![]() |
| Na odwrocie: Widok z obecnego pokoju nauczycielskiego na wzorowo urządzone boisko sportowe, fot. Stefan Tatarski, 1938 r. |
piątek, 3 lipca 2026
Boisko sportowe
czwartek, 18 czerwca 2026
poniedziałek, 25 maja 2026
Blajbergowie
![]() |
| Rodzina Blajbergów, stoją od lewej: Majer, Lola, Jerechmiel, siedzą: Chana, Hilusz, Ada/Etale i Salomon, fot. Szmul Muszkies, Ostrowiec, 1938 r. |
środa, 21 stycznia 2026
Zdjęcia synagogi
![]() |
| Aron ha-kodesz (szafa ołtarzowa na rodały) na ścianie wschodniej, fot. T. Rekwirowicz, l. 30 XX w. (zbiory MHA) |
![]() |
| Ściana zachodnia z krzesłem Eliasza, fot. T. Rekwirowicz, l. 30 XX w. (zbiory MHA) |
![]() |
| Drzwi synagogi w ścianie zachodniej, fot. T. Rekwirowicz, l. 30 XX w. (zbiory MHA) |
![]() | |
| Malowidła na sklepieniu, fot. T. Rekwirowicz, l. 30 XX w. (zbiory MHA) |
![]() |
| Żyrandole, w głębi aron ha-kodesz zakryty parochetem, fot. T. Rekwirowicz, l. 30 XX w. (zbiory MHA) |
![]() |
| Bima na lewo, w głębi ściana północna, fot. T. Rekwirowicz, l. 30 XX w. (zbiory MHA) |
![]() |
| Bima z filarami podtrzymującymi sklepienie, w głębi narożnik północno-wschodni, fot. T. Rekwirowicz, l. 30 XX w. (zbiory MHA) |
![]() |
| Parochet, fot. T. Rekwirowicz, l. 30 XX w. (zbiory MHA) |
![]() |
| Odblaśnica, fot. T. Rekwirowicz, l. 30 XX w. (zbiory MHA) |
![]() |
| Widok na kompleks synagogalny od strony skarpy, synagoga to ciemny budynek z dachem łamanym, fot. T. Rekwirowicz, l. 30 XX w. (zbiory MHA) |
![]() |
| Widok na ścianę południową, fot. T. Rekwirowicz, l. 30 XX w. (zbiory MHA) |
![]() |
| Widok na ścianę północną, fot. T. Rekwirowicz, l. 30 XX w. (zbiory MHA) |
poniedziałek, 14 lipca 2025
Portrait of the Katz family
![]() |
| Portrait of the Katz family in Ostrowiec, Poland. |
Standing in the back, from left, are: Izak; a cousin and Moniek. Seated from left are: Rubin, the donor; an aunt from Germany; her son; Mosze; Gila and Fela Katz.
Date: 1938
Locale: Ostrowiec, [Kielce] Poland
Variant Locale: Ostrowiec Swietokryzski, Ostrovets
Photo Credit: United States Holocaust Memorial Museum, courtesy of Rubin Katz
Biography
Rubin Katz is the youngest son of Mosze and Gila Katz. He was born October 8, 1931 in Ostrowiec, Poland. Rubin had five siblings: Moniek, Izak, Lejzer, Abram and Fela. During the German occupation the family remained in Ostrowiec until the liquidation of the local ghetto in March 1943. At this time Rubin went into hiding in the surrounding countryside. He was soon discovered and taken to the Ostrowiec labor camp, where he was hidden for several months by a family inside the camp. In November 1943 Rubin went to Warsaw, where he lived in hiding under the assumed identity of Stefan Teodor Wojs. He was liberated in Wlochy, a village outside of Warsaw, in January 1945. After the war Rubin returned to his hometown, where he learned that his mother and three of his siblings, Lejzer, Abram and Fela, had also survived. The following year on March 29, 1946, Rubin joined a children's transport to London.
Source: USHMM
piątek, 16 sierpnia 2024
Balint Lea
Lea Balint
Menedżerka w organizacjach charytatywnych, działaczka społeczna, dziewczynka ocalona z Holocaustu.
Lea Balint (z d. Alina Alterman) urodziła się w żydowskiej rodzinie 23 czerwca 1938 r. w Radomiu. Wychowywała się w Ostrowcu Świętokrzyskim. Ojciec był tam właścicielem fabryczki ekskluzywnych mebli drewnianych. Matka była gruntownie wykształcona, znała kilka języków.
Części rodziny udało się emigrować do Palestyny jeszcze przed wojną. W 1942 r. ona razem z rodzicami została wysiedlona z domu, który przejął sąsiad. Wszyscy trafili do ostrowskiego getta. Ojciec za odmowę objęcia funkcji w Judenracie został wywieziony do Auschwitz. Ona sama z getta nie pamięta nic. Ją i matkę wyprowadził na „aryjską” stronę sąsiad, który potem zagarnął cały ich majątek. Matka ukrywała się z nią u Polaków, ale została zadenuncjowana przez tego samego sąsiada. Ratowała się ucieczką, skacząc przez okno. Niemcy schwytali ją i zamordowali. Leę zabrała do siedziby Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi w Brwinowie koło Warszawy najprawdopodobniej osobiście matka Matylda Getter. Tam była ukrywana do końca wojny. Siostrom zawdzięczała życie, pamięta jednak codzienne zagrożenie, biedę, głód i ostrą dyscyplinę.
Po wojnie odszukała ją ciotka i przekazała do Komitetu Żydowskiego, który skierował ją do żydowskiego domu dziecka w Zatrzebiu koło Warszawy. W 1946 r. trafiła do placówki opiekuńczej w Helenówku. Wraz z innymi przeżyła złe traktowanie dzieci żydowskich przez miejscowe dzieci polskie. Po pewnym czasie znalazła się w Łodzi, gdzie została skierowana do żydowskiej szkoły. Tam w 1950 r. odnalazł ją ojciec i wykupił, zanim została wysłana do Izraela. Razem wyjechali do jej ciotki w Hajfie. Tam, nie znając języka, z trudem przechodziła edukację podstawową i gimnazjalną. Po odbyciu służby wojskowej studiowała literaturę i historię w Jerozolimie. W 1963 r. wyszła za mąż, potem urodziła troje dzieci. W Jerozolimie podejmowała prace na stanowiskach menedżerskich w organizacjach charytatywnych.
Zabiegała intensywnie o to, żeby siostry franciszkanki, w tym Matylda Getter, zostały uhonorowane Medalem Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. Matylda Getter otrzymała to wyróżnienie pośmiertnie.
Lea Balint od wielu lat zajmuje się pomocą dla osób pochodzenia żydowskiego, które jako dzieci utraciły tożsamość podczas II wojny światowej w okupowanej przez Niemców Polsce. Odnalazła korzenie ponad 100 osób. Do Polski przyjechała po raz pierwszy w 1984 r. Odwiedziła wówczas klasztor w Brwinowie, gdzie w księgach odszukała swoje dane. Potem odwiedzała Polskę jeszcze wiele razy.
Źródło: Balint Lea (ipn.gov.pl)
czwartek, 2 lutego 2023
Lea Balint w Ostrowcu
Fragment książki Lei Balint o dzieciach bez tożsamości w przekładzie z hebrajskiego. Książka ukazała się w 2008 roku w Izraelu. Redakcja polskiej wersji Katarzyna Meloch.
[...] Deszcz zaczął kropić, kiedy przybyliśmy do Ostrowca. Były to szare i denerwujące krople, jak gdyby niewidzialna ręka wylała na nas pomyje przez zatkane sitko. Człapałam w błocie i z ciekawością rozglądałam się wokół siebie. Pomimo brzydkiej pogody, na chodnikach można było widzieć wielu przechodniów stąpających uważnie, aby się nie poślizgnąć i nie wpaść do jakiejś kałuży. Kałuże, których pełno było na chodnikach, wyglądały jak stare, zużyte ścierki.
Próbowałam pokierować szofera w stronę znanych mi ulic, ale on nie potrzebował mojej pomocy. Zaprowadził mnie na dawny rynek, tak jakby już od dawna znał to miejsce, i nawet zwrócił mi uwagę na wysoki betonowy słup umieszczony na środku placu.– To ku pamięci Polaków, którzy oddali swoje życie za ojczyznę – powiedział. – Polaków? – zapytałam zdziwiona. – Do tego miejsca Niemcy sprowadzili Żydów, zanim wysłali ich na śmierć na starym żydowskim cmentarzu. Tam zepchnięto ich do dołów, które przedtem kazano im samym wykopać – odpowiedziałam podniesionym głosem.
– A Żydzi to nie Polacy? – zapytał zaskoczony. – No może nie walczyli tak jak nasi, ale należy im się oddanie szacunku po śmierci tak samo jak innym. Przed Panem Bogiem wszyscy są równi, nie?
Wysiadłam z taksówki i skierowałam się do grupki starszych ludzi zebranych na skraju placu. W przeszłości to był rynek. Dwa razy w tygodniu był tam targ. Rolnicy z pobliskich wiosek przywozili do sprzedaży płody swoich gospodarstw. Teraz plac stał opuszczony i tylko pomnik pamięci w środku rynku ro- bił wrażenie ostatniego zęba, który pozostał w ustach samotnego staruszka.
Zbliżyłam się do grupki starszych mężczyzn i zapytałam:
– Czy ktoś z państwa mieszkał w Ostrowcu przed wojną? – moje pytanie przerwało rozmowę. Otoczyli mnie i patrzyli podejrzliwie.
– Kto pani jest? Skąd pani zna język polski? Czego pani tu szuka? Dlaczego ma pani dwa aparaty fotograficzne? – pytania padały ze wszystkich stron. Kierowca pospieszył mi z pomocą.
– Ta pani jest turystką z Izraela. Żydówką, która urodziła się w Ostrowcu. Szuka ludzi, którzy znali jej ojca.
– A jak się nazywał ten Żyd? – zapytał jeden ze starców, przesadnie prze-ciągając ostatnie słowo.
– Alterman, Mosze Alterman – wtrąciłam.
– Moszik Alterman, ten, który miał skład meblowy! – rzucił staruszek radośnie. Zanim zdążyłam zareagować, podszedł do mnie i silnie potrząsnął moim ramieniem. Potem zatrzymał moją dłoń i przycisnął ją sobie do piersi. Poczułam, że serce starca trzepocze się jak ptak, który wyleciał z klatki. Stałam i przysłuchiwałam się jego biciu.
![]() |
| Moi rodzice w 1938 r. |
– Wie pani, kto ja jestem? Hamer, Hamer piekarz, a ta, która do nas idzie, to moja żona. Ja byłem piekarzem i w czasie wojny rzucałem przez płot chleb do getta. Dobrze znałem pani ojca. Jaką piękną miał żonę! Słyszałem, że zamordowali ją kilka dni przed zakończeniem wojny. Szkoda, była piękną Żydówką. A co z pani ojcem? Żyje?
– Mój ojciec żyje, ale dziś jest starcem, który po doświadczeniach Auschwitz nie wrócił nigdy do siebie i nie ożenił się po raz drugi – odpowiedziałam wzruszona.
![]() |
| Moi rodzice w getcie, Ostrowiec 1941 r. |
– Stefa, Stefa, chodź szybko, zobacz, kogo tu mamy! – zawołał w stronę żony, która zbliżała się do nas ciężkim, powolnym krokiem. I znów musiałam położyć swoją dłoń na sercu staruszki. Kiedy poczuła mój dotyk, położyła głowę na mojej piersi i zaczęła szlochać. Wyciągnęłam z torebki papierowe chusteczki i ocierałam jej łzy. Czułyśmy się, jakbyśmy obie wróciły z pogrzebu kogoś bliskiego.
– Jestem chora na serce i nie wolno mi się denerwować, ale to spadło na nas nagle jak z nieba. Pamiętam panią jako malutką dziewczynkę z czarnymi włosami i błyszczącymi oczami.
Hamer zaprowadził nas pod dom moich rodziców. [...]
Hamer, który śpiesznie szedł po ulicy Kościelnej, wskazał nam domy, które mijaliśmy i opowiadał o ich żydowskich właścicielach. Wymieniał ich nazwiska i dodawał z dokładnością, kiedy i dokąd wyjechali ci nieliczni, którzy pozostali przy życiu. Wielu z nich wyjechało jeszcze do Palestyny, ale większość udała się do Kanady i od czasu do czasu ich potomkowie przyjeżdżają, aby odwiedzić rodzinne strony.
– Teraz zaprowadzę panią na żydowski cmentarz – powiedział. – Tam koło płotu pozostało tylko kilka nagrobków. Większość z nich jest zniszczona, ale jeszcze można odczytać nazwiska. Z pozostałych Niemcy pobudowali chodniki w mieście. Teraz na miejscu cmentarza będzie plac zabaw. Starego buka nie ścięli, a pod nim znajduje się zbiorowa mogiła. Tam są pochowani Żydzi z Ostrowca pozabijani przez SS. – W tym momencie wykonał palcem gest podrzynania gardła nożem.
– Co ja pani powiem, lepiej nie pamiętać tamtych dni. Byłem „piekarzem getta” i podrzucałem Żydom świeży chleb. To był dopiero wyczyn! Nieustannie narażałem się Niemcom. Każdego dnia groziła nam śmierć, ale ja byłem młody i nie bałem się. Znałem wszystkich Żydów z Ostrowca. Litość brała nad małymi dziećmi, chudły z dnia na dzień. Widać było tylko wielkie i czarne jak węgiel oczy.
Żona Hamera, ciężko oddychając, przecierała od czasu do czasu czoło płócienną, pożółkłą chusteczką. Pochyliła głowę w stronę męża i szepnęła mu coś na ucho. – Pani musi koniecznie napić się u nas herbaty. Od kilku godzin pani kręci się w zimnie i jeszcze pewno niczego nie piła. Córka Altermana nie jest przecież codziennym gościem. Może raz na sto lat…
– Niedługo się ściemni i będę musiała wracać do Warszawy – usiłowałam wymigać się od zaproszenia. – Nie, nie, mamy dla pani niespodziankę, wielką niespodziankę. Mieszkamy dwa kroki stąd.Uliczka, w którą skręciliśmy z ulicznych schodów, zdawała mi się znajoma. Wskazałam zardzewiały szyld przybity zaledwie jednym gwoździem.
– Po wojnie mój ojciec tu mieszkał – zaszeptałam do ucha staruszki.
– Ojciec pani mieszkał pod numerem trzynastym, a my pod drugim. Zapraszamy do środka – powiedział Hamer i pociągnął mnie w stronę klatki schodowej.
Wspinając się po trzeszczących schodach poczułam zapach kartoflanki i kiszonej kapusty. Stefa, która jakby zrzuciła z siebie lata i wagę, biegła po schodach jak młoda dziewczyna. Wyciągnęła z palta wielki klucz, otworzyła nim drzwi, które już od lat nie widziały żadnej farby i zapaliła światło. Uderzył mnie ciężki smród, podobny do wyziewów z klatek w ogrodzie zoologicznym, z tą różnicą, że ten był ciepły i wilgotny.
Widok, jaki zobaczyłam, był jakby żywcem przeniesiony z filmów, przedstawiających życie chłopów na opuszczonej wsi we wschodniej Europie. Po prawej stronie pokoju stał piec obłożony kaflami koloru mocnej herbaty. Ze szczeliny między ścianą a piecem wystawały kromki suchego chleba, powpychane między zmięte kawałki gazetowego papieru. Koło pieca stał mały stół, przykryty gazetą, a na nim szklanka herbaty z pływającymi w niej resztkami papierosa. Chleb, z którego wydłubano wnętrzności, otwierał groźnie paszczę, jakby ostrzegał przed ewentualną próbą zrobienia porządku.
Na szerokim łożu, które zajmowało większą część pokoju, leżały porozrzucane w nieładzie pierzyny, poduszki i mnóstwo szmat. Wyglądały jak stare bety, wyciągnięte z ulicznego śmietnika. Na lewej ścianie wisiał drewniany krzyż, a na półce pod nim stał zielony słoik z plastikowym kwiatami. Obok leżała szczotka do włosów i grzebień. Po podłodze wałęsały się dwa białe króliki, jedyne stworzenia w tym pomieszczeniu, które nie wzbudzały odrazy. Ścierpła mi skóra na myśl, że będę piła herbatę z którejś szklanki stojącej na stole i osłodzę ten napój cukrem wyjętym z jakiejś starej szmaty.
– Ja naprawdę muszę już iść, żeby zwolnić kierowcę. Obiecałam, że nie zajmę mu więcej niż osiem godzin – mówiłam – już się ściemniło i moi przyjaciele będą się niepokoić.
– Zaraz, zaraz, jeszcze musi pani zobaczyć najważniejsze… – Hamer jednym dramatycznym ruchem opróżnił małżeńskie łóżko z rzeczy, z całego bałaganu. Zrzucił wszystko na podłogę. Dopiero teraz zobaczyłam oparcie i poręcze łóżka z wiśniowego drzewa, wykonane ręką artysty. Opróżniony mebel wyglądał jak diament na kupie śmieci. W dalszym ciągu nie rozumiałam, co mam wspólnego z tym łóżkiem, ale Hamer nie dał mi się długo zastanawiać.
– To jest łóżko pani rodziców, pochodzi z ich warsztatu. Pani ojciec podarował mi je w zamian za chleb. Pewnego dnia, kiedy przyniosłem pieczywo do getta, jeszcze w czasach, kiedy pozwalano mi tam wchodzić, powiedział: weź pan to łóżko, bo zajmuje za dużo miejsca. Dodali nam do mieszkania jeszcze dwie rodziny i musimy spać na materacach. – Łóżko wziąłem, a materace im zostawiłem, w ten sposób ocaliłem ten mebel z rąk SS-manów.
Wszystko mnie nagle zabolało. Wydawało mi się, że mam gorączkę. Szeptem poprosiłam kierowcę, żeby mnie wyciągnął z mieszkania Hamerów. Kiedy byliśmy już na dole i głęboko odetchnęłam świeżym powietrzem, [...]
Źródło: zapispamieci.pl
czwartek, 21 listopada 2019
Ledermanowie na Gutwinie
(Historia i współczesność)
s. 11-12
Na początku lat 30-tych [XX w.] dokonała się parcelacja i kolonizacja Gutwinu. Właścicielka dóbr ziemskich i lasów ostrowieckich hr. Maria Wielopolska po wyzbyciu się nieruchomości w Częstocicach, Kuźni i Piaskach, mając zamiar osiedlenia się na stałe w stolicy, dokonała w 1930 r. działów rodzinnych pozostałego majątku. Na rzecz najstarszego syna Józefa zapisała w większości zalesione obszary o powierzchni 900 ha obejmujące Gutwin i Margrabszczyznę (lasy na północ od Gutwinu). Drugiemu synowi Aleksandrowi przekazała Sadłowiznę (lasy kunowskie), a córce Marii lasy „Feliksów” z Jeleńcem.
Prowadzący swawolny tryb życia hr. Józef Wielopolski rozpoczął niezwłocznie wyprzedaż przypadłego mu majątku. Uzyskał on w 1931 r. od Urzędy Ziemskiego w Kielcach na parcelację nieruchomości w Gutwinie. Rok później parcele nabyło tam 31 osób, a m.in. gajowy Paweł Baran, buchalter browaru Karol Lirsz, nauczyciel ostrowieckiej szkoły Władysław Jaślan oraz przedsiębiorczy bracia Szmul, Chaja [sic!] i Berek Ledermanowie. Ci ostatni stali się właścicielami gruntu o powierzchni 11,5 ha, na którym pobudowali dom piętrowy przeznaczony na garbarnię.
[…]
Hr. Józef Wielopolski w ślad za swą matką wyjechał do Warszawy i zamieszkał na stałe w budynku rodzinnym przy ul. Szustera 1. Uprawiając hazard podpadł niebawem w długi. Drogą postępowania sądowego w 1938 r. egzekwowano od niego wynagrodzenie należne gajowym lasów hrabiowskich Pawłowi Baranowi i Janowi Nowakowi. Zlikwidowaną gajówkę nabył w tym czasie Karol Lirsz, który wynajął budynek lokatorom. Hrabiego skarżyli również niektórzy kupcy żydowscy Ostrowca, mający trudności z odzyskaniem pożyczonych pieniędzy.
[…]
Niektórzy nabywcy gruntów popadali w długi, które wpisywano im do ksiąg wieczystych. Postanowieniem sądu okręgowego w Radomiu z lipca 1940 r. z powództwa Radomskich Zakładów Garbarskich „Nowość” zasądzono na rzecz Ledermanów kwotę 6801 zł i wpisano ją do księgi wieczystej nieruchomości w Gutwinie. Z początkiem 1943 r., po likwidacji ostrowieckiego getta, nieruchomości te (zakład garbarski i materiałów budowlanych oraz grunta) jako pożydowskie zostały przejęte pod administrację wydziału lasów gubernatorstwa radomskiego, które z kolei wydzierżawiło je wraz z okolicznymi stawami niemieckiemu właścicielowi cegielni i wytwórni wódek Jegerowi. Przy pomocy więźniów z getta prowadził on na Gutwinie hodowlę ryb. […]
s. 27
W ramach kolejnego planu porządkowania miasta opracowanego na lata 1959-1960 dokonano przebudowy ul. Siennieńskiej również w granicach osiedla Gutwin. Na przejęte przez samorząd miejski grunta i budynki po Ledermanach przeniesiono z ul. Kilińskiego upaństwowiony tartak, który przekazany został Spółdzielni Remontowo-Konserwacyjnej. Otrzymała ona kredyt na urządzenie w nowym miejscu tartaku a także betoniarni. Na części tej nieruchomości wybudowano pomieszczenia dla przemysłowej tuczarni trzody chlewnej, prowadzonej długo przez Przedsiębiorstwo Przemysłu Mięsnego w Kielcach.
![]() |
| Dom Ledermanów (obecnie [w 1995 r.] zakład usługowy i tartak Spółdzielni Remontowo-Budowlanej. |
Dzięki uprzejmości Waldemara Frańczaka.
wtorek, 23 kwietnia 2019
Basia Goldsztajn
Szukamy kontaktu do Basi jeśli jeszcze żyje lub jej rodziny. Ma (lub miała) kuzynkę w Izraelu - Riwka Ruda (Horvitz), która mieszka (lub mieszkała) w kibucu.
„Dziennik podróży”Lejba Majzelsa z Żydowskiego Instytutu Historycznego
niedziela, 27 maja 2018
Rodzina Alkichenów
![]() |
| Rodzina Alkichenów, Ostrowiec, ok. 1938 r. |
Źródło/source: United States Holocaust Memorial Museum (tłumaczenie własne)
poniedziałek, 3 października 2016
Rodzina Muszkiesów
![]() |
Rodzina
Muszkiesów, 1938. / The
Muszkies family, 1938.
Od lewej / From left: Wiktor Muszkies, Chana-Hinda Muszkies z d. Tchórz, Małka, Chaja, Rutka, Szmul. Fot. Szmul Muszkies |
![]() |
| Małka Muszkies, lata 30. / 1930s. Fot. Szmul Muszkies |
![]() |
| Chaja Muszkies, 1932, fot. Szmul Muszkies |







































.jpg)
.jpg)

