czwartek, 1 października 2020

Szwarzowie

Ruth Pardess (z domu Schwarz) przyszła na świat w 1940 roku, w Ostrowcu Świętokrzyskim. Jej rodzice Guta Gripel Korngold i Henryk Ignacy Schwarz w trakcie wojny musieli się ukrywać i przebywali w bardzo różnych miejscach. Matka wyjechała z małą Ruth do Warszawy, a później do miejscowości Sambor na Ukrainie, gdzie najpierw przebywały w więzieniu, a później w getcie.

Pewnego dnia w 1942 roku w getcie pojawił się Alojzy Plewa, znajomy rodziny ojca Ruth jeszcze z okresu przedwojennego. Guta poprosiła go, aby zabrał z getta jej dwuletnie dziecko. Młody mężczyzna zgodził się. 
Czytaj dalej

Henryk Ignacy Szwarz i Guta Gripel Korngold, Ostrowiec, fot. Sz. Muszkies [?], 1939 r.

Państwo Szwarz z córką Rutką, przed latem 1942

Rodzina Szwarzów, po 1945

 

środa, 30 września 2020

„Jesteśmy dziećmi światła”

"Większość z nas chociaż raz zadała sobie pytanie: po co żyję, jaki jest sens mojego istnienia, gdzie się ono kończy, czy żyję tylko raz? Te i inne wątpliwości próbowała rozwiać w trzydniowym cyklu wykładów p. dr Marylin Zwaig-Rossner, profesor Vanier College w Kanadzie, psycholog, psychoterapeuta i psychotronik, która wraz ze swoją asystentką p. Leoną Hartman nauczycielką muzyki, przebywała w Ostrowcu pod koniec marca na zaproszenie ostrowieckiego Klubu Radiestetów. Współtwórczyni instytucji specjalizującej się w psychologii transpersonalnej, psychoterapii indywidualnej i grupowej przybyła do Polski już po raz drugi. Zaproszona przez Monar przebywała w Głoskowi, następnie w Krakowie, Kazimierzu Dolnym, Gdańsku, Częstochowie, Bytomiu, Katowicach, Gliwicach, no i oczywiście u nas. Warsztaty seminaryjne, które prowadziła w każdym z tych miast obejmowały takie tematy jak: parapsychologia w moim życiu, ćwiczenia relaksowo-koncentrujące i medytacyjne, muzykoterapia rew-age, uzdrawianie bioenergetyczne, omówienie i demonstrowanie zjawisk jasnowidzenia i jasnosłyszenia.

Mocno utrwaliło się w pamięci pierwsze wrażenie, pierwszy kontakt z tą niezwykłą osobą. Niewysoka, drobna, szczupła, dojrzała przecież kobieta wyglądająca na dziewczynkę urzeka osobowością, przyciąga uwagę silnym, zdecydowanym głosem. Niepokoją oczy skryte za ciemnymi okularami. Mówi o przyszłości świata. Rysuje jego apokaliptyczną wizję i jednocześnie podaje panaceum. Dobro jest sposobem na zrealizowanie w pełni swojego człowieczeństwa. Czynienie go zapobieże nieszczęściom i kataklizmom, pozwoli na odrodzenie się moralne człowieka. Mówi o istocie ludzkiej, słabej i często ułomnej, ale noszącej w sobie światło, jakim jest dobroć, miłość bliźniego, zrozumienie i tolerancja. Tą drogą człowiek winien podążać. Mówi o chorobach toczących naszą cywilizację – narkomanii, alkoholizmie, AIDS, nosicielach wirusa HIV, o dzieciach niepełnosprawnych bądź kalekich i naszym, ludzi zdrowych, stosunku do nich. Nie krytykuje, nie potępia, namawia do opieki i pomocy dla wszystkich pokrzywdzonych przez los, samych siebie, odsuniętych poza nawias życia. Jakże dziwnie brzmią niektóre słowa. Na co dzień przytłoczeni przez szare, zwykłe sprawy, monotonię codziennych czynności nie mamy czasu na refleksję czy zwykły odruch serca. Jakże niepewnie i często z zażenowaniem uśmiechają się twarze słuchających. Pani profesor mówi o sprawach, o których się mówi  to z przyganą czy wręcz napastliwością. Łatwiej przecież potępić  narkomana, alkoholika niż mu pomóc, łatwiej przecież politować się nad rodzicem mającym kalekie dziecko niż traktować owo dziecko naturalnie, okazywać mu zdwojoną czułość, sympatię i zrozumienie. A przecież wszyscy jesteśmy dziećmi światła, więc jak mówiła pani profesor oferujmy je sobie nawzajem.

Wiele uwagi poświęciła metodom relaksowania się, technikom oddychania, sposobom odżywiania (sama jest doskonałym przykładem jakie efekty daje dieta wegetariańska) a także terapią bioenergią. Ci, którzy mieli okazję uczestniczyć w zbiorowym zabiegu bioenergoterapeutycznym przez nią prowadzonym, wiedzą najlepiej, że ta terapia, chociaż niekonwencjonalna, bywa bardzo skuteczna. Szczupłość miejsca nie pozwala na pełny zapis pobytu p. Rossner w Ostrowcu. Ale ponieważ jej wykłady zostały zarejestrowane na taśmach, zainteresowanych odsyłamy do Klubu Radiestetów ODK, ul. Wspólna 5, w każdą środę o godz. 17.

Ciekawostką w tym niewątpliwym wydarzeniu, jakim był przyjazd p. Rossner do Ostrowca jest fakt, że jest ona naszą krajanką. Jej ojciec Abraham Zwaig (Ćwiek) wyjechał do Ameryki przed II wojną światową, jej matka także pochodzi z okolic Ostrowca. Ona przybyła do Ostrowca powodowana poniekąd ciekawością rodzinnego miasta swoich rodziców. I niewykluczone, że przy okazji  znalazła tu swoich krewnych. A na pewno znalazła wielu przyjaciół i zwolenników swojego widzenia świata. Goszczono ją w prywatnych domach, pokazywano okolicę, uczestniczyła w rodzinnych obiadach. Wywiozła stąd do dalekiej Kanady – jak sama twierdzi – przekonanie o naszej serdeczności, życzliwości, gościnności. Do zobaczenia Marylin…

W zorganizowaniu pobytu pani profesor w naszym mieście uczestniczyło bezinteresownie wielu ludzi. Udostępnili oni noclegi, posiłki, przejazdy, tłumaczenie. Szczególną wdzięczność winniśmy właśnie tym ostatnim. Panowie Krzysztof Susfał, Piotr Sobierajski i Henryk Słodkowski wywiązali się z roli tłumaczy znakomicie. Również nieodpłatnie udostępniły swoje pomieszczenia na sale wykładowe ODK, DDK i Klub Stowarzyszenia PAX."

E. Lipka


Gazeta Ostrowiecka, 20 kwietnia 1990 r.

wtorek, 29 września 2020

Pseudonim "Ząb"

 "Ochotnik Dobrosław Kostkowski jest uprawniony do noszenia odznaki pamiątkowej Krzyż Kampanii Wrześniowej 1939” czytamy w legitymacji nr 7484, która nadeszła z Londynu. […]

[…] Wspomnień z tamtych czasów mam sporo. Ot, jak pomagałem w ucieczce inż. Feliksowi Okołowowi, jak sam ścigany przechowywałem kobietę żydowską, zorganizowałem jej wyjazd do Warszawy, do rodziny. Przeżyła wojnę, wyszła za mąż za Polaka, ale do mnie się nie odezwała. Nie dla jej wdzięczności ją ratowałem […]"

Pseudonim "Ząb", K. Żak, Gazeta Ostrowiecka, 19 października 1990r.

piątek, 18 września 2020

Parochet

Po lewej oryginalna kurtyna na archiwalnym zdjęciu, po prawej kurtyna odrestaurowana jako płaszcz na zwój Tory
Po lewej oryginalna kurtyna na archiwalnym zdjęciu, po prawej kurtyna odrestaurowana jako płaszcz na zwój Tory

 "Wspaniała kurtyna odrestaurowana przez jednego z członków rodziny królewskiej została odrestaurowana Starożytna kurtyna miasta Ostrowiec w Polsce, siedziby cadyka rebego rabina Meira Jechiela z Ostrowca XIV, symbolizowała braterstwo żydów i chrześcijan. Obecnie został odrestaurowany na starożytnym zwoju Tory, który ma sto pięćdziesiąt lat i przetrwał Holokaust.

Potomkowie Ostrowca mogą niemal ustnie opowiedzieć o wspaniałej drewnianej synagodze, w której znajdował się także zmarły w 1928 r. Cadyk rebe rabin Meir Jechiel z Ostrowca.

Mało kto jednak wie, że w tej synagodze tylko w święta arka zdobiła specjalna zasłona. Kurtyna podarowana przez jednego z polskich monarchów, który wygrał „powstanie styczniowe” (styczeń 1863) w podziękowaniu za pomoc w powstaniu przeciwko armii rosyjskiej.

Zdjęcie kurtyny odnalazł Meira Bulkę, prezesa organizacji JNERATIONS ds. Ochrony dziedzictwa europejskiego żydostwa, w archiwach Ostrowca, rodzinnego miasta jego ojca i gdy tylko je zobaczył, zdecydował, że pewnego dnia odrestauruje kurtynę.

Kilka miesięcy temu Bułka otrzymał starożytny 150-letni zwój Tory, o którym wiadomo, że przetrwał Holokaust. Książka, która jest szczególnie niewielka, jest przeznaczona na cele charytatywne za wypożyczenie zwoju Tory na wycieczki rebów do grobów prawych i młodzieżowych delegacji do Polski.

Po zakończeniu prób przez skrybę Stama zrodził się pomysł, aby płaszcz zdobiący zwój Tory był rekonstrukcją tej samej kurtyny z miasta Ostrowiec. Stwórz dokładną transkrypcję tej samej kurtyny, która pojawia się na zdjęciu, nie znając sekretu tych dwóch polskich orłów.

Gridish, który jest już przyzwyczajony do specjalnych życzeń, rozpoczął pracę specjalnej przemyślenia, próbując odszyfrować stary obraz w rzeczywistość, dlatego w czasach przed Rosz ha-Szana płaszcz został przyszyty do zwoju Tory jako niemal dokładna rekonstrukcja oryginału.

Jednocześnie ciekawość nie stała na przeszkodzie i Bułka zaczął dociekać znaczenie orlików, aby też mógł wytłumaczyć tym, którzy proszą o wyjaśnienie dziwnego projektu. W tym celu Bułka skontaktował się z Instytutem Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w celu wyjaśnienia sprawy i rzeczywiście odpowiedź nie trwała długo.

Według polskiego blogera Wojciecha Mazana jest to kurtyna, która ma symbolizować braterstwo między żydowskimi i chrześcijańskimi mieszkańcami Ostrowca. Okazuje się, że kurtyna została przekazana społeczności żydowskiej Ostrowca, ale poza świętami nie była w ogóle wystawiana na widok publiczny. Litery wytłoczone na orlikach AR symbolizują „dzierżawę” króla Augusta (Rex).

O ile wiadomo, zasłona podana jako wyraz wdzięczności Żydom z okolic bezpośrednio po powstaniu została umieszczona w synagodze obok innych żydowskich symboli synagogi i nie ulega wątpliwości, że wszyscy mieszkańcy synagogi i mieszkańcy Ostrowca byli świadomi tego pięknego i ważnego daru.

W Rosz ha-Szana, w czasie istnienia wielu minjanów, zasłona zostanie ponownie odsłonięta, po osiemdziesięciu latach, w nowej wersji dla publiczności, tym razem poprzez odnowiony zwój Tory, dokładnie w te same dni, w które była prezentowana publicznie, w święta i soboty.

Należy zauważyć, że synagoga została podpalona przez hitlerowców dziesiątego dnia miesiąca Tewet 5733 wraz z eksterminacją ważnych Żydów w mieście wraz z synem Rebego i prawdopodobnie poza tym obrazem nie znaleziono ani kurtyny, ani innych obrazów przedstawiających ten ważny dar.

Zdaniem Bułki kurtyna symbolizuje życie w tolerancji, jaka istniała między żydami i chrześcijanami w Polsce i należy to wzmocnić, aby pokazać, że Żydzi postrzegali Polskę jako bezpieczny dom. Odtąd każdy, kto otrzyma ten zwój Tory do użytku, będzie zmuszony do odbycia krótkiej lekcji historii, aby poznać dziedzictwo miasta cadyka rabina Meira Jechiela z Ostrowca, nazwanego jego imieniem.

Zwój Tory poświęcony jest pamięci ważnych polskich buntowników, których Bułka przywiązał do ich dziedzińców po swojej pracy na rzecz ratowania cmentarzy w Polsce."

Artykuł tłumaczony z hebrajskiego za pomocą google translator.

Dzięki uprzejmości Meira Bułki

Zobacz także na tym blogu: Synagoga ostrowiecka

środa, 16 września 2020

"Sklepy pożydowskie"

Po zerwaniu kontaktu z Radomiem, przeszedłem łącznie z drużyną "Szarych Szeregów" pod rozkazy Zastępcy Komendanta Obwodu Opatów ZWZ i później AK - Piotra Tochowicza ps. "Mus", którego znałem przed wojną. Po przysiędze w mieszkaniu kapelana Hufca księdza Stanisława Ciźli, w obecności nieznajomego mi "Wacława", przyjąłem pseudonim "Dragon". Za kilka dni dostałem za pośrednictwem kapelana Ciźli wiadomość od "Musa", że mam starać się o lokal na rzemiosło i mam trzymać w ścisłej tajemnicy, że konspiracja jest tym zainteresowana. Lokal mi przydzielono z pomocą Prezydenta m. Ostrowiec, Franciszka Baranowskiego. Były to dwa bliźniacze sklepy pożydowskie, do generalnego remontu.

[…]

Produkcję granatów zacząłem z drużyną harcerską "Szarych Szeregów", dobranych, zaufanych i zaprzysiężonych harcerzy. Lokal nasz składał się z kilku pomieszczeń. Z frontu był sklep pod szyldem Foto-Technika [Rynek 35], w którym była zatrudniona siostrzenica por. Stanisława Barteckiego "Boruty” - był to sklep deficytowy, maskujący tylko prawdziwą działalność. Wejście ze sklepu na zaplecze, gdzie był duży magazyn, było zrobione z podwójnej ściany z desek i ustawionych regałów, a za ścianą były zamaskowane schowki, zrobione jeszcze przez poprzednich właścicieli - Żydów. Z tego magazynu było mało widoczne wejście do piwnicy o powierzchni około 100 m. kw. Była to piwnica, w której przechowywano poprzednio 2-3 wagony towarów, przeważnie wełnę i bawełnę. 

Jedna ściana w piwnicy była zamaskowana balami drewnianymi, na których były ustawione regały. Po usunięciu regału i dwóch bali odkrywał się otwór do wykopu pod ziemią w głąb rynku, długości ok. 15 m. Były tam ślady (słoma, kołdry, poduszki) świadczące o tym, że Żydzi przygotowywali sobie ten schron, aby ukryć się przed wywiezieniem. [...]

Źródło: Stanisław Dzieciaszek Krótki życiorys oraz przebieg pracy harcerskiej do końca II wojny światowej, Warszawa 1989, s.8

poniedziałek, 10 sierpnia 2020

Witold Szymański

27 stycznia 1997 r.

Witold Szymański

[...]

Ja, niżej podpisany Witold Szymański, ur. 9 września 1918 r., syn Jana i Zofii małżonków Szymańskich, obywatel Polski oraz USA, zamieszkały w Parsippany, New Jersey, USA, stwierdzam i poświadczam, co następuje:

W czasie okupacji niemieckiej pracowałem jako polski robotnik w niemieckich magazynach żywności w Ostrowcu Świętokrzyskim. Magazyny należały do Wehrmachtu i mieściły się w zajętych przez Niemców budynkach browaru. Oprócz mnie pracowali inni Polacy oraz kilku Żydów z sąsiedniego getta. Magazyny nazywały się Armee Verpflegungslager (AVL).

Zarządzającym browarem był w tym czasie Bolesław Pożoga, późniejszy burmistrz Ostrowca [Świętokrzyskiego]. W browarze pracował również woźnica o nazwisku Kozieł oraz jego córka Janina. Ze strony Niemców nadzór sprawowali: Unteroffizier Otto Vopel pochodzący z Cottbus oraz Unteroffizier Richard Schmidt, Ślązak. W omawianym czasie browar był czynny i nie podlegał niemieckiej administracji.

Otto Vopel zlecił mi wyniesienie drobnej ilości żywności ze wskazaniem osoby. Wydarzenie to zgłosiłem natychmiast kierownictwu konspiracji i otrzymałem instrukcję wciągnięcia Vopla, który był członkiem partii hitlerowskiej (NSDAP) do działania w tym kierunku. Vopel zgodził się, za pieniądze. Do współpracy wciągnąłem Bolesława Pożogę i w następnej kolejności ojca Janiny, który w początkowym okresie wywoził te artykuły wozem browarnianym. Później do akcji przystąpił Richard Schmidt, kierowca ciężarówki Wehrmachtu.

Obaj Niemcy żądali zapłaty według ówczesnych cen rynkowych, na co strona polska wyraziła zgodę. W ten sposób pozyskiwaną żywność i inne artykuły dostarczano na rynek w Ostrowcu [Świętokrzyskim], w tym szczególnie na potrzeby ludności żydowskiej uwięzionej przez Niemców w pobliskim getcie. Bolesław Pożoga zajmował się rozprowadzaniem towarów, początkowo woźnica Kozieł wywoził, do mnie należało przygotowanie i załadunek oraz rozliczanie się z Niemcami. Całość uzyskiwanej gotówki otrzymywał od Bolesława Pożogi przez moje ręce Otto Vopel. Nikt ze strony polskiej nie odniósł żadnych osobistych korzyści materialnych z udziału w przedstawionej akcji. Cały czas zobowiązany byłem raportować o jej przebiegu mojemu przełożonemu z konspiracji Związku Walki Zbrojnej, później Armii Krajowej – Czesławowi Dworczakowi, a po nim raportowałem p. Frankowskiemu. Obu ich znałem osobiście; Frankowski po wojnie był posłem do Sejmu PRL z ramienia organizacji Znak.

Przedstawiona wyżej akcja była działaniem patriotycznym o dużym znaczeniu moralnym dla strony polskiej i żydowskiej ludności Ostrowca. Wyróżnili się patriotycznie obaj pracownicy browaru – Bolesław Pożoga oraz podlegający mu woźnica Kozieł. Obaj nie żyją i pamięć po nich zasługuje na specjalne podkreślenie.

Niniejsze sporządziłem na potrzeby córki woźnicy Kozieła, p. Janiny Kozieł, po mężu Szczechura, zamieszkałej obecnie w Ostrowcu Świętokrzyskim, [...].

Oświadczenie niniejsze jako zgodne z prawdą, świadom odpowiedzialności, a dla zachowania pamięci o dobrowolnie przyjętym w latach okupacji ryzyku przez działanie na szkodę niemieckich okupantów – niniejszym w obecności notariusza publicznego stanu New Jersey, USA własnoręcznie podpisuję.

 

Witold Szymański (ur. 1918), w czasie okupacji członek ZWZ AK. Był czynnie zaangażowany w pomoc ludności żydowskiej w Ostrowcu Świętokrzyskim, m.in. współtworzył siatkę dostarczania niezbędnych towarów do getta. Fot. Archiwum Państwowe w Warszawie

"Witold Szymański (ur. 1918), w czasie okupacji członek ZWZ AK. Był czynnie zaangażowany w pomoc ludności żydowskiej w Ostrowcu Świętokrzyskim, m.in. współtworzył siatkę dostarczania niezbędnych towarów do getta. Fot. Archiwum Państwowe w Warszawie"

Źródło: zapisyterroru.pl

niedziela, 2 sierpnia 2020

1 sierpnia 1947

Ostrowiec, Poland, two men by the grave of Rabbi Meir Yechiel Halevi Halstok.
The photograph was taken right after the unveiling of the tombstone, 01-08-1947.

Ostrowiec, Poland, a group photograph by the grave of Rabbi Meir Yechiel.
The photograph was taken immediately after the unveiling of the tombstone,
01-08-1947.
Ostrowiec, Poland, a group photograph by the graves which were destroyed by the Polish, 01-08-1947.
Ostrowiec, Poland, two men by the grave of Rabbi Mendale which was destroyed by the Polish, 01-08-1947.
Ostrowiec, Poland, graves which were destroyed by the Polish, 01-08-1947.
Ostrowiec, Poland, a monument in the memory of Zayde Akiva, 01-08-1947
Ostrowiec, Poland, a group photograph near a mass grave, 01-08-1947.
Ostrowiec, Poland, a group photograph, 01-08-1947.
Ostrowiec, Poland, a group photograph2, 01-08-1947

Ostrowiec, Poland, a group photograph, after the war.

Źródło: Yad Vashem

niedziela, 26 lipca 2020

Z Zagłębia Dąbrowskiego

"Polak. Organ Narodowej Partii Robotniczej"
Nr 249, z dn. 27 października 1924

Dzięki Jackowi Podsiadło.

piątek, 24 lipca 2020

Na kirkucie przed wojną



There are 2 pics that I posted - sad to know the stones are no longer there but not surprising. Thank you so much, Wojtek, for checking. Most likely they were broken up to make that fence for the other cemetery or a walkway.  And the both of them were the second stones that had been made for the people buried there - the first ones were not in good shape and the family abroad sent money to have them redone from what I understand.
The first pic - the darker one - is labelled with names Bella and Mendel. They are the children of one of my great-uncle’s, Itch-Meyer, who was brother to my bubbie. I’m not sure whose stone they are sitting front of.
The second pic -the woman on the left is my great-aunt, Deborah or Dobla and the woman on the right hand of the picture, is my bubbie, Sura (Sara).  They are sitting in front of their mother’s stone - Shaindl Frimet. And she was also called the Roifeta or ‘Healer’ of Ostrowiec.

Thanks Suri Weinberg-Linsky