Źródło: fragment relacji dr Józefa Kleibergera,Yad Vashem
czwartek, 30 lipca 2026
środa, 13 maja 2026
niedziela, 19 kwietnia 2026
Małka Grynszpan
poniedziałek, 23 marca 2026
czwartek, 16 października 2025
Wspólne zeznania Malachich (fragment)
"Dziennik" Hindy i Chaniny Malachi, s. 45-62
Źródło: Joint testimony of Hinda (Sherman) Malachi and Henrik Chanina Malachi, Yad Vashem
środa, 17 września 2025
Ostatnia Wielkanoc
Źródło: Mosty. R. 3 (1948) nr 46 (168)
środa, 9 października 2024
Klucze i kasa
s. 64-65
Banki zanotowały przy tym w swoich księgach, do czyich kieszeni trafiło mienie Żydów w GG. Bank Emisyjny w Radomiu, który prowadził konto „zakup” (Beschaffung) dla dowódców SS i Policji w dystrykcie radomskim, otrzymał w miesiącach letnich 1943 r. praktycznie codziennie przekazy, których kwoty opiewały na setki tysięcy złotych. Jako najczęstszy opis podawano w tych wnioskach „kwoty uzyskane z licytacji pożydowskiego mienia”, które wpłacali komendanci Schutz- lub Ordungspolizei i żandarmerii do Banku Emisyjnego właśnie na wspominane konto, którego saldo szybko urosło do sumy wielu milionów złotych. […] A w listopadzie 1942 r. placówka żandarmerii w Ostrowcu Świętokrzyskim uzyskała z konfiskaty i ze sprzedaży mienia żydowskiego łączną sumę ponad 428 tys. zł (przyp. 112 – AIPN, GK 675/1, Meldunek podporucznika rejonowego (Bezirksleutnant) Sommera (Dziennik nr 2641/42), Posterunek żandarmerii w Ostrowcu, powiat Opatów, dystrykt radomski, 26 XI 1942 r., k. 500.). W gruncie rzeczy takie statystyki są tylko ostatnim lub przedostatnim etapem znacznie dłuższego procesu, gdyż – jak pisze Barbara Engelking – „zainteresowanie chłopów żydowską własnością zaczyna się wraz z pierwszymi prześladowaniami i przesiedleniami – gdy tylko Niemcy dają sygnał, że Żydzi zostają wyjęci spod prawa” (przyp. 113 – Barbara Engelking, Jest taki piękny słoneczny dzień…, Warszawa 2011, s. 111. […]).
niedziela, 25 sierpnia 2024
Dziennik Chaima Icchaka Wolgelerntera
![]() |
| Chaim Icchak Wolgelernter i Chajele z ich pierworodnym dzieckiem, 1940 r. |
Wprowadzenie do dziennika Chaima Icchaka Wolgelerntera
[…] Chaim Icchak urodził się w 1911 r. w Ożarowie jako
czwarte z ośmiorga (dwoje zmarło w dzieciństwie) dzieci Hendli Rywki z domu
Selzer oraz Jeszajahu Wolgelerntera. Rodzina przeniosła się do Kazimierzy
Wielkiej, gdzie Jeszajahu został szochetem (rytualnym rzeźnikiem) miejskim. Był
potomkiem wybitnego rebego Itamara z Końskowoli i pobożnym chasydem. Najstarszy
brat Chaima Icchaka, Abram, wyjechał w latach dwudziestych do Kanady, dwóch
młodszych – Dawid i Meir – zostało pomocnikami ojca. Najstarsza siostra Matil
wraz z mężem Chaimem Medlem mieszkała w Zawichoście, młodsza, Ita, mieszkała
jeszcze z rodzicami.
Chaim Icchak Wolgelernter od najmłodyszch lat wyróżniał się
pobożnością i głodem wiedzy. Po swojej bar micwie wyjechał do Krakowa, by
studiować Torę w tamtejszych jesziwach. Po kilku latach udał się do Ostrowca,
zdał trudny egzamin i został przyjęty do znakomitej lokalnej jesziwy. Ujawnił
się wówczas również jego talent literacki – został sekretarzem jesziwy, a także
wydawcą miesięcznika poświęconego Torze, pisywał też własne teksty do pism
religijnych.
Gdy w 1936 r. poślubił Chaję Płatkiewicz z Działoszyc,
zamieszkali w sąsiedzwie jej owdowiałej matki Jachet Płatkiewicz, której Chaja
pomagał prowadzić sklep tekstylny. Gdy po trzech latach małżeństwa młodzi
Wolgelernterowie wciąż nie mieli dzieci, Chaim Icchak zwierzył się z tego
problemu swojemu cadykowi z Ostrowca, a ten nakazał mu pojechać do cadyka Noama
Elimelecha do Leżajska. Dziewięć miesięcy później, w końcu listopada 1939 r.,
urodziła się Wolgelernterom córka Alte Sara Lea, a w lutym 1941 r. syn Szraga
Fajwel. […]
[…] Sam Chaim Icchak Wolgelertner w czasie drugie akcji
wysiedleńczej znalazł schronienie (podobnie jak w czasie pierwszego
wysiedlenia) u sołtysa w Szyszczycach, a jego bracia Dawid i Meir – u Magdy
Kozioł w Skalbmierzu. Później, w lutym 1943 r. zgodziła się ona przyjąć do
siebie innych żyjących jeszcze członków rodziny. […] Tam właśnie, na strychu w
Skalbmierzu, Chaim Icchak zaczął pisać swoją kronikę. […] Z niemałym trudem
znaleźli kolejną kryjówkę we wsi Dębowiec u chłopa nazwiskiem Biskup […] pozostali
i Biskupa Żydzi zostali zamordowani 22 czerwca 1944 r. […]
Dziennik Chaima Icchaka Wolgelerntera – tragiczne świadectwo
wiary – jest jednym z ważniejszych źródeł na temat Zagłady, być może jedynym
pisanym na bieżąco, w ukryciu przez chasydzkiego rebego.
[…] Książka „Unfinished Diary: A Chronicle of Tears”
autorstwa Chaima Icchaka Wolgelerntera ukazała się w 2015 r. nakładem
wydawnictwa Israel Bookshop Publications.
[…]
Barbara Engelking
KRONIKA ŁEZ
Opracowanie Barbara Engelking
Archanioł Michał poświęca dusze sprawiedliwych przed Bogiem.
(תוספות מנחות ק'י חנינה כ'ב)
Kiedy miałem 16 lat, po spędzeniu moich najlepszych lat w
jesziwach w Krakowie, wiedziałem już więcej o Talmudzie i posekach, kiedy moja
dusza zaczęła nagle odczuwać pragnienie czegoś wyższego, co przyniosłoby
rozwiązanie różnych wątpliwości, które gnębiły myśli […] galicyjskie, moje
dotychczasowe życie stawało się coraz bardziej nudne, monotonne i ciasne,
potrzebowałem siły, która by mnie porwała, wyprowadziła na szersze i wyższe
horyzonty, postanowiłem więc pojechać do Ostrowca.
Genialna metoda pulpil (przyp. 2 – Metoda nauczania pilpul
(hebr. debata, od pilpel – pieprz, przenośnie gorąca [ostra] dyskusja) –
specyficzna metoda prowadzenia studiów talmudycznych, oparta na dialektycznym
rozważaniem fragmentów tekstów.), o której miałem trochę pojęcia od mojego
rabbiego, reb Lewina, nauczyciela z Krakowa, ucznia starego rabbiego z
Ostrowca, reb Meira Jechiela, błogosławionej pamięci, oryginalne i specyficzne
podejście do każdego trudnego bądź zagmatwanego zagadnienia z Gemary, niezrozumiałego
zwrotu, albo zwyczajnie niewiarygodnej historii, z dokładnie sprecyzowaną
błyskotliwą myślą, czasami też z wyliczonymi matematycznie cyframi, oraz jedyny
w swoim rodzaju, niezwykły post jako droga umartwiania się w służbie Bogu
spowitej welonem legend – wszystko to razem tak mnie zahipnotyzowało. Pewnego
dnia w Sukot roku 1929 po raz pierwszy przekroczyłem próg domu mojego wielkiego
rabiego, reb Ezechiela Binsztoka [powinno być: Halsztuka], rabiego z Ostrowca,
jedynego syna i dziedzica duchowego świętego reb Meira Jechiela, błogosławionej
pamięci.
Po dziś dzień nie jestem w stanie zrozumieć, skąd w moim
nędznym doczesnym życiu znalazło się miejsce dla wielkiej światłości, która
biła od tego przewodnika duchowego, którym był rebe z Ostrowca. Jestem pewien,
że rzeczywiście odczułem w sobie tę świętość. Nigdy nie zapomnę wrażenia, jakie
zrobiła na mnie modlitwa rebego. 8 dnia Sukot, kiedy odmawiał „Niszmat kol
Chaj” z ekstazą tęskniącej duszy, z sercem, z którego tryskało źródło łez –
święty Ojcze, litościwy i miłosierny Stwórco – jasno było widać, jak za sprawą
tego wielkiego przewodnika jest wyrażany ból i cierpienie całego narodu przed
jego miłosiernym Ojcem, Który bez litości każe swoje dzieci, kiedy źle dczynią,
a potem uległe przyrzekają, że będą już pobożne.
Czułem, jak każdy członek mojego ciała, każde ścięgno i
najmniejsza cząsteczka zostają obmyte, opalone gorącymi węglami, całe jestestwo
nagle staje się tak oczyszczone, dostaje skrzydeł, szybuje coraz wyżej i wyżej
do bezkresnych światów – zapomniałem o wszystkim, co wokół mnie.
Potem czułem wszechogarniające mnie ciepło, taką duchową
lekkość, że przez cały dzień chodziłem w uniesieniu ducha. Tisz u rebego i jego
modlitwy, wszystko to zdawało mi się częścią niebiańskiej światłości, która nie
ma nic wspólnego ze sprawami ziemskimi. Przybyła tylko na świat, aby wszystko
to unieść na tę samą wysokość, duchowość przebrała się w ubiór duszy, nastąpił upadek
na potrzeby wzniesienia. Kiedy po tiszu omawiano wspaniale głębokie kazanie,
które rebe wygłosił przy stole, zostałem całkiem porwany przez każdą myśl.
Wszystkie one przeszywały mnie do najintymniejszych pokładów umysłu, były
skierowane bezpośrednio do mnie, były odpowiedzią na moje wątpliwości, napojem
dla mojej spragnionej duszy. Ten jeden dzień rozwiązał nawarstwiające się przez
lata. Zrozumiałem magnetyczną siłę Ostrowca.
*
A kiedy jego modlitwy nie były w stanie odwrócić wyroku,
który ogrodził twierdzę surowej sprawiedliwości, ideał wskazujący drogę nie
mógł więcej oświetlać mrocznej przyszłości narodu żydowskiego, i kiedy również
milionowe europejskie żydostwo zostało złożone w męczeńskiej ofierze na ołtarzu
Kidusz ha-Szem, czyż na tym samym ołtarzu mogło zabraknąć miejsca dla ich
wielkiego przewodnika?
*
Kiedy europejscy Żydzi zostali wymordowani, ich miejsca
święte zburzone, a świętości zbrukane, nie było też miejsca dla uświęconego, boskiego
ołtarza świętego rebego z Ostrowca, tablice zostały roztrzaskane.
Czasami rebe tłumaczył ostrowiecką metodę nauczania i modlitwy.
Całe stworzenie świata i każda rzecz ma ciało i oblicze albo, jak się to często
nazywa, ciało i duszę. Oblicze, to znaczy dusza, jest istotą stworzenia, ciało
jest jedynie ubraniem dla duszy. Tak samo jest z człowiekiem, który jest istotą
stworzenia, dzieła stworzenia, i on również ma ciało i duszę. Dusza człowieka
jest boską cząstką. Każda micwa i dobry uczynek, który wykonuje człowiek, to
pokarm duchowy dla duszy, dla cząstki boskiej. Siłą rzeczy, kiedy dusza się
raduje, człowiek tworzy w ten sposób naches-ruech (powiew ekstazy) również dla
Najwyższego, dla Szechiny, ponieważ dusza jest cząstką boską.
Poza tym człowiek, najdoskonalsze stworzenie, został
stworzony z umysłem i rozumem, aby robił jak najwięcej micw i dobrych uczynków
i tworzył jak największy naches-ruech dla Boga. Dusza w ten sposób dociera na
najwyższe poziomy, nawet do poziomu Mosze Rabenu (Mojżesz, nasz nauczyciel).
Twarzą w twarz mówię do niego, to jest tikun (ulepszenie, naprawa) doskonalenia
[…] wszystkich gaonów i cadyków, zarówno ukrytych, jak i ujawnionych, każdego
na jego własny sposób i każdego z nowymi spostrzeżeniami odnośnie Tory i spełniania
Woli Bożej. Jedyną intencją ich wszystkich był tikun duszy, aby stworzyć dla
niej pokarm duchowy. Wielki Bal Szem Tow stworzył chasydyzm. Jest to nowa, zupełnie
nowa droga. Napełnił on służbę Bogu tak silnym duchem życia, w chasydyzmie jest
tak wielka siła, która jest w stanie pociągnąć za sobą nawet biednych, prostych
Żydów, którzy nie znają Tory, będącej wstępem wiodącym do tikunu duszy. Siła
chasydyzmu promienieje do takich ludzi, aby również oni mogli osiągnąć
doskonałość, aby również oni mogli przynieść swojej duszy pokarm duchowy.
Wielki ojciec rabiego miał własną drogę, przez posty i
samoumartwianie się, przez akceptację trudności, przygotowywanie ciała i
poniżanie własnego ja doszedł on do uniesienie duchowego. Duchowość duszy tej
cząstki bożej, wzniosą się ku najwyższym źródłom Stwórcy przez odrzucenie
najniższego świata duszy. Było to dla niego zagadnienie cierpień z miłości.
Dlaczego właśnie karci Pan, kogo miłuje? Jeśli człowiek na zasługuje na ukaranie
przez cierpienia, dlaczego Bóg go karze? Jest to jedno i to samo, kiedy
człowiek naprawia duszę, uzyskuje przecież boski naches-ruech. Siłą rzeczy przez
cierpienia fizyczne, które na niego spadają, jego ciało ziemskie jest ciemiężone,
ale jego duchowe zadowolenie staje się silniejsze. Dusza wznosi się do wyższych
poziomów, dlatego nazywamy to cierpieniami z miłości. Cierpienia przychodzą na
człowieka przez miłość, którą Bóg otrzymuje z dobrych uczynków, i dlatego nasi
uczeni uważają, że jeśli na człowieka spadają plagi, powinien od wiedzieć, że
to nie są cierpienia z miłości.
Dlaczego właściwie cierpienia od plag nie są cierpieniami z
miłości? Jak mówimy, cierpienia prowadzą do uwznioślenia duszy, do świętości.
Plagi nie tylko, że nie mogą doprowadzić do świętości, ale mają dokładnie
odwrotny skutek. Jest to przecież powiew nieczystości, który zabrudza duszę, i
nie może zostać nazwany cierpieniem z miłości. Tak ojciec rabiego stworzył nową
drogę w służbie Bogu, również do nauczania dał nowy wiatr życia, swoją metodę
pulpil, która ma służyć temu samemu. Błyskotliwe dzielenie włosa na czworo, aby
znaleźć najbardziej dogłębną istotę rzeczy, to co najintymniejsze w duszy, to
znaczy sedno zagadnienia, przekreślenie tego, co umysłowe, służy temu, aby cała
dusza mogła komunikować się ze światem Tory, aby nastąpiło zbliżenie duszy
człowieka i duszy Tory, a jako że dusza człowieka jest cząstką boską, zamiarem
jest, aby Bóg i Izrael stały się jednym.
Później już sam zrozumiałem, kiedy często wskazywał, że
droga jego ojca była […] miłości, wtedy on, następca i duchowy spadkobierca,
również dołożył cegiełkę do tego budynku, mianowicie odmawianie modlitwy
nazywanej modlitwą serca, było to […] bojaźni – serce cielesne.
Były […] ból przeciw gorącemu pragnieniu cielesnego serca.
Byłem pewny, że w ostatnim pokoleniu, chociaż […] Tory
znajdowało się w Polsce wystarczająco wielu, to jednak najświętszym miejscem
było Ostrowiec – arka przeświętego rebego, w której znajdowały się dwie tablice
– Tora Weawoda (Tora i praca).
Następca i dziedzic duchowy, który z takim przekonaniem
pielęgnował metodę swojego ojca, że kiedy wybiła godzina […], aby dusza,
cząstka boska, dosięgnęła najwyższego źródła przez całkowite uwolnienie się od potrzeb
cielesnych, przez całkowite anulowanie cielesności, przygotowywał się do tej
wielkiej godziny. Dłuższy czas wcześniej, całe dnie owinięty w tałes i tfilin,
zagłębiony był w zagadnienia Kidusz ha-Szem.
Archanioł Michał poświęca dusze sprawiedliwych przed Bogiem.
Później to zrozumiałem.
W Lag Baomer 1930 r., kiedy pochylaliśmy się nad przepisami
dotyczącymi szechity (rytualny ubój zwierząt), rabi powiedział mi, że halacha
jest ogrodzeniem, ponieważ halacha broni nas przed żądami cielesnego serca – […]
pobożność – szechita – jedynie pobożność, pilpul szel Tora (hermeneutyka,
analiza i krytyka jako narzędzie Tory), będąca duszą Tory, jest pokarmem
duchowym dla duszy i umysłu. Aby tworzyć naches-ruech dla Stwórcy, musi być przecież
miłość, dlatego halacha, pilpul i obraz są takim magnesem dla duszy, a serce,
miłość i pobożność – prawdziwym i całkowitym tikun. Tak.
Z języka hebrajskiego przełożyła
Blanka Górecka
Z języka jidysz przełożyła Magdalena Siek
[…]
Źródło:
„Nic nie potrzebujemy. Tylko przetrwać ten czas.
Relacje Żydów ukrywających się w okupowanej Polsce”, red. Justyna Majewska,
Warszawa 2022.
rodz. VI Chaim Icchak Wolgelernter
s. 437-454
środa, 19 kwietnia 2023
Siksa
![]() |
| Portret Frani Beatus (rys. Jakub Kwiatkowski) |
niedziela, 27 listopada 2022
Ja łebków nie dawałem
s. 192-194
O co dokładnie zostali oskarżeni [bracia
Zajfmanowie – Abram i Lejbusz]? W „Jornal Israelita” z 16 stycznia 1947 roku
napisano: „Uznajemy braci Abrama i Lejbusza Zajfmanów jako odpowiedzialnych za
bestialskie traktowanie i przywłaszczenie majątków swoich ofiar dla własnej
korzyści.
Że Abram
i Lejbusz Zajfman są odpowiedzialni za wytępienie wielkiej części ludności
żydowskiej w mieście Ostrowcu, włącznie z ludnością żydowską, która została
zapędzona do tegoż miasta z innych obszarów.
Że
ciąży także odpowiedzialność na braciach Abramie i Lejbuszu Zajfmanach, że w
wigilię opuszczenia miasta Ostrowiec przez barbarzyńskie hordy Hitlera, szef
gestapo tegoż okręgu doniósł im następująco:
Jutro
opuścimy miasto, musimy wysłać resztę więźniów do krematoriów i wagony do tego
celu są już przygotowane.
Abram i
Lejbusz Zajfman przyjęli tę diabelską misję i ją wykonali z największą
dokładnością i zimną krwią, nie pozostawiając nikogo z ludności żydowskiej w
mieście, a sami jako jedyni w ten sposób ocaleli”.
W
gazecie wydrukowano też nazwiska ofiar Zajfmanów, które świadczyły przeciwko
nim, między innymi rodzeństwa Joska i Motla Frydmanów.
Nieprawdą
jest, że Zajfmanowie przetrwali jako jedyni Żydzi w Ostrowcu. Z pewnością wielu
Żydów się ukryło. Wojnę przeżył na przykład Komendant tutejszego OD [Jüdischer
Ordnungsdienst, dosł. Żydowska Służba Porządkowa] Moszek Puczyc. Według Moszka
Rapaporta, ostrowieckiego Żyda, którego świadectwo odnalazł i umieścił w swojej
książce „W lepszym towarzystwie” dziennikarz Aleksander Rowiński, Puczyc po
wojnie wyjechał do okupowanych Niemiec i został „prezydentem” obozu dla
przesiedleńców w Monachium. W maju 1945 roku do miasta wróciło prawie dwustu
członków społeczności żydowskiej.
Abram
Zajfman rzeczywiście kierował likwidacją ostrowieckich Żydów. W mieście żyło
ich mniej więcej dziesięć tysięcy, stanowili oni około czterdzieści procent
populacji miasta. Podczas okupacji liczba ta się zwiększyła – do Ostrowca
zwieziono między innymi tysiąc Żydów z Wiednia. Łącznie w niewielkim getcie
znalazło się ponad piętnaście tysięcy osób. Większość z nich w październiku
1942 roku wywieziono do Treblinki. Ale nie wszystkich – w kwietniu 1943 roku
wywieziono kolejne osoby, w mieście zaś powstał obóz pracy. Pozostawiono około
dwóch tysięcy Żydów i stłoczono ich w kilkunastu barakach. Nieco ponad rok
później, gdy Niemcy postanowili pozbyć się poprzedniego komendanta obozu, na to
stanowisko awansował Abram Zajfman. Nie potrzebowano go na długo, ale zgodnie z
relacją z brazylijskiego procesu miał do wykonania ostatnie zadanie –
likwidację obozu i zapełnienie wagonów wiozących Żydów na śmierć. 3 sierpnia
1944 roku do Auschwitz przyjechał ostatni transport z Ostrowca. Było w nim co
najmniej trzysta sześć kobiet. Te z nich, które uznano za niezdolne do pracy,
skierowano prosto do komory gazowej. Skończyła się krótka kariera Abrama
Zajfmana jako komendanta obozu w Ostrowcu.
Oskarżyciele
przeceniają jego możliwości i przejaskrawiają wyrządzone przez niego zło. Z brazylijskiego
śledztwa wynika, jakoby Zajfman sam był odpowiedzialny za wymordowanie
wszystkich ostrowieckich Żydów. Tymczasem uratowało się kilkuset z nich. Poza
tym oskarżyciele źle ocenili sytuację w sierpniu 1944 roku. Armia Czerwona
mościła się wówczas na linii Wisły, zaledwie czterdzieści kilometrów od
Ostrowca. Niemieckie wojska i służby traciły kontrolę na sytuacją. Wobec tego
pojedynczy żydowski komendant nie mógł z premedytacją wymordować lub pomóc w
wymordowaniu wszystkich Żydów pozostałych w mieście. Według jednej z relacji
chaos sprawił, że z obozu uciekło wówczas około dwustu osób. Abram Zajfman
zapisał się na ciemnych kartach historii ostrowieckich Żydów, ale z pewnością
nie było uosobieniem zła ani ludobójcą.
[…]
s. 198-199
W latach pięćdziesiątych […]
Boymfeld [ówczewsny przewodniczący związku ostrowieckich Żydów w Rio] wspomina
siedmiu świadków przestępstw Zajfmanów:
Jojsefa Wajnberga, który
zaświadczył, że Zajfmanowie okradli go ze wszystkiego, co posiadał w obozie.
Szlojme Horowica, który
powiedział, że Zajfmanowie są winni śmierci wielu Żydów, w tym Awrama Rotsztajna,
Jehiela Wajnberga, żony Arona Frydlanda i córki Jankiela Warszawskiego.
Szmula Korwasera, który wykupił
się u Zajfmanów od śmierci za sześć złotych monet.
Eliezara Nisenbojma, który
uważał, że Zajfmanowie byli najgorszymi policjantami w getcie.
Motla Rozenblata, który mówił, że
Lejbusz Zajfman go torturował.
Ryszli Szafir, która oskarżyła
Abrama o śmierć Efroima Szafira i Bera Blumenfelda.
Szlojme Cwajgmana, który dodał,
że Abram Zajfman napisał donos do gestapo na Szafira i Blumenfelda mających ukrywać
innych Żydów.
[…]
[…] Żona Lejbusza [Zajfmana] prosiła
Żydowski Instytut Historyczny o zaświadczenie, że jej mąż w Polsce „nie
dopuścił się żadnego czynu hańbiącego”. Odpowiedź z pewnością ją rozczarowała:
„Nasz Instytut nie może wystawić zaświadczenia o tym, jakoby Lejbusz Zajfman nigdy nie dopuścił się w Polsce żadnego czynu hańbiącego, ponieważ Lejbusz Zajfman był policjantem w getcie w Ostrowcu i jako funkcjonariusz policji odznaczał się złą wolą, brutalnością i szantażem i należał do najbardziej zdemoralizowanego i szkodliwego elementu policji gettowej. To samo dotyczy osoby jego brata, Abrahama. […]” – tłumaczył w piśmie Bernard Ber Mark, dyrektor ŻIH-u.
piątek, 16 września 2022
"Odjazd" Leon Fuks, Aron Rappaport
„Odjazd” to wiersz, który powstał w języku jidysz w maju 1943 roku. Autorem jest Leon Fuchs. Jest to wyjątkowe świadectwo Zagłady ostrowieckich Żydów. Fuchs dokończył wiersz ukrywając się w Chmielowie koło Ostrowca, po tragicznych wydarzeniach, które opisuje. Jego autorem jest Leon Fuchs, potem tekst uzupełniał Aron Rappaport, kiedy razem ukrywali się pod domem rodziny Pastuszków w Chmielowie. Marianna Pastuszka i jej mąż Tadeusz otrzymali tytuł Sprawiedliwych Wśród Narodów w 1984 roku. Fuchs i Rappaport przeżyli wojnę dzięki ich pomocy, razem z 15 innymi osobami. Wiersz rozpoczyna opis ogłoszenia przymusowej zbiórki na rynku w Ostrowcu obowiązującej Żydów. Autor przedstawia tragiczne doświadczenia tamtego dnia i dni następnych, w tym śmierć, którą wiele osób poniosło z rąk hitlerowców na ostrowieckim rynku. Tekst wskazuje, że wydarzenia deportacja rozpoczęła się w sobotę, czyli 10 października. W tym roku przypada 80. rocznica tamtych zdarzeń. Tekst odkryła żona Leona Fuchsa około 20 lat temu, tuż przed jego śmiercią. Niedawno trafił do Jews of Ostrowiec Memorial Project (Projekt Upamiętniania Żydów Ostrowieckich) dzięki rodzinie Arona Rappaporta. Publikujemy wiersz za ich zgodą. Utwór w wersji oryginalnej rymuje się. Aby jednak nie zaburzać znaczenia tekstu, zdecydowano się przetłumaczyć go jako wiersz biały. Tekst, który czytamy, jest więc mniej rytmiczny i melodyczny, dobrze jednak oddaje treść oryginału. Profesor Joanna Tokarska-Bakir: „Tekst ten jest jak surowy, cenny kamień, który stawia opór i odmawia pełnego ukształtowania. Ktoś mądry powiedział, że nie ma już poezji po Auschwitz. Ten tekst jest najlepszym tego dowodem”.
Odjazd Leon Fuks
1
Jest dzień szabatu, godzina trzecia.
Odkrywamy, że Gestapo już tu jest,
Komando likwidacyjne, które strzelało dla zabawy.
do mężczyzn, kobiet i dzieci. Aby unicestwić naród.
W mieście słychać było przeszywające krzyki,
zawodzenie i płacz na ostrowieckim rynku.
Tak wielu Żydów upadło by już nie wstać
Ich los był przesądzony
Miasto z całych sił się stara
Uniknąć tej tragedii
Rebbe rozdaje duże sumy pieniędzy
aby rodzice i dzieci wyszli na pole.
Dzisiaj rebbe stoi przy grobie swego ojca
Recytuje Tehillim [Psalmy] z wielką pasją. Nie chce opuścić tego miejsca.
"Ojcze, nie chcę odejść!" - woła.
"Dlaczego mamy ugiąć się przed tym barbarzyństwem?
Modlitwy rebego towarzyszyły dzieciom
Matkom i ojcom, rozchodziły się do ich grobów
Krzyki były tak głośne, że słyszeli je nawet zmarli
Może w ostatniej chwili ktoś nam pomoże.
Czas na cmentarzu wywołuje łzy
Słychać tam płacz dzieci
Przy grobie błagają: „Święty cadyku, pomóż
Ocalić dzieci od strasznego wilka”.
2
Po nieprzespanej nocy wstaję bardzo wcześnie.
Mama płacze i prosi, abym podszedł do jej łóżka.
„Czy na dworze jest spokojnie?” - pyta zamyślona,
bo może to dziś w nocy wydarzy się tragedia.
Patrzę przez okno i mówię do niej: „Jest spokój”.
Mówię to tak, żeby zrozumiała
„Sytuacja jest zła. Gestapo jest w pobliżu”.
Mówię jej, tłumaczę, żeby zrozumiała.
Jak co dzień idziemy do fabryki
I z daleka widzimy
Żydowskiego policjanta, który idzie obok. Bardzo się boję.
Czy oni będą pomagać w rozlewie żydowskiej krwi?
Pięć minut później wchodzi policjant,
Jego praca to ogromny wstyd.
Nadyma się i donośnie krzyczy
Że wszyscy muszą udać się na rynek w ciągu pięciu minut.
Moja dziesięcioletnia siostra upada, osłabiona.
Wielka niemiecka potęga toczy z nią bitwę,
Nasza dziesięcioletnia wojowniczka leży na kolanach swojej matki,
Hitleryzm jest jej wrogiem; to przeciwieństwo jest zbyt wielkie.
W domach zaczyna się dramat pożegnań,
Dzieci żegnają się ze swoimi ojcami i matkami,
Kto widzi te sceny, nie ma już w sercu radości,
Gdy młode pary rozstają się na zawsze.
Straszna tragedia i dużo hałasu
Bracia i siostry rozstają się ze łzami
Wielkie krzyki, wielki zgiełk,
Kości stają się zimne ze strachu i przerażenia.
W naszym domu krew jest zmrożona.
Makabryczna tragedia, robię się chory.
Matka mdleje, a ojciec staje się bezsilny,
Moja dwuletnia siostra nic nie rozumie i się śmieje.
Kiedy matka się cuci, my musimy odejść.
Ale śmierć wzywa nas, żebyśmy jeszcze zostali.
Chce odejść z pocałunkiem matki,
Matka płacze, a potem znów mdleje.
Pocieszam ją, i ona czuje się lepiej,
Nie możesz być smutny, gdy matka cię przytula
I mówi: "Bądź zdrów", gdy wychodzisz z domu.
Zaczyna mnie błagać: "Nie idź, moje dziecko".
Wracam do matki, którą bardzo kocham.
Obejmuję ją i ona jest szczęśliwa na powrót.
Ze łzami w oczach tłumaczy, że jej jedyną nadzieją jest to,
Że jej dzieci przeżyją wojnę.
Żegnam się z ojcem, bratem i siostrą,
Ból jest potężny, cierpienie straszne.
Najmłodsza siostra mocno mnie obejmuje.
Moje serce bije strwożone na myśl o jej losie.
Kochane dziecko, nie wolno nam tu dłużej być,
Wszyscy musimy iść na rynek.
Tylko ciebie i babcię ukryjemy w piwnicy,
Starość i młodość to teraz największe przestępstwa.
Te dwie grupy są oddzielone od pozostałych|
Nasze dzieci i nasi starsi, których on szczególnie nie może tolerować
Są zabijani na miejscu, na oczach swoich rodziców
Ponieważ są słabi i nie mogą pracować.
Pożegnawszy się ze wszystkimi, wychodzę na ulicę
Jestem cały zalany łzami
Jeszcze jedno spojrzenie na dom, jestem -------
Wciąż chcę patrzeć na miejsce, w którym mieszkałem przez tyle lat
3
Przybywam na rynek i widzę inny świat,
Anioł Śmierci urządził sobie tu kwaterę,
Straszna tragedia, w jednej chwili siwiejesz.
Śmierć czuwa w tej godzinie.
Fuhrer, Adolf Hitler, prowadzi świętą wojnę,
Chce osiągnąć swój cel ze wszystkich sił,
Gestapo jest uzbrojone w granaty i karabiny
Do pomocy wzięli sobie bandę Litwinów.
Wojsko niemieckie rozpoczyna walkę,
Słychać nieustanny jazgot karabinów maszynowych.
Są ofiary, ale nie po stronie niemieckiej.
Żydowskie kobiety i dzieci leżą rozrzucone na ulicach.
Na rynku ustawiają Żydów w równe szeregi,
Litwini zabierają im wszystkie rzeczy i pieniądze,
Zamieszanie rośnie z minuty na minutę.
Ktoś mówi, że sytuacja nie jest dobra.
Myśleliśmy, że zostaniemy wysłani na Ukrainę
Może na Litwę albo na Bukowinę,
Tak myśleliśmy, pomimo że znane nam były tragiczne historie
W których nasi znajomi, zostali zabici w przerażających okolicznościach.
Widzę ten obraz, ale jednocześnie jestem ślepy.
Zastrzelona matka leży obok swego dziecka.
Mordercy nie zabrakło dla nich kul.
Krew rozpływa się po ziemi, a ciała stygną
Nietrudno sobie wyobrazić tego Niemca
Jest osobą trzymającą karabin maszynowy
A sadystycznego serca jego---
Nie znajdziesz nawet wśród najokrutniejszych plemion.
Po zrobieniu rzeczy, które poruszyłyby nawet kamień,
Próbuje usiąść i napić się wina,
Jego terrorystyczne pragnienia odchodzą tylko wtedy
Gdy dokonuje barbarzyńskich czynów.
Dziecko błąka się samotnie po rynku
Prawdopodobnie straciło swoich rodziców
Jest to o jedno dziecko za dużo dla gestapowca, który bierze zamach
I przecina je na pół, od stóp do głów.
Ochlapuje go krew z rozciętego ciała
A on histerycznie się śmieje z innymi Niemcami,
Jest bardzo szczęśliwy, jego twarz promienieje,
A wszyscy Żydzi na rynku zaczynają płakać.
Gestapo ma pracę - mówi z dumą,
Litwin stawia przed nim kolejne dziecko.
Podnosi je i z całej siły uderza o bruk,
To dziecko zostało ukarane straszliwą śmiercią.
Nerwy jak postronki, Żydzi podrywają się.
To rozdrażnia Niemców
Strzelają bez opamiętania we wstrząśnięty tłum
Świeże trupy - ludzie milkną.
Idą płacząc, nawet potwór by zmiękł
Los ich przypieczętują wrzeszczący bandyci
Zabierają 15 000 ludzi, pozostaje po nich łup dla wroga
Miasto pustoszeje, czekają Chewra Kadisza (bractwo pogrzebowe na żydowskim cmentarzu)
Nie mają już praw, nawet prawa do życia.
XX wiek do tej pory był dla nas darem
Teraz obowiązkiem jest zabijanie ukrytego Żyda
Żeby Niemcy nie byli rozczarowani.
Tragedie za tragediami dzieją się właśnie tutaj
Wieczna plama na tym pokoleniu.
To okrucieństwo, wielkie okrucieństwo
Musimy je zapisać w dziennikach
Nasz wiek to średniowiecze
ale tamci oprawcy to baranki
przy dzisiejszej bezsensownej kaźni,
plamy na narodzie niemieckim.
Słyszę naszych wrogów i zadawane cierpienie
Przygotowaliśmy wojnę
Wszystkie nasze dzieci, czymże zawiniły?
Bez powodu zostały podstępnie wysiedlone
Od tego dnia do tej ostatniej godziny
Nic z nich nie pozostało.
Żadnego znaku życia po nich do dziś nie odnaleziono.
A nadzieja, że ich zobaczymy, całkowicie zgasła.
I Boże, nie żądam od Ciebie żadnych odpowiedzi,
Lecz o jedno tylko proszę z całego serca,
Pokaż mordercom Twoją silną rękę
Wymaż ich z tego świata z powodu naszej hańby.
- Koniec -
Więcej informacji: jewsofostrowiec.com/pl/odjazd-wiersz-w-jidysz
wtorek, 12 lipca 2022
Wiem, pamiętam
Zapisy terroru
Okupacja niemiecka w dystrykcie radomskim
tom 3
2018
s. 152-153
Aron Frydenthal
Dnia 16 lutego 1948 r. w Warszawie Sędzia Śledczy I rejonu
Sądu Okręgowego w Warszawie, w osobie Sędziego B. Czyżewicza, przesłuchał niżej
wymienionego w charakterze świadka. Po uprzedzeniu o odpowiedzialności karnej
za fałszywe zeznania oraz o znaczeniu przysięgi, Sędzia odebrał od niego
przysięgę, po czym świadek zeznał, co następuje:
Imię i nazwisko Aron Frydenthal
Wiek 44 lata
Imiona rodziców Mojżesz, Ewa
Miejsce zamieszkania Warszawa, ul. Brzeska 10 m. 7
Zajęcie buchalter
Karalność niekarany
Stosunek do stron obcy
Wiem,
że Böttcher był szefem gestapo dystryktu radomskiego. Ja mieszkałem w Ostrowcu
Kieleckim. Böttchera widziałem kilkukrotnie.
Pamiętam, że w kwietniu
1942 r. Böttcher na czele grupy gestapowców (m.in. Peter, Bruner, Wagner)
przeprowadził tzw. akcję w Ostrowcu, w czasie której chodząc po domach, zabili
stu Żydów. Ja wtedy go nie widziałem, gdyż ukryłem się, lecz moi znajomi,
którzy go widzieli, mówili, że „akcję” przeprowadzał Böttcher.
W październiku 1942 r.
odbywało się w Ostrowcu wysyłanie Żydów do obozu w Treblince. Widziałem wtedy Böttchera,
który stał na czele tej akcji. Widziałem, jak stojąc na rynku, gdzie byli
zebrani Żydzi (około 15 tysięcy), strzelał do nich z rewolweru. Obok niego
stało kilka kobiet elegancko ubranych. Jednej z nich Böttcher wręczył rewolwer
i uczył jak ma strzelać do Żydów. Kobieta ta strzelała do zebranych Żydów. W
czasie tej „akcji” Niemcy zabili około 1500 Żydów, 2 tysiące wysłano do pracy w
Zakładach Ostrowieckich i Starachowickich, a ponad 10 tysięcy wysłano do obozu
śmierci w Treblince. Ja [byłem] w grupie Żydów przeznaczonych do pracy, dostałem
się do obozu [nieczytelne] [w] Zakładach Ostrowieckich.
Do tego obozu przyjechał Böttcher
razem z Franzem Jägerem i Zwierciną [?], i innymi gestapowcami. Przeprowadzili
rewizję, poszukując waluty i biżuterii, zabijając przy tym Żydów. Przypominam
sobie, że wówczas Böttcher zastrzelił Mojżesz Gutmana i syna Kantra w bożnicy w
Ostrowcu.
W listopadzie 1943 r. Böttcher
zarządził selekcję Żydów we wszystkich obozach pracy. Z mojego obozu zabrano
wówczas 60 Żydów. Wiem, że to Böttcher zarządził, ponieważ dyrektor cegielni, w
której wówczas pracowałem, Werman, powiedział nam, że jest to zarządzenie Böttchera.
Odczytano.
poniedziałek, 2 maja 2022
Odczytanie listy 2022
Hanka Grupińska
"Odczytanie listy"
Warszawa 2022
wyd. III
s. 23
JAKUB CHAIM MEIR (MAJER) ALEKSANDROWICZ urodził się 6 lipca 1925 w Ostrowcu Kieleckim [do lat 20. nazywanym Ostrowcem Kieleckim, a po 1937 Świętokrzyskim] w rodzinie handlarza drewnem. Ojciec jego miał na imię Szmul Josek, mama była Malka. Mieszkali w Ostrowcu przy ulicy Denkowskiej 15. Jakub uczył się w jesziwie, ale gdy wybuchła wojna, obciął pejsy i przystąpił do skautów żydowskich z Haszomer Hacair; został sekretarzem miejscowego gniazda. W październiku 1942 Niemcy zamordowali jedenaście tysięcy ostrowieckich Żydów. Wtedy zginęli rodzice i siostra Jakuba.
W grudniu 1942 i na początku 1943 kilku żydowskich chłopców
i dziewcząt z Ostrowca przyjechało do getta w Warszawie. Eiger Awram, Gertner
Abek , Morgenlender Icchak, Horowicz Awram, Silman Basia i Silman Suja, Katz
Nechemia, Aleksandrowicz Jakow – te nazwiska, w taki sposób, zapisał Dawid
Sztajn. Jakub był jednym z najmłodszych żobowców. Przyjaciele nazywali go
Klostermajer, bo strzelał tak celnie, jak znany w getcie esesman*. Walczył w
grupie Dawida Nowodworskiego na terenie szopów Toebbensa-Schultza. 23 kwietnia
kula dum-dum rozerwała mu rękę. Ciężko rannego powstańcy nie zabrali do
kanałów. Jakub został w getcie. Miał wtedy osiemnaście lat.
* Klaustermeyer Karl Heinrich, SS Oberscharfuhrer, w 1965
skazany na dożywocie przez sąd w Bielefeld.
s. 34-35
FRANIA BEATUS urodziła się w Koninie. Żydzi konińscy zostali
zamknięci w getcie w Ostrowcu. 11 października 1942, w przeddzień likwidacji
getta, Frania uciekła do Warszawy. Wracała do Ostrowca kilkakrotnie, by przewieźć do
getta warszawskiego drorowców i szomrów: Berla Brojde, siostry Basię i Suję
Sylman, Abę Gertnera, Icchaka Morgenlendera i innych. Niska, pyzata, hoża
wiejska dziewczyna z grubym lnianym warkoczem. Wyglądała bardzo młodo, na nie
więcej niż czternaście lat. Dobrze mówiła po polsku. I była odważna. Świetny
materiał na łączniczkę – powiada Hela Schüpper.
Franię wysłano na drugą stronę w styczniu 1943. Wynajęła
mieszkanie przy rodzinie, gdzieś w Śródmieściu. 13 kwietnia czekała na Antka
Cukiermana pod murami getta. Miała wysokie obcasy i damską torebkę, żeby nie
wyglądać jak smarkata. Wzięła Antka pod rękę i zaprowadziła na Marszałkowską
118. Była pierwszą łączniczką Cukiermana po polskiej stronie murów. Od 19
kwietnia Frania nie przestawała płakać i mówić o samobójstwie. Napominana przez
Antka, wróciła do swoich obowiązków. Odbierała nocne telefony z getta od Tosi
Altman i rano biegła do Cukiermana, by mu przekazać informacje. Organizowała
kryjówki dla powstańców uciekinierów z getta.
1 maja, kiedy Kazik Ratajzer i Zygmunt Frydrych dotarli
kanałami z getta do Anny Wąchalskiej, była tam Frania. Bardzo czekała na
swojego chłopaka, który nigdy stamtąd nie wyszedł. Zdaje się, że ten chłopka
nazywał się Dawid Szulman. 10 maja Frania zadzwoniła do Sary Biederman, która ukrywała
się w mieszkaniu państwa Balickich. Mówiła o samobójstwie, prosiła, żeby ktoś
przyszedł po rzeczy i po trzydzieści tysięcy złotych. Zostawiła dokładne
rozliczenie i list do Antka Cukiermana. Jej ciała nigdy nie znaleziono. Nie
wiadomo, jak umarła Frania Beatus. Miała siedemnaście lat.
s. 53-54
BERL BRAUDE (BROJDE) urodził się około 1920 w Słonimiu.
Rodzina była religijna, więc Berl uczył się w chederze. Wkrótce został
aktywistą Frajhajtu i przygotowywał się do życia pioniera w Erec Israel na
kursach w łódzkim kibucu Borochowa. Kilka miesięcy po wybuchu wojny przyjechał
do Warszawy i zamieszkał w komunie chalucowej przy Dzielnej 34. W czerwcu i
lipcu 1940 był sekretarzem kibucu w Ceranowie, niedaleko Małkini. (Chawka
Folman była w Berlem w tym gospodarstwie). W dzień chaluce pracowali na
folwarku u polskiego dziedzica, a wieczorami śpiewali piosenki hebrajskie i
słuchali pogadanek Berla.
Jesienią 1941 Berl został wysłany przez swoją organizację do
Ostrowca Świętokrzyskiego, żeby przygotować grupę drorowców do samoobrony.
Kilkoro przyjechało z nim do getta warszawskiego. Kiedyś Chawka Folman wiozła
Berla dorożką. Miał zabandażowaną głowę, żeby schować żydowskie oczy i kruczoczarne
włosy – zbyt niebezpiecznie wyglądał. Antek Cukierman powiedział o nim, że był
intelektualistą i miał żydowski wdzięk.
29 listopada 1942 Berl Braude zastrzelił agenta gestapo
Izraela Firsta. (Wyrok został wykonany na ulicy Gęsiej, kiedy First wracał do
swojego domu przy Muranowskiej). 17 stycznia 1943 Niemcy złapali grupę Berla
Braude i pognali na Umschlagplatz. Berl wyskoczył z pociągu gdzieś niedaleko Treblinki.
Wrócił do Warszawy. W lutym 1943 został mianowany dowódcą grupy bojowej Droru w
getcie centralnym.
W pierwszych dniach powstania kwaterowali na Miłej 29, w
pobliżu Muranowskiej 44. Walczyli na Miłej i Zamenhofa. 8 maja 1943 Berl Braude
był w bunkrze przy Miłej 18. Ranny, nie mógł do siebie strzelić, poprosił o
pomoc kolegę.
s. 72
ABRAM (ABRAHAM) EJGIER (EIGIER) urodził się 24 maja 1923 w
Ostrowcu Kieleckim. Ojciec Szyja Symcha Ejgier pochodził z Kraśnika. Mama
Abrama nazywała się Łaja Hejne. Mieszkali przy Iłżeckiej 32.
Abram przyjechał do getta warszawskiego jesienią 1942 z
grupą ostrowieckich drorowców Berla Braude. (Abraham był potomkiem słynnego
rabina Ejgera z Poznania. I kuzynem Basi Sylman). Zapamiętano go jako cichego i
skromnego chłopca, który dzielnie walczył w powstaniu w grupie Henocha Gutmana.
1 maja w czasie walk na Franciszkańskiej 30 Abram został
śmiertelnie raniony w brzuch, kiedy strzelał z balkonu pierwszego piętra.
Zaczął wtedy odważnie i złowieszczo przemawiać do Niemców, którzy patrzyli nań
w osłupieniu. I zaraz potem Abram spadł z tego balkonu, a Niemcy dobili go
bagnetami.
s. 91
Aba uczył się w religijnej szkole podstawowej Jawne i w
polskim gimnazjum państwowym. Jakoś w 1939 przystąpił do ruchu Haszomer Hacair.
Prowadził bibliotekę gniazda w swoim miasteczku. W lutym 1943 przedostał się do
Warszawy. W powstaniu kwietniowym walczył na terenie Toebbensa-Schultza. Kiedy
zginął, miał dziewiętnaście lat.
s. 108
ABRAM (AWRAHAM) HOROWIC (HOROWICZ) urodził się w Ostrowcu
Kieleckim 12 czerwca 1924. Ojciec Szmul Mendel i matka Chana Cukierman
mieszkali z dziećmi przy Rynku 42. Abram był uczniem szkoły Mizrachi, a w 1936
ukończył szkołę podstawową numer 5.
Abram pojechał do getta warszawskiego, żeby walczyć. W
powstaniu kwietniowym był w grupie Haszomer Hacair. 29 kwietnia wyszedł
kanałami z terenu szopów. Dawid Sztajn pamiętał, że na strychu przy Ogrodowej
doszedł do niego Awraham, żeby się pożegnać. Powiedział, że musi wrócić do
getta. Najprawdopodobniej poszedł (z Reginą Fudem i Szlomo Baczyńskim) po
pozostałych. Nie wiadomo, jak i gdzie zginął. Abramek miał dziewiętnaście lat.
s. 141-142
ICCHAK (IZAK, ICEK) MORGENLENDER urodził się w Łodzi 27 maja 1923. Rodzina przeniosła się do Ostrowca Kieleckiego, bo ojciec Izaka, Josef Juda, pochodził z Ostrowca. W księgach szkolnych zapisano, że Izak Morgenlender miał ogólny wynik dobry w roku 1933/34 i został promowany do klasy V. Przed wojną należał do Bnei Akiwa, młodzieżowej przybudówki partii Mizrachi. Ktoś pamiętał, że Icek pięknie śpiewał, że miał przejmujący głos. W getcie ostrowieckim był aktywny w Haszomer Hacair.
W lutym 1943 przedostał się do getta warszawskiego, bo
słyszał, że tam ŻOB chce się bronić. W powstaniu kwietniowym walczył w grupie
Beniamina Walda na terenie szopów. Kanałami wyszedł na polską stronę. Jego
ostatnim schronieniem była fabryka błon fotograficznych na Pradze. Zginął z
innymi w pożarze 24 maja 1943.
s. 159
LEJB RAPAPORT urodził się w Bielsku w bogatej rodzinie fabrykantów
manufaktury. W czasie wojny znalazł się w Ostrowcu Świętokrzyskim i tam wstąpił
do ruchu chalucowego. Z grupą młodzieży przyjechał do Warszawy, bo chciał
walczyć. Krewni Lejba ukrywali się po drugiej stronie muru i na próżno go
nakłaniali do opuszczenia getta.
W powstaniu kwietniowym Lejb Rapaport walczył pod dowództwem
Beniamina Walda na terenie szopów Toebbensa-Schultza. Zginął w pierwszych
dniach. Miał dwadzieścia jeden lat.
s. 170
RYSIA [GRYNGRUZ?] urodziła się w Łodzi albo w Koninie.
Uczyła się w polskiej szkole średniej. Na początku wojny krótko była w
Radomsku, potem w Ostrowcu. Do getta warszawskiego przyjechała pod koniec 1942.
Miała dobry wygląd i była odważna, więc jeździła do gett w Krakowie i
Częstochowie. Została łączniczką ŻOB-u.
Pod koniec grudnia 1942 pojechała po raz kolejny do Krakowa
i przywiozła do getta w Warszawie krakowskich żobowców: Izraela Zilbermana,
Naftalego Zimaka i Lejba Troksa. Zginęła 18 stycznia 1943 w czasie pierwszych
walk w getcie albo wówczas złapana – zginęła w Treblince. Miała dwadzieścia
pięć lat. (Być może ta Rysia nazywała się Gryngruz, bo o Rysi Gryngruz,
łączniczce, wspominał historyk”.
s. 179
BASIA DWOJRA SYLMAN urodziła się 7 stycznia 1924 w Ostrowcu
Kieleckim. Jej ojciec Chaim Fiszel, kupiec, pochodził z Zawichostu, a mama
Marjem Kajle Eigier była spokrewniona z rabinem Ejgerem. Mieszkali przy
Kunowskiej 23.
Basia, razem z młodszą siostrą Sarą i grupą ostrowieckich
drorowców, pojechała do getta warszawskiego pod koniec 1942. Matka dziewcząt także dotarła do Warszawy.
Ukrywała się w dość dobrych warunkach i daremnie nakłaniała córki do puszczenia
getta. Basia walczyła w kwietniu i maju 1943 pod komendą Henocha Gutmana na
terenie szczotkarzy. Zginęła w nieznanych okolicznościach. Miała wtedy
dziewiętnaście lat.
SARA (SUJA) SYLMAN, siostra Basi, urodziła się 15 maja 1926
w Ostrowcu Kieleckim. I też, jak siostra, należała do Droru. Zginęła między 18 a 21 stycznia 1943, w pierwszych
walkach zbrojnych w getcie warszawskim. Miała wtedy siedemnaście lat.
s. 187-188
SZLAMA, DAWID SZTAJN, SZTEIN [STEIN], urodził się 1 września 1924 w Ostrowcu Kieleckim. Jego ojciec, Berek Lejzor, był buchalterem i pracował w banku. Dawid miał trzech braci, którzy zdążyli ukończyć gimnazjum przed wojną. Mama, Alpa Cypa, z domu nazywała się Honigsberg. Była bardzo dobra – napisał z Hajfy Dawid Sztein – i prowadziła ciepły dom. Rodzina mieszkała przy Zatylnej 16 w Ostrowcu. Dawid skończył powszechną polską szkołę, popołudniami uczył się w hebrajskiej i należał do Haszomer Hacair.
Potem w Ostrowcu było getto. Ojciec został zabity w czasie
wysiedlenia w październiku 1942, matkę wywieziono wtedy do Treblinki, a bracia
zginęli później: Motek w partyzantce, a dwóch Niemcy rozstrzelali za ucieczkę z
obozu.
Do getta w Ostrowcu przyjeżdżała jasnowłosa Jadzia,
łączniczka od Anielewicza. Siedem razy przyjeżdżała, siedem osób przewiozła do
Warszawy, aż w końcu Niemcy złapali ją na wasze i zginęła. (Nikt nie pamiętał
nazwiska Jadzi).
Dawid Sztein był ósmym w kolejce – w marcu 1943 postanowił
sam przedrzeć się do Warszawy. Miał jeden adres w getcie: Leszno 56. Przez
bramę w murze przy Lesznie rozpoznał Szapsel Rotholca, dawniej znanego boksera,
teraz policjanta w getcie. „Człowieku, czy ty oszalałeś?! – krzyczał Szapsel. –
Wszyscy stąd uciekają, a ty chcesz tu wchodzić?”. To był kwiecień 1943. Dawid
ukrył się w pustym mieszkaniu po polskiej stronie Leszna i czekał na
placówkarzy, żeby z nimi wejść do getta. Za tę radę Szapsio wziął od niego
wszystkie pieniądze, czterysta złotych.
Na Lesznie 56 mieszkali Fogelnestowie. A w piwnicy tego domu
wymuszano od bogatych Żydów pieniądze dla podziemia. Tę piwnicę Aron
Chmielnicki nazwał więzieniem ŻOB-u. Dawida postawiono na straży piwnicznego
więzienia, w którym wtedy siedział uparty bogacz Opolion. Pilnował go na
zmianę: Dawid, Kuba Fogelnest, Danek Fogelnest i jakaś dziewczyna. Mieszkali w
jednym pokoju, w którym był też magazyn chleba – piekarze przynosili pełne
worki dla Partii.
Koledzy Dawida z Ostrowca: Izak Morgenlender i Abram
Horowicz skontaktowali go z Nowodworskim, który przyjął Dawida do grupy. Ja nie
wojowałem, bo broni nie miałem, ja byłem rezerwowy – napisał w 2003 z Hajfy. Po
kilku dniach Izak Morgenlender zabrał Dawida do bunkra, w którym było kilkadziesiąt
osób, także żobowcy. Z tego domu przy Lesznie szmuglerzy przechodzili na druga
stronę, ale nie chcieli powiedzieć, gdzie jest wejście do tunelu. W końcu
ludzie z bunkra przyuważyli szmuglerów.
Żobowcy wyszli tym tunelem za drugim razem. Prowadziła ich
Regina Fudem. W nocy 29 kwietnia dotarli na Ogrodową 27. Następnego dnia Tadek Szejngut,
Krzaczek i Józek [Jarost?] przewieźli powstańców do lasku koło Łomianek. Po
sześciu dniach wrócił do nich Krzaczek z jakimś jedzeniem. Potem ktoś przywiózł
dwadzieścia karabinów. Trochę dalej, na bardziej zalesionym terenie, czekało na
powstańców dwóch Rosjan. Dawid Sztein był w partyzantce. W lesie żył przez
osiemnaście miesięcy. Niemcy robili obławy i pod koniec została ich już tylko
garstka: Aron Chmielnicki, Bolek, Staszek, Janek i Dawid. Kiedy przyszło
wyzwolenie, byli w lasach koło Dobrego. Dawid Sztein wyjechał z żoną Basią do
Rumunii, potem 28 października 1945 statkiem z Konstancy do Palestyny. Już w
Izraelu pracował na budowie i był majorem w wojsku izraelskim. Mieszkał w
Hajfie.
s. 189-190
DAWID SZULMAN urodził się w Warszawie. Skończył szkołę
Tarbut. Przed wojną wyjechał do kibucu chaluców w Ostrowcu. Wrócił do getta
warszawskiego z grupą kolegów, którzy w powstaniu kwietniowym walczyli w
oddziale Droru. Zdaje się, że to Dawid wykonał wyrok śmierci na agencie gestapo
Izraelu Firście. To była akcja drorowców, kierowali nią Berl Braude i Antek
Cukierman. (Wyrok na Lejkinie wykonali szmorowcy). Dawid Szulman miał obce
obywatelstwo, ale spalił papiery i został w getcie. Zdaje się, że był tym
chłopakiem, na którego czekała Frania Beatus, łączniczka Cukiermana po polskiej
stronie. Dawid zginął podczas powstania, miał osiemnaście lat. Frania popełniła
samobójstwo, miała siedemnaście lat.
s. 209-210
IZRAEL ZILBERMAN (ZYLBERMAN) pochodzi z Ostrowca
Kieleckiego, urodził się 1 lipca 1923. Ojciec jego, Eljasz z gminy Lipsko, miał
w Ostrowcu sklepik z wiktuałami, być może w domu, w którym mieszkali – przy ulicy
Tylnej 17. I pewnie mama Izraela, Chana Pesla Hermolin, sprzedawała towar w tym
sklepiku. Izrael uczył się w szkole zawodowej i należał do Frajhajtu. Był
chorowity, miał słabe oczy.
Wiadomo, że 22 grudnia 1942 brał udział w akcji krakowskiego
ŻOB-u nazwanej „Cyganeria”. (Żydzi obrzucali granatami krakowską kawiarnię.
Zginęło kilku oficerów niemieckich). Potem Izrael przedostał się do Warszawy.
Wiadomo, że zginął 18 stycznia 1943.
sobota, 4 września 2021
Henryk Michał Wroński - Sprawiedliwy
Wroński, Henri-Michel
Na początku 1943 r. 21-letni Henryk-Michał Wroński pomógł Szmulowi Goldmanowi, jego siostrze Marii Spellman i jej mężowi Leonowi w ucieczce z getta w Ostrowcu Świętokrzyskim. Wroński, syn dawnych znajomych, swoje akcje ratunkowe uważał za obowiązek zarówno humanitarny, jak i patriotyczny. Po ich ucieczce Wroński ukrył wszystkich trzech uchodźców w pustym sklepie na obrzeżach miasta, a następnie w swoim kawalerskim mieszkaniu. Wroński z narażeniem życia zaopatrywał swoich podopiecznych w żywność i choć jego mieszkanie znajdowało się w pobliżu miejscowego komisariatu policji, zaspokajał ich wszystkie potrzeby, nie oczekując niczego w zamian. Trzej uciekinierzy pozostali u Wrońskiego do stycznia 1945 r., kiedy teren ten został wyzwolony przez Armię Czerwoną, a po wojnie wyemigrowali do Kanady. Ocaleni i ratujący stracili kontakt. Wiele lat później Wroński trafił do Paryża, gdzie znany był jako Henri-Michael Wroński, profesor muzykologii. W 1994 roku ocaleni spotkali się z Wrońskim i od tego czasu utrzymywali z nim stały kontakt.
6 marca 1996 r. Yad Vashem uznał Henri-Michaela Wrońskiego za Sprawiedliwego wśród Narodów Świata.
Źródło: Yad Vashem (ang.)
czwartek, 12 sierpnia 2021
Kaplica Sykstyńska zamknięta
Ewa Lipko-Lipczyńska
Kaplica Sykstyńska zamknięta
(dalekiemu poecie, autorowi „Portretu Kanta”)
Kaplica Sykstyńska zamknięta.
Eintritt verboten!
Straż trzymają maszyny,
Czy maszynowe karabiny –
Nie znam się na tym.
Na plafonie Bóg Michała Anioła
Szaleje, coś może woła,
Może kopie ziemię i krzyczy: przeklęta!
My nie wiemy o tym.
Kaplica Sykstyńska zamknięta.
W nachylonym lustrze widać
Jak krew kroplami ścieka…
To nie farba spod palców Michała Anioła.
Wiemy. To krew człowieka.
Pan, który tak pięknie zgoła
słowa składasz
że sam rytm urzeka…
lecz słów twoich, które przekazujesz
światu, nie słyszymy.
Jakże możemy słyszeć plusk strumieni czasu?
My – z przerażenia w kamień przemienieni –
słyszymy głuche trzaski fundamentów
ŚWIATA –
początek końca, gdzie gwiaździste niebo
nie będzie budzić myśli filozofa,
gdzie moralne prawo skazane
umrze.
Kamienne niebo Michała Anioła
wali się z nami w ciemność
bez gwiazd.
Bo kto dzisiaj patrzy w gwiazdy?
Chyba okiem umarłym
na ziemi rozciągnięty
z głową złożoną na brzegu chodnika
trup żydowski czy jak inny
ogląda okiem laika
plafon Kaplicy Sykstyńskiej
ten wielki fresk świat.
Dla nas Kaplica zamknięta!
Czarny dysk wiruje,
co nie przeszkadza, że w trawie
rosną prawdziwe różowe kwiatki
nie namalowane na żadnym fresku świata…
Lecz w pochylonym lustrze my
nie widzimy tego.
Coś nam oczy zalewa –
To nie łzy
i nie farba spod palców Michała Anioła.
To krew.
I nikt z was dalekich nie woła,
nie krzyczy,
że świat oszalał przeklęty.
Że ziemia palcem bożym dotknięta,
namazana –
zdradziła Boga.
Co robi On, nie wiemy o tym.
Kaplica Sykstyńska zamknięta.
Eintritt verboten!
Ostrowiec, 1943 r.
środa, 7 lipca 2021
Pesa Balter
Ocalona Paula Lebovics: Przeżyj, stając się niewidzialną
„Jeśli on może pracować, ja też mogę pracować” – powiedziała sobie 9-letnia Paula Lebovics — wtedy Pesa Balter — po tym, jak jej starszy brat, 14-letni Josef, opuścił mały, zaszczurzony pokój, który służył jako jeden z ich liczne kryjówki w nieczynnej cegielni przez wiele tygodni, odkąd getto w Ostrowcu zostało zlikwidowane 10 czerwca 1943 roku. Ale gdy tylko Paula wyszła późnym popołudniem na zewnątrz, ukraiński strażnik złapał ją, związał ręce za plecami i wymanewrował ją w kierunku bramy wyjściowej fabryki, gdzie grupa więźniarek zbierała się przed powrotem do pobliskiego obozu pracy w Ostrowcu.
Paula stała tam przerażona, gdy ukraiński strażnik podszedł do dowodzącego SS. Nagle spomiędzy więźniów dostrzegła ją jej matka Pearl Balter i wciągnęła w gromadę kobiet. Ale oficer SS zauważył jej zaginięcie i zaczął bić kobiety, aż dotarł do Pauli. Szarpnął ją za ramię i cisnął gwałtownie o ścianę fabryki. Upadła na ziemię, tracąc przytomność. Kiedy się obudziła, kobiet już nie było. Pozostał tylko oficer SS.
Paula urodziła się 25 września 1933 roku w Ostrowcu, jako córka Pearl Leah i Izraela Baltera, najmłodszego z sześciorga rodzeństwa. Mieszkali w jednym z małych domów, które zamożny dziadek Pauli, Akiva Rosset, zbudował dla swojej rodziny na dziedzińcu za jego kamienicą. Cała rodzina pracowała dla dziadka, człowieka religijnego, który był właścicielem firm leśnych, monopolowych i skórzanych.
Paula cieszyła się idyllicznym dzieciństwem, bawiąc się z kuzynami na dziedzińcu i świętując wypełnione śpiewem kolacje szabatowe w mieszkaniu dziadków.
Życie zmieniło się jednak 7 września 1939 roku, kiedy Niemcy zajęli Ostrowiec. Kilka tygodni później Paula zobaczyła swojego pierwszego niemieckiego żołnierza, gdy wraz z ojcem próbowali wsiąść do pociągu do Warszawy, aby zresetować jej niedawno złamaną rękę. Żołnierz natychmiast je usunął.
Pod koniec 1940 r. rodzina została zmuszona do przeniesienia się do otwartego getta. Tam Paula i cała jej rodzina mieszkała w jednym pokoju, z wyjątkiem jej brata Yonatona, który uciekł do Wilna. Wiosną 1941 r. getto zostało ogrodzone.
W nocy 10 października 1942 r. Herschel, najstarszy brat Pauli, dowiedziawszy się, że akcja jest zaplanowana na następny dzień, zaprowadził 44 członków rodziny i przyjaciół do dołu, który wraz z wujem wykopali pod szopą w pobliskim składzie drewna . Gdy akcja się rozpoczęła, Paula zajrzała przez mały otwór i była świadkiem, jak Niemcy maszerują Żydów na rynek, tłuką ich kolbami karabinów i wyrywają dzieci z ramion matek.
Trzeciego dnia Herschel pozwolił odejść dwóm starszym siostrom Pauli, 18-letniej Chai i 16-letniej Chanie, przekonane, że ich karty pracy będą je chronić. Ale oni wraz z 11 tysiącami Żydów zostali zamordowani w Treblince.
Druga akcja miała miejsce 16 stycznia 1943 roku. Kiedy Paula wyszła z kryjówki, którą Herschel znalazł dla niej, jej matki i brata Josefa, zobaczyła łaty zakrwawionego śniegu. Dowiedziała się również, że zabrano jej babcię i wielu krewnych.
Jednak w czerwcu następnego roku, kiedy zaplanowano likwidację getta w Ostrowcu i przeniesienie pozostałych Żydów do obozu pracy w Ostrowcu, Herschel nie mógł już dłużej chronić Pauli i Josefa. „Sami musicie przetrwać” – powiedział im.
Paula poszła za Josefem do cegielni, gdzie ukryli się m.in. w wąskim otworze w murze, niedziałającym piecu i małym pomieszczeniu pełnym szczurów.
Kiedy Paula obudziła się po uderzeniu w ścianę, oficer SS zmusił ją do wstania, żądając, aby ujawniła, gdzie ukrywają się inni. – Nie wiem – odpowiedziała Paula, płacząc i pewna niefortunnego wyniku. „Jeśli nikogo nie znajdziesz”, zapytała, „czy mogę zobaczyć moją matkę i ojca po raz ostatni?”
Oficer poprowadził Paulę przez cegielnię, nie znajdując nikogo i wrócił do muru. Wycelował w nią rewolwer. "Obróć się. Stań twarzą do ściany – zażądał. Ale Paula odmówiła. – Obiecałeś, że zabierzesz mnie do matki i ojca – upierała się.
Właśnie wtedy wpadł pijany niemiecki oficer, śmiejąc się głośno. „Zamierzasz zmarnować kulę?” on zapytał. – Ona i tak umrze. Oficer SS opuścił rewolwer, trzęsąc się gwałtownie ze złości. – Idź – krzyknął do Pauli.
Wybiegła przez bramę i ruszyła drogą do obozu pracy, gdzie zastała ojca siedzącego z grupą mężczyzn. Usiadła obok niego płacząc.
Paula następnie dołączyła do matki w baraku dla kobiet. W ciągu dnia zbierała metalowe szczątki, czyściła i ładowała cegły, a wiosną 1944 r. pracowała w pobliskim niezamieszkałym obozie Młodzieży Hitlera, odchwaszczając boisko do piłki nożnej i przesuwając betonowy walec po kortach tenisowych.
Bycie dzieckiem w obozie było niebezpieczne, więc Paula nauczyła się stawać niewidzialna.
Na początku sierpnia 1944 r. obóz został zlikwidowany, a więźniów, ponad 1400 mężczyzn i 300 kobiet, w tym Paulę, jej rodziców i braci Herschela i Josefa, wywieziono bydlęcymi wagonami do Auschwitz. „Warunki, których nie możesz sobie wyobrazić w swoim życiu” – powiedziała Paula.
Przybywając 4 sierpnia, więźniowie zostali podzieleni na szeregi mężczyzn i kobiet. Paula i inne kobiety zostały wytatuowane, ogolone i pozostawione nago na zewnątrz przez 24 godziny. Następnie zostali obmyci i ubrani. Paula otrzymała białą bluzkę z długim rękawem, nic poza tym, a jej matkę halkę.
Przeprowadzono ich do bloku 16 w Birkenau, w obozie B, gdzie większość czasu spędzili na apelu – apelu.
Pewnego dnia blokowy usłyszał śpiew Pauli. Zaprosiła ją, aby zaśpiewała dla niej prywatnie, a także dla żeńskiej szefowej obozu B. Na tę okazję Paulę zabrano do magazynu, gdzie wśród gór ubrań znalazła sukienkę, bieliznę, pończochy, buty i płaszcz dla siebie i Pearl.
Ale zaledwie kilka dni później Paula oddała nowe ubranie, kiedy wraz z innymi dziewczętami została przeniesiona do baraku dziecięcego w bloku 1, gdzie spotkały pielęgniarki w białych mundurach i piętrowych łóżkach z białą pościelą. Zamiast apelu uczono ich pieśni i tańców w ramach przygotowań do wizyty Czerwonego Krzyża we wrześniu 1944. Dzieci jednak nigdy nie występowały.
Pielęgniarka wlała krople do oczu Pauli. Nie mogła ich otworzyć przez wiele tygodni bez uprzedniego oderwania warstwy lepkiej pozostałości.
Dzieci zostały przeniesione do Bloku 7 w E Camp, gdzie dr Josef Mengele odwiedzał prawie codziennie, zawsze usuwając niektóre dzieci. Paula pozostała niewidzialna. „Nie wiem, jak to zrobiłam” – powiedziała.
Gdy alianci zbliżyli się, większość więźniów zebrała się i wymaszerowała. Niedługo potem sami Niemcy wyjechali. Paula znalazła kawałek spleśniałego chleba, który podtrzymywał ją w tym czasie.
27 stycznia 1945 r., kiedy wojska rosyjskie wyzwalały Auschwitz, żołnierz podniósł Paulę, kołysząc ją w ramionach, ze łzami spływającymi mu po twarzy. W końcu poczuła, że ktoś oprócz rodziców się o nią troszczy. „Nigdy tego nie zapomnę, dopóki żyję” – powiedziała.
Kilka dni później połączyła się z matką. Jej ojciec został zamordowany wkrótce po przybyciu.
Po pewnym czasie Paula i Pearl udały się do Ostrowca, gdzie w przestronnym mieszkaniu na drugim piętrze zastały dozorcę kamienicy dziadka Pauli. – Masz na myśli, że wciąż żyjesz? przywitała się z Paulą i Pearl. – Nie zabili cię? Dała im pokój.
Na początku 1946 roku Paula i Pearl wraz z Herschelem i Josefem, którzy również przeżyli, przenieśli się do obozu dla przesiedleńców Foehrenwald niedaleko Monachium. Tam Paula w końcu poszła do szkoły, opuszczając kilka klas.
Wiosną 1947 roku Josef wyjechał do Palestyny, gdzie mieszkał Yonaton, po uzyskaniu wizy od japońskiego dyplomaty Chiune Sugihary. Herschel wyjechał do Melbourne w 1950 roku.
Paula i Pearl wyemigrowały do Detroit w marcu 1952 roku. Po uczęszczaniu na zajęcia z amerykanizacji Paula pracowała w Narodowym Banku Detroit, pomagając księgowym.
Pearl zmarła na raka w 1957 roku, zaledwie trzy tygodnie przed tym, jak Paula poślubiła Michaela Lebovicsa, również ocalałego, 25 czerwca. „To był szczęśliwy i smutny ślub” – powiedziała. W marcu 1958 przenieśli się do Los Angeles, gdzie w lipcu następnego roku urodziła się ich córka Linda Pearl, a syn Dan w sierpniu 1960 roku.
Paula pracowała z Michaelem w L+R Jewelry Manufacturing, firmie, którą założył w centrum Los Angeles. Po śmierci Michaela w 1996 roku Paula zaczęła działać w Fundacji Shoah. „Stali się moją rodziną. Dali mi głos – powiedziała. A w tym roku przypada dziewiąty wyjazd Pauli z Marszu Żywych, towarzyszący delegacji z Los Angeles.
„Cisza nie wchodzi w grę” – powiedziała Paula. „To jest moje motto”.

































