Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosenberg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rosenberg. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 czerwca 2026

piątek, 25 czerwca 2021

Szpilman, Bajgelman, Barsht

 

Szpilman Orchestra, Ostrowiec, Poland,15 January 1887.
Front row, left to right: Moyshe-Chaim Szpilman, flute; Shi-Yekl Barsht, violin; Zile Szpilman, violin; Rivn Szpilman, violin; Tratl, violin; unknown, cello; unknown, drum. Middle row, left to right: Szymon Bajgelman, C clarinet; unknown, flute; Kopl Mutzmacher (Mutzman), rotary valve cornet; Shleyme Fleishman, rotary valve cornet; Spaismacher, rotary valve trombone. Back row, left to right: Srul-Layb Szpilman, band leader and bassist; unknown, E.

Rivn Szpilman, Leo Spellman, and Rivn’s grandchildren

Khantsye Szpilman Lustig (Chana Wallace) and Jankiel Lustig, Ostrowiec, 29 April 1926.


Źródło: (45) (PDF) Szpilman, Bajgelman, and Barsht: The Legacy of an Extended Polish-Jewish Klezmer Family | Joel E . Rubin - Academia.edu

Dzięki Aviemu Borensteinowi.

wtorek, 13 sierpnia 2019

Polska matka pisze list

List Heleny Materny do Rity Rosenberg. Historia opisana w książce Josepha Rosenberga "Nazywam się Józef Nowak", Warszawa 2004.





Zobacz także: "Nazywam się Józef Nowak" Joseph Rosenberg

czwartek, 10 grudnia 2015

Pamięć przetrwania


Christopher R. Browning
„Pamięć przetrwania.
Nazistowski obóz pracy oczami więźniów”
Wołowiec 2012

str. 116
            Getto w Ostrowcu, położonym trzydzieści kilometrów na południowy wschód od Starachowic, zostało zlikwidowane 12 października 1942 roku, ale wielu młodych Żydów uniknęło wywózki do obozów zagłady. Około ośmiuset mężczyzn wyłączono z transportu i skierowano do pracy w miejscowej fabryce wagonów towarowych. Późnym popołudniem przyjechał ze Starachowic jakiś Niemiec i poprosił o stu dziesięciu robotników. Barek Blumenstock zgłosił się na ochotnika, ale został odrzucony, bo był za „mały”. Kiedy jednak wybrano dwóch jego braci, udało mu się dołączyć do grupy, którą następnie załadowano na ciężarówkę i i zawieziono do Starachowic. Bracia dotarli na miejsce tuż przed północą. Tam umieszczono ich w obozowych barakach, otoczonych drutem kolczastym i nie zajętych jeszcze przez miejscowych Żydów z Wierzbnika (przyp. 51 – VHA 466 (Berel Blum, 1995).

str. 246-247
            Tobcia Lustman i Rózia Ejnesman są, jak się wydaje, najmłodszymi Żydówkami z Wierzbnika, które przeżyły starachowickie obozy i opowiedziały po wojnie o swoich doświadczeniach. Oprócz tego dysponujemy relacjami siedmiorga dzieci spoza Wierzbnika, czasem nawet młodszych, które przeżyły wojnę i udzieliły wywiadów na temat swojego pobytu w Starachowicach. Dwoje z nich pochodziło z Ostrowca i razem ze swoimi matkami trafiło do Majówki [jeden z obozów pracy w Starachowicach] po zamknięciu wiosną 1943 roku obozu w Bodzechowie. Ruth Muschkies [Rutka Muszkies] (urodzona w 1934 roku) słabo pamięta same Starachowice, zachowała jednak żywe wspomnienia kilku wstrząsających epizodów. Jej matka trafiła do grupy stu osiemdziesięciu osób, w której znalazła się dwójka dzieci, przeniesionych ze Starachowic do nowego obozu w Ostrowcu. Ruth pamięta, że po dotarciu transportu na miejsce komendant obozu nie chciał przyjąć dzieci, kierowca zaś odmówił zabrania ich z powrotem. Siedziała na ziemi przed bramą, czekając, aż dwóch dorosłych mężczyzn ustali, czy ją zastrzelić, czy nie. W końcu kierowca przekonał komendanta, że dzieci mogą się przydać jako gońcy albo do pomocy w kuchni, i Ruth wpuszczono do obozu (przyp. 18 – UMD, Ruth Muschkies Webber, 1987; USHMM RG-50.042*0030, Ruth Webber, 1992).
             Jankiel Rosenberg (urodzony w 1935 roku) również przybył do Starachowic po zamknięciu obozu w Bodzechowie. Przyjaciel Jeremiasza Wilczka [mianowany przez Niemców komendant policji żydowskiej w obozie pracy Strzelnica] był znajomym jego matki, kobieta mogła więc się zwrócić o pomoc do komendanta obozowej policji. Przebywający w Warszawie ojciec załatwił wyciągnięcie swoich bliskich z obozu, ale kiedy nadszedł umówiony dzień, Jankiel zachorował na tyfus i był za słaby, by podróżować. Matka opuściła obóz, pozostawiając synka pod opieką żony Wilczka. Jasnowłosy, niebieskooki chłopiec przypadł do serca ukraińskiemu strażnikowi, który przynosił mu jedzenie. Kiedy wyzdrowiał, został przemycony do Warszawy (przyp. 19 – VHA 2847 Gerald Rosenberg, 1995).


str. 328-329
             Żydzi, którzy uciekli przed lipcem 1944 roku, wybierali jeden z trzech modeli przetrwania: przenikali do innego obozy pracy; podając się za polskich robotników, wyjeżdżali do Niemiec, lub też ukrywali się u odważnych Polaków. Kiedy w październiku 1942 roku likwidowano getto w Ostrowcu, Niemcy wybrali stu dziesięciu żydowskich robotników, których zawieźli do Starachowic i zatrudnili przy budowie tamtejszych obozów pracy. Jakiś czas później Irving Weinberg dowiedział się, że kilka osób z jego rodziny przeżyło w „małym getcie” w Ostrowcu, i postanowił uciec, żeby do nich dołączyć. Zmylił ukraińskiego strażnika i złapał nocny pociąg. Na dworcu w Ostrowcu zobaczył Niemców, odczekał więc, aż skład ruszy, i wyskoczył w biegu. Dołączywszy do kolumny prowadzonych do pracy Żydów, odnalazł w getcie swoich bliskich (przyp.2 – VHA 9393 Irving Weinberg, 1995). Barek Blumenstock również był w grupie więźniów przywiezionych do Starachowic z Ostrowca. Nie mógł spać po nocach, ponieważ obłaziły go wielkie wszy, a do tego przydzielono go do ciężkiej pracy fizycznej przy zanurzaniu nowych pocisków w kwaśnych kąpielach, uznał więc, że nie przeżyje Strzelnicy, i też postanowił uciec. Wmieszał się między polskich robotników, którzy wychodzili z fabryki po skończonej zmianie. Na stacji zauważył Niemców, szedł pieszo, aż wreszcie ktoś zabrał go na wóz. Polak, który dosiadł się pod Ostrowcem, rozpoznał go, zaprowadził do siebie, nakarmił i doradził mu, jak dostać się do getta. W getcie Barek odnalazł czterech kuzynów i „bogatego wuja”, nie chodził więc głodny (przyp. 3 – VHA 466 Berel Blum, 1995). Ostatecznie i Weinberg, i Blumenstock stracili w Ostrowcu wszystkich bliskich i obaj, różnymi drogami, trafili do Auschwitz, a stamtąd do Niemiec.

str. 383
             Dziś jest już oczywiste, że pisząc o Holokauście, nie można poprzestać na opisywaniu zbrodni i ich sprawców, czy też decyzji zapadających w kręgach władzy. A także, że Zagłady w Europie Wschodniej nie można ujmować wyłącznie jako mordowania Żydów przez Niemców, przypisując pozostałym narodom rolę biernych obserwatorów. Podejście mikrohistoryczne umożliwia zbadanie historii Holokaustu jako historii zwykłych ludzi, tak jak ona była doświadczana przez ofiary, bez pomijania żadnych z licznych protagonistów.  

poniedziałek, 23 września 2013

Zagłada Żydów w dystrykcie radomskim


 "Zagłada Żydów w dystrykcie radomskim"
Krzysztof Urbański
Wydawnictwo Naukowe Akademii Pedagogicznej 
Kraków 2004

str. 21
           Według Jakuba Aleksandrowicza z Ostrowca spora grupa młodzieży żydowskiej z tego miasta, w wieku poborowym, udała się za Bug (przypis 39 - Wywiad z J. Aleksandrowiczem, Tel Awiw 1995.) zgodnie z apelem szefa propagandy Naczelnego Dowództwa Wojska Polskiego ppłk. Romana Umiastowskiego.

str. 27
Celem zastraszenia i sterroryzowania ludności w Ostrowcu zamordowano tego samego dnia [7 września 1939 r.] Izraela Rosenberga. [...] Jak pisze Marian Banaszek 10 września rozstrzelano: "na rynku ostrowieckim 10 Żydów"(przypis 80 - M. Banaszek, Gehenna i zagłada ostrowieckich Żydów, "Walczymy o stal" 1994 [powinno być 1984], nr 14, s. 50.).

str. 82-83
           W Ostrowcu budynek zajmowany przez urzędników Judenratu znajdował się przy ul. Iłżeckiej. W pierwszym okresie na czele dwunastoosobowej Rady starszych, według W. Broćka stał jako prezes prawnik Szajsel, jego zastępcą był Josek Rozenman. Po ich śmierci w połowie 1940 r. Judenratem kierowali Icchak Rubinstein i Mosze Alterman. W 1941 r. funkcję tę objął Dawid Djament.

str. 86
          W styczniu 1942 r. "Gazeta Żydowska" zamieściła informację z Ostrowca: Na terenie Ostrowca nie było przed wojną szpitala żydowskiego. Obecnie został zainstalowany szpital z oddziałem zakaźnym, wewnętrznym i położniczym pod kier. p. dra Majera. [...] Przy Szpitalu znajduje się ambulatorium (przypis 101 – "Gazeta Żydowska" 1942, nr 13.).

str. 91-92
W Ostrowcu robotnicy żydowscy kierowani byli przez Judenrat do pracy w Zakładach Ostrowieckich, cegielni Jaegera, stawach na Gutwinie. Niemcy chcąc osiągnąć jak największe korzyści określili, iż w ZO należy zatrudniać ludzi do 35. roku życia. W zaistniałej sytuacji wielu ostrowieckich Żydów podjęło pracę w wiedeńskiej firmie "Elin" w Bodzechowie, gdzie wytwarzano narzędzia elektryczne.

str. 93-94
           Z początkiem 1942 r. w związku z nasileniem się zbrodniczych akcji wobec ludności żydowskiej, zaczęła panować wśród Judenratów opinia, że praca na rzecz Niemców, a zwłaszcza niemieckiej armii, zapewni przeżycie wojny i okupacji. Regina Renz tak charakteryzuje sytuację na terenie Ostrowca: Zrodziło się przekonanie, że praca może uchronić od śmierci i obozu koncentracyjnego. Wszyscy więc szukali zatrudnienia dającego szansę przeżycia. Zgłaszano się na ochotnika do pracy w hucie ostrowieckiej, cegielni. […] Żeby dostać pracę oferowano znaczne sumy pieniędzy. […] W getcie otwarto wiele warsztatów, ale tylko dla tych osób, które na rzecz Judenratu uiściły kwotę 2000 zł. Zakłady te, mimo usilnych starań nie uzyskały statusu przedsiębiorstw wojennych (przypis 150 - R. Renz, Żydzi w okresie okupacji i w pierwszych latach po wyzwoleniu, [w:] Żydzi ostrowieccy, Ostrowiec Świętokrzyski 1996, s. 105.).

str. 98
          Dnia 1 kwietnia 1941 r. ŻSP [Żydowska Służba Porządkowa, zwana niekiedy policją żydowską, albo milicją] powstała w Ostrowcu, na jej czele postawiono Bera Blumenfelda, zastępcą został Moszek Putszic. Oddział liczył 30 osób.

str. 101
Pozostawała jeszcze jedna droga życia na przyzwoitym poziomie, ale przez większość nie akceptowana: byli również tacy, którzy mieli powiązania z niemieckim gestapo. Oni mieli wszystko. Mogli w getcie prowadzić sklepy oraz zakłady (przypis 202 – S. Heilbrunn, op.cit., „Komu i czemu?” 2002, nr 1.). Współpraca z okupantem kończyła się jednak najczęściej tragicznie. W Ostrowcu podziemie polskie zlikwidowało konfidenta Szpigla, który donosił na Żydów i Polaków: ciało dla zatarcia śladów wrzucone zostało do przerębli (203 – M.T. „Bończa” Mazur, Szumiały nam świętokrzyskie jodły, Katowice 1987, s. 76.).

str. 104
           W więzieniu radomskim osadzono i skazano […] Za opuszczenie getta […] w Ostrowcu: Jakuba Buksnera, Jakuba Feldmansa; […].

str. 140
          Po mianowaniu gauleiterem Wiednia Baldura von Schiracha ten realizując rozkazy Hitlera: „zasypywał Hansa Franka, generalnego gubernatora okupowanej Polski, żądaniami zabrania od niego Żydów. […] W styczniu 1941 roku referat Eichamana [powinno być Eichmanna] sporządził pierwsze listy transportowe i do czerwca deportowano […] 10 000 Żydów. Do dystryktu radomskiego Niemcy skierowali cztery transporty, każdy po 1000 osób. W marcu 1941 r, Żydzi z Wiednia trafili do Kielc, Ostrowca i powiatu opatowskiego. […] Z Ostrowca zostali częściowo przetransportowani do Klimontowa, Łagowa, Waśniowa i pobliskich wsi. Skierowanych do powiatu opatowskiego rozlokowano w Bogorii, Iwaniskach, Klimontowie, Kunowie, Łagowie, Ożarowie i Staszowie.

str. 147
           Ostrowieckie getto ciągnęło się wzdłuż południowej pierzei rynku oraz obejmowało ulice: Iłżecką, Polną i Bałtowską. Zgromadzono tu początkowo 7000 Żydów, to jest 25 procent ludności miasta. Z czasem oprócz mieszkańców Ostrowca znaleźli się tu Żydzi z Bałtowa, Sienna, Iłży, Kunowa, Ćmielowa oraz Sandomierza. Była również garstka kielczan. W połowie 1942 r. na terenie Ostrowca mieszkało między 15000 a 16000 osób, w tym 4000 uchodźców. Teren getta został ogrodzony drutem kolczastym. Wewnątrz porządku pilnowała policja żydowska, na zewnątrz liczne posterunki niemieckie (przypis 213 – Archiwum Ringelbluma. Listy o Zagładzie, oprac. R. Sakowska, Warszawa 1997, s. 146.), ale dostanie się do getta nie przedstawiało większych trudności. […]
          Ciasnota, trudne warunki sanitarne i brak lekarstw wywołały już w lutym 1940 r. epidemię tyfusu. W związku z tym, w szybkim tempie, założono szpital zlokalizowany w bożnicy. Szpital składał się z pięciu oddziałów i miał sto łóżek. Opiekę sprawowało trzech lekarzy, sześcioro pielęgniarzy i pielęgniarek (przypis 215 - „Gazeta Żydowska” 1940, nr 30.). Ale nawet powołanie Kolumny Sanitarnej, która sprawdzała na bieżąco stan higieniczny getta nie zapobiegło kolejnej epidemii w marcu 1942 r. Sytuację ludności getta ratowała prężnie działająca Żydowska Samopomoc Społeczna na czele ze znanym działaczem społecznym Kalmanem Szajnfarberem. Niestety zmarł on 20 grudnia 1941 r. Getto było miejscem zbrodni, m.in. 28 kwietnia 1942 r. jednostka SS podczas obławy zastrzeliła 36 osób, zaś 72 zostały wywiezione do obozu.
           Niemcy starali się dość perfidnie skłócić Polaków z Żydami. Po wysadzeniu przez patrol ZWZ gazociągu niedaleko Ostrowca w dniu 11 września 1944 r. [powinno być 1942 r.] zatrzymanych zostało trzydziestu mieszkańców miasta i skazanych na karę śmierci przez powieszenie. Szubienice na rynku kazano budować Żydom!

str. 159
          Było kilka sygnałów wskazujących, że zbliża się okres totalnej zagłady: całkowite wstrzymanie emigracji Żydów, kara śmierci za opuszczenie gett, ograniczenia przesyłek pocztowych dla ludności żydowskiej. […]
          Poważnym sygnałem była akcja zapoczątkowana 17 kwietnia 1942 r. wymierzona przeciwko działaczom lewicowym i inteligencji. W dystrykcie radomskim objęła ona m.in. Kielce, Ostrowiec, Radom, Częstochowę, Piotrków Trybunalski. […] 
W liście wysłanym 30 kwietnia 1942 r. z Ostrowca do kierownictwa Hechaluc-Dror w getcie warszawskim pisano: To samo i do nas dotarło. Oddaliśmy już dwa razy po 18, a choroba jeszcze trwa (przypis 29 – AŻIH, Ring I, sygn. 553; Archiwum Ringelbluma …, t. 1, s. 142.).

str. 179
          Na jesieni 1942 r. za największą dzielnicę żydowską w powiecie opatowskim uchodziło getto w Ostrowcu. Tu między innymi znaleźli się Żydzi z Częstocic, Momina [powinno być Mominy], Opatowa, były grupy Żydów z Krakowa, Kielc, Radomia i Wiednia. Przygotowania do likwidacji podjęto 10 października 1942 r. (przypis 106 – Ostrowiec a monument on the ruins of an annihilated Jewish community, New York-Toronto, b.r.w., s. 62.). Akcja rozpoczęła się w nocy z 11 na 12 października 1942 r. Do likwidacji dzielnicy żydowskiej Niemcy użyli oddziałów policji bezpieczeństwa, policji porządkowej oraz tzw. szaulisów: „Tak nazywano Litwinów będących na niemieckiej służbie, o fanatycznej wprost nienawiści do Żydów (przypis 107 – S. Kosicki, Zagłada getta w Ostrowcu Świętokrzyskim wiosną 1942 roku, „Zeszyty Kombatanckie” 2000, nr 27/28, s. 59.). Żydom pracującym kazano zebrać się na placu Arbeitsamtu, niepracującym na rynku:
Do getta wkroczył pijany oddział Litwinów, którzy mordowali dzieci i osoby ukrywające się […] odbyła się selekcja. 1570 osób przydzielono do pracy w hucie i cegielniach oraz do uporządkowania getta, zaś pozostałych rankiem odprowadzono na stację kolejową i załadowano do wagonów (po 150 do jednego). Pędzone kolumny otaczali Szaulisi z karabinami w rękach. Kto odstawał od kolumny, żegnał się z życiem. Strzał ukrócał mękę, dawał wyzwolenie. Huk strzałów, a licznie strzelano, podrywał innych, wykrzesywał z nich resztkę sił. Rwali do przodu, podbiegali, krzyk i lament niósł się daleko. Za chwilę znowu przystawali, tracąc siły i nadzieję. Wokół kolumny biegli podochoceni alkoholem Szaulisi, bili pejczami i z lubością mierzyli do maruderów. Chodnikami szli nieliczni esesmani, szupowcy, gestapowcy w uniformach i po cywilnemu. Zatrzymywali się, zapalali papierosy, wymieniali uwagi, lecz do pędzenia i zabijania nie wtrącali się. Za kolumną pozostawały na jezdni ciemne plamy trupów, kałuże krwi i dziesiątki waliz, kuferków, paczek, zawiniątek, tobołów, wypełnionych worków. […] Kolumny ciągnęły Aleją Trzeciego Maja w stronę mostu na Kamiennej i dalej wzdłuż torów, do podstawionych tam wagonów. Pędzeni Żydzi śpiewali pieśni, można domyślać się, że nabożne. Zagłuszały je lament, jęki, wrzaski oprawców […] Tego dnia pędzono ludzi, aż do zmroku (przypis 108 –S. Kosicki, Zagłada getta w Ostrowcu Świętokrzyskim wiosną 1942 roku, „Zeszyty Kombatanckie” 2000, nr 27/28, s. 69-70.).
Około 11 tys. Żydów z ostrowieckiego getta zamordowanych zostało w ciągu kilku następnych dni w obozie zagłady w Treblince.

str. 196-197
           W Ostrowcu pozostawionych Żydów umieszczono w obozie pracy zorganizowanym przy ulicach: Iłżeckiej, Polnej, Pierackiego [ul. Polna i ul. Pierackiego to te same ulice, druga nazwa obowiązywała do 1939 roku, kiedy Niemcy przywrócili jej dawną nazwę - ul. Polna] i Sienkiewicza [w czasie wojny ul. Radomska]. Początkowo porządkowali getto i segregowali zagarnięte mienie, potem wykorzystywano ich do innych prac. […] Zatrudniano ich w niemieckich firmach budowlanych, Zakładach Ostrowieckich, cegielni Jegera [powinno być: Jaegera]. Do obozu stale przybywały osoby, które wcześniej uciekły z miasta, chroniąc się przed wywózką. Po kilku miesiącach liczba Żydów w obozie sięgnęła 3000. W zaistniałej sytuacji w styczniu 1943 r. około 1000 osób, nie mających zaświadczeń o pracy, wywieziono do „wtórnego getta” w Sandomierzu, około 150 osób do obozu w Bliżynie. W kwietniu 1943 r. obóz został zlikwidowany, a Żydów przeniesiono do obozu utworzonego przy Zakładach Ostrowieckich. Ludzie mieszkali w drewnianych barakach, które były ogrodzone płotem i drutem kolczastym. Obóz był strzeżony przez oddział składający się z „Ukraińców” (przypis 203 -Yad Vashem, J. Temerson, Zeznanie, sygn. 03/2717, k. 10.). Pracowali tu Żydzi miejscowi oraz sprowadzeni z Piotrkowa Trybunalskiego, Radomia, Kielc (przypis 204 – Wywiad z W. Mandallem, Kielce 1996.). , a także z obozu w Płaszowie (przypis 205 - Yad Vashem, J. Temerson, op. cit., k. 10.). Pracowano jedynie za niewielkie racje żywnościowe. Obóz był miejscem zbrodni, m.in. 7 października 1944 r. wywieziono i stracono w miejscowości Firlej pod Radomiem czterdzieści osób. W lipcu 1944 r. Niemcy zastrzelili trzech więźniów, a czterech wrzucili do pieca martenowskiego (przypis 206 – IPN. Del. Kielce, Akta śledcze w sprawie zbrodni hitlerowskich w obozie pracy dla Żydów w Ostrowcu Świętokrzyskim, sygn. Ds.15/68, k. 4.). Na przełomie lipca i sierpnia 1944 r. zaczęto obóz likwidować. W trakcie tych prac zbiegło do okolicznych lasów około 200 osób. Dnia 2 sierpnia 1944 r. część Żydów rozstrzelano, natomiast 600 osobom rozdzielono […] chleb i załadowano do pociągu towarowego, który ruszył w kierunku południowo-zachodnim do Oświęcimia (przypis 207 - Yad Vashem, J. Temerson, op. cit., k. 12.).
          Niedaleko Ostrowca, w Bodzechowie, utworzony został 1 października 1942 r. obóz pracy, z którego 500 Żydów, pochodzących z Ostrowca, Opatowa, Starachowic, budowało linię wysokiego napięcia. Obóz został zlikwidowany w połowie lutego 1943 r. W pobliskim Ćmielowie w październiku 1942 r. utworzono dwa obozy, jeden przy fabryce porcelany Ćmielów, drugi przy kopalni rudy „Barbara”. Obozy zostały zlikwidowane w połowie listopada 1943 r.

str. 207
          Podczas trwania akcji „Reinhard”, jak i po jej zakończeniu, Niemcy prowadzili intensywne obławy za uciekinierami z gett. Schwytanych mordowano najczęściej na miejscu. […] W marcu 1943 r. w Ostrowcu przy ul. Iłżeckiej komendant Schupo Schwarz zastrzelił osobiście 10 Żydów (przypis 262 – IPN. Del. Kielce, Podręczne akta śledcze w sprawie zbrodni popełnionych przez hitlerowców na terenie Ostrowca, sygn. Ds. 40/67, k. 5.). […] W tzw. Kolonii Robotniczej w Ostrowcu żandarmeria niemiecka zastrzeliła dwóch Żydów, na Zygmuntówce wymordowano pięcioosobową rodzinę. Dnia 10 października 1943 r. żandarmeria zastrzeliła 6 Żydów z Denkowa i dwóch z Częstocic (przypis 263 – Rejestr miejsc i faktów zbrodni popełnionych przez okupanta hitlerowskiego na ziemiach polskich w latach 1939-1945. Województwo kieleckie, Warszawa 1980, s. 50, 189-191.).

str. 208-210
W Ostrowcu konspirację organizowali bracia Kopel, Mosze Stein, Dawid Kempiński (272 – P. Burchard, s. 142.). […]
Część członków „Haszomer Hacair” z terenu Ostrowca, została przeprowadzona do Warszawy: Młodzi po przybyciu do Warszawy zorganizowali się w piątki i przyłączyli do Ż.O.B. Ich komendantem był Berl Brojde [u I. Cukiermana: Berl Braude] (przypis 285 – C. Folman-Raban, Nie rozstałam się z nimi, Warszawa 2000, s. 65-66.). Walczyli później w getcie warszawskim.

str. 214
          Komisarz miasta Ostrowca Motschall w ogłoszeniu z 28 września 1942 r. przypominał: „kto udziela Żydom uchodźcom pomieszczenia i żywności będzie karany śmiercią. Pouczenie jest ostateczne”.

Str. 219
Szeroką akcję pomocy Żydom prowadziło ostrowieckie „Społem”, dostarczając produktów żywnościowych. Pomoc żywnościową dla ostrowieckiego getta prowadziła organizacja „Orlęta Świętokrzyskie” utworzona przez Aleksandra i Józefa Karbowniczków oraz Władysława Buchnera (przypis 34 – P. Matusak, Ruch oporu na ziemi opatowsko-sandomierskiej 1939-1945, Warszawa 1976, s. 124.).

str. 222
Niektórzy Żydzi ostrowieccy widząc nieuchronną zagładę przekazywali Polakom swoje dzieci i oszczędności, z nadzieją ocalenia im życia. Mimo grożących wysokich kar za ukrywanie i pomaganie Żydom wielu Polaków udzielało im pomocy […]. Mieszkający w Ćmielowie Tadeusz Pastuszka wyprowadził z getta 3 Żydów, a później 13 osób z obozu pracy w Częstocicach. Wielu Żydów przeżyło dzięki pomocy w domu J. Szymańskiego. Jego córki uratowały szereg osób. Stanisław Krasa przy ul. Trawnej przechował Żydówkę. B. Sobczyński przechowywał przez całą okupację czteroosobową rodzinę Józefa Aleksandrowicza z Warszawy, a B. Janusz ukrywał u siebie e domu Żydówkę. Edmund Reński dostarczał Żydom niewypełnione kennkarty oraz blankiety wypisów z ksiąg metrykalnych. T. Rekwirowicz udzielił pomocy rodzinie Kulinera (przypis 54 – W.R. Brociek, Okres II wojny światowej, [w:] Ostrowiec Świętokrzyski. Monografia historyczna miasta, Ostrowiec 1997, s. 215.).

str. 232
          Jak wynika z relacji złożonej przez Wolfa Fajnsztadta , pierwsza grupa Żydów, która uciekła z getta w Ostrowcu zginęła w okolicach Kunowa od granatu wrzuconego przez żołnierzy AK do bunkra. Drugiej grupie pomagał polski komunista o nazwisku Sternik (przypis 107 – AŻIH, W. Fajnsztadt, Relacja, sygn. 301/945, k. 1.). […]
          Mówiąc o Żydach dystryktu radomskiego, ich martyrologii i walce, należy także dodać, dla całości obrazu, że wielu z nich ginęło nie tylko w gettach i obozach. Szereg z tych, którzy w 1939 r. zbiegli za Bug, a nie wyszli z ZSRR wraz z armią Andersa, poległo w szeregach 1. i 2. Armii Wojska Polskiego w drodze od Lenino po Berlin. Zginęli m.in. […] Henryk Brandszpiegiel i Chaim Mehlman z Ostrowca […].

str. 235
          O skali zagłady niech świadczą cyfry. W czerwcu 1945 r. […] zamieszkiwało [w Ostrowcu] 178 osób narodowości żydowskiej. […] (przypis 7 – AŻIH, CKŻP, Wydział Ewidencji, sygn. 649. Materiały statystyczne dotyczące ludności żydowskiej.).

wtorek, 28 maja 2013

"Nazywam się Józef Nowak" Joseph Rosenberg


Żydowski Instytut Historyczny, Warszawa 2004

str. 11-12
"Urodziłem się w Ostrowcu Świętokrzyskim, przemysłowym miasteczku w południowo-wschodniej Polsce, położonym między rzeką Kamienną i Młynówką. Było to typowe shtetl, nie za duże, ani nie za małe. Akta miejskie podają, że już w 1765 roku mieszkało tam 717 Żydów; a w 1815 było ich 903 – prawie 60% całej populacji liczącej 1512 mieszkańców. Według spisu powszechnego z 1921 roku, ich liczba wynosiła 10 095, a z początkiem lat trzydziestych dwudziestego wieku osiągnęła około 17 tysięcy. Wśród Żydów z Ostrowca znajdowało się kilku bogatych wytwórców, lecz większość była uboga – zaliczali się do niej domokrążcy, rzemieślnicy, krawcy i szewcy, z trudem wiążący koniec z końcem. Duży odsetek stanowili właściciele straganów i drobni sklepikarze, którzy prowadzili handel na rynku. Dni targowe przypadały dwa razy w tygodniu, w poniedziałki i czwartki, kiedy nadciągali chłopi z okolicznych wsi, aby sprzedawać na rynku swoje towary. Kiedy pod koniec dnia odjeżdżali do domu, ich wozy załadowane były towarem zakupionym od żydowskich handlarzy.
Większość ostrowieckich Żydów była bardzo ortodoksyjna. Zgodnie z tradycją przekazywaną z pokolenia na pokolenie, za dnia ciężko pracowali, a wieczorami studiowali Torę. W 1888 do miasta przybył nowy duchowy przywódca, rabin Mejer Jakiel Halawi Halsztok. Wielbiony przez swoją społeczność za czynione dobro, wkrótce dał się poznać także poza granicami Ostrowca jako człowiek dużej mądrości i prawości. W początkach dwudziestego wieku zasłynął w świecie żydowskim jako „ostrowiecki rabin”. Utrzymał ten tytuł do dnia swojej śmierci w 1929 roku, osiągnąwszy wiek 79 lat.
Mój dziadek, Chaim Rosenberg urodził się w bogatej ostrowieckiej rodzinie. Był właścicielem gospodarstwa rolnego i młyna. Jego syn Froim (później Frank), a mój ojciec, urodził się w tym gospodarstwie. W młodości rodzice wysłali go do słynnej Jesziwy w Wilnie, gdzie studiował Torę. Tam stał się bardzo religijny, modląc się z takim zapałem, że bardziej przypominał aktora, śpiewnie deklamującego swoje kwestie, niż kogoś odmawiającego modlitwy. A jakiż piękny głos miał ten Froim! Był tak niezwykły, że ludzie przystawali na zewnątrz synagogi podczas najważniejszych żydowskich świąt, po to tylko, żeby usłyszeć jego śpiew.
Dzięki rodzinnej fortunie Froim nie musiał iść do pracy po powrocie do Ostrowca, lecz mógł spędzać większość czasu w synagodze na studiowaniu świętych ksiąg. Jednakże, kiedy spalił się młyn, stracił on źródło dochodów i musiał znaleźć inny sposób zarobkowania. Wkrótce ożenił się z Brandlą Flicker, piękną młodą dziedziczką bogatej ostrowieckiej rodziny, której posag był na tyle duży, że umożliwił mu otwarcie własnego biznesu, polegającego na handlu owocami z importu i słodyczami.
Po ślubie młoda para wprowadziła się do domu rodziców Brandli. Przyszedłem na świat w tym domu 5 marca 1908 roku. Chociaż byłem zdrowym dzieckiem, urodziłem się z drobnym wrodzonym defektem – brakowało mi dwóch palców u lewej ręki.”
str. 18-19
"W Ostrowcu mieszkałem z moją babką ze strony ojca, spędzałem także dużo czasu z ciotką Miriam Rapaport, której mąż Moisze pomógł mi odzyskać spadek po babce ze strony matki. Nagle zyskałem zabezpieczenie materialne i rodzina doszła do wniosku, że powinienem się ożenić. Nie upłynęło wiele czasu, jak znaleźli dla mnie odpowiednią szidoch (partię). Wybrana przez nich dziewczyna miała na imię Hinda i była siedemnastoletnią córką Arona i Perl Tochtermanów. […]
Pobraliśmy się w 1931 roku. Po ślubie zamieszkaliśmy w jednym z pokojów w domu jej rodziców, dzieląc pierwsze piętro z dwoma braćmi Hindi, Szloimem i Chielem, oraz siostrą Tobą. Po zamieszkaniu tam podjąłem się pracy dla teścia, który był właścicielem Zakładów Cukierniczych Esperanto, fabryki słodyczy z długoletnią tradycją, mieszczącej się na parterze naszego budynku.
Tochtermanowie byli znaną i szanowaną ostrowiecką rodziną, bardzo religiją i bardzo szczodrą. Co piątek zapraszali na obiad jakiegoś biedaka z ulicy. W każdy Szabat rano, przed pójściem do synagogi, jedliśmy specjalne śniadanie składające się z jajek i chleba z masłem posypanego siekanym szczypiorkiem i cebulą. W Szabatowe popołudnia nasza rodzina miała zwyczaj składania wizyt krewnym mieszkającym w naszym miasteczku. Życie było proste i harmonijne i płynęło bez żadnych prawie zmian z roku na rok.
W 1933 przyszło na świat nasze pierwsze dziecko – córeczka, którą nazwaliśmy Brandla na cześć mojej matki. W dwa lata później, 27 lipca 1935 roku urodził się nasz syn Jakub (później zmienił imię na Gerald).
Zakłady Cukiernicze Esperanto były dobrze prosperującą firmą rodzinną, która odniosła jeszcze większy sukces po 1936 roku, kiedy wprowadziłem na rynek nowy typ cukierka, podobnego do cukierków marki Lifesaver. Musieliśmy rozwinąć firmę, by móc produkować te i inne cukierki w ilości wystarczającej do pokrycia zapotrzebowania całego kraju. Po wykupieniu kawałka ziemi na peryferiach miasteczka, wybudowaliśmy nowy dwukondygnacyjny budynek, który był gotowy do zagospodarowania w 1937. Fabryka, wyposażona w najnowocześniejsze maszyny i urządzenia, mieściła się na parterze. Na piętrze znajdowało się kilka mieszkań, z których jedno zajęliśmy my, a drugie wynajęliśmy."
str.21-22
"Wczesnym rankiem 7 września 1939 roku niemieckie wozy pancerne i czołgi wtoczyły się do Ostrowca. Natychmiast po zajęciu miasta przez nazistów, duża, licząca 200 uczniów szkoła hebrajska zamknęła swe podwoje. Wkrótce SS powołało do życia Judenrat, Radę Żydowską, zlecając jej pobieranie kontrybucji od ludności żydowskiej i konfiskatę mienia. 
Niespodziewanie na samym początku Niemcy byli całkiem przyjaźnie do nas nastawieni. Nie tylko pozwolili nam na prowadzenie fabryki – oczywiście, po przekupieniu ich zwierzchników drogimi prezentami – ale również zgodzili się nam dostarczać cukier i inne niezbędne do produkcji składniki. Musieliśmy tylko odprowadzać pewien kontyngent słodyczy dla ich żołnierzy.
Byłem realistą i wiedziałem, że nasze dni są policzone i że prędzej czy później do zarządzania fabryką zostanie wyznaczony Treuhänder, nadzorca nie będący Żydem. Aby pozyskać osobę godną zaufania, mającą w końcu przejąć naszą fabrykę, zwróciłem się do pani Kwiatkowskiej, żony poborcy podatkowego. Na krótko przed wybuchem wojny ona i jej mąż byli naszymi lokatorami. Kiedy pan Kwiatkowski został przeniesiony do innego miasta, którego nie lubił, poprosił mnie, abym użył swych wpływów w radzie miasta i załatwił mu przeniesienie z powrotem do Ostrowca. Na moją prośbę radni miejscy wystosowali pismo do władz podatkowych, w którym było napisane, że usługi pana Kwiatkowskiego są niezbędne w naszym mieście. Ponieważ umożliwiłem mu powrót, wydawało mi się całkiem logiczne, że powinienem wybrać jego żonę na nadzorcę fabryki. Szczególnie ważny był fakt, że była ona Niemką z pochodzenia i miała dwóch braci w Gestapo, który wykorzystali swoje wpływy, aby załatwić jej to stanowisko. Tak oto pani Kwiatkowska została Treuhänderem Zakładów Cukierniczych Esperanto.
Umówiłem się z panią Kwiatkowską w następujący sposób: razem z teściem miałem dalej prowadzić fabrykę pod jej nadzorem i dostarczać Niemcom obowiązkowe kontyngenty. Wiedząc, że cukier, jako suchy składnik, w końcowej fazie produkcji waży około 7 procent więcej ze względu na zawartość wody, podsunąłem pani Kwiatkowskiej pomysł, abyśmy sprzedawali nadwyżkę cukru na czarnym rynku i dzielili zyski na trzy części: dla niej, dla teścia i dla mnie."

str.25-26
"Mając na względzie bezpieczeństwo moich dzieci poprosiłem znajomą Polkę, żeby wzięła do siebie nasza najstarsza córkę Brandlę. Byłem przekonany, że sowita zapłata zagwarantuje właściwą opiekę nad dzieckiem. Okazało się to największym błędem mojego życia. Jak tylko Niemcy oznajmili, że rozstrzelają każdego Polaka, który będzie przechowywał Żyda, przerażona kobieta wygoniła Brandlę z domu. Dziecko błąkało się po mieście przez jakiś czas, dopóki nie zostało znalezione przez polską policję i przekazane żydowskiej policji działającej na terenie ostrowieckiego getta.
Kiedy dowiedziałem się, że w getcie będą mogli pozostać tylko młodzi, fizycznie sprawni ludzie, zdolni pracować na rzecz niemieckiego przemysłu wojennego, skontaktowałem się z Awromem Kerbelem. Awrom Kerbel był Żydem zarządzającym obozem pracy znajdującym się w pobliskim Bodzechowie i podobnym do tego, który opisany był w „Liście Schindlera”. Sądząc, że praca tam może zapewnić mi przetrwanie, zawarłem z Awromem następujący „układ”: zarejestruje mnie i żonę jako normalnych więźniów – ją jako sortowniczkę odzieży, mnie jako robotnika budowlanego.
[…] skupiłem się na znalezieniu bezpiecznego schronienia dla najmłodszej córeczki Heni. Postanowiłem zwrócić się do Błażeja Wawrzoska, wieloletniego dozorcy zatrudnionego w naszej fabryce, któremu, jak mi się zdawało, mogłem zaufać. Zgodził się wziąć do siebie dziecko, które przyprowadziłem do jego domu 7 października 1942 roku. Chociaż wtedy już nie wolno mi było pracować w fabryce, poprosiłem Aleksandra Kwiatkowskiego, który zastąpił swoją żonę jako zarządca, żeby wypłacał Wawrzoskowi tysiąc złotych miesięcznie za opiekę nad małą Henią.
Nie czując się bezpiecznie w Ostrowcu postanowiłem przenieść się do Wolbromia. [...]
[…] opuściłem Ostrowiec nocą, która później przeszła do historii jako „noc czarnych sztyletów”, ponieważ nocy tej dokonano mordu na wielu niewinnych ludziach."
str. 31
"W nocy z 11 na 12 października 1942 Niemcy zlikwidowali ostrowieckie getto, mordując na miejscu przeszło tysiąc Żydów, w większości dzieci, starców i chorych, a pozostałe ok.11 tysięcy wywożąc do Treblinki na pewną śmierć. Moja córka Brandla była prawdopodobnie wśród nich, później dowiedziałem się, że mój teść błagał żydowską policję, żeby ją wypuścili, niestety bez skutku.
W grudniu 1942 roku Gerald i Hinda zostali wysłani do Sandomierza, jednego z najgorszych hitlerowskich obozów koncentracyjnych. Na krótko po przybyciu na miejsce byli świadkami okropnej sceny. Zapędzeni przez Niemców którejś ciemnej i burzliwej nocy na rynek, wraz z innymi więźniami musieli przypatrywać się egzekucji syna znanego ostrowieckiego rabina. Kiedy przybył na miejsce, ubrany w czarny kaftan i kapelusz z szerokim rondem, tradycyjnie noszony przez ortodoksyjnych Żydów, jego brodę okrywał ręcznik, ponieważ Niemcy uważali widok brody za odrażający. Mając po swojej lewej i prawej stornie po jednym ze swoich wyznawców, kroczył nieustraszony, recytując po drodze kadisz. Nagle, bez żadnego ostrzeżenia grupa Ukraińców, będących częścią znienawidzonego Stafkommando, wywlekła go na sam środek rynku. Pogodzony z losem, jaki go czekał, spojrzał w oczy swoim oprawcom. Na ułamek sekundy jakby zawahali się, czy pociągnąć za spust. Kiedy było po wszystkich, wyglądali na bardziej przerażonych niż ich ofiara."

str. 71-72
"Armia Czerwona wyzwoliła Ostrowiec 16 stycznia 1945 roku. Żydzi, którzy mieszkali tam przed wojną i przeżyli Holocaust, mieli otwartą drogę powrotu. Chociaż mogli zostać tam na stałe, wielu decydowało się na wyjazd od innych miejscowości, lub w ogólne na opuszczenie Polski. 
Wróciłem do Ostrowca, żeby przekonać się, czy przeżyli jacyś członkowie mojej rodziny. Oczywiście byłem załamany, kiedy zastałem tam tylko kobiety i mężczyzn, mgliście znajonych z przeszłości, którzy napłynęli do miasta po latach wojny spędzonej w ukryciu. Ponadto, pragnąłem dowiedzieć się, co stało się z moją fabryką, która jak mi powiedziano, przez całą wojnę produkowała słodycze dla niemieckich żołnierzy. Po odwrocie Niemców fabrykę przejęli Rosjanie, zamienili parter na magazyn i podzielili pierwsze piętro na piekarnię i szpital wojskowy.
[…]
Po przybyciu do Ostrowca i wprowadzeniu się do naszego starego domu na ulicy Pierackiego 69, robiłem wszystko, aby zbudować Geraldowi i sobie nowe życie." […]

str. 73-74
"Cudowną niespodzianką był powrót z Buchenwaldu mojego kuzyna Jacka Rapoporta, brata Dorothy. Zatrzymał się u nas przez jakiś czas, tak samo zresztą jak Gela Katz przed wyjazdem do Izraela, co było spełnieniem marzenia jej życia. Innym mile widzianym gościem w naszym domu była Balka, córka kuzyna Dawida Gertnera. Łączyło mnie z nim wiele wspólnego. On również ratował się ucieczką z transportu do Treblinki. Udało mu się nawet powrócić do Ostrowca do żony, jednak wkrótce po jego powrocie oboje zostali wywiezieni do Auschwitz i słuch po nich zaginął. Balka, która uniknęła obozów zagłady, wyjechała od nas do pracy w syjonistycznej organizacji w Kielcach. Niestety, ona i czterdziestu jeden innych Żydów zostało tam brutalnie zamordowanych w czasie pogromu, urządzonego przez mieszkańców 4 lipca 1946 roku.
"Wspólnie z Aronem Friedenthalem, któremu również udało się przetrwać wojnę, założyliśmy komitet pomocy, aby zapewnić powracającym do Ostrowca Żydom namiastkę normalnego życia. Powodzenie naszej misji możemy zawdzięczać tylko rosyjskim oficerom żydowskiego pochodzenia., którzy stacjonowali w naszym mieście. Nie tylko zapewnili oni każdemu darmowe jedzenie i przyzwoite zakwaterowanie, ale również dopilnowali, żeby żołnierze pod ich dowództwem traktowali nas należycie. Ci oficerowie również pomogli mi dogadać się z rosyjskimi władzami i załatwić przekazanie fabryki w moje ręce. Ma się rozumieć, że byłem szczęśliwy, kiedy opuszczali ją w wyznaczonym dniu. Jednakże szokiem było odkrycie, że zniknęło całe jej wyposażenie. Ponieważ odzyskanie maszyn było z góry skazane na niepowodzenie, zamieściłem w miejscowej prasie kilka ogłoszeń, że pragnę nabyć używane urządzenia cukiernicze. Nagle zaczęli zgłaszać się różni ludzie, oferując mi kupno tego, czy innego urządzenia. Co miałem robić? Przełknąłem dumę i płaciłem wszystkim tym ganowim (złodziejom) słone pieniądze za rzeczy, które mi wcześniej ukradli. Wkrótce z moim wspólnikiem, Awromem Bermanem, synem założyciela Słodyczy Amora, dużej przedwojennej firmy cukierniczej z wieloletnią tradycją rozpoczęliśmy produkcję cukierków i ciastek."