niedziela, 18 maja 2014

Historia mówiona

KOLONISTA II: Z czasów przedwojennych, to Żydów pamiętam. Tu nie mieszkali, ale chodzili ze mną do szkoły podstawowej. „Żydków”... Ale teraz tak się nie mówi, bo to jest karalne. O młodych się mówiło – żydki. W klasie był jeden rząd dla Żydów, no bo byli bardzo brudni, zaniedbani i zawszeni. Pielęgniarki musiały co dzień sprawdzać włosy i bieliznę. A smród w klasie był niesamowity. Jadło to cebulę smażoną na smalcu. Przyniósł taką kromę podwójną nasmarowaną szmalcem z cebulą, no to później gazowało. Nie do wytrzymania było. Nauczycielka musiała sobie szalikiem nos okręcać, bo nie była w stanie prowadzić lekcji. A dzieciarnia aż płakała. W lecie tośmy okna otwierali, no ale w zimie to można było na pięć minut i trzeba było zamykać.

Z Polaków nikt się z nimi nie stowarzyszał. Była tylko taka jedna Ledermanówna, bogata. Mieszkała naprzeciwko obecnego Drewmetu na Starokunowskiej. Był tam taki dom długi, z dachem jednospadowym. Teraz jest rozebrany. I tam mieszkała ta Ledremanówna. Chodziła ze mną do trzeciej klasy, a siostra jej do siódmej klasy. Ale że ona była chora na serce - ta młodsza -, tak ją odżywiali, i banany, i pomarańcze, dzień w dzień. Ci żydkowie się tylko przyglądali. To tylko wsuwało smalec z cebulą. Ona była jedną z najbogatszych. Nie wiem, co oni mieli, kim jej ojciec był, też nie wiem.

Ledermanowie przeżyli wojnę. I zaraz po wojnie przyszli do swojego budynku na Starokunowskiej. Wiec się odbywał na rynku, akurat tam byłem. Oficer bez gwiazdek wyszedł na stół i zaczął głosić o dobrobycie jaki nas czeka, taki jak w Związku Radzieckim. No i koło mnie stało masę Żydów. Gdzieś to powyłaziło. Tak śmierdzieli naftą, bo to było zawszone, to się umyli, wykąpali w nafcie. Pamiętam jeden miał takie nogi krzywiaste. Czy mu się w piwnicy pokrzywiły czy co. Stał koło mnie, jak tylko podszedłem i spojrzałem na niego, to już wiedziałem, że Żyd. A jak śmierdział naftą. I gdzie się ruszyłem, to Żyd. Tylko nie nosili bród, ogolili. Także ten oficer wygłosił przemówienie, a w tym czasie pokazali się partyzanci, przyjechali takim odkrytym samochodem, miał dach z płótna. To byli eneszetowcy [Narodowe Siły Zbrojne – polska konspiracyjna organizacja wojskowa obozu narodowego działająca podczas II wojny światowej i w okresie powojennym.]. W czarnych beretach, zielonych mundurach. Przyjechali, bank na alei opierniczyli. Na Młyńskiej też żydkowie mieszkali, dwie rodziny czy trzy. To wiem, że jedną rodzinę wystrzelali i tych Ledermanów, chyba pięć osób...

KOLONISTKA III: Jak wybuchła wojna, to dziadkowie musieli uciekać z tego domku. Wysiedlili ich Niemcy. Tu się im spodobało i tu zrobili pocztę. A na podwórku był dół i w nim stał czołg. Bo to było „Raus!” i już, won i nie było nic do powiedzenia. Dziadkowie, mama moja i jej brat zostali stąd wyrzuceni z tobołkami i pierzynami. Zamieszkali w rynku, na „zasranej ulicy” - mówię tak, jak babcia i mama mówiły. „Ulica zasrana” to Starokunowska, bo tam Żydzi mieszkali. Tam gdzie teraz jest osiedle Na Skarpie. Na tej ulicy było dużo domów drewnianych, ale i kamienice. A po drugiej stronie drogi – to mi babcia opowiadała, bo ja tego nie pamiętam – była bożnica. Na tej właśnie ulicy mieszkali Żydzi, i w całym rynku mieszkali. I tam gdzie jest Feniks. Na tym terenie było getto.

Dziadkowie zamieszkali w rynku, tu gdzie jeszcze kilka lat temu był Orbis. Była tam piętrowa kamienica i całe piętro wynajęła im ciotka. Na parterze mieszkała ona, a na piętrze oni. Było tam jedno wielkie pomieszczenie z trzema oknami. Jedno pomieszczenie mieszkalne, ale bardzo duże. Była w nim kuchnia, w drugim końcu był piec, spiżarka. Był tam drewniany balkon i schody żelazne były takie z boku. Jeszcze do dziś pamiętam te schody, bo jak byłam jeszcze dzieckiem, to mama mówiła: „Pamiętaj tuś się urodziła, gdzie jest ten balkon”. Urodziłam się na „zasranej ulicy”. Ta kamienica, w której mieszkali, należała do Polaków. Ale po drugiej stronie ulicy już było getto. Babcia mi opowiadała, że musieli mieć zawsze zaciemnione okna. Ale mówiła, że wyglądali. Przyjaźnili się z tymi Żydami, bo to byli normalni ludzie. Początkowo jak tam dziadkowie zamieszkali, to wspierali nas. Oni handlowali, to nas wspierali sporo. Trzeba było mieć zaciemnione okna. Niemcy wyznaczali, że dnia tego i tego trzeba zaciemnić. Jak byli wieszani na Rynku, to w dzień musieliśmy zaciemnić. Nie wolno było, bo chodzili i patrzyli, a jak ktoś nie zaciemnił, to strzelali po oknach. Normalne to było. Ale człowiek uchylał rąbek, zasłaniał doniczką i patrzył. I wcale nieprawda, że zgonili wszystkich mieszkańców Ostrowca na rynek. Babcia opowiadała, że trzeba było mieć okna zasłonięte. I babcia, i mama, i ojciec mi to mówili, więc chyba to prawda. Patrzyli na to.

Tak samo jak patrzyli na likwidację getta. Mówiła, że na to patrzyli, ale przez trzy dni i trzy noce musieli mieć wyciemnione i nie wolno im było wychodzić. Babcia opowiadała: „Wszystkim Polakom, którzy tu mieszkali było zapowiedziane i napisane, że nie wolno przez ten czas wychodzić. Musieliśmy siedzieć w chałupie. Na kirkucie się to działo. Przyprowadzali, strzelali, dół był z wapnem. Tych trupów układali w stosy, a potem czymś ich polali i myśmy patrzyli, a to tak się, jakby szło, jakby szło. Mówiliśmy - Jak to jest?! Babcia z dziadkiem i mama tak mi mówili, że to tak po prostu schodziło. To był taki ogromny stos, to było nie do opisania. Jęki, krzyki, tam nie wszyscy byli martwi. Nam skóra cierpła. Baliśmy się w ogóle wyjść. Kogo zobaczyli, to strzelali bez ostrzeżenia. A ta kupa tak się zmniejszała, zmniejszała. Nie wiem, czym to polali. Baliśmy się nawet potem pójść i zobaczyć. Ale po dwóch dniach czy trzech, jak nam nie wolno było chodzić, to to znikło. Tak kupa ciał. Ale to było, dziecko, straszne!” A część silnych, zdrowych pognali na piechotę na Starachowice. Nie na kolej, ale piechotą tam pognali. Dokąd? Tego już nie mogła powiedzieć, bo przecież nikt nie mógł iść za nimi. Ale też pod wieczór to było.”

NABYTEK IV: Wiedziałem, co się działo z ludnością żydowską, musiałem wiedzieć. Nawet smród oświęcimski poczułem. Pierwsze spalanie trupów odbywało się na stosach. Smród był okropny. Taki dziwaczny, że naprawdę wymiotować się chciało. Sami Niemcy mówili, że tak nie można. Kiedy weszły piece, to się skończyło. Spalanie gazowe to inna temperatura spalania, inne spalanie środków palnych. To spaliny zupełnie inny mają wygląd i zapach. Nie zapomnę tego.

NABYTEK III: Relacje były raczej negatywne. Żyd był uważany zawsze za coś gorszego. Przede wszystkim były brudasy. Może to wynikało z biedy, no nie wiem. W każdym razie mieszkali w takich miejscach, gdzie nie było możliwości utrzymać czystości, no bo nie było kanalizacji. Nieczystości wylewali do rynsztoka. Okolice Starokunowskiej, to tamtędy się przejść nie dało. Taki smród był w mieście. Tam było dużo ciasnych uliczek, tu gdzie stoją bloki na skarpie i tu jak Młyńska, od Młyńskiej do placu Wolności na skarpie. Tam były uliczki wąziutkie, że samochód żaden by nie wjechał, takie zaułki, tam pełno było tych klitek żydowskich. Najgorsze miejsce. Przy tej ulicy Starokunowskiej, po prawej tronie była bożnica.

Jak już nie było Żydów, jak ich wywieźli, to próbowałem chodzić po tych ruinach. Tam były ruiny, tam nikt nie mieszkał, to się nie nadawało w ogóle do jakiegoś remontu. Więc to co się tam dało, to się jeszcze wywlokło. Drzwiczki jakieś czy fajerki. Takie rzeczy, co się przydawały. Drutu trochę miedzianego przyniosłem, a tego kabla w ołowiu. Kto by tam tego pilnował, To były ruiny, porozbijane drzwi i okna. W każdym bądź razie jak tam łaziłem po tych ruinach, po wyzwoleniu też tam chodziłem, jak mi było coś potrzeba w domu, kawałek przewodu czy coś. Przeważnie za przewodem chodziłem. Z huty można było brać, tylko, że w hucie trzeba było ukraść. A tam to było bezpańskie, to były gruzy, tam nic nie było.

Fragmenty relacji pochodzą z projektu "Kolonia Robotnicza w Ostrowcu Świętokrzyskim - historia mówiona".

czwartek, 15 maja 2014

Tartak Heinego

Widok od Rawszczyzny w kierunku Kuźni, w głębi zabudowania tartaku Szmula Heinego, dalej na górce Pałacyk Mikusińskiego (ob. Tarnowskich)

środa, 14 maja 2014

Znalezisko

"Starodruki po Wyższej Szkole Talmudycznej w Domu Heinego?"
reportaż Dariusza Kiśla 
w "Gazecie Ostrowieckiej" 
z dn. 10 września 2012 r.


fot. Stanisław Dulny

sobota, 19 kwietnia 2014

"Odczytanie Listy"

Anka Grupińska 
"Odczytanie Listy. Opowieści o powstańcach żydowskich"
Kraków 2003


Jakub Chaim Meir Aleksandrowicz urodził się w Ostrowcu Świętokrzyskim, w rodzinie handlarza drewnem. Jakub był uczniem jesziwy. Gdy wybuchła wojna, obciął pejsy i przystąpił do skautów żydowskich z Haszomer Hacair; został sekretarzem miejscowego gniazda. W październiku '42 Niemcy zamordowali jedenaście tysięcy ostrowieckich Żydów. Wtedy zginęli rodzice i siostra Jakuba. W grudniu '42 kilku żydowskich chłopców z Ostrowca przyjechało do getta w Warszawie. Jakub był jednym z najmłodszych żobowców. Przyjaciele nazywali go Klostermajer, bo strzelał tak celnie, jak znany w getcie esesman*. Walczył w grupie Dawida Nowodworskiego na terenie szopów Toebbensa-Schultza. 23 kwietnia kula dum-dum rozerwała mu rękę. Ciężko rannego powstańcy nie zabrali do kanałów. Jakub został w getcie. Miał wtedy 18 lat.
* Klaustermeyer Karl Heinrich, SS Oberscharführer, w 1965 skazany na dożywocie przez sąd w Bielefeld.




Frania Beatus urodziła się w Koninie. Żydzi konińscy zostali zamknięci w getcie w Ostrowcu. 11 października 1942, w przeddzień likwidacji getta, Frania uciekła do Warszawy. Wracała tam kilkakrotnie, by przewieźć do getta warszawskiego drorowców i szomrów: Berla Brojde, siostry Basię i Suję Sylman, Abę Gertnera, Icchaka Morgenlendera i innych. Niska, pyzata, hoża wiejska dziewczyna z grubym lnianym warkoczem. Wyglądała bardzo młodo, na nie więcej niż 14 lat. Dobrze mówiła po polsku. I była odważna. Świetny materiał na łączniczkę – powiada Hela Szyper. Franię wysłano na drugą stronę w styczniu '43. Wynajęła mieszkanie przy rodzinie, gdzieś w Śródmieściu. 13 kwietnia czekała na Antka Cukiermana pod murami getta. Miała wysokie obcasy i damską torebkę, żeby nie wyglądać jak smarkata, jak zwykła sziksa. Wzięła Antka pod rękę i zaprowadziła na Marszałkowską 118. Była pierwszą łączniczką Cukiermana po polskiej stronie murów. Od 19 kwietnia Frania nie przestawała płakać i mówić o samobójstwie. Napominana przez Antka, wróciła do swoich obowiązków. Odbierała nocne telefony z getta od Tosi Altman i rano biegła do Cukiermana, by mu przekazać informacje. Organizowała kryjówki dla powstańców uciekinierów z getta. I czekała na swojego chłopaka, który nigdy stamtąd nie wyszedł. Zdaje się, że ten chłopak nazywał się Dawid Szulman. 10 maja Frania zadzwoniła do Sary Biederman, która ukrywała się w mieszkaniu państwa Balickich. Mówiła o samobójstwie, prosiła, żeby ktoś przyszedł po rzeczy i po 30 tysięcy złotych. Zostawiła dokładne rozliczenie i list do Antka Cukiermana. Jej ciała nigdy nie znaleziono. Nie wiadomo, jak umarła Frania Beatus. Miała 17 lat.

Berl Braude (Brojde) urodził się w Słonimiu. Był młodym aktywistą Frajhajtu. Przygotowywał się do życia pioniera w Erec Isreal na kursach w łódzkim kibucu Borochowa. Kilka miesięcy po wybuchu wojny przeniósł się do Warszawy i zamieszkał w komunie chalucowej przy Dzielnej 34. W czerwcu i lipcu 1940 był sekretarzem kibucu w Sterdyni czy Ceranowie, niedaleko Małkini. W dzień chaluce pracowali na folwarku u polskiego dziedzica, a wieczorami śpiewali piosenki hebrajskie i słuchali pogadanek Berla. Na jesieni 1941 Berl został wysłany przez swoją organizację do Ostrowca, żeby przygotować grupę drorowców do samoobrony. Na kilka miesięcy przed powstaniem Chawka Folman przywiozła go z Ostrowca. Przez Warszawę jechali dorożką. Berl z zabandażowaną głową, bo miał żydowskie oczy i kruczoczarne włosy – zbyt niebezpiecznie wyglądał. 29 listopada 1942 Berl Braude zastrzelił agenta gestapo, Izraela Firsta. (Wyrok został wykonany na ulicy Gęsiej, kiedy First wracał do swojego domu przy Muranowskiej). 17 stycznia 1943 Niemcy złapali grupę Berla Braude. Berl wyskoczył z pociągu gdzieś niedaleko Treblinki. Wrócił do Warszawy. W lutym '43 został mianowany dowódcą grupy bojowej Dror w getcie centralnym. W pierwszych dniach powstania kwaterowali na Milej 29. Walczyli na Miłej i Zamenhofa. 8 maja 1943 Berl Braude był w bunkrze przy Miłej 18. Ranny, nie mógł do siebie strzelić i poprosił o pomoc kolegę.

Abraham Ejgier przyjechał do getta warszawskiego jesienią 1942 z grupą ostrowieckich drorowców Berla Braude. (Abraham był potomkiem słynnego rabina Akiby Ejgera z Poznania). Zapamiętano go jako cichego i skromnego chłopca, który dzielnie walczył w powstaniu w grupie Henocha Gutmana. 1 maja w czasie walk na Franciszkańskiej 30 Abram został śmiertelnie raniony w brzuch, kiedy strzelał z balkonu pierwszego piętra. Zaczął wtedy odważnie i złowieszczo przemawiać do Niemców, którzy patrzyli nań w osłupieniu. I zaraz potem Abram spadł z tego balkonu, a Niemcy dobili go bagnetami.

Aba Gertner urodził się w Ostrowcu, w zamożnej rodzinie hurtownika cukru. Aba uczył się w religijnej szkole podstawowej Jawne i w gimnazjum państwowym. W czasie wojny przystąpił do Haszomer Hacair. Prowadził bibliotekę gniazda w swoim miasteczku. W lutym '43 przedostał się do Warszawy. W powstaniu kwietniowym walczył na terenie Toebbensa-Schultza. Miał 19 lat, kiedy zginął.













Abraham Horowic przyjechał do getta warszawskiego z Ostrowca. W powstaniu kwietniowym walczył w grupie Haszomer Hacair. 29 kwietnia wyszedł kanałami z terenu szopów. Najprawdopodobniej wrócił z Reginą Fuden i Szlomo Baczyńskim po pozostałych w getcie. Nie wiadomo, jak i gdzie zginął. Miał 19 lat.

Icek (Icchak) Morgenlender urodził się w Ostrowcu Świętokrzyskim, w biednej rodzinie. W getcie ostrowieckim był aktywny w Haszomer Hacair. W lutym '43 przedostał się do getta warszawskiego, bo słyszał, że tam ŻOB chce się bronić. W powstaniu kwietniowym walczył w grupie Beniamina Walda na terenie szopów. Kanałami wyszedł na polską stronę. Jego ostatnim schronieniem była fabryka błon fotograficznych na Pradze. Zginął z innymi w pożarze 24 maja 1943.

Lejb Rapaport urodził się w Bielsku w bogatej rodzinie fabrykantów manufaktury [?]. W czasie wojny znalazł się w Ostrowcu i tam wstąpił do ruchu chalucowego. Z grupą młodzieży przyjechał do Warszawy, bo chciał walczyć. Krewni Lejba ukrywali się po drugiej stronie muru i próżno go nakłaniali do opuszczenia getta. W postaniu kwietniowym Lejb Rapaport walczył pod dowództwem Beniamina Walda na terenie szopów Toebbensa-Schultza. Zginął w pierwszych dniach. Miał 21 lat.

Rysia [Gryngruz?] urodziła się w Łodzi albo w Koninie. Uczyła się w polskiej szkole średniej. Na początku wojny krótko była w Radomsku, potem w Ostrowcu. Do getta warszawskiego przyjechała pod koniec 1942. Miała dobry wygląd i była odważna, więc jeździła do gett w Krakowie i Częstochowie. Została łączniczką ŻOB-u. Pod koniec grudnia 1942 pojechała po raz kolejny do Krakowa i przywiozła do getta w Warszawie krakowskich żobowców: Izraela Zilbermana, Naftalego Zimka i Lejba Troksa. Zginęła 18 stycznia 1943 w czasie pierwszych walk w getcie albo wówczas złapana, zginęła w Treblince. Miała 25 lat. (Być może ta Rysia nazywała się Gryngruz, bo o Rysi Gryngruz, łączniczce, wspominał historyk).

Basia Sylman była córką rabina z Ostrowca. Razem z młodszą siostrą Sarą i grupą drorowców przyjechała do getta warszawskiego pod koniec 1942. Matka dziewcząt ukrywała się w dość dobrych warunkach, ale daremnie nakłaniała córki do opuszczenia getta. Basia walczyła w kwietniu i maju '43 pod komendą Henocha Gutmana na terenie szczotkarzy. Zginęła w nieznanych okolicznościach. Miała wtedy 18 lat.

Sara (Suja) Sylman, siostra Basi, też należała do Droru. Zginęła między 18 a 21 stycznia 1943, w pierwszych walkach zbrojnych w getcie warszawskim. Miała wtedy 17 lat.

Dawid Sztein pochodził z Ostrowca. Do getta w Ostrowcu przyjeżdżała jasnowłosa Jadzia, łączniczka od Anielewicza. Siedem razy przyjeżdżała, siedem osób przewiozła do Warszawy, aż w końcu Niemcy złapali ją na wasze i zginęła. Dawid Sztein postanowił sam przedrzeć się do Warszawy. Pamiętał jakiś adres: Leszno 56. Przez bramę w murze przy Lesznie rozpoznał Szapse Rotholca, dawniej znanego boksera, teraz policjanta w getcie. - Człowieku, czy ty oszalałeś?! - krzyczał Szapse. - Wszyscy stąd uciekają, a ty chcesz tu wchodzić? - To był marzec '43. [...] Kolega Dawida z Ostrowca, Jakub Aleksandrowicz, skontaktował go z Nowodworskim. Sztein dostał parabellum i został przyjęty do grupy. Najpewniej byli to drorowcy Beniamina Walda. Po kilku dniach Icchak Morgenlender zabrał Dawida do bunkra, w którym było kilkadziesiąt osób, także żobowcy. Z tego domu przy Lesznie szmuglerzy przechodzili na drugą stronę, ale nie chcieli powiedzieć, gdzie jest wejście do tunelu. W końcu ludzie z bunkra przyuważyli szmuglerów. Żobowcy wyszli tym tunelem za drugim razem. Prowadziła ich Regina Fuden. W nocy 29 kwietnia dotarli na Ogrodową 27. Następnego dnia Tadek Szejngut, Krzaczek i Józef [Jarost?] przewieźli powstańców do lasku koło Łomianek. Po sześciu dniach wrócił Krzaczek z jakimś jedzeniem. Potem ktoś przywiózł dwadzieścia karabinów. Trochę dalej, na bardziej zalesionym terenie, czekało na powstańców dwóch Rosjan. Dawid Sztein był w partyzantce. Wiadomo, że przeżył wojnę.

Dawid Szulman urodził się w Warszawie. Skończył szkołę Tarbut. Przed wojną wyjechał do kibucu chaluców w Ostrowcu. Wrócił do getta warszawskiego z grupą kolegów, którzy w powstaniu kwietniowym walczyli w oddziale Droru. Zdaje się, że to Dawid wykonał wyrok śmierci na agencie gestapo Izraelu Firście. To była akcja drorowców, kierowali nią Berl Braude i Antek Cukierman. (Wyrok na Lejkinie wykonali szomrowcy). Dawid Szulman miał obce obywatelstwo, ale spalił papiery i został w getcie. Zdaje się, że Dawid był tym chłopakiem, na którego czekała Frania Beatus. Dawid zginał w czasie powstania, miał 18 lat. Frania popełniła samobójstwo, miała 17 lat.

Izrael Zilberman pochodził z Ostrowca. Ojciec jego miał tam sklep. Izrael uczył się w szkole zawodowej i należał do Frajhajtu. Był chorowity. Wiadomo, że brał udział w akcji krakowskiego ŻOB-u 23 grudnia 1942 roku. Potem przedostał się do Warszawy. Zginął 18 stycznia 1943.

środa, 16 kwietnia 2014

Meir Jechiel ha-Lewi Halsztok

Meir Jechiel ha-Lewi Halsztok, rabin ostrowiecki

[źródło: Żydzi ostrowieccy, Ostrowiec Św. 1996]



Ostrowiec, Poland, two men by the grave of Rabbi Meir Yechiel Halevi Halstok. The photograph was taken right after the unveiling of the tombstone, 01-08-1947.

Ostrowiec, Poland, a group photograph by the grave of Rabbi Meir Yechiel. The photograph was taken immediately after the unveiling of the tombstone, 01-08-1947.



Tu pochowany.
Święty pan, światło wygnania.
Przewodniczący sądu rabinackiego świętej gminy Ostrowiec.
Meir Jechiel ha-Lewi, błogosławionej pamięci!
Halsztok.
Zmarł 19 adar I 688.
(11.03.1928 r.)

fot. 11.10.2013 r.
[źródło: Wirtualny Sztetl]



niedziela, 6 kwietnia 2014

Synagoga ostrowiecka

Waldemar Ryszard Brociek
"Synagoga ostrowiecka"
str. 79-109
[w:] „Rocznik Muzealny”, tom III, Ostrowiec Św. 2000

1. Żydzi w Ostrowcu.
          Pierwsza znana nam wzmianka o Żydzie ostrowieckim pojawia się w 1631 r. W tym roku za namową – jak powszechnie sądzono – jednego z Żydów, dwóch miejscowych złodziei ukradło z kościoła parafialnego dwanaście opłatków i dwa srebrne talerze. (przyp. 1 – Aresztowano jednego z rabusiów i kobietę, u której w domu znaleziono chustę spod monstrancji. Sąd skazał ich na spalenie, a Żyda uniewinnił. Mieszczanie uważali, że starozakonni przekupili sędziów i Teofilę Ostrogską, właścicielkę miasta. Kowalski W., „Dzieje kościelne Ostrowca Świętokrzyskiego do końca XVII wieku” [w:] „400 lat Ostrowca Świętokrzyskiego. Materiały z konferencji naukowej 18 listopada 1994 r., s.38.)
[…]

Plan Ostrowca z 1864 r.

          Ścisła zabudowa, głównie drewniana, w obrębie Rynku i przyległych ulic była powodem częstych klęsk żywiołowych spowodowanych zaprószeniem ognia. W 1861 r. wybuchł pożar, który strawił kilka budynków w Ostrowcu. (przyp. 18 – M.in. dom drewniany Eliasza Rożanego, oficynę drewnianą Szyi Rotenberga, oficynę murowaną Wigdora Blajberga oraz domy murowane należące do wdów Racheli Esse i Ejzenbach.) W nocy z 26 na 27 czerwca 1863 r. wewnątrz domu należącego do przepisywacza rodałów Herszka Lernera vel Szrajbera wybuchł pożar, który szybko ogarnął całą ulicę Tylną i Rynek. Z pomocą pospieszyli burmistrz Denkowa K. Eichler i magazynier cukrowni Częstocice H. Łabęcki, którzy zapobiegli rozprzestrzenianiu się ognia przy ul. Siennieńskiej i Denkowskiej rozbierając dachy domów i parkany. Zniszczeniu uległo 146 domów mieszkalnych (61 murowanych) i 34 inne budowle, w większości należące do Żydów. (przyp. 19 – Spaliły się drewniane jatki należące do Banku Polskiego, kuźnia, szopa na narzędzia ogniowe. Nadpalony był kościół parafialny i zabudowania gospodarskie plebani.)
[...]

Ostrowiec, w głębi na prawo od kościoła wysoki dach synagogi, rys. Wastkowski, 1872 r. 

2. Dzieje synagogi.
          Według przekazów ustnych synagoga w Ostrowcu miała powstać w 1610 r. (przyp. 21 - „Ostrowiec. A Monument on the ruins of an annihilated Jewish community”, Toronto 1950 [powinno być: 1971], str. 14.) Byłoby to więc w 13 lat po powstaniu Ostrowca, wówczas kiedy miasto było wspólną własnością księcia Janusza Ostrogskiego, kasztelana sandomierskiego Stanisława Tarnowskiego i braci Jana i Wojciecha Tworowskich z Buczacza. W tym czasie chrześcijanie nie posiadali jeszcze własnej świątyni (powstała w 1614 r.).

Widok na synagogę od strony stawów, po lewej stronie bejt midrasz, poniżej mykwa, fot. T. Rekwirowicz, 1937 r.
[…]
          W tradycji ostrowieckich Żydów zapisano informację o pożarze jaki wybuchł w 1713 r. w Ostrowcu, w wyniku którego w dzielnicy żydowskiej ocalał tylko dom modlitwy i synagoga, wymagająca zresztą renowacji ściany frontowej. (przyp. 25 - „Ostrowiec. A Monument...”, str. 13; wg A. Penkalli („Gmina żydowska i kirkut w Ostrowcu Świętokrzyskim” [w:] „Fołks-Sztyme” z 23 V 1981 r., s. 10) pożar miał miejsce w 1714 r.) Według innej wersji synagoga uległa częściowemu spaleniu i miała być w 1714 r. całkowicie odbudowana przy użyciu drewna modrzewiowego. (przyp. 26 – Brociek W.R., Penkalla A., Renz R., „Żydzi ostrowieccy...”, s. 14.) W odnowieniu synagogi brały udział trzy osoby: Herzke, Simon ben Arahon Daft i Jeheskiel z Krakowa, który był artystą i wyrzeźbił w drewnie Arkę Przymierza. (przyp. 27 - „Ostrowiec. A Monument...”, str. 13.) Polichromię przypisywano Jehudzie Lejbie (Arye Jehuda Lejb, syn Borucha). Ustna tradycja żydowska przekazuje opowieść o malarzu, który miał dokonać renowacji synagogi i w trakcie ozdabiania sufitu spadł z rusztowania ponosząc śmierć na miejscu. Jego zgon przedstawiany był w wielu legendach przez następne stulecia. Odtąd sam sufit miał już być niewykończony. (przyp. 28 - „Ostrowiec. A Monument...”, str. 14-15.)

Sklepienie synagogi ostrowieckiej z niedokończoną dekoracją malarską, fot. T. Rekwirowicz, 1937 r.
[…]
W okresie międzywojennym synagoga została uznana jako obiekt zabytkowy (przyp. 35 – Penkalla A., „Żydowskie ślady w województwie kieleckim i radomskim”, Radom 1999, s. 165.) W planach inż. arch. Romana Felińskiego znalazł się nowy budynek synagogi, już zapewne murowanej, usytuowanej u zbiegu obecnej ul. Sienkiewicza i Mickiewicza, od strony kirkutu. Nie wiemy, czy lokalizacja nowej synagogi była tylko wizją perspektywicznego rozwoju infrastruktury w Ostrowcu Św., czy też wiązała się z jakimiś konkretnymi zamierzeniami Gminy Żydowskiej.
          Podczas II wojny światowej Niemcy po likwidacji getta żydowskiego rozpoczęli metodyczne niszczenie tej dzielnicy (zrównano z ziemią wiele domów) niszcząc także zabytkową synagogę oraz sąsiadujący z nią murowany budynek domu modlitwy (Bejt Hamidrasz), w którym był także cheder (szkoła). Bożnicę rozebrano w okresie II wojny światowej.
[…]
Widok synagogi od strony skarpy, T. Rekwirowicz, 1937 r.

Widok wynagogi od strony ul. Starokunowskiej, fot. T. Rekwirowicz, 1937 r.

3. Opis synagogi
          Kiedy kończy się budynek przy ul. Starokunowskiej 1/7 następuje zejście w dół w kierunku Młynówki (odnogi Kamiennej). Dawniej prowadziła tędy ul. Młyńska. Idąc w dół ul. Starokunowskiej w kierunku ul. Sienkiewicza po lewej stronie ciągnie się poziomy pas zieleni schodzący stromą skarpą w kierunku stawów. Tu właśnie znajdowała się żydowska synagoga oraz dom modlitwy zniszczone przez Niemców w czasie II wojny światowej. Już na dole, przy zejściu z wzgórza zlokalizowana była łaźnia żydowska (mykwa). Pierwotnie obiekty te tworzyły w układzie urbanistycznym miasta zwarty zespół synagogalny.
Wnętrze synagogi, drzwi wejściowe, fot. T. Rekwirowicz, 1937 r.
[…]
… szczególne znaczenie posiada dokumentacja fotograficzna zachowana w ostrowieckim muzeum, a wykonana w 1937 r. przez znanego ostrowieckiego fotografika Tadeusza Rekwirowicza.
[…]
Aron ha-kodesz ostrowieckiej synagogi, fot. T. Rekwirowicz, 1937 r.

          Głównym pomieszczeniem synagogi była sala modlitw, przeznaczona wyłącznie dla mężczyzn. Na jej ścianie wschodniej (zwykle sytuowana była przy ścianie naprzeciw głównego wejścia) znajdowała się szafa ołtarzowa (hebr. Aron ha-kodesz – Święta Arka, święta skrzynia), w której przechowywane były rodały – pergaminowe zwoje z ręcznie spisanym tekstem Tory (hebr. Sefer Tora – Zwój Tory). Szafa ołtarzowa ostrowieckiej synagogi jest przykładem jak, pod wpływem konstrukcji ołtarzy w kościołach katolickich, budowano wspaniałe, wysokie, obficie dekorowane retabula ujmujące Arkę […]. Opisywana Aron ha-kodesz – stanowiła typ ołtarza architektonicznego, barokowego, kolumnowego, dwukondygnacyjnego i stała na podwyższeniu otoczonym balustradką, na którą wchodziło się po schodkach. Obie kondygnacje były tej samej szerokości, bogato rzeźbione. Kolumny były typu korynckiego ażurowe, zewnętrzne dolnej kondygnacji oraz wewnętrzne górnej o trzonach spiralnych. Posiadały bogatą dekorację rzeźbiarską z motywami roślinnymi oraz z ozdobnym zwieńczeniem. Zwieńczenie dolnej kondygnacji służyło do zawieszenia parochetu z lambrekinem. W polu środkowym dolnej kondygnacji, pomiędzy dwoma podwójnymi kolumnami w obramowaniu znajdowały się misternie zdobione drzwi zamykające szafkę z rodałami, zaś w górnej kondygnacji na tle bogatej ażurowej dekoracji rzeźbiarskiej umieszczone były tablice Dekalogu.
          Aron ha-kodesz ukryta była za zaciągniętą zasłoną (parochet) […]
Parochet i lambrekin zakrywający szafę ołtarzową, niżej rimonim, fot. T. Rekwirowicz, 1937 r.

          [...] parochet ostrowieckiej synagogi nie był typowym obiektem żydowskiej sztuki sakralnej. Według tradycji w okresie powstania styczniowego żona jednego ze szlacheckich działaczy powstańczych („pochodząca z rodu królewskiego”?!) ofiarowała w podziękowaniu za pomoc świadczoną przez Żydów na rzecz powstańców ozdabianą złotem zasłonę do Arki Prawa ostrowieckiej synagogi. Zasłony tej jednak nie pokazywano publicznie. Dopiero po odzyskaniu przez Polskę niepodległości wyjęto ją i używano podczas świąt jako symbol dobrych stosunków między Żydami i chrześcijańskimi mieszkańcami w Ostrowcu. Na tkaninie miały być wyszyte inicjały „P.R.” (przyp. 40 - „Ostrowiec. A Monument...”, str. 30.) Porównanie tej relacji z fotografią wykonaną przez T. Rekwirowicza pozwala nam uznać ustną tradycję za prawdziwą, lecz nieco zniekształconą. Ten nietypowy parochet wykonany był w części środkowej z tkaniny jednorodnej ozdobionej haftem w postaci motywów roślinnych, zaopatrzonej z prawego brzegu frędzlami, natomiast w częściach bocznych z tkaniny gładkiej bez wzorów. Jednak najbardziej intrygującą częścią środkowej tkaniny były dwa wyszywane Orły zwrócone ku sobie dziobami, opatrzone stylizowanymi wydatnymi koronami, z rozpostartymi skrzydłami, trzymające w szponach miecz i jabłko królewskie, na piersiach których, w ciemnym (czerwonym?) owalu widniały inicjały „AR” (Augustus Rex) króla polskiego Augusta II Mocnego. Orzeł polski już w XVII i XVIII w. pojawił się na parochetach i lambrekinach, rzeźbach ołtarzowych, koronach, lampach i lichtarzach chanukowych. Ewenementem było jednak w tym wypadku zaadaptowanie tkaniny typowo polskiej do sakralnych celów w synagodze. […]
          Także na prawo od szafy ołtarzowej widoczny był pulpit dla kantora (hebr. chazan), który przewodził modłom w synagodze […] W opowieści ostrowieckich Żydów żyje pamięć o chazanie Meirlu „Hasydzie z Warki”, który miał piękny głos i nosił patriarchalną brodę. Po nim został chazanem Mosze Wohlman, który wprowadził śpiewanie modlitw w synagodze w formie chóralnej. (przyp. 42 - „Ostrowiec. A Monument...”, str. 35.)
[…]
Bima, fot. T. Rekwirowicz, 1937 r.

Drewniana bima ostrowieckiej synagogi stanowiła podwyższone miejsce w środku sali modlitw i posiadała w narożach filary drewniane o kwadratowym przekroju, w dolnych partiach gruszkowate, w górnej wspierające się o sklepienie synagogi. Na bimę prowadziły schodki wyposażone w balustradkę, która także obiegała całą bimę. Stół (szulchan) na rodał posiadał także kilkanaście pojedynczych świeczników, które oświetlały rodał. Na metalowych listwach zamocowanych do filarów zawieszone były żyrandole, po trzy na każdym boku. Wejście na bimę znajdowało się od strony skarpy. Filary posiadały głowice kostkowe. Balustrada posiadała tralki kształtowe dwulalkowe w podstawie i głowicach kwadratowe. Przy bimie reflektor lustrowy.
Fragment bimy i widok na ścianę wewnętrzną od strony skarpy, fot. T. Rekwirowicz, 1937 r.

Reflektor lustrowy przy bimie, fot. T. Rekwirowicz, 1937 r.
[…]
          Na ścianie ostrowieckiej synagogi widzimy również przymocowane tzw. krzesło Eliasza (hebr. kise szel Elijahu) – puste krzesło stawiane podczas obrzędu obrzezania, które ponoć zajmuje prorok Eliasz. Krzesło jest podwójne z ażurowym oparciem zwieńczonym snycerską dekoracją roślinną (w centrum ukoronowany kartusz podtrzymywany przez dwa lwy) i wygiętymi poręczami, wyściełany aksamitem. […] Dziecko kładzie się na moment na krześle, a tym samym na kolanach Eliasza, przed samym obrzezaniem. 

Krzesło Eliasza, fot. T. Rekwirowicz, 1937 r.
[…]
          [...] świecznik korpusowy. Świeczniki tego typu, zawieszane w synagodze u stropu, zakończone były kulą. Do trzonu umocowane były długie esowato wygięte ramiona ułożone w jednym lub dwóch piętrach. Tulejki na świece posiadały u dołu profitki – talerzyki zbierające topiący się wosk.
Wnętrze ostrowieckiej synagogi, na pierwszym planie świeczniki, w głębi z lewej szafa ołtarzowa z parochetem i lambrekinem, fot. T. Rekwirowicz, 1937 r.

[...]

[Fotografie ze zbiorów Muzeum Historyczno-Archeologicznego w Ostrowcu Św.]

środa, 2 kwietnia 2014

„Gminy żydowskie „duże” w województwie kieleckim w przededniu II wojny światowej”


Krzysztof Urbański 
„Gminy żydowskie „duże” w województwie kieleckim w przededniu II wojny światowej”
str. 143-161
[w:] „Rocznik Muzealny”
tom III
Ostrowiec Św. 2000

[…]
str. 149-151
          Pobliska gmina żydowska w Ostrowcu liczyła w 1931 r. 9881 osób, z czego podatkiem obciążono 1126 rodzin; 4 rodziny uznano za bogate, 507 za biedne i zwolniono z płacenia podatków. W 1938 r. zamieszkiwało Ostrowiec 10637 Żydów, z czego do płacenia składek zobowiązanych było 1005 rodzin, co świadczy o narastającej pauperyzacji. […] W przeddzień wybuchu II wojny światowej liczbę Żydów w Ostrowcu Św. określono na 11979 osób, co stanowiło 36,9% wszystkich mieszkańców. Większość ludności żydowskiej zamieszkiwała Rynek i okoliczne ulice: Przechodnią, Stodolną, Szeroką, Nową, Zatylną, Starokunowską, Częstocicką, Młyńską, Górzystą, Kościelną, Okólną, Browarną, Orlicz Dreszera (poprzednio Okólną) oraz plac św. Floriana. Najważniejszy był Rynek, gdzie przez cały tydzień panował ruch i kwitło życie towarzyskie.
          Jak wynika ze spisu składek bożniczych w gminie ostrowieckiej rzemieślnicy stanowili 25,5% ogółu pracujących, kupcy – 63,2%, inteligencja – 4,7%, przedsiębiorcy przemysłowi – 1,2%, inne zawody – 5,4%. Rzemieślnicy żydowscy dominowali w branży włókienniczej, skórzanej i usług osobistych. W krawiectwie było 93,2% zakładów żydowskich, kuśnierstwie – 100%, szewstwie 67,4%, czapnictwie 100%, piekarstwie – 88,4%, fryzjerstwie – 91,4%, zegarmistrzostwie – 92,9%, złotnictwie – 100%. (przyp. 29 – APK, UWK I, sygn. 13792, k. 13.) Produkowano nie tylko na rynek miejscowy, niezbyt chłonny, ale w głównej mierze na rzecz okolicznych wsi.
          Ludność najbiedniejsza płaciła składkę gminną najczęściej w granicach 5-25 zł, średniozamożna od 26 do 50 zł, zamożna między 50 a 100 zł, powyżej 100 zł najbogatsi. Do tej ostatniej należeli: Bina Berger, Adolf Dauman, Beniamin Lebenstein, Dawid Lederman, Szymon Alterman, Kiwa Roset, Jochnes Sulma, Dawid Majer. […]
          Po wyborach w 1932 r. we władzach gminy dominowali członkowie Agudy – 41% wpływów, bezpartyjni – 25 %, po 8,5% posiadali członkowie Mizrachi, Bundu, Syjoniści Ogólni oraz Poalej Syjon Lewicy. Dnia 18 sierpnia 1937 r. wprowadzono komisaryczny zarząd gminy. Na jej czele stanął jako jej przewodniczący dr Jakub Holler – asymilator. Do asymilatorów zaliczali się również członkowie Zarządu Abram Jeleń i Ludwik Wacholder. Jako bezpartyjni w skład zarządu weszli: Dawid Djament, Symcha Eiger, Judka Racimora. Ortodoksów reprezentował Szaja Ryba, mizrachistów – Szmul Westel, syjonistów rewizjonistów – Szmul Zysman. W składzie Rady znalazło się sześciu bezpartyjnych: Jakub Buckenbaum, Hersz Hermolin, Natan Kuperman, Alter Maur, Mojżesz Nisenbaum, Bencjan Rotter, jeden zwolennik Agudy – Chaskiel Małach, jeden mizrachista Moszek Najhauz oraz jeden ortodoksa Mendel Fisz. (przyp. 31 – APK, UWK I, sygn. 3380.) Funkcję rabina od 12 marca 1928 r. pełnił zwolennik Agudy Chaskiel Halsztuk, podrabinem był Jakób Halsztuk, także zwolennik tej partii. Aż 65% dochodu gminy w latach trzydziestych pochodziło z uboju rytualnego, 15% ze składek, reszta z darowizn i opłat za usługi religijne. Gmina ostrowiecka utrzymywała synagogę, łaźnię rytualną, rzeźnię, rzeźnie drobiu, bejt hamidrasz, dom starców, chedery oraz cmentarz. Synagoga wykonana z modrzewia w 1714 r. już w okresie międzywojennym uznawana była jako obiekt zabytkowy. Cmentarz znajdował się na obrzeżach dzielnicy żydowskiej. Konieczność odnowienia go z początkiem lat trzydziestych sprawiła, że pochówki były dość drogie, od 18 do 1000 zł, wystawienie nagrobka od 10 do 4000 zł. Dwie trzecie budżetu gminy pochłaniały wydatki religijne: płace rabina, rzezaków, kantora oraz urzędników gminy.
          W Ostrowcu Św. liczni byli zwolennicy dworów chasydzkich, m.in. cadyków z Góry Kalwarii, Warki, Aleksandrowa, Szydłowca, Skierniewic, Ożarowa. Z początkiem lat trzydziestych było tu ponad czterdzieści chasydzkich sztibli. W mieście dobrze rozwinęło się szkolnictwo. Gmina utrzymywała chedery, „Talmud Torę” oraz szkołę dla dziewcząt [?] Bejt Josef, poza wpływem gminy prosperowała szkoła powstała z inspiracji partii politycznej Mizrachi. Od 1934 r. z inspiracji CISZO powstała szkoła świecka z językiem wykładowym jidisz. Również oświata pozaszkolna związana byłą głównie z partiami politycznymi: Bundem, Poalej Syjonem Lewicą, Syjonistami Ogólnymi. W Ostrowcu rozwijała działalność „Kultur Liga”, Stowarzyszenie Kulturalno-Oświatowe „Tarbut”, Żydowskie Towarzystwo Muzyczno-Dramatyczne „Muza”.
          Wszystkie partie żydowskie działające w Ostrowcu włączały się w wybory do Rady Miejskiej, Kasy Chorych, Sejmu. W 1934 r. na 32 radnych Żydzi zdobyli 13 mandatów, czyli 40%, w 1939 r. - 8 mandatów, czyli 25%. (przyp. 33 - „Gazeta Warszawska” z 30.04.1935 r.) Gmina włączała się zawsze do obchodów rocznic i świąt państwowych. Wraz z Polakami obchodzono m.in. 3 Maja i Święto Niepodległości w dniu 11 listopada. W 1939 r. Żydzi ostrowieccy włączyli się w akcje zbierania kosztowności na Fundusz Obrony Narodowej.
[...]

niedziela, 23 marca 2014

"We were Ostrovtzers"

"We were Ostrovtzers. Niespecjalnie religijny ostrowczanin" to tytuł pierwszego z zapowiedzianej serii artykułów dotyczących żydowskiej społeczności Ostrowca Św., które na swoim "Blogu w budowie" zaczęła publikować Monika Pastuszko.

"Pamięć w Kamieniu"

Portal Wirtualny Sztetl w ramach programu dokumentacji cmentarzy żydowskich "Pamięć w Kamieniu" spisał i przetłumaczył na język polski inskrypcje ze wszystkich 156 zachowanych do dziś macew z ostrowieckiego kirkutu.
https://sztetl.org.pl/pl/miejscowosci/o/696-ostrowiec-swietokrzyski/115-pamiec-w-kamieniu/26496-cmentarz-przy-ul-sienkiewicza

Tu pochowana.
Kobietę dzielną któż znajdzie?
Kobieta poważana, skromna.
Droga dusza, prawa w swoich czynach.
I w przykazaniach była uważna.
Pani (Rachela), córka uczonego, naszego nauczyciela, pana […]


piątek, 21 marca 2014

1902

Widok od rzeki Kamiennej (obecnie teren parku miejskiego) na Ostrowiec 

Widok w kierunku północnym na tzw. górną połać rynku ostrowieckiego

Widok z wzgórza kościelnego na trakt łączący Iłżę z Opatowem zwany w tym czasie Aleją Ostrowiecką, obecnie Aleja 3 Maja, w tle osada fabryczna Klimkiewiczów.

Autor zdjęć nieznany

sobota, 15 marca 2014

środa, 20 listopada 2013

"Pamiętnik z lat 1904-1905"

Ignacy Boerner
"Pamiętnik z lat 1904-1905"
oprac. T. Karbowniczek
Piotrków Trybunalski 2011

str. 34
          O przygotowaniach Ostrowieckiego Komitetu Robotniczego urządzenia manifestacji 1-szo majowej [1904 roku] władze Centralne posiadały dość dokładne informacje.
         Na zasadzie otrzymanych wiadomości grupa PPS, działająca w Zakładach Ostrowieckich, ma zamiar w dniu 1 maja urządzić manifestację i jawnie ogłosić swoje żądania. Początkowo miano zamiar urządzić manifestację w sobotę, lecz potem w obawie, że żydzi w tym dniu nie wezmą udziału, zdecydowano się na niedzielę dnia 1 maja. […] (przyp. 53 – Notatka tymczasowo pełniącego obowiązki pomocnika Generał-Gubernatora, generała majora Czerkasowa z dnia 27 marca 1904 r.).

str. 34-37
          W drugiej połowie lipca miały miejsce pożałowania godne wypadki w Ostrowcu, a mianowicie rozruchy antyżydowskie. Kto te rozruchy zorganizował, nie dało się ustalić. Wszystkie dane przemawiały za tym, że zorganizowała je policja z żandarmerią, która widząc wzmagający się z każdym miesiącem ruch robotniczy chciała go zbezcześcić i pozwolić coraz bardziej się przekierującej sile energii rewolucyjnej wyładować się po linii najmniejszego oporu i w najbardziej dogodny dla niej sposób.
          Sam przebieg wypadków postaram się ustalić na zasadzie pamięci. O godz. 4 doszły do mnie wieści (znajdowałem się wtedy w fabryce), że robotnicy idący na nocną zmianę zaczęli być żydów [tak w oryginale] w Ostrowcu oraz na Bolesławowie [nazwa osady, obecnie okolice ul. Kilińskiego]. Natychmiast zwołałem doraźne posiedzenie Ostrowieckiego Komitetu, na którym postanowiliśmy z całą energią przeciwstawić się tym rozruchom. Zarządzenia, które wydaliśmy, były następujące:
          a) skierować w kierunku Ostrowca część towarzyszy, którzy mają dążyć do zlikwidowania rozruchów;
          b) robotników dziennych, którzy o godz. 6-ej mieli opuścić fabrykę, zatrzymać w fabryce dopóki rozruchy nie zostaną zlikwidowane.
          Osobiście udałem się do Ostrowca żeby dopilnować zlikwidowania rozruchów. Idąc do miasta przekonałem się, że rozruchy na Bolesławowie nie przyjęły jeszcze drastycznych objawów, pobito tylko jedną rodzinę żydowską i zniszczono jej mieszkanie, fama głosiła, że koło bożnicy odbywa się krwawa rozprawa z żydami. Podążyłem do bożnicy. Przed samą bożnicą była zgrupowana większa liczba żydów uzbrojonych w siekiery, a kilkadziesiąt kroków od nich był zgrupowany znaczny tłum robotników fabrycznych uzbrojonych w drągi i kamienie. Odbywała się walka słowna, do bójki jednakowoż nie doszło. Towarzysze natychmiast wmieszali się w tłum robotników i zaczęli uspokajać. Początkowo przyglądałem się temu uspakajaniu, widząc jednakowoż, że to nie pomaga i że tłum jest zanadto roznamiętniony wszedłem z tłumu i stanąłem pomiędzy obydwiema roznamiętnionymi stronami. Donośnym głosem zażądałem spokoju. Robotnicy, gdy zobaczyli, że przed nimi stoi inżynier z fabryki, natychmiast się uspokoili. Przemówiłem wtedy do jednych i drugich, uspakajając ich, oświadczyłem jednocześnie, że biorę żydów pod swoją opiekę, a dalej, że jestem przekonany, iż wśród robotników znajdzie się dostateczna liczba rozumnych ludzi, którzy mnie poprą (w tym momencie towarzysze zaczęli się koło mnie grupować) i nie dopuszczą do rozlewu krwi. Od żydów zażądałem, aby natychmiast spokojnie rozeszli się do domów. Żydzi zastosowali się do niego i rozeszli się. Potem przemówiłem do robotników, żądając od nich, żeby spokojnie udali się do pracy, stwierdzając, że wieści rozpuszczone o śmierci chłopca chrześcijanina przez żydów są z gruntu fałszywe. Tłum robotniczy rzeczywiście natychmiast udał się gremialnie do fabryki. Policji ani żandarmerii nigdzie nie widziałem, widocznie celowo pochowali się, żeby nie przeszkadzać rozruchom.
          Wracając do fabryki, spotkałem koło magistratu oficera żandarmerii, który przepraszając, przedstawił mi się, po czym podziękował mi za to, że tak energicznie i zdecydowanie zlikwidowałem rozruchy, czego mi nigdy nie zapomni. Wyczułem, że w tym podziękowaniu przebija raczej nuta irytacji na mnie, niż wdzięczności.
          W ten sposób rozruchy antyżydowskie zostały zlikwidowane. W dniu 31 lipca CKR PPS [Centralny Komitet Robotniczy Polskiej Partii Socjalistycznej] wydał odezwę, w której wypadki ostrowieckie zostały znacznie przesadzone (przyp. 55 – Odezwa ta zawierała cały szereg pretensji skierowanych do Ostrowieckiego Komitetu Robotniczego za to, że dopuścił do wystąpień antyżydowskich.). Policja zaś aresztowała kilka osób, m.in. i tow. Trzebińskiego, którego niewinnie blisko rok przetrzymywała w więzieniu.
          Przebieg rozruchów przeciw żydowskich w świetle sfer rządowych przedstawia się w świetle następującym:
          Dnia 22 lipca około godz. 5 popołudniu na rynku w Ostrowcu chłopiec żydowski został uderzony kijem przez Jana Sucholewskiego (epileptyka). Chłopiec reagował i uderzył S. kamieniem. S. upadł na ziemię i dostał ataku epileptycznego. Policja podniosła chorego, początkowo zaniesiono chorego do magistratu, po czym do szpitala. Przechodzący przypadkowo koło magistratu Józef Sucholewski, brat epileptyka, robotnik z Zakładów Ostrowieckich, gdy dowiedział się o bracie wszczął awanturę z żydami, głosząc, że żydzi zabili mu brata. Policja awantury te natychmiast zlikwidowała.
          Wieść o zabójstwie Jana Sucholewskiego rozniosła się po całym Ostrowcu, przejaskrawiona. Wieść głosiła, że żydzi zabili Sucholewskiego i jeszcze jakąś kobietę chrześcijankę.
          Następnego dnia, tj. 23 lipca o godz. 6 popołudniu robotnicy wychodzący z fabryki (dzienna zmiana), uzbrojeni w kije i kamienie, ruszyli do Ostrowca i zgrupowali się na rynku, goniąc żydów. Władze, policja i żandarmi rozpoczęli uspokajać wzburzony tłum, lecz tłum rozdzielił się na grupy i ruszył w różnych kierunkach miasta. Podczas rozruchów zostało pobitych 24 żydów, z czego 23 dość lekko, jeden zaś Jankiel Borenstein umarł z pobicia następnego dnia; następnie wybito około 1000 szyb, zniszczono 24 okna i 4 drzwi, jeden z domków żydowskich został poważnie zniszczony. Masowych kradzieży nie było, natomiast miały miejsce drobne kradzieże, lecz w małych rozmiarach (przyp. 56 – Raport generała radomskiego do ministra spraw wewnętrznych z dnia 30 lipca 1904 r. [Archiwum Główne Akt Dawnych (AGAD), Kancelaria Generał-Gubernatora Warszawskiego (KGGW) nr zespołu 247/II, sygn. 2431, k. 9]).
          Pomocnik Generał-Gubernatora Warszawskiego stwierdzał w swoim raporcie z dnia 27 lipca, że rannych żydów było 10, z tego jeden umarł. Ponadto natomiast rannych było 2 chrześcijan. Kradzieży w ogóle nie było żadnych.
          Sprawa tych rozruchów nabrała dużego rozgłosu wśród sfer rządowych z powodu skarg oficerów 4 szwadronu 40 małorosyjskiej pułku dragonów, który to szwadron został przez wicegubernatora wezwany ze Staszowa i przybył do Ostrowca w dniu 24 lipca. Na zasadzie tych skarg został wydelegowany ppłk Sztabu Gen. Fiedow, w swoim raporcie skierowanym do wicegubernatora Gafferberga stwierdzał, że:
  1. Rozruchy w Ostrowcu nie miały charakteru przeciw żydowskiego, lecz były skierowane właściwie przeciwko rządowej administracji, która jest znienawidzona przez robotników.
  2. Gdy te rozruchy miały mieć charakter przeciw żydowski, to przy zupełnym braku w mieście sił wojskowych (było tylko 5 do 6 policjantów) pociągnęłyby za sobą poważne straty w ludziach oraz straty materialne.
  3. Były to zwykłe awantury uliczne i przy tym w różnych miejscach, dopiero gdy żydzi zaczęli krzyczeć i prowokować robotników (żydek jeden wystrzelił dwa razy w powietrze z rewolweru), ci pobili kilku żydów, którzy im wpadli w ręce. Jeden z tych żydów podobno umarł, przy czym o tej śmierci różnie mówią i w ogóle ta śmierć jest wątpliwa.
  4. Cała ta historia została przez czynniki administracyjne niemożliwie rozdmuchana.
          Dalsze zarzuty tyczą się już nieodpowiedniego użycia wojska.
          Administracja po takim raporcie zaczęła się solidarnie bronić i w aktach znajdujemy kilkadziesiąt raportów różnych dostojników. Rezultatem tych rozruchów było aresztowanie 19 robotników, natomiast wytoczono proces 68 robotnikom, którzy odpowiadali z wolnej stopy.
          Wśród aresztowanych byli: Czerwiński Jan, Żebrowski Edmund, Frydrysiak Władysław, Denek Ludwik, Trzebiński Włodzimierz.
          Sprawa trwała długo i zdaje się, że nikt nie został zasądzony. Najdłużej siedział Trzebiński Włodzimierz.

str. 67
          W drugiej połowie czerwca [1905 roku] miały miejsce w Ostrowcu i w okolicy strajki powstałe wyłącznie na tle ekonomicznym. […]
          Dnia 24 czerwca zastrajkowali rzeźnicy żydowscy. Robotnicy chcieli rozbić jatki, gdyż tego dnia nie można było dostać w Ostrowcu mięsa. Komitet Ostrowiecki interweniował i tegoż dnia strajk został zwycięsko zakończony.
          Dnia 28 czerwca zastrajkowali robotnicy (24) w tartaku Heinego, żądając podwyższenia zarobków. Strajk zakończył się zwycięstwem robotników i trwał zaledwie do dnia 1 lipca.

str. 101-103
          Dnia 30 października [1905 roku] pojawił się Najwyższy Carski manifest (przyp. 114 – Manifest cara Mikołaja II miał na celu uspokojenie wzburzenia, panującego w całym państwie rosyjskim. Nadawał w nim władca rosyjskiego imperium „trwałe podstawy wolności obywatelskiej na zasadach rzeczywistej nietykalności osobistej, wolności sumienia, słowa, zebrań i związków”, a powoływał do życia poprzednio obiecaną Dumę, do której prócz klas posiadających wchodzić mieli reprezentanci warstw pracujących. Wszystkie te przywileje nie doczekały się realizacji z wyjątkiem zwołania Dumy kilkakrotnie rozwiązywanej.).
[…]
          Dzień 5 listopada postanowiliśmy obchodzić jak dzień „święta wolności”, jak ten dzień nazwaliśmy. […]
          Przebieg tego wielkiego dnia trudno byłoby mi z pamięci odtworzyć. Odtworzę go, przytaczając opis tego święta podług „Głosu Polski”
          Obywatele miasta Ostrowca i bliższej okolicy, oraz pracownicy Zakładów Ostrowieckich, celem upamiętnienia dnia wyzwolenia swego i reszty braci polskiej z okrutnych hańbiących więzów, obchodzili w dniu wczorajszym nader uroczyste święto narodzin wolności. […]
          Wszystko znalazło swój wyraz w obchodzie następującym. Po nabożeństwie w miejscowym kościele zgromadzeni ruszyli pochodem uroczystym do krzyża, ręką ludu pracy ustawionego przed fabryką w Klimkiewiczowie. […]
          Z Klimkiewiczowa pochód zawrócił do miasta i, przeszedłszy przez rynek przy dźwiękach orkiestr i wciąż niemilknącej pieśni "Boże coś Polskę", skierował się do kościoła, i po odśpiewaniu "Te Deum" wyruszył ze sztandarami do miejscowej synagogi.

          Na spotkanie wyszedł pod baldachimem rabin, niosąc „radał”, i przy dźwiękach mazurka „Jeszcze Polska nie zginęła”, odegranego przez orkiestrę żydowską, wkroczono do domu modlitwy.
          Tam przywitał zebranych w słowach serdecznych przedstawiciel żydów p. Frenkiel, zaznaczając, że wskutek fanatyzmu braci jego, pierwszy raz w przybytku tym rozbrzmiewa mowa polska, i prosił o uwzględnienie, o pobłażliwość dla tego fanatyzmu, zresztą dla Polaków nieszkodliwego, prosił o nie odrzucanie wyciągniętej bratniej i szczerej dłoni dawnego biednego żyda tułacza i zakończył hasłami: „Niech żyje wolność!”, „Niech żyje braterstwo!”.

          Z synagogi przy dźwiękach orkiestry żydowskiej i strażackiej i śpiewie „Boże coś Polskę”, „Czerwony Sztandar” wyruszono na zapowiedziany wiec na placu fabrycznym w Klimkiewiczowie. [...] (przyp. 117 - „Głos Polski” nr 1 z dnia 11 listopada 1905 r.).