Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fuks. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fuks. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 września 2022

"Odjazd" Leon Fuks, Aron Rappaport

 


„Odjazd” to wiersz, który powstał w języku jidysz w maju 1943 roku. Autorem jest Leon Fuchs. Jest to wyjątkowe świadectwo Zagłady ostrowieckich Żydów. Fuchs dokończył wiersz ukrywając się w Chmielowie koło Ostrowca, po tragicznych wydarzeniach, które opisuje. Jego autorem jest Leon Fuchs, potem tekst uzupełniał Aron Rappaport, kiedy razem ukrywali się pod domem rodziny Pastuszków w Chmielowie. Marianna Pastuszka i jej mąż Tadeusz otrzymali tytuł Sprawiedliwych Wśród Narodów w 1984 roku. Fuchs i Rappaport przeżyli wojnę dzięki ich pomocy, razem z 15 innymi osobami. Wiersz rozpoczyna opis ogłoszenia przymusowej zbiórki na rynku w Ostrowcu obowiązującej Żydów. Autor przedstawia tragiczne doświadczenia tamtego dnia i dni następnych, w tym śmierć, którą wiele osób poniosło z rąk hitlerowców na ostrowieckim rynku. Tekst wskazuje, że wydarzenia deportacja rozpoczęła się w sobotę, czyli 10 października. W tym roku przypada 80. rocznica tamtych zdarzeń. Tekst odkryła żona Leona Fuchsa około 20 lat temu, tuż przed jego śmiercią. Niedawno trafił do Jews of Ostrowiec Memorial Project (Projekt Upamiętniania Żydów Ostrowieckich) dzięki rodzinie Arona Rappaporta. Publikujemy wiersz za ich zgodą. Utwór w wersji oryginalnej rymuje się. Aby jednak nie zaburzać znaczenia tekstu, zdecydowano się przetłumaczyć go jako wiersz biały. Tekst, który czytamy, jest więc mniej rytmiczny i melodyczny, dobrze jednak oddaje treść oryginału. Profesor Joanna Tokarska-Bakir: „Tekst ten jest jak surowy, cenny kamień, który stawia opór i odmawia pełnego ukształtowania. Ktoś mądry powiedział, że nie ma już poezji po Auschwitz. Ten tekst jest najlepszym tego dowodem”. 



Odjazd Leon Fuks


Jest dzień szabatu, godzina trzecia.
Odkrywamy, że Gestapo już tu jest,
Komando likwidacyjne, które strzelało dla zabawy.
do mężczyzn, kobiet i dzieci. Aby unicestwić naród. 

W mieście słychać było przeszywające krzyki,
zawodzenie i płacz na ostrowieckim rynku.
Tak wielu Żydów upadło by już nie wstać
Ich los był przesądzony 

Miasto z całych sił się stara
Uniknąć tej tragedii
Rebbe rozdaje duże sumy pieniędzy
aby rodzice i dzieci wyszli na pole.

Dzisiaj rebbe stoi przy grobie swego ojca
Recytuje Tehillim [Psalmy] z wielką pasją. Nie chce opuścić tego miejsca.
"Ojcze, nie chcę odejść!" - woła.
"Dlaczego mamy ugiąć się przed tym barbarzyństwem?

Modlitwy rebego towarzyszyły dzieciom
Matkom i ojcom, rozchodziły się do ich grobów
Krzyki były tak głośne, że słyszeli je nawet zmarli
Może w ostatniej chwili ktoś nam pomoże. 

Czas na cmentarzu wywołuje łzy
Słychać tam płacz dzieci
Przy grobie błagają: „Święty cadyku, pomóż
Ocalić dzieci od strasznego wilka”.


Po nieprzespanej nocy wstaję bardzo wcześnie.
Mama płacze i prosi, abym podszedł do jej łóżka.
„Czy na dworze jest spokojnie?” - pyta zamyślona,
bo może to dziś w nocy wydarzy się tragedia. 

Patrzę przez okno i mówię do niej: „Jest spokój”.
Mówię to tak, żeby zrozumiała
„Sytuacja jest zła. Gestapo jest w pobliżu”.
Mówię jej, tłumaczę, żeby zrozumiała. 

Jak co dzień idziemy do fabryki
I z daleka widzimy
Żydowskiego policjanta, który idzie obok. Bardzo się boję.
Czy oni będą pomagać w rozlewie żydowskiej krwi?

Pięć minut później wchodzi policjant,
Jego praca to ogromny wstyd.
Nadyma się i donośnie krzyczy
Że wszyscy muszą udać się na rynek w ciągu pięciu minut. 

Moja dziesięcioletnia siostra upada, osłabiona.
Wielka niemiecka potęga toczy z nią bitwę,
Nasza dziesięcioletnia wojowniczka leży na kolanach swojej matki,
Hitleryzm jest jej wrogiem; to przeciwieństwo jest zbyt wielkie.

W domach zaczyna się dramat pożegnań,
Dzieci żegnają się ze swoimi ojcami i matkami,
Kto widzi te sceny, nie ma już w sercu radości,
Gdy młode pary rozstają się na zawsze. 

Straszna tragedia i dużo hałasu
Bracia i siostry rozstają się ze łzami
Wielkie krzyki, wielki zgiełk,
Kości stają się zimne ze strachu i przerażenia.

W naszym domu krew jest zmrożona.
Makabryczna tragedia, robię się chory.
Matka mdleje, a ojciec staje się bezsilny,
Moja dwuletnia siostra nic nie rozumie i się śmieje.

Kiedy matka się cuci, my musimy odejść.
Ale śmierć wzywa nas, żebyśmy jeszcze zostali.
Chce odejść z pocałunkiem matki,
Matka płacze, a potem znów mdleje. 

Pocieszam ją, i ona czuje się lepiej,
Nie możesz być smutny, gdy matka cię przytula
I mówi: "Bądź zdrów", gdy wychodzisz z domu.
Zaczyna mnie błagać: "Nie idź, moje dziecko". 

Wracam do matki, którą bardzo kocham.
Obejmuję ją i ona jest szczęśliwa na powrót.
Ze łzami w oczach tłumaczy, że jej jedyną nadzieją jest to,
Że jej dzieci przeżyją wojnę. 

Żegnam się z ojcem, bratem i siostrą,
Ból jest potężny, cierpienie straszne.
Najmłodsza siostra mocno mnie obejmuje.
Moje serce bije strwożone na myśl o jej losie.

Kochane dziecko, nie wolno nam tu dłużej być,
Wszyscy musimy iść na rynek.
Tylko ciebie i babcię ukryjemy w piwnicy,
Starość i młodość to teraz największe przestępstwa.

Te dwie grupy są oddzielone od pozostałych|
Nasze dzieci i nasi starsi, których on szczególnie nie może tolerować
Są zabijani na miejscu, na oczach swoich rodziców
Ponieważ są słabi i nie mogą pracować.

Pożegnawszy się ze wszystkimi, wychodzę na ulicę
Jestem cały zalany łzami
Jeszcze jedno spojrzenie na dom, jestem -------
Wciąż chcę patrzeć na miejsce, w którym mieszkałem przez tyle lat


Przybywam na rynek i widzę inny świat,
Anioł Śmierci urządził sobie tu kwaterę,
Straszna tragedia, w jednej chwili siwiejesz.
Śmierć czuwa w tej godzinie.

Fuhrer, Adolf Hitler, prowadzi świętą wojnę,
Chce osiągnąć swój cel ze wszystkich sił,
Gestapo jest uzbrojone w granaty i karabiny
Do pomocy wzięli sobie bandę Litwinów.

Wojsko niemieckie rozpoczyna walkę,
Słychać nieustanny jazgot karabinów maszynowych.
Są ofiary, ale nie po stronie niemieckiej.
Żydowskie kobiety i dzieci leżą rozrzucone na ulicach. 

Na rynku ustawiają Żydów w równe szeregi,
Litwini zabierają im wszystkie rzeczy i pieniądze,
Zamieszanie rośnie z minuty na minutę.
Ktoś mówi, że sytuacja nie jest dobra.

Myśleliśmy, że zostaniemy wysłani na Ukrainę
Może na Litwę albo na Bukowinę,
Tak myśleliśmy, pomimo że znane nam były tragiczne historie
W których nasi znajomi, zostali zabici w przerażających okolicznościach.

Widzę ten obraz, ale jednocześnie jestem ślepy.
Zastrzelona matka leży obok swego dziecka.
Mordercy nie zabrakło dla nich kul.
Krew rozpływa się po ziemi, a ciała stygną

Nietrudno sobie wyobrazić tego Niemca
Jest osobą trzymającą karabin maszynowy
A sadystycznego serca jego---
Nie znajdziesz nawet wśród najokrutniejszych plemion.

Po zrobieniu rzeczy, które poruszyłyby nawet kamień,
Próbuje usiąść i napić się wina,
Jego terrorystyczne pragnienia odchodzą tylko wtedy
Gdy dokonuje barbarzyńskich czynów.

Dziecko błąka się samotnie po rynku
Prawdopodobnie straciło swoich rodziców
Jest to o jedno dziecko za dużo dla gestapowca, który bierze zamach
I przecina je na pół, od stóp do głów. 

Ochlapuje go krew z rozciętego ciała
A on histerycznie się śmieje z innymi Niemcami,
Jest bardzo szczęśliwy, jego twarz promienieje,
A wszyscy Żydzi na rynku zaczynają płakać.

Gestapo ma pracę - mówi z dumą,
Litwin stawia przed nim kolejne dziecko.
Podnosi je i z całej siły uderza o bruk,
To dziecko zostało ukarane straszliwą śmiercią. 

Nerwy jak postronki, Żydzi podrywają się.
To rozdrażnia Niemców
Strzelają bez opamiętania we wstrząśnięty tłum
Świeże trupy - ludzie milkną.

Idą płacząc, nawet potwór by zmiękł
Los ich przypieczętują wrzeszczący bandyci
Zabierają 15 000 ludzi, pozostaje po nich łup dla wroga
Miasto pustoszeje, czekają Chewra Kadisza (bractwo pogrzebowe na żydowskim cmentarzu) 

Nie mają już praw, nawet prawa do życia.
XX wiek do tej pory był dla nas darem
Teraz obowiązkiem jest zabijanie ukrytego Żyda
Żeby Niemcy nie byli rozczarowani.

Tragedie za tragediami dzieją się właśnie tutaj
Wieczna plama na tym pokoleniu.
To okrucieństwo, wielkie okrucieństwo
Musimy je zapisać w dziennikach 

Nasz wiek to średniowiecze
ale tamci oprawcy to baranki
przy dzisiejszej bezsensownej kaźni,
plamy na narodzie niemieckim.

Słyszę naszych wrogów i zadawane cierpienie
Przygotowaliśmy wojnę
Wszystkie nasze dzieci, czymże zawiniły?
Bez powodu zostały podstępnie wysiedlone 

Od tego dnia do tej ostatniej godziny
Nic z nich nie pozostało.
Żadnego znaku życia po nich do dziś nie odnaleziono.
A nadzieja, że ich zobaczymy, całkowicie zgasła.

I Boże, nie żądam od Ciebie żadnych odpowiedzi,
Lecz o jedno tylko proszę z całego serca,
Pokaż mordercom Twoją silną rękę
Wymaż ich z tego świata z powodu naszej hańby.

- Koniec -


Więcej informacji: jewsofostrowiec.com/pl/odjazd-wiersz-w-jidysz

sobota, 1 maja 2021

Tadeusz i Marianna Pastuszka - Sprawiedliwi

W czasie wojny Tadeusz i Marianna Pastuszka wraz z dwójką dzieci mieszkali we wsi Chmielów koło Opatowa [powinno być: Ostrowca] w powiecie kieleckim. Uprawiali małą działkę, która nie wystarczała na utrzymanie rodziny, a Tadeusz Pastuszka, aby uzupełnić swoje dochody, wyjeżdżał do miasta w poszukiwaniu pracy. W 1943 r. Pastuszka pracował w fabryce budującej wagony w Ostrowcu Świętokrzyskim niedaleko swojego domu, gdzie natknął się na żydowskich robotników przymusowych. Jesienią 1943 roku Mosze Broker, którego znał przed wojną, skontaktował się z Pastuszką i poprosił go o przygotowanie w jego gospodarstwie kryjówki dla kilku członków rodziny i dodatkowych więźniów w zamian za pieniądze. Pastuszka zgodził się i uzgodnili, że uciekinierzy będą mu płacić 1000 zł miesięcznie na budowę schronu oraz na pokrycie wszystkich wydatków związanych z jego wyposażeniem i utrzymaniem. Pastuszka z żoną spędzili kilka miesięcy na wykopywaniu podziemnego schronu, który został starannie ukryty pod jednym z budynków gospodarczych. Pod koniec 1943 r. Przybyło szesnastu więźniów żydowskich, którzy uciekli z obozu i znaleźli azyl w schronisku zbudowanym przez Pastuszków. Pozostali tam do wyzwolenia w styczniu 1945 r. Wśród ukrywających się Żydów byli członkowie rodzin Rappaport, Koplowicz, Broker i Weinberg oraz Żydzi Horn, Fuks i Krajndels. Przez ponad rok Tadeusz i Marianna Pastuszkowie z pełnym oddaniem dbali o wszystkie potrzeby zbiegów, których wzięli pod swoje skrzydła, oddając do ich dyspozycji kuchnię, nabywając wszystkie potrzebne produkty i dbając o ich zdrowie.

Mimo że pieniądze, które otrzymywali od zbiegów, nie wystarczały na pokrycie kosztów budowy i utrzymania schronu, resztę uzupełnili z własnych pieniędzy. Wszystkie ich wysiłki na rzecz ratowania Żydów były motywowane raczej altruizmem niż chęcią zdobycia pieniędzy. Po wojnie wszyscy, którzy przeżyli, opuścili Polskę, część wyemigrowała do Izraela, a część do Stanów Zjednoczonych. 6 grudnia 1984 r. Yad Vashem uznał Mariannę Pastuszkę i jej męża Tadeusza Pastuszkę za Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

Osoby ukrywane przez małżeństwo Pastuszka:

Pinkus Brukirer

Szlama Brukirer

Moszek Brukirer

Brukirer (matka trzech braci Brukirer)

M. Fuks 

Mosze Lejb Fuks, Leon

Fawel Griner 

E. Horn

P. Koplowicz

S. Koplowicz

Izrael Krajndels (Ira Crandell)

Aron Rappaport

Chaskiel Rappaport, Charles

Abraham M. Weinberg

J. Weinberg

M. Wizenfeld

Jurek Zimmerman

Tłumaczenie własne.

czwartek, 5 kwietnia 2018

Szkolne zdjęcia Małki Angienickiej (Muszkies)


Ostrowiec, 1924 r.
Dolny rząd od lewej: - Pawlak, - Cink, Władysława Dziarmagowska, Małka Angienicka.
Środkowy rząd od lewej: Fajga Blumenfeld, Guta Waksman, Estera Weiman, Dina Naparstek, Doba Milsztein, Dina Silberberg.
Górny rząd od lewej: Fajga Maliniak, - Weiner, Hanka Friedman, Sara Wajnworcel, - Minc.



Ostrowiec, 1925 r.
Dolny rząd od lewej: Małka Angienicka, Guta Waksman, - Waldman, Basia Stajnbaum, - Wajnbaum.
Górny rząd od lewej: - Zinger, Henia Honigman, Luba Perczik, - Waksman.



Ostrowiec, 1924 lub 1926 r.
Dolny rząd od lewej: Hana Naparstek, Dina Naparstek, Ryfka Mincberg, NN, Chawa Goldstein, Kaila Wajnberg, Hinda Cohn.
Górny rząd od lewej: NN, - Fuks, Guta Waksman, Małka Angienicka, Ruchla -, NN.

Źródło: zbiory rodziny Guty Waksman, identyfikacja Helen Mueller.

czwartek, 24 października 2013

"Gehenna ludności żydowskiej"

Eugeniusz Fąfara, „Gehenna ludności żydowskiej”, Warszawa 1983

str. 43
           Niektórzy spośród tamtejszych [wiedeńskich] Żydów, spodziewając się napaści Hitlera na Austrię, starali się zawczasu ujść przed prześladowaniami. Opuszczali więc swoją ojczyznę. W 1937 roku do Ostrowca Świętokrzyskiego, gdzie uczęszczałem wtedy do gimnazjum, przyjechał wraz z żoną lekarz, Józef Blazsur. Mówił dobrze po polsku i podając się za Węgra twierdził, że miał matkę Polkę. Szybko zdobył w ostrowieckim środowisku opinię dobrego lekarza. Zarząd Bratniej Pomocy Uczniów, którego byłem członkiem, zaangażował J. Blazsura do udzielania pomocy lekarskiej chorym uczniom naszego gimnazjum. Lecząc się u niego, często bywałem w jego mieszkaniu. Z prowadzonych tam rozmów domyśliłem się, że wiedeński lekarz jest Żydem.

str. 56-60
          Icchok Goliczański, który był pracownikiem Judenratu w Sandomierzu, jest jednym z najwierniejszych historyków opisujących sytuację tamtejszych Żydów (przypis 15 – Archiwum ŻIH w Warszawie.).
            [...]
           W lutym 1942 roku Judenrat otrzymał formularz, w którym należało wymienić liczbę dzieci do 12 lat, mężczyzn do 60, a kobiet od 14 do 50 lat. Ponadto należało podać liczbę ludzi, mających od 50 wzwyż. W kwietniu 1942 roku prezesowi ostrowieckiego Judenratu, Icchokowi Rubinstajnowi, udało się dowiedzieć przez znajomego gestapowca, że szykuje się akcja mająca na celu zupełne wytępienie Żydów. Niemiec ten w tajemnicy powiedział, że będzie można uratować część mężcyzn w wieku od 14 do 60 lat, dając im pracę w przemyśle wojennym. Możliwe, że w tej liczbie uchroni się także część kobiet. Jeżeli chodzi o dzieci, to sprawa jest przesądzona.
             16 kwietnia 1942 roku, z inicjatywy prezesa, Icchoka Rubinstajna, odbyła się w Sandomierzu konferencja przedstawicieli wszystkich Judenratów z tego powiatu. Były omawiane następujące sprawy:
             Być w kontakcie z Judenratem w Radomiu, którego prezesem jest Józef Diament;
             Czy jest możliwość organizowania samoobrony?
             Szukanie pieniędzy oraz innych środków na przekupienie Niemców i niedopuszczenie do katastrofy.
            Konferencja odbyła się w siedzibie naszego Judenratu. Brali w niej udział następujący członkowie i prezesi Judenratów: Icchok Rubinstajn z Ostrowca Świętokrzyskiego, Halpern z Ożarowa, Mendel Nejsztat z Koprzywnicy, Klajner z Opatowa, Efraim Singer ze Staszowa, Heniek Goldberg i inzynier Salamonowicz z Łodzi, Abram Szklarski i Chil z Sandomierza. Pozytywny wynik tej konferencji stanowiło to, że wysiedlenie Żydów z Sandomierza i wymienionych wyżej miejscowości odbyło się później niż w całej Polsce. Charakterystycznym także jest fakt, że od tego czasu wszystka ludność żydowska na terenie powiatu sandomierskiego zaczęła gorliwie pracować dla Niemców w nadziei, że w ten sposób się uratuje. [...]

str. 144-145
          Ber Pancer mieszka w Budapeszcie. Tam właśnie napisał oświadczenie na temat wysiedlenia Żydów z Ostrowca Świętokrzyskiego (przyp. 69 - Archiwum ŻIH w Warszawie.). Cytuję je dosłownie:
          ... Dzielnicę żydowską w Ostrowcu Świętokrzyskim, w której mieszkało 15 tysięcy osób, obstawiły w nocy z 11 na 12 października 1942 roku oddziały schutzpolizei i granatowej policji. Policja żydowska zawiadamiała wszystkich o wysiedleniu następującymi słowami:
          - Pracujący zbierają się na placu arbeitsamtu, a pozostała ludność na placu rynkowym. Tym, którzy nie zastosują się do powyższych zarządzeń, grozi rozstrzelanie...
          Wśród Żydów powstała niebywała panika. Wszyscy usiłowali dostać się na plac arbeitsamtu. Wtedy do dzielnicy żydowskiej wkroczył oddział Litwinów z opaskami: J.V.B. - Judenvernichttundsbatalion – na rękawach. Rozstrzeliwali wszystkich, których znaleźli w ukryciu. Ze szczególnym sadyzmem mordowali dzieci. Podrzucając je w górę, celowali do nich. Personel żydowskiego szpitala został zmuszony do wyniesienia chorych na rozstrzelanie. Po skoncentrowaniu wszystkich na rynku odbyła się segregacja, w wyniku której 1570 osób zostało przydzielonych do pracy w mieście, w fabryce wagonów i w cegielni, do uporządkowania mieszkań żydowskich. Byli to przeważnie ludzie młodzi, lecz kobiet wśród nich było bardzo mało.
           Pozostałą ludność zgromadzono na placu, gdzie pod gołym niebem, w deszczową noc, strzeżona byłą przez dzikich Litwinów. Rankiem załadowano wszystkich do wagonów towarowych, po 100-150 osób do każdego. Zza parkanu fabryki, w której nas umieszczono, obserwowaliśmy brutalność, z jaką obchodzono się z naszymi drogimi. Miejsce ich wysyłki nie było nam wiadome...

str. 206-207
          Ber Pancer opisuje (przyp. 125 - Archiwum ŻIH w Warszawie.) sytuację Żydów w obozie pracy w Ostrowcu Świętokrzyskim. Zostałem przydzielony do pracy w Ostrowitzerhofofenwerke – pisze. - Umieszczono nas w pobliżu fabryki, w baraku, który był otoczony drutem kolczstym. Obóz liczył początkowo około tysiąca ludzi. Liczba ta jednak stopniowo się jednak powiększała. […] Do obozu w Ostrowcu Świętokrzyskim przybywali również Żydzi, którzy nie mogli się utrzymać w dzielnicy aryjskiej z powodu szantażu, braku pieniędzy lub miejsca do ukrycia się.
Obóz składał się z 15 baraków. Oddzielne były dla mężczyzn i oddzielne dla kobiet. Osobne baraki przeznaczone były na łaźnie, fryzjernie, ambulatorium, szpital i warsztaty. W oddzielnych także barakach mieściły się kierownictwa obozu i policji żydowskiej. Hitlerowski komendant obozu, kapitan Zwierzyna bardzo często wzywał nas na apele, podczas której mówił o opiece, jaką jesteśmy otoczeni.
26 marca 1943 roku [?] nie wypuszczono nas do pracy jak zwykle. Ogarnął więc wszystkich ogromny niepokój. Przypuszczaliśmy, że zanosi się na częściowe wysiedlenie lub na likwidację obozu. O godzinie 7 rano zjawili się: kapitan Zwierzyna, werkschutzleiter Rhode oraz kilku SS- i SD-manów. Ustawiono nas na placu w czworobok i kapitan Zwierzyna przemówił do nas.
- Od dziś będzie lepsza aprowizacja o 40 procent – powiedział. - W związku z tym zarządza się natychmiastowe złożenie wszelkich kosztowności i pieniędzy. Od tej chwili zakazany jest wszelki handel w obozie. Kto nie zastusuje się do tego zarządzenia, będzie na miejscu rozstrzelany...
w kilka minut później do obozu wkroczyło 10 werschutzów Ukraińców, którzy rozpoczęli rewizję osobistą. Następnie przeszukali dokładnie baraki. W pryczy braci Zachcińskich znaleźli ukryte pieniądze, za co zbili ich do krwi, a kapitan Zwierzyna kazał ich rozstrzelać”.

str. 100, 207-214
           Jerzy Korngold był przed wybuchem wojny śpiewakiem operowym. Podczas okupacji został zatrudniony jako sanitariusz w szpitalu żydowskim w Radomiu. Później przebywał w obozie przymusowej pracy w Ostrowcu Świętokrzyskim. […] (przyp. 47 – Archiwum ŻIH w Warszawie.).

           Jerzy Korngold, który przybywał dotychczas w getcie w Radomiu, został przewieziony do Ostrowca Świętokrzyskiego. Udało mu się to dzięki pomocy znajomego, pełniącego w Ostrowcu funkcję lekarza obozowego. Tak relacjonuje to ogromnie ważne dla niego wydarzenie: (przyp. 126 - Archiwum ŻIH w Warszawie.)
          Dzięki staraniom doktora, Klajbergera, wyjechaliśmy tam wraz z żoną. Chcieliśmy się urządzić w szpitalu, ale Judenrat sprzeciwił się temu. Wobec tego udaliśmy się do Zakładów Ostrowieckich. Żona otrzymała zatrudnienie w dziale budowlanym. Pracę miała bardzo ciężką. Nawet podczas największych mrozów pracowano pod gołym niebem. 3 lub 4 kobiety musiały wyładowywać dziennie 40-tonowy wagon. Po wąskich, betonowych schodach wnosiły na IV piętro ładunki kamienia i piasku o wadze 40-50 kilogramów. […]
          Judenrat obozu składał się z mętów społecznych. Jego członkowie absolutnie nie interesowali się świeżo przybyłymi Żydami. Prezes Judenratu, Zajfman, zachowywał się wobec nas brutalnie. Byliśmy obdarci, lecz on nie wydawał nam ubrań. Gdy żona prosiła go o lżejszą pracę, zwrócił się do niej z haniebną propozycją. Gdy znany kat, Belter, przyjechał do obozu, by przeprowadzić selekcję, Zajfman wpisał mnie na listę chorych. Członkowie Judenratu hulali, bo handlowali najrozmaitszymi rzeczami. Specjalną nienawiść czuli do inteligencji. Policja żydowska składała się z donosicieli, którzy mieli na sumieniu wielu Żydów. Przejęli władzę SS. Zmuszali Żydów płaszowskich, którzy puchli z głodu, do najcięższych robót. Tych, którzy nie mieli się czym opłacić, zwalniali z pracy.
          Praca w cementowni była trochę lżejsza. Nie była to placówka niezbędna dla frontu, lecz SS-mani nie chcąc iść na front, zostawili ją, by mieć jakiś zajęcie. My z żoną byliśmy rozłączeni. Pracowała w fabryce. Był to akt zemsty ze strony Zajfmana. Jedyne chwile radosne w tych strasznych dniach stanowiły koncerty, na których występowałem wraz z wiolonczelistą, dr. Pekerem, a także z dwoma czeskimi kompozytorami: Drożkiem i Smetaną. Byłem bardzo lubiany przez Polaków, a w końcu zostałem dowódcą kolumny w cementowni...

          Nikita Ulesko pracował w czasie okupacji hitlerowskiej w Ostrowcu Świętokrzyskim jako wytapiacz na wydziale martenowskim w tamtejszej Hucie. Wspomina on (przyp. 127 – Archiwum OKBZH w Kielcach), iż obóz dla Żydów w tym mieście znajdował się na łąkach częstocickich. Został on założony 1 kwietnia 1943 roku, a zlikwidowany 1 sierpnia 1944. Przebywali w nim Żydzi z Polski, Austrii, a nawet ze Związku Radzieckiego.
          […]
          Żydzi wyglądali nędznie. Wprost słaniali się z głodu. Jesienią widziałem, jak wyprowadzono na plac około 200 Żydów i jeden z Niemców mówił coś do nich. Następnie Ukraińcy rzucili się na nich jak charty. Wyciągnęli do 20 Żydów i Żydówek i rozstrzelali na miejscu. Ciała zostawili na placu. Później po raz drugi się do nich rzucili, zaglądali im w usta i jeszcze dwóch zastrzelili. Byłem świadkiem tego rozstrzelania, bo stałem nieopodal i widziałem to wszystko. Ukraińcy przeprowadzali wielokrotnie rewizję Żydów, a łupy nieśli później do Zwierzyny. Widziałem też, jak na polecenie Zwierzyny zastrzelony został jeden Żyd, który ukrywał się w kanale pieca...
[…]
           Na terenie miasta byłem świadkiem zabójstwa Żydówki z dzieckiem. Działo się to wiosną, lecz nie wiem, w którym roku.
[…] Kierownikiem straży fabrycznej był Reimund Anton Zwierzyna. Byli także: Rhode i Goldfisch...

          Obóz żydowski w Ostrowcu Świętokrzyskim znajdował się na łąkach częstocickich – stwierdza Kazimierz Ogórek, który pracował w okresie okupacji hitlerowskiej w tamtejszej stalowni martenowskiej (przyp. 128 - Archiwum OKBZH w Kielcach). - Stamtąd przyprowadzano Żydów do pracy w Hucie. […]
          W 1944 roku widziałem, jak złapano dwóch Żydów, którzy się ukrywali. Żandarmi niemieccy zastrzelili ich, a ciała wrzucili do pieca martenowskiego. Był to piec nr 3. Byli przy tym Niemiec i Ukrainiec. [...]”

          Stanisław Spurek z Ostrowca Świętokrzyskiego pracował podczas okupacji hitlerowskiej jako kierowca w tamtejszej Hucie. Jeździł samochodem ciężarowym marki citroen, z przyczepą. Zeznał on (przyp. 129 - Archiwum OKBZH w Kielcach) […]
          Byłem kilkanaście razy na terenie obozu. Zawoziłem Żydom żywność i inne artykuły. Nie widziałem, żeby Żydzi byli bici lub głodzeni. Straż żydowska czasem mnie nawet zaprosiła, by z nimi wypić. Zauważyłem, że do Żydów gorzej odnosili się strażnicy żydowscy niż Niemcy. Pamiętam nazwisko Rhode. Nie widziałem, żeby bił Żydów, a straż żydowska zapraszała i Rhodego i mnie. Wchodziliśmy do baraku, gdzie częstowano nas wódką i zakąskami.
Nadzór na terenie obozu żydowskiego pełnili także policjanci pochodzenia żydowskiego. Znałem jednego z nich, o nazwisku Blutenfeld [u Urbańskiego - Blumenfeld], który posiadał przed wojną sklep przy ulicy Okólnej w Ostrowcu Świętokrzyskim. […] Nadzór wewnętrzny w obozie pełnili werkschutze pochodzenia ukraińskiego. Komendantem całości był Rhode, który dysponował strażnikami i więźniami.
           W lecie lub wczesną wiosną 1943 roku dostałem polecenie podstawienia samochodu ciężarowego z przyczepą na teren obozu. Do samochodu wsiadł Rhode i dwóch policjantów żydowskich. W obozie załadowano 40 chorych mężczyzn i kobiet. Niektóre kobiety były w ciąży. Nadzorowali ich policjanci żydowscy. Rhode powiedział mi, że jedziemy do Radomia. Gdy dotarliśmy tam, nadzór nad przywiezioną grupą Żydów przejęli gestapowcy i pojechali z nami za miasto, 3 km od centrum Radomia. Po dotarciu na miejsce, Żydów wprowadzono do baraku. Po pewnym czasie przyszedł do nas, a siedzieliśmy wtedy w kabinie samochodu, jeden z policjantów żydowskich, który nadzorował Żydów, jadacych z nami z Ostrowca. W kabinie był wraz ze mną Gustaw Wisaczewski, zamieszkały w Ostrowcu Świętokrzyskim, przy ul. Targowej.
          Policjant żydowski oświadczył, że czuje się bardzo źle i poprosił, żeby kupić wódki i coś do zjedzenia. Na nasze pytanie, czym się tak zdenerwował, odpowiedział, że jak chcemy, to możemy sami zobaczyć. Wisaczewski przyniósł wódki i dał ją policjantowi, który wypił więcej jak jedną czwartą litra, a pozostałość przeznaczył dla nas. Potem zaprowadził nas pod barak. Przez otwarte drzwi baraku zobaczyliśmy stojących tam, rozebranych do naga Żydów – mężczyzn i kobiety. Byli to, oczywiście, przywiezieni przez nas Żydzi. W baraku leżeli na specjalnie przygotowanych stanowiskach stzreleckich Łotysze w czarnych mundurach, a Żydzi przechodzili kolejno przez pomost. Pod pomostem wykopany był dół, w który wpadali rozstzrelani. Gdy zobaczylismy taką scenę, natychmiast opuściliśmy to okropne miejsce. Człowiek normalny nie był w stanie patrzeć na taki mord.
          Po pewnym czasie policjanci żydowscy załadowali w skrzynie ubrania zamordowanych i włożyli je na samochód. I gdy przyszedł Rhode, pojechaliśmy do getta w Radomiu. Zabraliśmy stamtąd 40 mężczyzn i kobiet, których przewieźliśmy do obozu w Ostrowcu Świętokrzyskim. Przed wyjazdem z Radomia odbyła się ich selekcja. Uczestniczyli w niej także żydowscy policjanci z Ostrowca Świętokrzyskiego, którzy wybierali swoich znajomych. Żydzi z Ostrowca chętnie jechali do Ostrowca. Jak wynikało z ich zachowania, nie byli zorientowani, w jakim celu tam jadą. Prawdopodobnie uważali, że w Ostrowcu jest najlepiej. Wszystkich Żydów, którzy zostali załadowani na samochód w Radomiu, przywiozłem do Ostrowca. Po przyjeździe rozlokowano ich w barakach, a nam polecono jechać do garażu.

          Tauchen Zalctrajger (przyp. 130 - Archiwum OKBZH w Kielcach), zamieszkały w Ostrowcu Świętokrzyskim, przy alei 3 Maja widział, jak w październiku 1942 roku [powinno być: 1943 roku] Zwierzyna wydał Ukraińcom ze straży fabrycznej rozkaz rozstrzelania 3 Żydów: Gutmana i Grindberga, trzeciego nazwiska nie pamięta. […]

          Cukierfajn (przyp. 131 - Archiwum OKBZH w Kielcach), zamieszkały w Ostrowcu Świętokrzyskim, przy ulicy Młyńskiej 13, podaje, iż Zwierzyna wydał rozkaz zastrzelenia braci: Kopla i Mojżesza Sztajnów. Rozkaz został wykonany.

          Mosiek Brukierer (przyp. 132 - Archiwum OKBZH w Kielcach), zamieszkały w Ostrowcu Świętokrzyskim, ulica Młyńska 1, był naocznym świadkiem rozstrzelania z rozkazu Zwierzyny przez wartowników ukraińskich trzech Żydów: Mośka Gutmana, Grindberga i trzeciego o nieznanym nazwisku.
[…]

str. 218-219
[…] W aktach Okregowej Komisji do Badania Zbrodni Hitlerowskich w Kielcach natknąłem się niedawno na relację o bodzechowskim obozie pracy. Sporządzono je na podstawie zeznań: Jana Śmiecha, Stefanii Targowskiej, Stefana Borka i Abrahama Kierbela. Ten ostatni przebywał w tym obozie i przeżył okupację hitlerowską (przyp. 136 - Archiwum OKBZH w Kielcach).
           […] Z rąk gestapowców z Ostrowca Świętokrzyskiego, którzy sprawowali nadzór nad obozem, zgnięło około 40 Żydów. Zostali zastrzeleni w trakcie rewizji za kosztownościami, dokonywanymi przez gestapowców: Semka, Johnsona i innych. Żydzi byli także mordowani poza obozem. Zabito w ten sposób małżeństwo Billerów z sześcioletnim synkiem, pochodzące z Wiednia.
          Hitlerowcy zabrali też z obozu dzieci żydowskie i rozstrzelali je pod murem pobliskiego cmentarza żydowskiego. Tej zbrodni miało dokonać gestapo z Ostrowca Świętokrzyskiego.

str. 249-250
          Felicja Goldfarb z Radomia, która przeżyła wojnę, zeznaje (przyp. 160 – Archiwum ŻIH w Warszawie.) 
          […] Zawieziono mnie samochodem do prochowni w Pionkach, gdzie przebywałam do lipca 1944 roku. W tym czasie zostałam wraz z innymi wywieziona do Oświęcimia. Był to pierwszy w dziejach Oświęcimia transport, który wszedł do obozu bez selekcji, ponieważ naczelny lekarz obozowy, Mengele – dowiedziałam się o tym dopiero po wojnie – postanowił napisać dzieło naukowe z dziedziny pedologii i w tym celu kazał zostawić do swojej dyspozycji cztery transporty, a mianowicie: Bliżyn, Pionki, Ostrowiec i Starachowice. Natomiast dzieci, przywiezione z radomskiej wytwórni broni, które w tym czasie przybyły do Oświęcimia, posłano od razu do gazu.

str. 289
           Historyk żydowski, Emanuel Ringelblum, który w czasie ostatniej wojny założył w getcie warszawskim tajne archiwum żydowskie, zgromadził wiele materiałów dotyczących martyrologii ludności żydowskiej w Polsce. Wśród tych, które ocalały po zagładzie warszawskiego getta, odnaleziono listy pisane i wysyłane przez Żydów. Wybrałem kilka kartek pocztowych, pisanych i nadawanych w woj. kieleckim.

Ostrowiec Świętokrzyski – getto, 12 sierpnia 1942 roku
Kochana Pani Grabska!
Bardzo Panią proszę, by mi odpisała, jak u Blimci. Już setki razy pisałam i dzwoniłam i ani śladu. Może Pani wie, co u naszego Fiszla i Beniamina. Zlituj się Pani nad nami i odpisz nam, bo już nie mamy sił z przemyślenia. Proszę nic nie ukrywać przed nami i całą prawdę wypisać.
Wasza życzliwa Pela

          Jest to kartka pocztowa wysłana przez Pelę Okonowską, która mieszkała w Ostrowcu Świętokrzyskim przy ulicy Szerokiej 8, do S. Grabskiej w getcie warszawskim, zamieszkałej przed wysiedleniem przy ul. Pawiej (przyp. 195 – Ringelblum II, nr 223/2 k.l. Strona 165, poz. 89.).

str. 329-330
          - O ile mi wiadomo, sporo Żydów z naszego miasta [Ćmielowa] uratowało swoje życie – stwierdza Jan Pękalski, który w czasie okupacji nosił pseudonim „Borowy”. […]
          Z naszych kolegów szkolnych przeżyło wojnę dwóch Rybów, którzy mieszkali w Ostrowcu Świętokrzyskim. Pamiętasz chyba Leona? Chodził razem ze mną do jednej klasy gimnazjalnej u Chreptowicza. Widziałem się z nim na I zjeździe wychowanków tek szkoły w 1965 r. Starszy przyjechał w mundurze majora wojska polskiego. [I Zjazd Absolwentów odbył się w dniach 20-21.09.1958; II Zjazd Absolwentów odbył się 9-10.05.1968]
          Przeżył również hitlerowską okupację Wolf Zylberman, którego też powinieneś pamiętać. Taki skromny, porządny i bardzo dobrze uczący się chłopak. Ożenił się w pierwszym roku okupacji. Wkrótce po tym urodziło się im dziecko. Zostawili je u jakiejś rodziny w Annopolu i niestety, ludzie ci nie spełnili pokładanych w nich nadziei. Nie wiadomo, jak to się stało, lecz żydowskie dziecko wpadło w ręce Niemców. Zylberman pisał o tym do mnie po wyzwoleniu. Uważa, że mógłby się mścić teraz, lecz wyraził się jednocześnie:
          „Po co mam to robić? Czy wróciłoby to życie mojemu dziecku?”
          Zawsze był szlachetnym człowiekiem...

str. 365-366
          Tadeusz Pastuszka z Ostrowca Świętokrzyskiego, który podczas okupacji hitlerowskiej mieszkał w oddalonym o 5 km od tego miasta Chmielowie, dużej wsi, wspomina (przyp. 9 – Centralne Archiwum KC PZPR w Warszawie.):
          Udało mi się wyprowadzić z getta w Ostrowcu Świętokrzyskim trzy osoby pochodzenia żydowskiego, a następnie z obozu pracy w Hucie Ostrowieckiej – 13 osób.
          Wszystkich doprowadziłem do swojego mieszkania. Tych ostatnich – w 1943 roku. Przechowywałem ich i opiekowałem się nimi aż do wyzwolenia Kielecczyzny, to jest do 17 stycznia 1945 roku...
          Trzy osoby pochodziły z Łodzi, dwie z Warszawy, a 13 osób z Ostrowca Świętokrzyskiego. Byli to m.in.: Aron Rapaport z Ostrowca, Jankiel Rapaport, dwóch Fuksów, Maniek Bryner, dwóch Kapłowiczów z Łodzi. Reszty nazwisk nie pamiętam... Uratowali życie i mieszkają w Niemczech i w Izraelu. Posiadam ich adresy. Utrzymują ze mną stały kontakt. Piszą listy i przysyłają mi paczki...
          Gdy Armia Czerwona zbliżyła się do Wisły, Jerzy Korngold przebywał jeszcze wraz z żoną w obozie pracy Żydów w Ostrowcu Świętokrzyskim. Oto jak przedstawia on panujący w tym czasie nastrój wśród tamtejszych Żydów (przyp. 10 – Archiwum ŻIH w Warszawie.):
          Zaczęły krążyć pogłoski, że nasz obóz zostanie zlikwidowany. Wybuchła panika, każdy myślał, jak się ratować. Tymczasem władze w obozie przejęła SS z Radomia. Terror powiększał się. Codziennie rozstrzeliwano po kilka osób. Najpierw zabijano co dziesiątego. Codziennie odbywały się rewizje. Podwojono straż. Jeden obozowicz odpowiadał życiem za ucieczkę drugiego. Któregoś lipca 1944 roku dowiedzieliśmy się, że nie idziemy więcej do pracy; uciekło dwóch żydowskich policjantów oraz prezes Judenratu. Obóz został bez ochrony. Ukraińcy otoczyli obóz. Nadeszły 23 wagony. Zostałem odseparowany od żony. Dałem jej znać, by weszła do szeregu aryjek i wykorzystała szansę, swój fałszywy dowód, podrobioną przez polski antyhitlerowski ruch konspiracyjny kennkartę. Spotkaliśmy się z Żółtowskim i razem opracowaliśmy plan spotkania się z moją żoną. Została zaraz ona poinformowana o szczegółach tego planu.
          Ja zrobiłem to samo, gdy się dowiedziałem, że moja żona już uciekła. Powiedziałem żydowskim kobietom w cementowni, że uciekam i kazałem im zrobić to samo. Na umówionym miejscu spotkałem żonę, uciekłem przez kolczaste druty pod gradem kul. Płakaliśmy ze szczęścia. Wszystko było już przygotowane dla nas przez Polaka, Leszka Żółtowskiego.
[…]
          Jerzy Korngold wymienia kilka nazwisk – jak się wyraża – katów z Ostrowca Świętokrzyskiego:
          Gerhard Schachmeister, volksdeutsch. Widziałem, jak żelaznym prętem bił dzieci żydowskie aż do utraty przez nie przytomności; inżynier Wage - volksdeutsch; Keller, którego jedynym zadaniem było znęcanie się nad ludźmi; Rhode – kierownik warsztatu, bezlitosny kat i morderca...

str. 558
          W jesieni 1942 roku grupa młodych komunistów w getcie ostrowieckim: Maria i Dawid Szulmanowie, bracia Gutmanowie i Frydland przygotowywali zbrojne wystąpienie na wypadek wysiedlenia Żydów z tego miasta. Ich plany zostały pokrzyżowane przez fałszywe informacje podawane przez Judenrat, a dotyczące odłożenia eksterminacji ostrowieckich Żydów. M. i D. Szulmanowie uciekli z Ostrowca i walczyli w warszawskim ŻOB podczas powstania w tamtejszym getcie.