poniedziałek, 7 grudnia 2015

Szema Jisrael

Modlitwa "Szema Jisrael" ("Słuchaj Izraelu"),
zapisana na skórze wyprawionej o rozmiarze ok. 20x20 cm,
fot. W. Mazan, 2015 r.

Tekst modlitwy (za Wikipedią)

„Słuchaj, Izraelu! Wiekuisty jest naszym Bogiem, Wiekuisty jest jedyny! A będziesz miłował Wiekuistego, Boga twojego całym sercem twoim, i całą duszą twoją, i całą mocą twoją.I niechaj będą słowa te, które przekazuję ci dzisiaj na sercu twoim! I wpajaj je dzieciom twoim, i rozmawiaj o nich, przebywając w domu twoim, i idąc drogą, i kładąc się, i wstając. I przywiążesz je jako znak na rękę twoją, i niechaj będą jako przepaska między oczyma twoimi. I napiszesz je na odrzwiach domu twojego, i na bramach twoich! I stanie się, gdy słuchać będziecie przykazań moich, które przekazuję wam dzisiaj, abyście miłowali Wiekuistego, Boga waszego, i służyli Mu całym sercem waszym i całą duszą waszą. Dam wtedy deszcz ziemi waszej w czasie swoim, wczesny i późny; i będziesz zbierał zboże twoje, i wino twoje, i oliwę twoją. Dam też trawę na polu twoim dla bydła twego; i będziesz jadł, a nasycisz się. Strzeżcie się, aby nie dało uwieść się serce wasze, abyście nie odstąpili i nie służyli bogom innym i nie korzyli się im. Gdyż zapłonie gniew Wiekuistego na was i zamknie On niebo, i nie będzie deszczu, ziemia też nie wyda plonu swego; a zginiecie rychło z ziemi pięknej, którą Wiekuisty daje wam. I tak przyjmijcie te słowa moje do serca waszego, i do duszy waszej; i zawiążcie je jako znak na rękę waszą, i niechaj będą przepaską między oczyma twoimi. A nauczajcie ich synów waszych, mówiąc o nich, gdy siedzisz w domu twoim, i gdy idziesz drogą, i gdy kładziesz się, i gdy wstajesz. I napiszesz je na odrzwiach domu twego, i na bramach twoich: Aby pomnożyły się dni wasze, i synów waszych na ziemi, którą zaprzysiągł Wiekuisty ojcom waszym oddać im jak długo niebo nad ziemią. I oświadczył Wiekuisty Mojżeszowi, i rzekł: "Powiedz synom Izraela, a poleć im, aby zrobili sobie frędzle na krajach szat swoich, w pokoleniach swych, i niech dodadzą na frędzlach narożnych nić z błękitu. A niechaj to będzie dla was cicit, abyście spoglądając nań wspominali na wszystkie przykazania Wiekuistego, i spełniali je, a nie podążali za sercem waszym i za oczyma waszymi, za którymi się uganiacie. Abyście pamiętali i spełniali wszystkie przykazania moje, a byli świętymi Bogu waszemu. Jam Wiekuisty, Bóg wasz, którym wywiódł was z ziemi Egiptu, aby być wam Bogiem, Jam Wiekuisty, Bóg wasz!”

piątek, 4 grudnia 2015

Po wojnie

Teren dawnej dzielnicy żydowskiej, tworzenie tarasów pod nowe osiedle, z prawej fragment ul. Starokunowskiej,
w głębi zachowana do dziś kamienica Jurkowskich, za nią dęby na kirkucie,
fot. nieznany, ok. 1948 r.


Źródło: wystawa plenerowa "65 lat osiedla na Skarpie".

czwartek, 26 listopada 2015

Strach

„Strach. 
Antysemityzm w Polsce tuż po wojnie. 
Historia moralnej zapaści”
Jan T. Gross
Kraków 2008

str. 66
            Antyżydowska przemoc to temat nieobecny lub banalizowany w urzędowej korespondencji dotyczącej stanu bezpieczeństwa w kraju. „Z m n i e j s z y c h w y s t ą p i e ń [podkreślenie moje] należy zauważyć zamordowanie pięciu osób narodowości żydowskiej” - stwierdził wojewoda kielecki w sprawozdaniu z lutego 1946 roku. Z podobną dezynwolturą reagowały władze różnych szczebli. Komitet Żydowski z Ostrowca, na przykład, pisał do starosty na początku kwietnia 1945 roku o ulotkach głoszących: „Śmierć pozostałym Żydom”, wywieszonych w miasteczku Denków: „Rozumiemy, że niektórym podżegaczom hitlerowskim, którym się dobrze wiodło za czasów barbarzyńców niemieckich, zależy obecnie na podjudzaniu jednej części społeczeństwa przeciwko drugiej, ale musimy wyrazić nasze zdziwienie, iż władze miejscowe, jak milicja obywatelska, gminna Rada Narodowa, Zarząd PPR, wcale nie reagują na te ulotki, pozostawiając je w publicznych miejscach. Brak reakcji ze strony władz miejscowych ludność Denkowa i okolic uważa za milczącą aprobatę takiego postępowania, wskutek czego życie ludności żydowskiej Denkowa jest narażone na wielkie niebezpieczeństwo” (przyp. 42 – ŻIH, CKŻP, Wydział Organizacyjny, 304/3, 5 kwietnia 1945.).

str. 71
            Trzy miesiące później z protokołu konferencji Komitetów Żydowskich województwa kieleckiego odbytej 14 i 15 maja 1945 roku dowiadujemy się, że w Kielcach „bezpieczeństwo dobre, władze dobrze ustosunkowane, w Kozienicach natomiast „stosunek władz zły”, w Sandomierzu „stosunek władz niezbyt pozytywny”, w Skarżysku „pomocy ze strony władz miejscowych żadnej”, w Jędrzejowie „starosta Felis źle nastawiony”, w Chmielniku-Busku „stosunek władz niedobry”, we Włoszczowie „stosunek władz nieprzychylny”, w Starachowicach „ze strony władz nie otrzymano żadnej pomocy”. A już najgorzej było w Ostrowcu, gdzie „jeszcze niedawno urzędnicy wyrażali się, że w stosunku do Żydów obowiązują prawa niemieckie. Żydzi obozowicze boso i nago bez mieszkań lokowali się w ruinach domów. Były też wypadki zwyczajnego chuligaństwa, bito Żydów, a milicjanci stwierdzali: >>możecie go bić, jak nie widzę<<” (przyp. 54 – Adam Penkala, „Sytuacja ludności żydowskiej na terenie województwa kieleckiego w maju 1945 roku”, „Kieleckie Studia Historyczne” 1995, t. 13, s. 241-243.).

str. 73
              „Decyzją Pana Staweckiego R.G.O. [Rada Główna Opiekuńcza, RGO, okupacyjna organizacja zajmujaca się opieką społeczną, której nazwy użyto tutaj omyłkowo] zaprzestało z dniem dzisiejszym wydawać obiady dla tutejszej ubogiej ludności żydowskiej” - czytamy w piśmie z 1 marca 1945 roku skierowanym przez lokalny Komitet Żydowski „do Pana Prezydenta m. Ostrowca”. Jak się przekonamy, nie tylko przy tej okazji, jeśli Żydów traktowano gdzieś jako odrębną kategorię ludności, to zazwyczaj nie po to, żeby im ułatwić życie. „Obywatele ci – czytamy dalej – którzy powrócili z różnych obozów niemieckich, gdzie znosili ciężkie katusze, zostają bez żadnych środków do życia, jedynym ich pożywieniem jest ta zupa w RGO, odebranie im tego jest równoznaczne z wyrokiem śmierci głodowej. […] Prosimy więc Pana Prezydenta o poprawienie krzywdy i przewrócenie Żydom obiadów w RGO” (przyp. 57 – ŻIH, CKŻP, Wydział Organizacyjny, 304/5).

str. 124
            Dzieci żydowskich, które miały żyjących i kochających rodziców, wybitne uzdolnienia albo środki materialne, żeby brać prywatne lekcje, zamiast chodzić do szkoły publicznej, było jednak stosunkowo niewiele. Bardziej typowa wydaje się sytuacja rodziny Mejera Cytrynbauma, z czwórką dzieci w wieku lat siedmiu, ośmiu, dziesięciu i dwunastu, które przeżyły ukrywając się przez dwa i pół roku w podziemnym schronie. Wkrótce po powrocie do rodzinnego Denkowa, Cytrynbaumowie musieli stamtąd uciekać, bo im grożono śmiercią (przyp. 138 – Rękopis ołówkiem, „Pokwitowanie, Ostrowiec, 5 V 1945, kwituję odbiór oryginału listu ostrzegawczego do ob. Majerka Cytrynbauma i 6 sztuk kulek do KbK które były włączone do tego listu. Przyjął [podpis nieczytelny], ŻIH, CKŻP, Wydział Organizacyjny, 304/5.). Rodzina osiedliła się więc w pobliskim Ostrowcu, skąd Komitet Żydowski wkrótce pisał do Komitetu Żydowskiego w Lublinie z prośbą o pomoc: „ […] wobec braku szkół [żydowskich] w tutejszym okręgu dzieci nie mogą się uczyć, posyłanie do szkoły polskiej jest zupełnie niemożliwe. Taki stan rzeczy ujemnie wpływa na stan zdrowia i umysł dzieci, a nasz Komitet nie ma żadnych możliwości, aby ten stan zmienić” (przyp. 139 – ŻIH, CKŻP, Wydział Organizacyjny, 304/3, 29 maja 1945.). A Cytrynbaumowie, tak jak wielu innych Żydów, wrócili w swoje okolice, próbując odbudować podstawy egzystencji. I nawet kiedy się okazało, że im grozi niebezpieczeństwo utraty życia, uznali, że dla załatwienia spraw rodzinnych i majątkowych muszą przez pewien czas pozostać na miejscu. W wypadku Cytrynbauma chodziło o dom przy rynku w Denkowie i „dębową szafę z lustrem trzydrzwiową”, którą oddał w 1942 roku na przechowanie małżonkom Pronobis i teraz próbował odzyskać za pośrednictwem sądy grodzkiego (przyp. 140 - ŻIH, CKŻP, Wydział Organizacyjny, 304/5, 18 kwietnia 1945 i 2 maja 1945.).

str. 177-179
[…] Według lipcowego sprawozdania Miejskiego Oddziału Informacji i Propagandy w Radomiu, „[f]akt pogromu Żydów w Kielcach spotkał się z moralną aprobatą bardzo wielu grup naszego społeczeństwa”. Z Ostrowca Oddział Informacji i Propagandy relacjonował w sierpniu, „że wypadki kieleckie odbiły się ujemnym echem mimo odezw wyjaśniających, ludność w dalszym ciągu jest pod wrażeniem, że skazanie zbrodniarzy na śmierć jest aktem nie ze wszystkim sprawiedliwym”.
[…]
              Instruktorzy KC bardzo podobnie przedstawiali dwa tygodnie później nastroje i tło wypadków. „W Kielcach w domu żydowskim mieszkało około 180 Żydów, którzy nie pracowali, wśród nich było tylko dwóch PPR-owców, w Ostrowcu kilkuset Żydów również nie pracuje. W większości uzdrowisk państwowych siedzą przeważnie bogaci Żydzi i reakcja polska” (przyp. 13 - „Antyżydowskie wydarzenia kieleckie..., dz. cyt. t.2, s.138.). Innymi słowy, według oceny pracowników KC, Żydom się świetnie powodzi, chociaż nic nie robią, a przy tym ich obecność jest w ogóle denerwująca dla ludności miejscowej.
[…]
              Rzeczywiście, w trakcie kampanii propagandowej, z której partia zresztą bardzo prędko się wycofała, działacze partyjni wygłaszali niejednokrotnie teksty świadczące o tym, że nie stracili kontaktu z masami.
„[N]a wiecu w Ostrowcu towarzysz Kasior Józef (Polska Partia Robotnicza) występuje z przemówieniem przeciw Żydom: „Co to jest, my tu harujemy jak konie, a Żydzi w Ostrowcu żyją sobie jak u Pana Boga za piecem, kupują masło i kury, gdzie byli, gdy walczyliśmy w partyzantce?”. Tak mówił towarzysz, który przeszedł przez szkołę partyjną wojewódzką i centralną. Inny towarzysz w Ostrowcu zwraca się do przemawiającego na wiecu: „Tylko tam dobrze przejedź się po Żydach, to będziesz miał oklaski” […] (przyp. 16 - „Antyżydowskie wydarzenia kieleckie..., dz. cyt. t.2, s.139-140).”

piątek, 6 listopada 2015

Szmul Muszkies - fotograf profesjonalny

Szmul Muszkies – fotograf profesjonalny
Wojtek Mazan
wystawa i publikacja w ramach Festiwalu Migawek



***

Na jego ślad natknąłem się niecały rok temu. Do dziś udało mi się zebrać ponad sto pięćdziesiąt fotografii wykonanych przez Muszkiesa. Stanowią one rodzaj zbiorowego portretu społeczności sprzed wojny, żyjącej w niewielkim, ale prężnie rozwijającym się mieście – Ostrowcu Świętokrzyskim.

Szmul Muszkies (1900-1945) prowadził w latach 30. zakład fotograficzny pod nazwą „Rembrandt”. Zakład był nowoczesny i posiadał szeroką ofertę. Fotografowali się więc tu wszyscy żądni nowości, Polacy i Żydzi, zwykli robotnicy i elita miasta. Muszkies jako fotograf usługowy dokumentował każdy z ważnych etapów życia klientów, wyznaczanych przez kolejne religijne i świeckie rytuały: chrzty, komunie, pewnie też bar micwy (chociaż takie zdjęcia nie zachowały się), przyjaźnie i miłości, śluby, awanse, rocznice, pogrzeby. Szkoły i zakłady pracy zlecały mu wykonywanie pamiątkowych fotografii grupowych, a także okolicznościowych "tableaux". 

Wszystko przerwała wojna. Muszkies zginął w Mauthausen. Archiwum zakładu „Rembrandt” przepadło, a nazwisko jego właściciela zostało zapomniane. Pozostały tylko pojedyncze zdjęcia jego autorstwa, które odnaleźć można w prawie każdym albumie ostrowieckiej rodziny. 

Ten zbiorowy portret jest jednak niepełny, brakuje w nim ostrowieckich Żydów. Ich wizerunki nie zachowały się, a może nie udało mi się jeszcze do nich dotrzeć. Wyjątek stanowi kilka zdjęć otrzymanych od rodziny fotografa, którą odnalazłem w Kanadzie.

W Fundacji Archeologii Fotografii odbędzie się prezentacja książki fotograficznej z szerokim wyborem reprodukcji zdjęć Szmula Muszkiesa. Zaprezentowane zostaną także oryginalne fotografie ukazujące duży zakres działalności fotograficznej zakładu „Rembrandt”.

***

Wernisażowi towarzyszyć będzie spotkanie oraz rozmowa o pracy z nieistniejącym archiwum – zastanowimy się jak badać historię fotografii rzemieślniczej oraz w jaki sposób w prywatnych fotografiach dostrzec reprezentację wydarzeń historycznych. W spotkaniu wezmą udział dr Iwona Kurz (Instytut Kultury Polskiej UW), Marta Przybyło-Ibadullajev (Fundacja Archeologii Fotografii) oraz Wojtek Mazan, autor książki i wystawy. Rozmowę poprowadzi Agnieszka Pajączkowska (Towarzystwo Inicjatyw Twórczych "ę", Instytut Kultury Polskiej UW).

***

Wojtek Mazan
1981
Absolwent historii sztuki na Uniwersytecie Warszawskim. Fotograf, archiwista-pasjonat, lokalny aktywista. Mieszka i pracuje w Ostrowcu Świętokrzyskim. Założyciel i lider Stowarzyszenia Kulturotwórczego Nie z tej Bajki, w ramach którego realizuje projekty artystyczne łączące fotografię i historię lokalną. Autor wystaw: „Pozdrowienia z Ostrowca” (wrzesień 2013), „Kolonia Robotnicza w Ostrowcu Św. - historia mówiona” (maj 2014), „Amo, amare” (kwiecień 2015). Współpracuje z Krytyką Polityczną.


Wernisaż:
21 listopada 2015 r., godz. 18:00

Wystawa:
Fundacja Archeologii Fotografii, ul. Andersa 13, klatka VII, lok. 112, Warszawa
22-28.11.2015 r.
pon./czw./pt./sob./nd. 11.00-17.00, wt./śr.: 11.00-19.00

Opieka artystyczna: Krzysztof Pacholak, Agnieszka Pajączkowska
Produkcja: Krzysztof Sienkiewicz

Organizator: Towarzystwo Inicjatyw Twórczych „ę”
Partner wystawy: Fundacja Archeologii Fotografii
Finansowanie: Zadanie zostało zrealizowane dzięki wsparciu finansowemu Miasta Stołecznego Warszawy.

poniedziałek, 12 października 2015

Koncert w getcie

"Pierwszy koncert", Ostrowiec Św., fot. Sz. Muszkies, zima/wiosna 1942 r.

Dolny rząd od lewej: państwo Baigielman (lub Bagelman), dr Pecker, Oles (Francis) Pietruszka, pani Pietruszka, Leon Szpilman, recytator Wohl, Janka Malinger, NN (z Łodzi), dyrygent Pietruszka, Jakub Lustik, Pinchas Mitsmacher, Chaja Muszkies (Hellen Mueller) przy pianinie, Rutka Muszkies.

Górny rząd od lewej: NN (zięć Rubinsteina), Sander Lederman, Dora Rubinstein, Mosze Alterman, dr Ludwik Wacholder, Willy Kierbel, Dora Rubinsztain, Icchak Rubinstein, NN, Dawid Djament, Małka Muszkies, kontrabasista Icchak Baigelman, Baigelman i akordeonista Mosze Mitsmacher.

Fotografia pochodzi ze zbiorów rodzinnych mieszkającej w Toronto Hellen Mueller zd. Muszkies, która rozpoznała uczestników koncertu.

poniedziałek, 28 września 2015

"Dobry" Zwierzyna


„Księga Wspomnień... pięć lat później”
95 lat Gimnazjum i Liceum im. Joachima Chreptowicza
w Ostrowcu Św.
praca zbiorowa
Ostrowiec Św., 2008.

Andrzej Nowak „Opowieści Witolda Zapałowskiego”

[…]
str. 337
Tragiczna historia dyrektora Zwierzyny

            Jedna historia jest szczególnie ciekawa. W Zakładach Ostrowieckich dyrektorem administracyjnym był Niemiec z Czech o nazwisku Zwierzyna. Pilnował tego wszystkiego, a potem go oskarżono i pan Witold go bronił. - To był człowiek wysokiej kultury, zawsze elegancko ubrany, nosił białe rękawiczki i był bardzo przychylnie nastawiony do Polaków. - Jak Niemcy powiedzieli, by dał listę pracowników, bo są potrzebne nazwiska, to on odpowiedział, że przez nieostrożność papier spalił się od cygara – opowiadał Witold Zapałowski. - A tak naprawdę to on wcześniej tę listę spalił. Jak widział, że akowiec rozbroił strażnika, zabrał mu karabin i przez płot przechodził, to on pomagał przejść przez płot i podał jeszcze karabin.
            Akowcy, partyzanci z lasu, jak się zaczęło robić zimno, przychodzili do huty i on ich zatrudniał. Gdy wojna się skończyła, dyrektor Zwierzyna pojechał do Niemiec. W tamtym rejonie poszedł do miasta, do okulisty, bo drzazga wpadła mu w oko i tam spotkali go ostrowieccy Żydzi, którzy narobili awantury, że to jest gestapowiec, który szkody robił, wrzucał ludzi do pieca. Władze amerykańskie aresztowały Zwierzynę i przywiozły do Bytomia, a potem do więzienia w Sandomierzu. Naturalnie nasze władze prokuratorskie oskarżyły go, że on jako dyrektor huty wrzucał ludzi do pieca. A to było tak, że w pewnym momencie gestapo z Radomia przyjechało do huty, gdzie znajdował się obóz żydowski. Gestapo zrobiło zbiórkę Żydów, wszystkim kazali oddać kosztowności. I potem oskarżono Zwierzynę, że to on kazał wrzucić dwóch Żydów do pieca martenowskiego, bo nie oddali kosztowności, upuścili i chcieli zakopać w ziemi.
            Witold Zapałowski dostał polecenie od prezesa Sądu Wojewódzkiego, by bronił Zwierzynę. Mecenas przejął akta, zeznania Żydów, które nie budziły wątpliwości. Proces przeniesiono z sądu do Zakładowego Domu Kultury. Był rok 50. Gdy szedł na rozprawę, przed domem stały setki robotników. Wołali do niego: - Panie mecenasie, bronić Zwierzyny, on jest niewinny.
            Mecenas zapisał kilka nazwisk osób, które mogłyby zeznawać przed sądem, co też się stało. Proces kończył się drugiego dnia o godzinie piętnastej. Sądził stary sędzia Sawicki, który powiedział do dwóch ławników, by napisali uniewinnienie, a on w tym czasie pójdzie na obiad, bo jest zmęczony. O piątej sąd miał ogłosić wyrok. Jednak nie ogłosił o tej godzinie, nie ogłosił o szóstej, dopiero o dwudziestej drugiej. Robotnicy czekali na wyrok, władze sprowadziły większe oddziały UB ze Starachowic, bo bali się jakichkolwiek rozruchów, a Żydom kazano wyjechać z Ostrowca. Wyrok był taki, że Zwierzynę skazuje się na karę śmierci. Nie było od niego odwołania, trzeba było pisać o łaskę.
            Witold Zapałowski napisał takie podanie i robotnicy zebrali 3 tys. podpisów. Ubowcy prowadzili nawet śledztwo, kto zebrał tyle podpisów. Sąd odrzucił jednak podanie i wyrok został wykonany w Radomiu.
            Po kilku miesiącach od wyroku przyszedł do pana Witolda jeden z ławników, Radkiewicz i powiedział, jak się wszystko stało. Nie mogło być wyroku uniewinniającego, były naciski, by Zwierzyna został skazany. Sędzia i ławnicy ulegli tym naciskom. Pan Witold chciał potem wznowić ten proces, by sprostować wyrok. Nie było jednak żadnych akt sprawy, bo je zniszczono.

poniedziałek, 21 września 2015

Aleja z widokiem na synagogę

Ostrowiec, fot. nieznany, data nieznana

Na horyzoncie po lewej chrakterystyczny łamany dach zw. polskim [sic!] synagogi. Na drugim planie niedokończony Dom Robotniczy. Na pierwszym panie nieznani mężczyźni. Z lewej strony kasztanowce, przy alei 3 Maja.

Źródło: zbiory Macieja Kobuszewskiego

wtorek, 15 września 2015

1943

Na pierwszym planie staw Manowskiego, po prawej stronie zrównene z ziemią zabudowania ulicy Górzystej i Młyńskiej
fot. T. Religa, 1943/1944 [?]
Źródło: zbiory Tadeusza Religi.

niedziela, 13 września 2015

Ostrovtzer Synagogue

Budynek kościoła Chrystusa przy Cecil Street został sprzedany w lipcu 1922 roku kongregacji żydowskiej za 20 tysięcy dolarów i, jak powiedział Butchart, „Nowy i Stary Testament zostały odwrócone na tej nieruchomości”.

W tym czasie “większość synagog w Toronto” - pisze Stephen A. Speisman  w Żydzi Toronto: historia do 1937 r. - „była typu ziomkowskiego”, to znaczy były one etnicznie jednorodne i oparte na danym kraju, danej krainie lub – w przypadku Polaków – mieście pochodzenia. Tak było w przypadku kongregacji ostrowieckiej utworzonej w 1908 roku w centralnej części Toronto i nazwanej od miasta Ostrowiec znajdującego się w Polsce.

Budynek synagogi ostrowieckiej w Toronto, lipiec 2015, fot. W. Mazan

Takie synagogi oparte na geografii były czymś więcej niż tylko zgromadzeniami modlitewnymi. Były wspólnotami, oferującymi możliwość spotkań towarzyskich z ludźmi o podobnym pochodzeniu. Były także de facto tzw. "settlement houses" opartymi na zaufaniu, gdzie lepiej ustosunkowani członkowie ułatwiali aklimatyzację nowym członkom często nie mającym środków do życia, poprzez nieoprocentowane kredyty, opiekę nad chorymi, pozyskiwaniem funduszy w okresie trudności gospodarczych. Kongregacja ostrowiecka swojej działalności pomocowej nowo przybyłym nadała oficjalną nazwą: Tifereth Israel Bikur Cholim Anshei Ostrovtze, co Gryfe tłumaczy jako „Chwała Izraelowi, poprzez opiekę nad chorymi, ludzie Ostrowca”.

Budynek synagogi ostrowieckiej w Toronto, lipiec 2015, fot. W. Mazan

Początkowo jako maleńka kongregacja, Ostrovtker shul spotykała się w domach jej członków. Z czasem, i rosnącą liczbą członków, dążyła do zbudowania swojej własnej synagogi. Ale zakup kościoła na Cecil Street okazał się rozsądniejszym rozwiązaniem, więc zrobiono to poprzez wypróbowaną i sprawdzoną praktykę pozyskiwania funduszy ze sprzedaży siedzeń.

W 1924 r. budynek został odnowiony, aby nadać mu strukturę bardziej zgodną z funkcją i wyglądem synagogi. Wieża z dzwonnicą została zniżona i zastąpiona przez skromną kopułę. Otwarcie ostrowickiej synagogi zostało utrwalone zainstalowaniem dwóch ogromnych marmurowych tablic z wyrytym złotymi literami hebrajskim napisem dla uczczenia tych, których dotacja umożliwiła zakup budowli. Tablice te wciąż pozostają w tym samym miejscu, dziś w holu chińskiego domu kultury.

Spadina Street, Toronto, lipiec 2015, fot. W. Mazan

Przez następne trzy dekady Ostrovtzer shul było częścią żywej kultury żydowskiej, która funkcjonowała wzdłuż Spadiny i Kensington Market. Prosperował tu przemysł odzieżowy (choć często z fatalnymi warunkami dla pracowników) i dominowała kuchnia koszerna. Teatr oferował rozrywkę w jidysz (zanim nie przekształcił się w Teatr Burleski i Teatr Chiński w późniejszych latach). Ciesząc się rosnącym dostatkiem, wielu ze wspólnoty żydowskiej przeprowadziło się na północ do Foerst Hill, Bathusrt Avenue, albo rozproszyło na przedmieściach. Kongregacja ostrowiecka zmniejszyła się i opuściła Cecil Street w 1950 roku. Zgromadzenie zostało w końcu wchłonięte przez North York’s Shaarei Tefillah Congregation.

fot. W. Mazan

Źródło: Torontoist tłum. własne

środa, 9 września 2015

Iłżecka

Północno-zachodni narożnik rynku w Ostrowcu, wlot ul. Nowej (po lewej) i ul. Iłżeckiej (w głębi),
fot. Jan Walarian Kołecki, 1937 rok [?]
Źródło: Foto Studio Kołecki

wtorek, 8 września 2015

Z pamiętnika Halperta

Pamiętnik Tadeusza Halperta - „Pierwsze 72 lata mojego życia”
oprac. M. Gradoń, A. Orliński
„Szczekociński Rocznik Historyczny” nr 1
Szczekociny 2013
str. 202-268

XXIII

            Zbyt wiele już napisano o tragedii Żydów, abym mógł dodać do tego coś więcej. Mogę jedynie opowiedzieć o tym, co sam widziałem. W naszym małym miasteczku Ostrowcu mordowanie Żydów zaczęło się trochę później niż gdzie indziej. Przed zagładą Gestapo chciało ogołocić ich całkowicie, skonfiskować wszystkie pieniądze, kosztowności i inne przedmioty, dorobek całego ich życia. Dokonano tego szantażem, obietnicami i groźbami. Pewnego dnia gestapowcy sprowadzili hordy pijanych żołdaków z tzw. Armii Własowa, do pomocy w masowym mordowaniu. Ukraińcy byli kompletnie zdemoralizowani. Tylko nieliczni Żydzi starali się zbiec do lasu, reszta nawet nie próbowała się bronić. Przechowaliśmy ich przez noc, ale nie chciałem ryzykować życia mieszkańców domu, najbliższej rodziny, naszych siostrzenic i uciekinierów, pozwalając im zostać. Tego, po prostu nie dało się zrobić. Zginęliby oni i my razem z nimi. Niektórzy znaleźli schronienie u przyzwoitych chłopów, niektórzy zostali natomiast zamordowani przez innych chłopów, mających nadzieję znaleźć przy nich parę dolarów.
             Pewnego dnia B. [skrót od Bibsia – pieszczotliwe określenie żony, czyli Marii Stefanii hr. Wielopolskiej] i ja zobaczyliśmy kałużę krwi przed domem naszego starego dentysty. Dwaj jego niedawni pacjenci, gestapowcy, wywołali go i z zimną krwią zabili przed domem. Byli pacjentami przez trzy lata i często nawet zapraszał ich do swego domu. Biedny doktor Wacholder był pewien, że wkrótce zginie, pomimo że leczył gestapowców. Nie więcej niż tydzień przed masakrą Żydów poszedłem go zobaczyć i pocieszyć. Wyjął butelkę przedwojennego francuskiego Chartreuse i rozmawialiśmy. Odmówiłem trzeciego kieliszka mówiąc, że byłby to grzech pić więcej takiego dobrego i rzadkiego trunku i że powinien go zatrzymać na inną okazję. „Nie będzie innej okazji, czuję to” - zawołał. Nalegał, byśmy skończyli butelkę.
[…]

XXVI

            Gdy Niemcy odeszli, Żydzi, którzy pozostali przy życiu, byli wolni. Jeden z czterech naszych żydowskich „gości” był synem biednego kupca. Gdyby mógł, pomógłby B. na pewno. Drugi był wybitnym neurologiem, naczelnym lekarzem dużego szpitala. On także okazywał swoją wdzięczność jak tylko mógł. Pozostali dwoje to dobrze znany warszawski prawnik Józef Polikier i jego żona. Ukrywałem ich prawie pięć lat, nigdy nie zapłacili mi ani grosza za utrzymanie (żaden z naszych uciekinierów nie płacił), po wojnie nagle stali się komunistami. Przed wojną Polikier zarabiał mnóstwo pieniędzy i z pewnością komunistą nie był. Stał się nim z przyczyn praktycznych, jego bratanek został komunistycznym wojewodą na Śląsku. Tam też siedziałem w więzieniu. Gdy B. poszła prosić go o pomoc w uwolnieniu mnie, przyjął ją na stojąco, odmówił pomocy i poprosił, aby nie nachodziła go więcej. Wydawało się, że zapomniał, że pięć lat ryzykowaliśmy naszym życiem, aby uratować go i jego żonę. Prawdziwy dżentelmen, rzeczywiście.

[...]

wtorek, 1 września 2015

Młynówka

Rzeka Młynówka, w tyle zabudowania ulic Młyńskiej, Górzystej i Starokunowskiej,
w centrum trójkątny dach synagogi, lata 30. XX w. fot. nieznany

Żródło: Żydowski Instytut Historyczny