowskich właścicielach. Wymieniał ich nazwiska i dodawał z dokładnością, kiedy i dokąd wyjechali ci nieliczni, którzy pozostali przy życiu. Wielu z nich wyjechało jeszcze do Palestyny, ale większość udała się do Kanady i od czasu do czasu ich potomkowie przyjeżdżają, aby odwiedzić rodzinne strony.

– Teraz zaprowadzę panią na żydowski cmentarz – powiedział. – Tam koło płotu pozostało tylko kilka nagrobków. Większość z nich jest zniszczona, ale jeszcze można odczytać nazwiska. Z pozostałych Niemcy pobudowali chodniki w mieście. Teraz na miejscu cmentarza będzie plac zabaw. Starego buka nie ścięli, a pod nim znajduje się zbiorowa mogiła. Tam są pochowani Żydzi z Ostrowca pozabijani przez SS. – W tym momencie wykonał palcem gest podrzynania gardła nożem.

– Co ja pani powiem, lepiej nie pamiętać tamtych dni. Byłem „piekarzem getta” i podrzucałem Żydom świeży chleb. To był dopiero wyczyn! Nieustannie narażałem się Niemcom. Każdego dnia groziła nam śmierć, ale ja byłem młody i nie bałem się. Znałem wszystkich Żydów z Ostrowca. Litość brała nad małymi dziećmi, chudły z dnia na dzień. Widać było tylko wielkie i czarne jak węgiel oczy.

Żona Hamera, ciężko oddychając, przecierała od czasu do czasu czoło płócienną, pożółkłą chusteczką. Pochyliła głowę w stronę męża i szepnęła mu coś na ucho. – Pani musi koniecznie napić się u nas herbaty. Od kilku godzin pani kręci się w zimnie i jeszcze pewno niczego nie piła. Córka Altermana nie jest przecież codziennym gościem. Może raz na sto lat…

– Niedługo się ściemni i będę musiała wracać do Warszawy – usiłowałam wymigać się od zaproszenia. – Nie, nie, mamy dla pani niespodziankę, wielką niespodziankę. Mieszkamy dwa kroki stąd.Uliczka, w którą skręciliśmy z ulicznych schodów, zdawała mi się znajoma. Wskazałam zardzewiały szyld przybity zaledwie jednym gwoździem.
– Po wojnie mój ojciec tu mieszkał – zaszeptałam do ucha staruszki.
– Ojciec pani mieszkał pod numerem trzynastym, a my pod drugim. Zapraszamy do środka – powiedział Hamer i pociągnął mnie w stronę klatki schodowej.

Wspinając się po trzeszczących schodach poczułam zapach kartoflanki i kiszonej kapusty. Stefa, która jakby zrzuciła z siebie lata i wagę, biegła po schodach jak młoda dziewczyna. Wyciągnęła z palta wielki klucz, otworzyła nim drzwi, które już od lat nie widziały żadnej farby i zapaliła światło. Uderzył mnie ciężki smród, podobny do wyziewów z klatek w ogrodzie zoologicznym, z tą różnicą, że ten był ciepły i wilgotny.

Widok, jaki zobaczyłam, był jakby żywcem przeniesiony z filmów, przedstawiających życie chłopów na opuszczonej wsi we wschodniej Europie. Po prawej stronie pokoju stał piec obłożony kaflami koloru mocnej herbaty. Ze szczeliny między ścianą a piecem wystawały kromki suchego chleba, powpychane między zmięte kawałki gazetowego papieru. Koło pieca stał mały stół, przykryty gazetą, a na nim szklanka herbaty z pływającymi w niej resztkami papierosa. Chleb, z którego wydłubano wnętrzności, otwierał groźnie paszczę, jakby ostrzegał przed ewentualną próbą zrobienia porządku.

Na szerokim łożu, które zajmowało większą część pokoju, leżały porozrzucane w nieładzie pierzyny, poduszki i mnóstwo szmat. Wyglądały jak stare bety, wyciągnięte z ulicznego śmietnika. Na lewej ścianie wisiał drewniany krzyż, a na półce pod nim stał zielony słoik z plastikowym kwiatami. Obok leżała szczotka do włosów i grzebień. Po podłodze wałęsały się dwa białe króliki, jedyne stworzenia w tym pomieszczeniu, które nie wzbudzały odrazy. Ścierpła mi skóra na myśl, że będę piła herbatę z którejś szklanki stojącej na stole i osłodzę ten napój cukrem wyjętym z jakiejś starej szmaty.

– Ja naprawdę muszę już iść, żeby zwolnić kierowcę. Obiecałam, że nie zajmę mu więcej niż osiem godzin – mówiłam – już się ściemniło i moi przyjaciele będą się niepokoić.
– Zaraz, zaraz, jeszcze musi pani zobaczyć najważniejsze… – Hamer jednym dramatycznym ruchem opróżnił małżeńskie łóżko z rzeczy, z całego bałaganu. Zrzucił wszystko na podłogę. Dopiero teraz zobaczyłam oparcie i poręcze łóżka z wiśniowego drzewa, wykonane ręką artysty. Opróżniony mebel wyglądał jak diament na kupie śmieci. W dalszym ciągu nie rozumiałam, co mam wspólnego z tym łóżkiem, ale Hamer nie dał mi się długo zastanawiać.

– To jest łóżko pani rodziców, pochodzi z ich warsztatu. Pani ojciec podarował mi je w zamian za chleb. Pewnego dnia, kiedy przyniosłem pieczywo do getta, jeszcze w czasach, kiedy pozwalano mi tam wchodzić, powiedział: weź pan to łóżko, bo zajmuje za dużo miejsca. Dodali nam do mieszkania jeszcze dwie rodziny i musimy spać na materacach. – Łóżko wziąłem, a materace im zostawiłem, w ten sposób ocaliłem ten mebel z rąk SS-manów.

Wszystko mnie nagle zabolało. Wydawało mi się, że mam gorączkę. Szeptem poprosiłam kierowcę, żeby mnie wyciągnął z mieszkania Hamerów. Kiedy byliśmy już na dole i głęboko odetchnęłam świeżym powietrzem, [...]

Źródło: zapispamieci.pl

piątek, 6 grudnia 2019

Makkabi i Gwiazda



Waldemar Frańczak
Klub Sportowy Zakładów Ostrowieckich 1929-1939
Ostrowiec Św. 2019


s. 197-198

Żydowskie Towarzystwo Gimnastyczno-Sportowe Makkabi i Żydowski Robotniczy Klub Sportowy Gwiazda

Aktywność sportową przejawiała także młodzież żydowska. Na terenie miasta działały dwa kluby żydowskie, a pierwsze informacje o nich mamy z 1931 roku. Piłkarze Żydowskiego Towarzystwa Gimnastyczno-Sportowego Makkabi w sierpniu tego roku rozegrali mecz w Opatowie z miejscowym OKS, natomiast futboliści Żydowskiego Robotniczego Klubu Sportowego Gwiazda rywalizowali 5 września z KS Strzelec Ostrowiec.

Pierwszy z wymienionych klubów skupiał głównie zamożniejszą młodzież z rodzin kupieckich i inteligenckich, natomiast Gwiazda związana była z żydowską lewicową partią Poalej Syjon i grupowała młodzież robotniczą.

Najpopularniejszą dyscypliną w obu klubach była piłka nożna. Mamy jednak informacje o uprawianiu innych dyscyplin. Kiedy 19 czerwca 1932 roku pływacy KSZO oddawali do użytku pływalnię, zorganizowano zawody, w których udział wzięli także pływacy Makkabi i Gwiazdy. W trakcie zawodów rozegrano dziewięć konkurencji, jednak wśród zawodników zajmujących czołowe lokaty byli tylko pływacy KSZO.

W maju tego samego roku wewnątrzklubowe zawody kolarskie zorganizowała Makkabi. Cykliści rywalizowali na trasie 36 km z Ostrowca do Sienna. Zawody wygrał M. Najnudel, który pokonał trasę w 1 godz. 10 minut. Drugi był L. Worcman – 1 godz. 15 minut, a trzeci J. Gottlieb – 1 godz. 20 minut.

Jeśli chodzi o występy żydowskich piłkarzy to rywalizowali oni najczęściej z lokalnymi zespołami, utrzymywali również kontakty z klubami z Opatowa, Wierzbnika, Suchedniowa i Tarnobrzega. Wyższy poziom reprezentowali futboliści Makkabi, którzy w 1932 roku w turnieju, prawdopodobnie o mistrzostwo miasta, zajmowali wyższą lokatę w tabeli niż Gwiazda, a dwa lata później doszli do półfinału turnieju o mistrzostwo miasta, w którym zostali wyeliminowani przez późniejszego triumfatora – KSZO.

Makkabi uczestniczyła także w rozgrywkach prowadzonych w podokręgu kieleckim przez Kielecki Okręgowy Związek Piłki Nożnej. Według informacji „Przeglądu Sportowego”, Makkabi w wiosnę 1934 roku grała w klasie C, a jesienią tego samego roku rywalizowała w klasie B.

Ostatnia informacja o żydowskich klubach, jaką udało się znaleźć pochodzi z września 1935 roku. „Przegląd Sportowy” pisał wówczas: „Dobrze rozwijająca się sekcja piłkarska ŻTGS Makkabi po ustąpieniu z prezesostwa p. M. Altermana nie daje o sobie znaku życia”.

Klub Sportowy "Gwiazda" w Ostrowcu, fot. Szmul Muszkies


piątek, 14 czerwca 2019

Dziecko bez tożsamości

Patrycja Dołowy 
„Wrócę, gdy będziesz spała. Rozmowy z dziećmi Holocaustu”
Wołowiec 2019

s. 120-128
Dziecko bez tożsamości
(rozmowa z Leą, Szoresz, okręg Jerozolimy)

Kilka lat temu pojechałam do rodzinnego Ostrowca Świętokrzyskiego. Weszłam na podwórko, przy którym stał nasz dom, i spytałam, kto tu pamięta czasy przedwojenne, kto pamięta Mariana Altermana. Jacyś starsi ludzie odpowiedzieli: „Jego zdjęcie było u naszego fotografa, wszystkie panienki prosiły, by ich zdjęcia stawiać obok jego podobizny, każda chciała, by ją wziął za żonę, a on przywiózł z Radomia taką piękną kobietę! To była pani matka?” Schodzili się kolejni i okrążali mnie, przekazywali sobie nowinę: „Córka Altermana, córka Altermana”. I nagle podeszła do mnie para – państwo, którzy mieli piekarnię w czasie wojny i przerzucali ludziom przez mur chleb do getta. Kobieta ta powiedziała do męża: „Stefciu, to jest córka Altermana”. Wzięła moją rękę i przyłożyła sobie na piersi, a ja poczułam, jak wali jej serce. „Pani musi do nas przyjść, mieszkamy niedaleko”. Poszliśmy. Już na schodach czuć było zapach kapusty, kręciły się tam króliki, za piecem suchy chleb, niedopałki papierosów w resztce herbaty, na ścianie fotografia papieża. On powiedział: „Musze pani coś pokazać”. Otworzył drzwi pokoju, tam łóżko, a na nim pełno szmat. „Pani nie poznaje?” – spytał. Zrzucił te szmaty, a pod spodem było piękne, drewniane, wiśniowe łóżko. „To jest łóżko pani rodziców. Dostałem je od pani taty za ten chleb, który wysyłałem do getta”. A mnie się zrobiło słabo, czułam, że zaraz zemdleję. Szofer, z którym przyjechałam, wziął mnie pod ramię i zaczął mi tłumaczyć, że musimy już wracać. Dałam tej kobiecie jeszcze dwadzieścia dolarów, a ona powiedziała, że to dla niej na rok na lekarstwo.
Urodziłam się w domu dziadków w Radomiu. Rodzice mojej mamy byli dość ubodzy i bardzo pobożni. Mieli dwóch synów i siedem córek. Wszystkie były piękne, ale na niewiele się to zdawało, bo nie miały posagu. Tata zakochał się w mamie, a ona była siódma z kolei. Musiałby czekać, aż inne wyjdą za mąż. A że był z bogatej rodziny, dał posag każdej siostrze, żeby poślubić mamę. Mama znała języki, pięknie malowała i rzeźbiła. Dziadek nie pozwolił jej jechać do Paryża na studia. Ale przy tacie miała dobre życie. Bawili się, tańczyli, jeździli do Zakopanego. 

Na zdjęciach wygląda ślicznie, elegancko.

I na szczęśliwą. Nikt sobie nie wyobrażał, co będzie. Pobrali się w 1937, ja się urodziłam w 1938. Zamieszkali w Ostrowcu Świętokrzyskim w pięknym domu niedaleko kościoła. W 1940 roku wsadzili nas do getta. Ojciec miał przyjaciela goja, niejakiego Głuchowskiego. Uczynił go wspólnikiem i realizatorem naszego majątku. Głuchowski dostał pod zarząd nasze magazyny. Zabrał moją mamę i spora sumę pieniędzy do Warszawy. Ukrył ją u rodziny, o której nic nie wiem. Mnie odwiózł do klasztoru w Brwinowie. Pamiętam jazdę pociągiem. Była z nami zakonnica. Zabandażowali mi głowę i część twarzy, w tym oko, żebym ni wyglądała na żydowskie dziecko. Miałam wtedy cztery lata, ale w księgach pięć, bo od takiego wieku przyjmowali dzieci. […]

Myślałaś o mamie?

Zniknęła mi z oczu. Nie było mi jej brak. Kiedyś przy byle rozstaniu czułam tęsknotę, a tu raptem nic. To chyba mechanizm obronny. Odwiedziła mnie w tym klasztorze dwa razy. Pamiętam, że zwolniłam jej swoje małe łóżeczko i ona spała tak, że pół ciała miała poza nim. Sama spałam obok na podłodze. Mama przyniosła mi kromkę białego chleba. Wiedziałam, że nie mogę nikomu o tym powiedzieć. Położyłam chleb pod poduszkę i w nocy go żułam. […]

A inne dzieci pytały o rodziców?

Wcale! Rodziców nie było, i już. Jednak gdy skończyła się wojna, po dzieci zaczęły przyjeżdżać matki. Wychudzone, oszołomione. Słyszałam: „To Żydzi przychodzą po swoje dzieci”. Ja byłam szczęśliwa, że po mnie żaden Żyd nie przyszedł i mnie stamtąd nie zabrał! Aż pewnego dnia, to już był czerwiec 1945 roku, przyjechała elegancko ubrana pani. Wytworna, piękna, pachnąca perfumami. Miała blond włosy i niebieskie oczy. Zakonnice powiedziały: „To jest twoja ciocia Zosia”, a ja pomyślałam: „Jakie szczęście, że żadna Żydówka mnie wcześniej nie zabrała”. Chętnie poszłam z ciocią Zosią. Zakonnice kazały mi jeszcze podziękować Matce Boskiej za uratowanie życia. Wbiegłam do kościoła, uklękłam, a ciocia Zosia stała. Zaczęłam się modlić, a ona dalej stała. Powiedziałam: „Tutaj trzeba klękać, dlaczego nie klękasz?”. I ona wtedy się rozpłakała. Wciąż na mnie patrząc, powoli uklękła.

Zapytałaś ją, kim jest?

Żadnych pytań! Pojechaliśmy do Warszawy, cale miasto było w gruzach. Bałam się po nich chodzić, bo gdzieniegdzie były jeszcze gorące. […] W końcu odstawiła mnie do domu dziecka w Zatrzebiu. Tam znowu było mnóstwo dzieci. Nikt z nas o nic nie pytał. Dzieci Holocaustu wiedziały, że trzeba być posłusznym, bo inaczej śmierć. […] Jednego dnia powiedzieli mi, że znaleźli mojego tatusia i że on przyjdzie mnie odwiedzić.

Ucieszyłaś się?

Po prostu zgodziłam się na wszystko. Przyszło trzech panów, jeden o kulach, wyglądał jak trup. Twarz jak u kościotrupa, wycieńczona, zapadnięte oczy. Dawaj pozostali byli przystojni i eleganccy. Podeszłam do jednego z nich i poprosiłam, żeby wziął mnie na ręce. Podniósł mnie i oddał temu potworowi z kulami. One upadły, a ja się wyślizgnęłam i uciekłam. Trup krzyczał: „Lunia, Lunia!”. Nie wiedziałam, kim jest Lunia. Nazywałam się Ala. Nie chciałam tego pana więcej oglądać, a on nie wiedział, co robić. Odjechał beze mnie.
Ciocia Zosia mieszkała w Łodzi. Lubiłam ją, bo ładnie pachniała i pięknie się ubierała. Chciałam być blisko niej. Przenieśli mnie więc do Helenówka* (* Chodzi o żydowski sierociniec w Helenówku, znajdujący się przy dzisiejszej ulicy Krajowej 15 w Łodzi. Po wojnie w budynku umieszczono sieroty żydowskiego pochodzenia, które przeżyły Holocaust. Moją wychowawczynią była tam pani Lunia, o której pisałaś*.(* Zob. P. Dołowy, Zobaczyć Lunię [w:] Przecież ich nie zostawię. O żydowskich opiekunkach w czasie wojny, red. M. Kicińska, M. Sznajderman, Wołowiec 2018.) Znów było mi dobrze. Zamiast do szkoły chodziłam na jagody i maliny, a potem do Cyganek na Bałucki Rynek. Wróżyły mi, że wyjadę za morze. Któregoś dnia usłyszałam, że kierowniczka pani Falkowska jest oburzona. Krzyczała, że nie należy mi się ubranie z Jointu, bo mam bogatego ojca i on powinien mi je kupić. Wszyscy mnie z tego powodu obrażali. Bogaty ojciec to niedobrze, bo był już komunizm. Tata przyjechał na wezwanie. Nie przywiózł ubrania. Dotarł wykończony długa drogą z Ostrowca Świętokrzyskiego. Jechał całą noc. Nieogolony. Człowiek po Auschwitz. Wstydziłam się go.

Nie oswoiłaś się z nim?

Nie. Przyjeżdżał raz na pół roku. Nigdy nie pytałam go o matkę. Wiedziałam, że jestem sierotą. […] Jednego dnia miałam dyżur przy telefonie. Odebrałam, a to mój ojciec. Powiedział: „Lusiu, mam dla ciebie spakowaną walizkę, weź jakieś podręczne rzeczy, płaszczyk, dwie sukienki, czekam na ciebie na stacji w Helenówku. Wyjeżdżamy do Palestyny”. Tłumaczyłam, że nie mogę tego zrobić. Miałam dwanaście lat, byłam rozsądna, nie mogłam uciec, przecież będą mnie szukać. Kazałam mu przyjść po mnie i oficjalnie mnie odebrać. Przyszedł. Siedziałam pod drzwiami i słyszałam całą jego rozmowę z Falkowską. „Proszę pana, to moje ukochane dziecko, chcę je adoptować. Niech pan zacznie nowe życie od początku. Będzie miała ze mną dobrze, mogę sobie na to pozwolić, poślę ją na studia do Wiednia”. A ojciec odpowiedział: „Proszę pani, ona jest wszystkim, co mi pozostało”. Na to Falkowska: „W takim razie niech pan zapłaci. Pan jest bogaty!”. Po latach znalazłam w ŻIH-u papiery. Wszyscy płacili po trzysta złotych, a mój ojciec sześć tysięcy. Tak Falkowska go załatwiła.

Wyjechaliście od razu?

W Izraelu w porcie czekała na mnie moja ciotka i jej córka. […] Ciotka zabrała mnie do swojego domu w Hajfie. Miała dwie córki, przyjęły mnie jak siostrę, choć starsza była zazdrosna. Poszłam do najlepszego gimnazjum, zdobyłam koleżanki. Ciotka była dobra i myślę, że mnie bardzo kochała.

A ojciec?

Ojciec mieszkał osobno. Chodziłam do niego sprzątać, pomagać mu. […]
Nigdy nie wyszedł z Oświęcimia. Krzyczał po nocach. Nie spotykał się z ludźmi – mówił, że nie chce litowania się nad nim: „Wszystko straciłem, ale honoru nie”. Odżyłam dopiero, gdy skończyłam obowiązkową służbę wojskową i wyjechałam na studia do Jerozolimy. […] Holocaust pozostał tematem tabu. Aż do 1984 roku postanowiłam wrócić na studia, poszłam na historię. Zaproponowali mi wyjazd do Polski.

Wróciły wspomnienia?

Powoli. Odbyłam w Polsce wycieczkę po kolejnych przystankach mojego życia. Bo do wyjazdu do Palestyny miałam ich kilka. Pierwsze lata spędziłam w tradycyjnej żydowskiej rodzinie w Ostrowcu, potem do ósmego roku życia byłam oddaną katoliczką w klasztorze w Brwinowie, a jeszcze później żarliwą komunistką w domu dziecka w Helenówku. […] Spotkałam się z przyjaciółką mojej mamy – w czasie wojny przebywały w kryjówkach niedaleko siebie i czasem się spotykały. Powiedziała mi, że mama zginęła, bo ktoś ją wydał. 

Wiesz kto?

Ależ ty jesteś niecierpliwa, to właśnie miała być pointa. Przyjaciel mojego ojca… Głuchowski. W 1944 roku. Wojna się kończyła, więc miał obawy, że będzie musiał zwrócić ogromny majątek, który powierzył mu mój tata. Wiadomo, że niecały, ojciec na pewno sporo by mu zostawił za trud i pomoc, ale „sporo” a „cały” robi różnicę. Założył, że ojciec zginął w Oświęcimiu, dziecko już nie wiem, kim jest, wystarczy więc zlikwidować matkę. Podobno mama wyskoczyła przez okno, żeby ratować rodzinę, która ją przechowywała. I są dwie wersje: albo zginęła na miejscu, albo wzięli ją na Pawiak. Nie dowiem się już nigdy. Wyobrażasz sobie? Ojciec zaufał mu całkowicie. Co pieniądz robi z ludźmi… Pamiętam go z klasztoru, odwiedzał mnie, jego żona była dla mnie bardzo dobra. Wróciłam do Izraela, zapytałam ojca czy wiedział. Wtedy jedyny raz opowiedział mi tę historię. Wrócił do Ostrowca, od razu poszedł do Głuchowskiego, żeby odnaleźć mamę i mnie. Zapukał, Głuchowski uchylił drzwi i powiedział: „Zaczekaj sekundę”. Gdy znów otworzył, w ręku miał siekierę i krzyczał do ojca: „Ty Żydzie, jak stąd nie wyjdziesz, rozrąbię ci głowę siekierą!” (a wcześniej zwracał się do niego: Marian). Tata zrozumiał, że my z mamą możemy już nie żyć. Dowiedział się o mamie, nie miał już sił, poprosił więc swoją bratanice Zosię (wreszcie się dowiedziałam, kim była!) o pomoc w znalezieniu mnie.
W 1991 roku trafiłam w archiwum na papiery. W mojej karcie w domu dziecka jest napisane: „Ojciec żyje, matkę zabrało Gestapo i do dzisiejszego dnia nie wróciła”. A ja to czytam i myślę: Boże, ona może jeszcze wrócić! I zaraz sobie tłumaczę, że przecież miałaby już osiemdziesiąt jeden lat, więc chyba przez te lata by mnie odnalazła i do mnie wróciła?

piątek, 15 marca 2019

sobota, 12 stycznia 2019

Makabi

W sierpniu 1931 r. „Przegląd Sportowy” odnotował wizytę ostrowieckiej Makabi w Opatowie, gdzie piłkarze tego żydowskiego klubu ulegli OKS 0:3.

W 1932 roku, już na drugim stawie, pływacy KSZO wybudowali po godzinach pracy lepszą pływalnię. Jej otwarcie odbyło się 19 czerwca 1932 r. Z tej okazji zorganizowano zawody międzyklubowe z udziałem żydowskich klubów sportowych Makabi i Gwiazdy z Ostrowca oraz zawodników niestowarzyszonych. W trakcie zawodów rozegrano dziewięć konkurencji2.

Ziemia Radomska z 5 maja 1932 r., nr 102.
3 maja rozegrano w godzinach popołudniowych mecz KS Strzelec - ŻKS Makabi. Mecz został przerwany przy stanie 1:1, gdyż Makabi kilka minut przed końcem meczu zeszła z boiska.

Ziemia Radomska z 20 maja 1932 r., nr 117
Wyniki „świątecznych zawodów” KSZO II - ŻKS Gwiazda 1:0. Gracze ŻKS tradycyjnie zeszli z boisk przed końcem meczu.

Ziemia Radomska z 20 maja 1932 r., nr 117
22 maja odbył się towarzyski mecz Makabi Wierzbnik - Gwiazda Ostrowiec 4:2. Sędziowali Marciszewski i Zbroja.

Ziemia Radomska z 2 czerwca 1932 r., 123
Odbył się tu mecz PKS Ostrowiec - Makabi Ostrowiec 3:0 (1:0). Bramki strzelili Kostlicha (chyba Kostucha) i Sumera. „Nowo zorganizowana drużyna policyjna okazała się groźnym przeciwnikiem drużyn miejscowych. Zainteresowanie meczem duże, pomimo złej pogody.

Ziemia Radomska z 12 czerwca 1932, nr 132
5 czerwca w niedzielę PKS - ŻKS Gwiazda 5:0, Sumera 3, Pająk 2. Młoda drużyna policyjna wykazuje się nadal jako ambitny zespół.
12 czerwca rewanż

Ziemia Radomska z 15 czerwca 1932, nr 134
W sobotę (11 czerwca) na boisku miejskim został rozegrany mecz pomiędzy KS Strzelec - Gwiazda 1:0

Ziemia Radomska z 15 czerwca 1932, nr 134
W sobotę (11 czerwca) na boisku miejskim został rozegrany mecz pomiędzy KS Strzelec - Gwiazda 1:0

12 czerwca PKS - Makabi 3:2, gra b. ambitna, obie drużyny pracowały na zwycięstwo
Ziemia Radomska z 22 czerwca 1932 r., nr 140

17 czerwca na boisku miejskim odbył się mecz pomiędzy ŻKS Makabi i Tur 2:0.
Ziemia Radomska z 19 sierpnia 1932, nr 188

W bieżącym sezonie piłka nożna rozwinęła się w Ostrowcu z powodu budowy boiska przez Związek Strzelecki i działa 6 klubów. Ostatnio powstał KS Rezerwa i Polska Praca. Efektem wzrostu znaczenia piłki nożnej może być wynik meczu 2 p.p. Leg z Sandomierza ze Strzelcem 2:2.
Gazeta podaje nieoficjalną tabelkę ostrowieckiej gry w piłkę nożną (może to turniej siódemkowy?), uwzględniając w niej dwa walkowery za zejście z boiska klubów Makabi i Gwiazda.

1. PKS 12:4
2. Strzelec 17:4
3. KSZO 8:3
4. Makabi 6:15
5. TUR 3:15
6. Gwiazda 1:15

Przegląd Sportowy z soboty 26 maja1934, nr 42,
KSZO II - Makabi 3:1.

Przegląd Sportowy z 9 czerwca1934, nr 46,
w Ostrowcu mecz Makabi Ostrowiec - KSZO II 2:1

Przegląd Sportowy z 16 czerwca1934 r., nr 48
w meczu o mistrzostwo klasy C KSZO - Makabi 3:1 (chyba KSZO II)

Przegląd Sportowy z 30 czerwca1934, nr 52,
Mecz Unia II - Makabi 3:1.

Przegląd Sportowy z soboty 14 lipca 1934 r. nr 56
o mistrzostwo klasy C Makabi Ostrowiec - Strzelec Opatów 3:0.

Przegląd Sportowy z 4 sierpnia1934, nr 61,
Makabi Ostrowiec -Gwiazda Wierzbnik 6:0

Przegląd Sportowy z 11 sierpnia 1934 r., nr 63
W powtórzonym meczu klasy C Makabi Ostrowiec - Rezerwa 3:1.

Przegląd Sportowy” z 25 sierpnia 1934 r. nr 68,
Makabi pobiła Sokół Tarnobrzeg 4:1.

Przegląd Sportowy z 1 września 1934 r. nr 70.
w meczu drużyn żydowskich Wierzbnik - Makabi 3:5

Przegląd Sportowy z 15 września 1934 r., nr 74.
Turniej piłkarski o mistrzostwo miasta przyniósł w finale zwycięstwo KSZO nad TUR 4:1, bramki Siejko - 2, Artykiewicz 2. W półfinale KSZO wyeliminował Makabi.

Przegląd Sportowy z 22 września 1934 r. nr 76,
Suchedniów: Makabi Ostrowiec-Sarmacja (zespół klasy B) 2:2

Przegląd Sportowy z 13 października 1934, nr 82 sobota
KSZO III - Makabi 7:1.

Przegląd Sportowy z 20 października 1934, nr 84
KSZO-Makabi 1:0, Artykiewicz

Przegląd Sportowy z 10 listopada 1934 r. nr 90
Mistrz Kl. B KSZO II- Makabi 1:1, Hytler Głowacki

„Przegląd Sportowy” z 12 września 1935 r., nr 97.
Dobrze rozwijająca się sekcja piłkarska ŻTGS Makabi po ustąpieniu z prezesostwa p. M. Altermana nie daje o sobie znaku życia.

Ziemia Radomska z 20 maja 1932 r., nr 117
Podczas zawodów ŻKS Makabi na trasie 36 km Ostrowiec-Sienno uzyskano następujące wyniki: M. Najnudel- 1 godz. 10 minut, L. Worcman- 1 godz. 15 minut i Gottlieb 1 godz. 20 minut.

Po 1935 r. nie napotkałem na żadne info odnośnie klubów żydowskich

Informacje na temat Żydoskiego Klubu Sportowego Makabi w Ostrowcu zgromadził i życzliwie udostępnił Waldemar Frańczak.

wtorek, 29 marca 2016

I była miłość w getcie

Fotografia pochodzi ze zbiorów rodzinnych mieszkającej w Toronto Hellen Mueller zd. Muszkies, która rozpoznała uczestników koncertu. Dolny rząd od lewej: państwo Baigielman (lub Bagelman), dr Pecker, Oles (Francis) Pietruszka, pani Pietruszka, Leon Szpilman, recytator Wohl, Janka Malinger, NN (z Łodzi), dyrygent Pietruszka, Jakub Lustik, Pinchas Mitsmacher, Chaja Muszkies (Hellen Mueller) przy pianinie, Rutka Muszkies. Górny rząd od lewej: NN (zięć Rubinsteina), Sander Lederman, Dora Rubinstein, Mosze Alterman, dr Ludwik Wacholder, Willy Kierbel, Dora Rubinsztain, Icchak Rubinstein, NN, Dawid Djament, Małka Muszkies, kontrabasista Icchak Baigelman, Baigelman i akordeonista Mosze Mitsmacher. Fot. Szmul Muszkies, zima 1942 rok.

Była późna zima 1941/1942 roku. Mimo, że leżał gruby śnieg i mróz trzymał tęgo, ostrowczanie wypatrywali oznak wiosny. Miała to już być trzecia okupacyjna wiosna. Z każdym kolejnym odrodzeniem przyrody rodziła się nadzieja na rychły koniec wojny. 

Już niemal od roku Żydzi z Ostrowca, a także z okolicznych wiosek i różnych miast Polski, ale także wiedeńczycy pochodzenia żydowskiego, byli zamknięci w ostrowieckim getcie. W sumie około piętnaście tysięcy ludzi stłoczonych na stosunkowo niewielkiej przestrzeni. Rynek, Siennieńska, Polna, Browarna (dziś Mickiewicza), Starokunowska, Młyńska, Kościelna. Niewolnicza praca, brutalne pobicia, gwałty na młodych kobietach, morderstwa stały się mroczną codziennością getta ostrowieckiego. 

Pomimo tych nieludzkich warunków, strachu i poniżenia starali się oni żyć normalnie. Tej właśnie zimy postanowiono urządzić koncert dobroczynny na rzecz najbiedniejszych. Od pewnego czasu funkcjonowała orkiestra pod batutą przybyłego z Łodzi dyrygenta Pietruszki. Muzykami ostrowieckiej gettowej orkiestry byli: Janka Malinger i Baigielman grali na saksofonach, uzdolniony muzyk dr Pecker z Wiednia był wiolonczelistą, na skrzypach Jakub Lustik i Pinchas Mitsmacher, kontrabas dzierżył Icchak Baigelman a akordeon Mosze Mitsmacher. Do tego młodziutka, niespełna dziesięcioletnia Chaja Muszkies (Hellen Mueller) grała na pianinie a niejaki Wohl prowadził recytacje. 

Koncert odbył się budynku szkoły na ul. Iłżeckiej. Musiał być to bardzo uroczysty i podniosły dzień. Na widowni koncertu zasiedli znamienici obywatele Ostrowca, a wśród nich zwalistą sylwetką i tubalnym głosem wyróżniał się znany wszystkim w mieście dentysta Ludwik Wacholder. Przybył także wraz z żoną Dorą Icchak Rubinstein, wysoki, siwy mężczyzna, który od połowy 1940 roku był przewodniczącym Judenratu (Żydowska Rada Starszych - wprowadzona przez nazistów w 1939 roku forma sprawowania władzy przez przywódców żydowskich nad skupiskami żydowskimi). Była tam też jego córka z mężem. Byli inni urzędnicy Rady Żydowskiej – Mosze Alterman i Dawid Djament. Nie mogło zabraknąć też artystycznej rodziny Muszkiesów, tym bardziej, że ich starsza uzdolniona muzycznie córka grała w gettowej orkiestrze. I to właśnie ojciec małej Chai, który przed wojną prowadził renomowany zakład fotograficzny, wykonał zdjęcie, dzięki któremu możemy poznać twarze ich wszystkich. 

W niedługim czasie Niemcy wprowadzili zakaz podobnych koncertów w ramach rozpoczętego tzw. „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”. Już w listopadzie 1941 roku, po pierwszej masowej zbrodni na Żydach pod Wilnem, przybyły do Ostrowca Icchak Cukierman, - ps. Antek, członek Żydowskiej Organizacji Bojowej – ostrzegł członków tutejszego Judenratu przed zagładą, jaką Niemcy szykują dla nich wszystkich. Cukierman już po wojnie wspominał, że „nie byli w stanie pojąć, jak można, tak po prostu, zgładzić całą gminę żydowską. […] Rubinstein powiedział, że trudno z tego jednego przypadku wnioskować, że Niemcy mają ujednolicony model traktowania Żydów. Tak czy inaczej, jesteśmy uzależnieni od miejscowych władz. Jeśli uda się ułożyć dobre stosunki ze znajdującymi się na miejscu Niemcami, są dobre szanse na przeżycie wojny. Weźmy dla przykładu dwa miasta: Radom i Kielce. W Radomiu biją Żydów za to, że nie zdejmują czapki przed Niemcami, a w Kielcach za to, że zdejmują czapkę. Albo Warszawa: zamknięte getto, otoczone murami i drutem kolczastym, nękane głodem i tyfusem. A w Ostrowcu – otwarta dzielnica żydowska i jedzenia pod dostatkiem. Jak można więc wnioskować, że jedna ręka niemiecka kieruje żydowskim losem?” 

Na zniszczonej, ale szczęśliwie zachowanej, fotografii z zimy '42 roku, zrobionej zaraz przed lub po koncercie, widzimy ich pogodnych, z nadzieją patrzących w przyszłość, bo przecież typowo ludzką jest wiara w to, że „nawet po najczarniejszej nocy wschodzi słońce”... Z nadejściem wiosny w tymże 1942 roku ruszyła budowa obozu zagłady w Treblince, gdzie miała zginąć społeczność ostrowieckich Żydów. 12 października rozpoczęła się brutalna likwidacja getta w Ostrowcu, w wyniku której zginęło około jedenaście tysięcy ludzi (na ten temat czytaj artykuł Moniki Pastuszko „Likwidacja getta ostrowieckiego”). Dziś, dokładnie 73 lata od tych wydarzeń” o godzinie 12.00 w naszym mieście przy ul. Starokunowskiej odsłonięty zostanie pomnik upamiętniający ostrowieckich Żydów, ofiary II wojny światowej.

Wojtek Mazan
Fakty Ostrowieckie
12 października 2015

poniedziałek, 12 października 2015

Koncert w getcie

"Pierwszy koncert", Ostrowiec Św., fot. Sz. Muszkies, zima/wiosna 1942 r.

Dolny rząd od lewej: państwo Baigielman (lub Bagelman), dr Pecker, Oles (Francis) Pietruszka, pani Pietruszka, Leon Szpilman, recytator Wohl, Janka Malinger, NN (z Łodzi), dyrygent Pietruszka, Jakub Lustik, Pinchas Mitsmacher, Chaja Muszkies (Hellen Mueller) przy pianinie, Rutka Muszkies.

Górny rząd od lewej: NN (zięć Rubinsteina), Sander Lederman, Dora Rubinstein, Mosze Alterman, dr Ludwik Wacholder, Willy Kierbel, Dora Rubinsztain, Icchak Rubinstein, NN, Dawid Djament, Małka Muszkies, kontrabasista Icchak Baigelman, Baigelman i akordeonista Mosze Mitsmacher.

Fotografia pochodzi ze zbiorów rodzinnych mieszkającej w Toronto Hellen Mueller zd. Muszkies, która rozpoznała uczestników koncertu.

niedziela, 28 grudnia 2014

"Dziennik" Hindy i Chaniny Malachi


Dziennik Hindy i Chaniny Malachi
wstęp Jan Grabowski, Lea Balint; oprac. Barbara Engelking
[w:] Zagłada Żydów. Studia i Materiały, nr 3, 2007
str. 241-265


Lea Balint, O Autorach

           Chanina urodził się w Ostrowcu w roku 1918. Jego rodzice, Szmuel i Fajga Szermanowie, prowadzili hurtownię tkanin i byli dość zamożni. Ojciec Chaniny zmarł na raka w roku 1938, a matka, z domu Tanenbaum, zmarła w getcie w 1942 roku. Państwo Szermanowie mieli dwie córki i pięciu synów. Najstarsza córka, Ita, wdowa (jej mąż zmarł śmiercią naturalną w 1938 roku), zginęła w Treblince z dwojgiem dzieci. Ester i trójka jej dzieci także zginęli w Treblince. Lejb Leon, jego żona Rywka i syn Szmuel zostali zamordowani przez Polaków, którzy ukrywali ich za pieniądze. Ich córka Pnina, ukrywana przez polską rodzinę Krasa, przeżyła Holokaust. Po wojnie Pnina wyemigrowała do Izraela i została zaadaptowana przez rodzinę w kibucu. Kolejny brat Chaniny – Szaja został zabity przypadkowo przez Amerykanów w ostrzale pociągu przewożącego więźniów z jednego obozu do drugiego pod sam koniec wojny. Jego żona Dwora i ich dwie córki zginęły w Treblince. Chanina, szósty z braci, autor dziennika, ukrywał się za pieniądze u państwa Piskorskich, a w trakcie powstania warszawskiego podawał się za Polaka o nazwisku Jan Wójcik. Jego żona Hinda, także autorka dziennika, przeżyła okupację, ukrywając się w Warszawie na aryjskich papierach. Szlomo, najmłodszy z braci, był kawalerem. Został zamordowany przez członków polskiego podziemia, wciągnięty w pułapkę, kiedy to grupa młodych Żydów chciała przyłączyć się do partyzantki.
          Także rodzice Hindy prowadzili w Ostrowcu sklep z tkaninami. Specjalizowali się w tekstyliach i materiałach do użytku domowego. Oboje zginęli w Treblince.
          Hinda miała trzy siostry. Najstarsza, Frida, przed wojną pracowała jako skarbnik fundacji Keren Kajemet. Wraz z synem zginęła w Treblince. Druga siostra, Bluma, razem z córką zginęła w Treblince. Także jej mąż przeżył Oświęcim, wyemigrował do Stanów Zjednoczonych i tam zmarł. Trzecia córka, Hinda, i jej maż Chanina, autorzy dziennika, przeżyli Holokaust. Hinda była najbardziej utalentowanym dzieckiem w rodzinie, odznaczała się szczególnie w rachunkach. Jej najukochańszą siostrą była Frida. To właśnie ona zdobyła dla Hindy aryjskie papiery, dzięki którym udało się jej wydostać z getta. Frida nie chciała pójść razem z Fridą. Twierdziła, że z obrzezanym niemowlęciem nie ma żadnej szansy na przeżycie poza gettem. Najmłodsza siostra miała na imię Ester. Była niezamężna. Przetrwała Holokaust dzięki aryjskim dokumentom na nazwisko Janina Sipińska. Ukrywała się w Warszawie u ormiańskiej rodziny, państwa Dabadgian, którzy lubili ją bardzo i chcieli, aby została z nimi także po wojnie.
           Chanina i Hinda poznali się w organizacji młodzieżowej, mieli wówczas po czternaście lat. Pobrali się w czasie wojny i chociaż majątki żydowskie już wtedy skonfiskowano, oboje mieli wystarczająco dużo pieniędzy, aby urządzić wesele. Ślub odbył się w getcie 14 lutego 1941 roku, a wesele zorganizowali w następny piątek w sali rady gminy. W sobotę wieczorem wszyscy przyjaciele z organizacji młodzieżowej, rodzina i znajomi tańczyli horę i śpiewali syjonistyczne pieśni. W jakiś czas po ślubie Chanina zaczął przekonywać Hindę, aby uciekła z getta, posługując się fałszywymi papierami na nazwisko Halina Stawiarska, które zdobyła dla niej siostra Frida. Rozumiał, że z powodu semickiego wyglądu i akcentu on sam nie ma żadnej szansy przeżycia poza gettem. Hinda wahała się, nie chcąc rozstawać się z mężem i rodziną, i odkładała ucieczkę całymi miesiącami. Przy pomocy Polki, która obiecała wyszukać jej kryjówkę w zamian za pieniądze, Hinda wyszła z getta po raz pierwszy 9 października 1942 roku, zaledwie dzień przed pierwszą wywózką.


Hinda i Chanina Malachi
Dziennik


          5 października, wtorek 1943 roku
 […]
          Przed wszystkim postaram [się] przypomnieć sobie co zaszło od dn. 9 października 1942 roku, tj. od daty wyjazdu mojego w nieznane, by ustrzec się przed wysiedleniem.

          Było to w piątek, wśród gotowania i pieczenia zostałam oderwana nagle i już o 4-ej p.p. dzięki staraniom Frani wyjechałam z panią Bram jako Halina Stawiarska do Ćmielowa, skąd wieczorem pociągiem miałyśmy dalej jechać do Skarżyska, a stamtąd na Czerniecką [Czarniecką] Górę. Nigdy nie zapomną mojego wyjścia z mieszkania rodziców. Primo, że chciałam się z nimi pożegnać (jedynie Heniek mnie w czoło pocałował, by nie mieć śladu łez na twarzy, ale czułam wychodząc, że każdy płacze i myśli w tej chwili to samo, co ja: czy się jeszcze w życiu zobaczymy? Niestety – z Franią, Kubusiem, Blimcią i Dorką już się więcej nigdy nie zobaczę. Z przyczyn mnie nieznanych p. Bram zdecydowała wyjechać następnego dnia rano, a na noc mnie ulokowała za protekcją jej znajomej dentystki u jednych z państwa na ul. Sandomierskiej, przedstawiając mnie jako warszawiankę, uciekinierkę przed łapankami. Drugiego dnia rano przyszła po mnie pani dentystka, oświadczając, że p. Br[am] wyjechała do Ostrowca na zwiady, bo chce Franię z Kubusiem też tu zabrać, byśmy już razem wyjechali na Czerniecką Górę.

          Ten sobotni dzień spędziłam u pewnej szmuglerki, która mnie zakluczyła i poszła na wieś. Leżałam cały dzień w łóżku, nic nie jedząc i myślałam o moim smutnym losie, próbując siebie usprawiedliwić, że wyjechałam się ratować sama, ale miałam wtedy szaloną chęć wrócić. Wieczorem przyszła po mnie pani Br[am], przywożąc mi z Ostrowca od mamy kilka jabłek. Jak się później okazało, mama jej dała również majtki wełniane, komplet elastyczny, ręcznik kąpielowy itp. rzeczy, które by mi się bardzo przydały, bo jechałam na letniaka, a zaczynało się robić chłodno. Bramowa mi o tym wszystkim nie wspomniała, skarżyła się, że mama nie miała do niej zaufania, bo mąż chciał dać kilka kuponów materiału, a ona nie dała. I tym razem nie wyjechałam z Ćmielowa, ulokowała mnie znowu u jednej kobiety z synkiem, której mąż był w Niemczech na robotach, na ul. Zamkowej 11. Wtedy już straciłam całe zaufanie do mojej przewodniczki, do której przemawiałam jak do matki, a ona tylko chciała wiedzieć, ile pieniędzy mam przy sobie. Byłam w tym miejscu do czwartku rano, był to dzień przed wysiedleniem w Ćmielowie i moja gospodyni się bała trzymać mnie niezameldowaną. Przez te kilka dni p. Bramowa do mnie przychodziła, odkładając wyjazd z dnia na dzień i wydobywając ode mnie na podróż do Ostr[owca] na zwiady coraz to inne drobne sumki. Wiadomości, jakie przychodziły z Ostr[owca], były bardzo smutne. Wysiedlenie się rozpoczęło w niedzielę rano (przyp. 2 – Ostrowiec zamieszkiwało przed wojną około 10 000 Żydów, napływ przesiedleńców i uchodźców spowodował, że w getcie (zamkniętym w lutym 1941 roku) znajdowało się około 16000 osób. Wysiedlenie z getta odbyło się 11 października 1942 roku. Kilkaset osób pozostało w lokalnych przedsiębiorstwach i fabrykach pracujących dla Niemców) i ludzie siedzieli już 3 dni na placu „stalagu” bez jedzenia i picia. Domyślałam się, że teraz już nie ma sensu spodziewać się Frani, bo od piątku nie zdążyła sobie zrobić potrzebnych papierów. Jak już wspomniałam, w czwartek rano już miałam wymówione mieszkanie. Pani Bram mnie posłała wtedy z posługaczką dentystki na pobliską wieś po locum, ale nikt mnie nie chciał przyjąć. Wróciliśmy, zastając drzwi u p. Br[am] zamknięte. Przenocowałam wtedy u tej posługaczki. Nazajutrz w piątek było wysiedlenie w Ćmielowie, a ja nie miałam gdzie być, bo teściowa posługaczki mnie wyprosiła, bojąc się teraz kogoś w domu trzymać i stałam cały czas niedaleko wagonów do których wpędzano nieszczęśliwych. Zaraz po tym poszłam na miasto, spotykając na ulicach kilka trupów i widziałam, jak Polacy umizgują się do żandarmów, by im coś dali z domów żydowskich, a na chodnikach i szosach moc podartych modlitewników. Weszłam do jednego sklepu kupić gęsty grzebyczek, to mi powiedzieli, że „wszystkie gęste grzebyczki zakupili na swoje wszy Żydzi do wagonów” i to z takim zadowoleniem zostało powiedziane.
          Gdy się nareszcie spotkałam z panią Br[am], radziła mi wyjechać na razie do Krakowa, […]

[...] Z Radomia wyjechałam w poniedziałek wieczór z powrotem do Ćmielowa. Muszę tu jeszcze dodać, że spędzając poniedziałkowy dzień sama, bo Marysia była przy pracy, myślałam o tym, dobrze by było, gdybym spotkała (Semky?) (bardzo lojalny SS-man z Ostr[owca], został tu przeniesiony; wyznać też muszę całą prawdę, może on by mi powiedział coś o Ostr[owcu] i poradził, co robić. Idąc właśnie na stację wieczorem, zobaczyłam go, ale mi zabrakło odwagi, by dojść.

[...] pojechałam do Skarżyska, by odpocząć, dowiedzieć się co w Ostr[owcu] słychać i dalej nie myślałem. […] Przypadkowo przechodząc przez most, spotkałam pana Grosmana z Ostr[owca]. On mnie poznał i poinformował, że w Ostr[owcu] akcja jeszcze nie zakończona, ale następnego dnia kazał przyjść do żony na placówkę, to będzie miała dokładne wiadomości, bo wysłali człowieka. W piątek rano poszłam więc na umówione miejsce i dowiedziałam się, że w Ostr[owcu] było i jest jeszcze strasznie, że jest moc trupów, a wśród nich i kilku policjantów. Postanowiłam więc wrócić do Ostr[owca], by się dowiedzieć już całej prawdy i o ile to możliwe połączyć się z Heńkiem. Wiedziałam jedno, że ja za bardzo nienawidzę Polaków, bym mogła wśród nich przebywać. […] W poniedziałek rano, 26 października, przyjechałam do Ostr[owca]. Na zakręcie ul. Kolejowej zobaczyłam policj[anta] Flajszera, prowadzącego robotników do fabryki. Nie mogłam jednak do niego dojść, bo była moc robotników przed fabryczką. Udałam się do /Suniny/[?] do p. Przestraszyła się na mój widok, ale mnie bardzo dobrze przyjęła. Od niej się dowiedziałam, że ani jedna kobieta się nie została; że jeszcze wyciągają ludzi ze schronów; żydzi mają porobione schrony od Rynku do rzeki, mając wewnątrz wielkie zapasy, nawet żywą krowę. Na moją prośbę zgodziła się pójść do miasta z listem, by pierwszemu napotkanemu policjantowi [żydowskiemu] go oddać. Załatwiła mi to, wróciwszy dowiedziała się przede wszystkim, że Heniek żyje, bo policjant, który odebrał list do niego, to powiedział. Gdy [jej] mąż wrócił z fabryki, opowiedział, że robotnicy fabryczki dwa tygodnie spali na placu fabryki, zastrzelono 3-ch na postrach, by wszystko oddali i zebrano ciężkie majątki; a najważniejsze Heniek żyje. Pani Kr. narzekała na mamę, że jej nic nie dała do przechowania, ona by przecież nie zabrał itd. Później się okazało, że nie tylko mama, ale nawet Frania jej dała bieliznę i inne rzeczy. Niespodziewanie o 5 przyszedł pan Głuch[owski] z poleceniem, bym o 6 była na ulicy Polnej. Moja radość nie miała granic. Zaraz wyruszyłam w drogę, na Polnej zobaczyłam placówkę kobiet, prowadzonych przez Wilka. Oszołomiona, z wielkiej radości wpadłam w ich szeregi, włożyłam naprędce chustkę – imitację opaski, […] Grupa, do której się przyłączyłam, była placówkę Jegera, dopiero razem z nimi poszłam do Cegielni, wróciłam do getta dopiero o 8, było już zupełnie ciemno. Pierwszą napotkaną osobę był Pinek Alterman, z którym się serdecznie pocałowaliśmy i poszliśmy na poszukiwanie Heńka. Gdy[śmy] się nareszcie zeszli z Heńkiem, z wielkiej radości aż mnie na rękach zaniósł do domu. Nasz nowy dom było mieszkanie wspólne z 7-oma policjantami – Ber, Alkichen i Sz. Politański, Zyngier, Zajfman, Bronzajt. Nie poznałam nikogo ze znajomych, wszyscy mieli twarze zmienione po tych ciężkich i strasznych przeżyciach. Czułam, że każdy z naszych żonatych współlokatorów patrzy na radość Heńka z zazdrością, oni bowiem wszyscy potracili żony. Jedną tylko noc spędziłam w getcie i mimo swych najszczerszych chęci musiałam się znowu rozłączyć z Heńkiem, bo on tak chciał, bojąc się dalszego wywożenia. […] Wróciłam więc znowu do Ostr[owca] w środę rano, postanowiłam więcej z miejsca się nie ruszać. Heniek się wystarał dla mnie o placówkę razem z Esterą u Mendy. Miałam tam bardzo miłe towarzystwo sióstr Wajsblum, a ofiarą była panna Klajman, która nas bawiła piosenkami i humorem. Po powrocie z pracy było zawsze w domu wesoło, bo każdy dowcipkował i starał się zagłuszyć, by nie pamiętać o tem, co było. Żarło się, piło i bawiło aż do rozpusty, jak naprawdę przed śmiercią, by wszystko dobro tego świata zużyć przed końcem. Bardzo rzadko odwiedzałam rodziców, czego sobie nie mogę darować. Zawsze będąc u nich, musiałam płakać, wspominając naszych kochanych. Ojciec mocno wierzył, że przeżyjemy i nasi ukochani wrócą i wtedy każdy opowie swoje przeżycia przy wspólnym stole. Jedyną ich pociechą był Abram, który się nimi opiekował i co mógł załatwił, będąc policjantem. Mama przyrzekła go zawsze uważać za syna, choćby już Blimka miała nie wrócić, bo co od tego to mama się nie łudziła tak jak ojciec. Serce mnie mocno bolało, gdy widziałam moją wiecznie chorującą matkę idącą w mrozy i śniegi do pracy na szosę. Raz pamiętam rano, gdy się ustawialiśmy, nasza grupa osobno i taty osobno na Sienkiewicza, ojciec nagle doszedł do mnie i zaczął mnie po prostu obsypywać pocałunkami. Później mama powiedziała, że ojciec jej o tym opowiedział – był to szał tęsknoty za utraconymi dziećmi i zarazem upamiętnienie, że jeszcze mnie ma.

          Wśród tego wesołego życia i hulanek zaczęto jednak szeptać o zbliżającym się drugim wysiedleniu. Heniek już zawczasu upatrzył dla mnie 2 miejsca, bym w razie niebezpieczeństwa mogła tam pójść. 10 stycznia nastąpiło drugie wysiedlenie, podczas którego straciłam swoich kochanych Rodziców. […] Została mi jeszcze Eścia, którą Heniek wprost cudem wyratował. Również ojciec mógł zostać, ale nie chciał bez matki. Później się dowiedziałam o tej tragicznej podróży moich Rodziców. Tochterman i Gertner uciekli z wagonu i nam opowiedzieli, że matka była strasznie spragniona, prosiła się trochę śniegu; przez cały czas nic do siebie Rodzice nie rozmawiali. Mamcia Gutholca też wtedy wyskoczyła z wagonu, leżała dłuższy czas w śniegu i sobie odmroziła obie stopy, które zostały jej później amputowane. Gdy myśmy wyjechali z Ostrowca ona leżała po operacji.

          W getcie znowu wróciliśmy do naszego normalnego „życia”. Przeprowadziłam się z Heńkiem na II-gie piętro, dostaliśmy wspólny pokój z Marianem Psajgielwanem i jego żoną Hanką Wurman. Naszymi sąsiadami, którzy przez nas przechodzili, byli Sztajnbaumowie z żonami i Szlamek Rubinsztajn z Bronką Landau. Ja już do pracy nie powróciłam, więc mieliśmy względnie czysto i sama gotowałam najlepsze rzeczy, bo to nam jedynie zostało. Od czasu do czasu widywałam się z koleżankami i czytywałam listy od Stefci, która była już od października w Warszawie. „Atrakcją” były prawie codzienne ofiary Petera i jego kolegów, zabite na placu obok cmentarza. Najwięcej nas poruszył fakt zastrzelenia Gutka Goldwassera z żoną i dzieckiem, którzy padli ofiarą przez Polaka ich dobrego znajomego. Te sceny nam psuły humor tylko na krótko, później znów przy kartach lub restauracjach staraliśmy się w sobie to zagłuszyć. Ale już po II-gim wysiedleniu zaczęto szeptać o skoszarowaniu, tzn. wiedziano, że placówka Zakładów i najwyżej również Jegera zostaną skoszarowane na placu fabrycznym, co groziło wymarciem z głodu, chorób i ciężkiej pracy. Więc kto mógł szukał sobie wyjścia.

[…] Zanim mój wyjazd do Warszawy był naprawdę aktualny, jeszcze przeżyłam radość zmieszaną z zazdrością. Było to, gdy do getta przyszło 100 depesz z Palestyny pd Ostrowczyków, między tymi wiele od ludzi, którzy w swoim czasie uciekli do Rosji. Większa ilość depesz przyszła do rodzin, które już dawno zostały spalone w Treblinkach.
[…]

poniedziałek, 23 września 2013

Zagłada Żydów w dystrykcie radomskim


 "Zagłada Żydów w dystrykcie radomskim"
Krzysztof Urbański
Wydawnictwo Naukowe Akademii Pedagogicznej 
Kraków 2004

str. 21
           Według Jakuba Aleksandrowicza z Ostrowca spora grupa młodzieży żydowskiej z tego miasta, w wieku poborowym, udała się za Bug (przypis 39 - Wywiad z J. Aleksandrowiczem, Tel Awiw 1995.) zgodnie z apelem szefa propagandy Naczelnego Dowództwa Wojska Polskiego ppłk. Romana Umiastowskiego.

str. 27
Celem zastraszenia i sterroryzowania ludności w Ostrowcu zamordowano tego samego dnia [7 września 1939 r.] Izraela Rosenberga. [...] Jak pisze Marian Banaszek 10 września rozstrzelano: "na rynku ostrowieckim 10 Żydów"(przypis 80 - M. Banaszek, Gehenna i zagłada ostrowieckich Żydów, "Walczymy o stal" 1994 [powinno być 1984], nr 14, s. 50.).

str. 82-83
           W Ostrowcu budynek zajmowany przez urzędników Judenratu znajdował się przy ul. Iłżeckiej. W pierwszym okresie na czele dwunastoosobowej Rady starszych, według W. Broćka stał jako prezes prawnik Szajsel, jego zastępcą był Josek Rozenman. Po ich śmierci w połowie 1940 r. Judenratem kierowali Icchak Rubinstein i Mosze Alterman. W 1941 r. funkcję tę objął Dawid Djament.

str. 86
          W styczniu 1942 r. "Gazeta Żydowska" zamieściła informację z Ostrowca: Na terenie Ostrowca nie było przed wojną szpitala żydowskiego. Obecnie został zainstalowany szpital z oddziałem zakaźnym, wewnętrznym i położniczym pod kier. p. dra Majera. [...] Przy Szpitalu znajduje się ambulatorium (przypis 101 – "Gazeta Żydowska" 1942, nr 13.).

str. 91-92
W Ostrowcu robotnicy żydowscy kierowani byli przez Judenrat do pracy w Zakładach Ostrowieckich, cegielni Jaegera, stawach na Gutwinie. Niemcy chcąc osiągnąć jak największe korzyści określili, iż w ZO należy zatrudniać ludzi do 35. roku życia. W zaistniałej sytuacji wielu ostrowieckich Żydów podjęło pracę w wiedeńskiej firmie "Elin" w Bodzechowie, gdzie wytwarzano narzędzia elektryczne.

str. 93-94
           Z początkiem 1942 r. w związku z nasileniem się zbrodniczych akcji wobec ludności żydowskiej, zaczęła panować wśród Judenratów opinia, że praca na rzecz Niemców, a zwłaszcza niemieckiej armii, zapewni przeżycie wojny i okupacji. Regina Renz tak charakteryzuje sytuację na terenie Ostrowca: Zrodziło się przekonanie, że praca może uchronić od śmierci i obozu koncentracyjnego. Wszyscy więc szukali zatrudnienia dającego szansę przeżycia. Zgłaszano się na ochotnika do pracy w hucie ostrowieckiej, cegielni. […] Żeby dostać pracę oferowano znaczne sumy pieniędzy. […] W getcie otwarto wiele warsztatów, ale tylko dla tych osób, które na rzecz Judenratu uiściły kwotę 2000 zł. Zakłady te, mimo usilnych starań nie uzyskały statusu przedsiębiorstw wojennych (przypis 150 - R. Renz, Żydzi w okresie okupacji i w pierwszych latach po wyzwoleniu, [w:] Żydzi ostrowieccy, Ostrowiec Świętokrzyski 1996, s. 105.).

str. 98
          Dnia 1 kwietnia 1941 r. ŻSP [Żydowska Służba Porządkowa, zwana niekiedy policją żydowską, albo milicją] powstała w Ostrowcu, na jej czele postawiono Bera Blumenfelda, zastępcą został Moszek Putszic. Oddział liczył 30 osób.

str. 101
Pozostawała jeszcze jedna droga życia na przyzwoitym poziomie, ale przez większość nie akceptowana: byli również tacy, którzy mieli powiązania z niemieckim gestapo. Oni mieli wszystko. Mogli w getcie prowadzić sklepy oraz zakłady (przypis 202 – S. Heilbrunn, op.cit., „Komu i czemu?” 2002, nr 1.). Współpraca z okupantem kończyła się jednak najczęściej tragicznie. W Ostrowcu podziemie polskie zlikwidowało konfidenta Szpigla, który donosił na Żydów i Polaków: ciało dla zatarcia śladów wrzucone zostało do przerębli (203 – M.T. „Bończa” Mazur, Szumiały nam świętokrzyskie jodły, Katowice 1987, s. 76.).

str. 104
           W więzieniu radomskim osadzono i skazano […] Za opuszczenie getta […] w Ostrowcu: Jakuba Buksnera, Jakuba Feldmansa; […].

str. 140
          Po mianowaniu gauleiterem Wiednia Baldura von Schiracha ten realizując rozkazy Hitlera: „zasypywał Hansa Franka, generalnego gubernatora okupowanej Polski, żądaniami zabrania od niego Żydów. […] W styczniu 1941 roku referat Eichamana [powinno być Eichmanna] sporządził pierwsze listy transportowe i do czerwca deportowano […] 10 000 Żydów. Do dystryktu radomskiego Niemcy skierowali cztery transporty, każdy po 1000 osób. W marcu 1941 r, Żydzi z Wiednia trafili do Kielc, Ostrowca i powiatu opatowskiego. […] Z Ostrowca zostali częściowo przetransportowani do Klimontowa, Łagowa, Waśniowa i pobliskich wsi. Skierowanych do powiatu opatowskiego rozlokowano w Bogorii, Iwaniskach, Klimontowie, Kunowie, Łagowie, Ożarowie i Staszowie.

str. 147
           Ostrowieckie getto ciągnęło się wzdłuż południowej pierzei rynku oraz obejmowało ulice: Iłżecką, Polną i Bałtowską. Zgromadzono tu początkowo 7000 Żydów, to jest 25 procent ludności miasta. Z czasem oprócz mieszkańców Ostrowca znaleźli się tu Żydzi z Bałtowa, Sienna, Iłży, Kunowa, Ćmielowa oraz Sandomierza. Była również garstka kielczan. W połowie 1942 r. na terenie Ostrowca mieszkało między 15000 a 16000 osób, w tym 4000 uchodźców. Teren getta został ogrodzony drutem kolczastym. Wewnątrz porządku pilnowała policja żydowska, na zewnątrz liczne posterunki niemieckie (przypis 213 – Archiwum Ringelbluma. Listy o Zagładzie, oprac. R. Sakowska, Warszawa 1997, s. 146.), ale dostanie się do getta nie przedstawiało większych trudności. […]
          Ciasnota, trudne warunki sanitarne i brak lekarstw wywołały już w lutym 1940 r. epidemię tyfusu. W związku z tym, w szybkim tempie, założono szpital zlokalizowany w bożnicy. Szpital składał się z pięciu oddziałów i miał sto łóżek. Opiekę sprawowało trzech lekarzy, sześcioro pielęgniarzy i pielęgniarek (przypis 215 - „Gazeta Żydowska” 1940, nr 30.). Ale nawet powołanie Kolumny Sanitarnej, która sprawdzała na bieżąco stan higieniczny getta nie zapobiegło kolejnej epidemii w marcu 1942 r. Sytuację ludności getta ratowała prężnie działająca Żydowska Samopomoc Społeczna na czele ze znanym działaczem społecznym Kalmanem Szajnfarberem. Niestety zmarł on 20 grudnia 1941 r. Getto było miejscem zbrodni, m.in. 28 kwietnia 1942 r. jednostka SS podczas obławy zastrzeliła 36 osób, zaś 72 zostały wywiezione do obozu.
           Niemcy starali się dość perfidnie skłócić Polaków z Żydami. Po wysadzeniu przez patrol ZWZ gazociągu niedaleko Ostrowca w dniu 11 września 1944 r. [powinno być 1942 r.] zatrzymanych zostało trzydziestu mieszkańców miasta i skazanych na karę śmierci przez powieszenie. Szubienice na rynku kazano budować Żydom!

str. 159
          Było kilka sygnałów wskazujących, że zbliża się okres totalnej zagłady: całkowite wstrzymanie emigracji Żydów, kara śmierci za opuszczenie gett, ograniczenia przesyłek pocztowych dla ludności żydowskiej. […]
          Poważnym sygnałem była akcja zapoczątkowana 17 kwietnia 1942 r. wymierzona przeciwko działaczom lewicowym i inteligencji. W dystrykcie radomskim objęła ona m.in. Kielce, Ostrowiec, Radom, Częstochowę, Piotrków Trybunalski. […] 
W liście wysłanym 30 kwietnia 1942 r. z Ostrowca do kierownictwa Hechaluc-Dror w getcie warszawskim pisano: To samo i do nas dotarło. Oddaliśmy już dwa razy po 18, a choroba jeszcze trwa (przypis 29 – AŻIH, Ring I, sygn. 553; Archiwum Ringelbluma …, t. 1, s. 142.).

str. 179
          Na jesieni 1942 r. za największą dzielnicę żydowską w powiecie opatowskim uchodziło getto w Ostrowcu. Tu między innymi znaleźli się Żydzi z Częstocic, Momina [powinno być Mominy], Opatowa, były grupy Żydów z Krakowa, Kielc, Radomia i Wiednia. Przygotowania do likwidacji podjęto 10 października 1942 r. (przypis 106 – Ostrowiec a monument on the ruins of an annihilated Jewish community, New York-Toronto, b.r.w., s. 62.). Akcja rozpoczęła się w nocy z 11 na 12 października 1942 r. Do likwidacji dzielnicy żydowskiej Niemcy użyli oddziałów policji bezpieczeństwa, policji porządkowej oraz tzw. szaulisów: „Tak nazywano Litwinów będących na niemieckiej służbie, o fanatycznej wprost nienawiści do Żydów (przypis 107 – S. Kosicki, Zagłada getta w Ostrowcu Świętokrzyskim wiosną 1942 roku, „Zeszyty Kombatanckie” 2000, nr 27/28, s. 59.). Żydom pracującym kazano zebrać się na placu Arbeitsamtu, niepracującym na rynku:
Do getta wkroczył pijany oddział Litwinów, którzy mordowali dzieci i osoby ukrywające się […] odbyła się selekcja. 1570 osób przydzielono do pracy w hucie i cegielniach oraz do uporządkowania getta, zaś pozostałych rankiem odprowadzono na stację kolejową i załadowano do wagonów (po 150 do jednego). Pędzone kolumny otaczali Szaulisi z karabinami w rękach. Kto odstawał od kolumny, żegnał się z życiem. Strzał ukrócał mękę, dawał wyzwolenie. Huk strzałów, a licznie strzelano, podrywał innych, wykrzesywał z nich resztkę sił. Rwali do przodu, podbiegali, krzyk i lament niósł się daleko. Za chwilę znowu przystawali, tracąc siły i nadzieję. Wokół kolumny biegli podochoceni alkoholem Szaulisi, bili pejczami i z lubością mierzyli do maruderów. Chodnikami szli nieliczni esesmani, szupowcy, gestapowcy w uniformach i po cywilnemu. Zatrzymywali się, zapalali papierosy, wymieniali uwagi, lecz do pędzenia i zabijania nie wtrącali się. Za kolumną pozostawały na jezdni ciemne plamy trupów, kałuże krwi i dziesiątki waliz, kuferków, paczek, zawiniątek, tobołów, wypełnionych worków. […] Kolumny ciągnęły Aleją Trzeciego Maja w stronę mostu na Kamiennej i dalej wzdłuż torów, do podstawionych tam wagonów. Pędzeni Żydzi śpiewali pieśni, można domyślać się, że nabożne. Zagłuszały je lament, jęki, wrzaski oprawców […] Tego dnia pędzono ludzi, aż do zmroku (przypis 108 –S. Kosicki, Zagłada getta w Ostrowcu Świętokrzyskim wiosną 1942 roku, „Zeszyty Kombatanckie” 2000, nr 27/28, s. 69-70.).
Około 11 tys. Żydów z ostrowieckiego getta zamordowanych zostało w ciągu kilku następnych dni w obozie zagłady w Treblince.

str. 196-197
           W Ostrowcu pozostawionych Żydów umieszczono w obozie pracy zorganizowanym przy ulicach: Iłżeckiej, Polnej, Pierackiego [ul. Polna i ul. Pierackiego to te same ulice, druga nazwa obowiązywała do 1939 roku, kiedy Niemcy przywrócili jej dawną nazwę - ul. Polna] i Sienkiewicza [w czasie wojny ul. Radomska]. Początkowo porządkowali getto i segregowali zagarnięte mienie, potem wykorzystywano ich do innych prac. […] Zatrudniano ich w niemieckich firmach budowlanych, Zakładach Ostrowieckich, cegielni Jegera [powinno być: Jaegera]. Do obozu stale przybywały osoby, które wcześniej uciekły z miasta, chroniąc się przed wywózką. Po kilku miesiącach liczba Żydów w obozie sięgnęła 3000. W zaistniałej sytuacji w styczniu 1943 r. około 1000 osób, nie mających zaświadczeń o pracy, wywieziono do „wtórnego getta” w Sandomierzu, około 150 osób do obozu w Bliżynie. W kwietniu 1943 r. obóz został zlikwidowany, a Żydów przeniesiono do obozu utworzonego przy Zakładach Ostrowieckich. Ludzie mieszkali w drewnianych barakach, które były ogrodzone płotem i drutem kolczastym. Obóz był strzeżony przez oddział składający się z „Ukraińców” (przypis 203 -Yad Vashem, J. Temerson, Zeznanie, sygn. 03/2717, k. 10.). Pracowali tu Żydzi miejscowi oraz sprowadzeni z Piotrkowa Trybunalskiego, Radomia, Kielc (przypis 204 – Wywiad z W. Mandallem, Kielce 1996.). , a także z obozu w Płaszowie (przypis 205 - Yad Vashem, J. Temerson, op. cit., k. 10.). Pracowano jedynie za niewielkie racje żywnościowe. Obóz był miejscem zbrodni, m.in. 7 października 1944 r. wywieziono i stracono w miejscowości Firlej pod Radomiem czterdzieści osób. W lipcu 1944 r. Niemcy zastrzelili trzech więźniów, a czterech wrzucili do pieca martenowskiego (przypis 206 – IPN. Del. Kielce, Akta śledcze w sprawie zbrodni hitlerowskich w obozie pracy dla Żydów w Ostrowcu Świętokrzyskim, sygn. Ds.15/68, k. 4.). Na przełomie lipca i sierpnia 1944 r. zaczęto obóz likwidować. W trakcie tych prac zbiegło do okolicznych lasów około 200 osób. Dnia 2 sierpnia 1944 r. część Żydów rozstrzelano, natomiast 600 osobom rozdzielono […] chleb i załadowano do pociągu towarowego, który ruszył w kierunku południowo-zachodnim do Oświęcimia (przypis 207 - Yad Vashem, J. Temerson, op. cit., k. 12.).
          Niedaleko Ostrowca, w Bodzechowie, utworzony został 1 października 1942 r. obóz pracy, z którego 500 Żydów, pochodzących z Ostrowca, Opatowa, Starachowic, budowało linię wysokiego napięcia. Obóz został zlikwidowany w połowie lutego 1943 r. W pobliskim Ćmielowie w październiku 1942 r. utworzono dwa obozy, jeden przy fabryce porcelany Ćmielów, drugi przy kopalni rudy „Barbara”. Obozy zostały zlikwidowane w połowie listopada 1943 r.

str. 207
          Podczas trwania akcji „Reinhard”, jak i po jej zakończeniu, Niemcy prowadzili intensywne obławy za uciekinierami z gett. Schwytanych mordowano najczęściej na miejscu. […] W marcu 1943 r. w Ostrowcu przy ul. Iłżeckiej komendant Schupo Schwarz zastrzelił osobiście 10 Żydów (przypis 262 – IPN. Del. Kielce, Podręczne akta śledcze w sprawie zbrodni popełnionych przez hitlerowców na terenie Ostrowca, sygn. Ds. 40/67, k. 5.). […] W tzw. Kolonii Robotniczej w Ostrowcu żandarmeria niemiecka zastrzeliła dwóch Żydów, na Zygmuntówce wymordowano pięcioosobową rodzinę. Dnia 10 października 1943 r. żandarmeria zastrzeliła 6 Żydów z Denkowa i dwóch z Częstocic (przypis 263 – Rejestr miejsc i faktów zbrodni popełnionych przez okupanta hitlerowskiego na ziemiach polskich w latach 1939-1945. Województwo kieleckie, Warszawa 1980, s. 50, 189-191.).

str. 208-210
W Ostrowcu konspirację organizowali bracia Kopel, Mosze Stein, Dawid Kempiński (272 – P. Burchard, s. 142.). […]
Część członków „Haszomer Hacair” z terenu Ostrowca, została przeprowadzona do Warszawy: Młodzi po przybyciu do Warszawy zorganizowali się w piątki i przyłączyli do Ż.O.B. Ich komendantem był Berl Brojde [u I. Cukiermana: Berl Braude] (przypis 285 – C. Folman-Raban, Nie rozstałam się z nimi, Warszawa 2000, s. 65-66.). Walczyli później w getcie warszawskim.

str. 214
          Komisarz miasta Ostrowca Motschall w ogłoszeniu z 28 września 1942 r. przypominał: „kto udziela Żydom uchodźcom pomieszczenia i żywności będzie karany śmiercią. Pouczenie jest ostateczne”.

Str. 219
Szeroką akcję pomocy Żydom prowadziło ostrowieckie „Społem”, dostarczając produktów żywnościowych. Pomoc żywnościową dla ostrowieckiego getta prowadziła organizacja „Orlęta Świętokrzyskie” utworzona przez Aleksandra i Józefa Karbowniczków oraz Władysława Buchnera (przypis 34 – P. Matusak, Ruch oporu na ziemi opatowsko-sandomierskiej 1939-1945, Warszawa 1976, s. 124.).

str. 222
Niektórzy Żydzi ostrowieccy widząc nieuchronną zagładę przekazywali Polakom swoje dzieci i oszczędności, z nadzieją ocalenia im życia. Mimo grożących wysokich kar za ukrywanie i pomaganie Żydom wielu Polaków udzielało im pomocy […]. Mieszkający w Ćmielowie Tadeusz Pastuszka wyprowadził z getta 3 Żydów, a później 13 osób z obozu pracy w Częstocicach. Wielu Żydów przeżyło dzięki pomocy w domu J. Szymańskiego. Jego córki uratowały szereg osób. Stanisław Krasa przy ul. Trawnej przechował Żydówkę. B. Sobczyński przechowywał przez całą okupację czteroosobową rodzinę Józefa Aleksandrowicza z Warszawy, a B. Janusz ukrywał u siebie e domu Żydówkę. Edmund Reński dostarczał Żydom niewypełnione kennkarty oraz blankiety wypisów z ksiąg metrykalnych. T. Rekwirowicz udzielił pomocy rodzinie Kulinera (przypis 54 – W.R. Brociek, Okres II wojny światowej, [w:] Ostrowiec Świętokrzyski. Monografia historyczna miasta, Ostrowiec 1997, s. 215.).

str. 232
          Jak wynika z relacji złożonej przez Wolfa Fajnsztadta , pierwsza grupa Żydów, która uciekła z getta w Ostrowcu zginęła w okolicach Kunowa od granatu wrzuconego przez żołnierzy AK do bunkra. Drugiej grupie pomagał polski komunista o nazwisku Sternik (przypis 107 – AŻIH, W. Fajnsztadt, Relacja, sygn. 301/945, k. 1.). […]
          Mówiąc o Żydach dystryktu radomskiego, ich martyrologii i walce, należy także dodać, dla całości obrazu, że wielu z nich ginęło nie tylko w gettach i obozach. Szereg z tych, którzy w 1939 r. zbiegli za Bug, a nie wyszli z ZSRR wraz z armią Andersa, poległo w szeregach 1. i 2. Armii Wojska Polskiego w drodze od Lenino po Berlin. Zginęli m.in. […] Henryk Brandszpiegiel i Chaim Mehlman z Ostrowca […].

str. 235
          O skali zagłady niech świadczą cyfry. W czerwcu 1945 r. […] zamieszkiwało [w Ostrowcu] 178 osób narodowości żydowskiej. […] (przypis 7 – AŻIH, CKŻP, Wydział Ewidencji, sygn. 649. Materiały statystyczne dotyczące ludności żydowskiej.).