Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1942. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1942. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 lipca 2026

środa, 21 stycznia 2026

Zdjęcia synagogi

 

Aron ha-kodesz (szafa ołtarzowa na rodały) na ścianie wschodniej,
fot. T. Rekwirowicz, l. 30 XX w. (zbiory MHA)

Ściana zachodnia z krzesłem Eliasza, fot. T. Rekwirowicz, l. 30 XX w. (zbiory MHA)

Drzwi synagogi w ścianie zachodniej, fot. T. Rekwirowicz, l. 30 XX w. (zbiory MHA)

Malowidła na sklepieniu, fot. T. Rekwirowicz, l. 30 XX w. (zbiory MHA)


Żyrandole, w głębi aron ha-kodesz zakryty parochetem, fot. T. Rekwirowicz, l. 30 XX w. (zbiory MHA)

Bima na lewo, w głębi ściana północna, fot. T. Rekwirowicz, l. 30 XX w. (zbiory MHA)

Bima z filarami podtrzymującymi sklepienie, w głębi narożnik północno-wschodni,
fot. T. Rekwirowicz, l. 30 XX w. (zbiory MHA)

Parochet, fot. T. Rekwirowicz, l. 30 XX w. (zbiory MHA)

Odblaśnica, fot. T. Rekwirowicz, l. 30 XX w. (zbiory MHA)

Widok na kompleks synagogalny od strony skarpy, synagoga to ciemny budynek z dachem łamanym, fot. T. Rekwirowicz, l. 30 XX w. (zbiory MHA)

Widok na ścianę południową, fot. T. Rekwirowicz, l. 30 XX w. (zbiory MHA)

Widok na ścianę północną, fot. T. Rekwirowicz, l. 30 XX w. (zbiory MHA)


W dokumentacji muzeum przechowywane są fotografie ukazujące ostrowiecką synagogę. Są to jedyne znane zdjęcia tego nieistniejącego zabytku. W różnych publikacjach dotyczących tematu żydowskiego dziedzictwa, z monumentalną pracą Marii i Kazimierza Piechotków „Bramy nieba” na czele, można spotkać omawiane dziś fotografie. 

Nie wiemy czy wszystkie fotografie z cyklu powstały w jednym czasie. Najprawdopodobniej większość z nich pochodzi z 1932 roku, kiedy osiemnastowieczny budynek poddawany był renowacji. W tym czasie Zarząd Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w piśmie do Urzędu Wojewódzkiego, nadzorującego prace konserwatorskie, wspomina o wysłanych zdjęciach. Takie pochodzenie potwierdza cechujący je utylitarny charakter. Parę lat później w 1938 roku krajoznawczyni Maryla Żakowska opracowując malowidła synagogalne także mówi o dokumentacji fotograficznej. Niewykluczone jest także, że Tadeusz Rekwirowicz, autor fotografii synagogi, jak mało kto wrażliwy na zabytkową architekturę, wykonał je w ramach własnych krajoznawczych dokumentacji.

Na serię czarnobiałych fotografii składa się siedem zdjęć wnętrza synagogi, dwa ujęcia wybranego elementu i trzy widoki budynku z zewnątrz. Ograniczenia wynikające z charakteru obiektu – mało miejsca i mało światła – przekładają się na jakość zdjęć. Kadry są ciasne, ukazują małe fragmenty wnętrza, że na pierwszy rzut oka nie umiemy się zorientować w przestrzeni. Dodatkowo występują w nich silne kontrasty między zacienionymi zakamarkami a „przepalonymi” światłami w partii okien. Pomimo tych mankamentów fotografie te są bezcennym materiałem ukazującym bożnicę w momencie pełniła swych pierwotnych funkcji sakralnych. Zwraca uwagę oryginalne bogactwo zdobień, szczególnie misternie rzeźbiona ażurowa szafa ołtarzowa. Budynek został zniszczony w końcówce 1942 lub na początku 1943 roku.

Na niską jakość zdjęć wpływa także to, nie są one oryginalnymi odbitkami z epoki tylko kopiami wykonanymi trzydzieści lat później. Kopie ze szklanych negatywów wykonał nie ich autor, tylko ówczesny kierownik muzeum Wojciech Kotasiak, przy czym popełnił błąd, częsty przy takim działaniu - kilka ujęć zostało skopiowanych w odbiciu lustrzanym. Poniżej prezentujemy fotografie synagogi w poprawnym ułożeniu.

Opr. W. Mazan

piątek, 7 listopada 2025

Barbara Reńska i Wacław Zagórski

 




Największa rola Barbary Reńskiej. Schronienie udzielane Żydom po „aryjskiej stronie” 

„U mnie, w domu jest pełno niebezpieczeństwa, ty go nie wnosisz”, tymi słowami Reńska przywitała przyjaciółkę w małym pokoju z kuchenką w domu przy ul. Górnośląskiej 3. Kiedy dowiedziała się, że Anna Bajer-Dratwerowa (pseud. „Gustawa”), jedna z pierwszych organizatorek tajnego gimnazjum i liceum w getcie warszawskim, uciekła na tzw. aryjską stronę w sierpniu 1942 r., bez namysłu zaproponowała u siebie locum. 

„Zrobiła to w sposób naturalny, jakby to chodziło o zwykłą gościnę przyjaciółki, która przejazdem bawi w Warszawie [...]. Byłam u niej 2-3 tygodnie. Basia dobrze sobie zdawała sprawę z ryzyka”, wspominała Anna Bajer-Dratwerowa. 

„Nigdy nie narzekała na zmęczenie, choć w czasie swojej oficjalnej, jakiejś urzędniczej pracy, gorączkowo, ukrywając się przed szefami i współtowarzyszami pracy, wystukiwała na urzędowej maszynie nowe nazwiska i nowe personalia na »lewych« kenkartach, jakie trzeba było dostarczyć ukrywającym się ludziom. Pod wieczór, wracając do domu, spieszyła, by zdążyć załatwić przed wczesną godziną policyjną, zwiększone zakupy dla zwiększonej »familii«. Byłam na swój sposób szczęśliwa i usatysfakcjonowana, kiedy parę razy udało mi się z własnych, zarobionych pieniędzy zafundować na kolację bochenek chleba”. 

Dokumenty wyrobione przez Zagórskiego pozwoliły Dratwerowej kontynuować pracę oświatową pod przybranym nazwiskiem „Hanka Budzyńska” w tajnym gimnazjum PPS w Ćmielowie, aż do końca wojny, także dzięki pomocy rodzinie Reńskich.

 [...] 


czwartek, 26 grudnia 2024

The human condition

 


THE HUMAN CONDITION

The English translation od Rabbi Alexander Zisze Ajzensztadt’s (the Tzosmerer Rebbe) Torah discourse, dictated to his son – the autor of „Endurance” – while hiding in the bunker during a Nazi pogrom in April 1942 in the ghetto of Ostrowiec.

 

The rush and the noise of our present daily life is great. Never was human existence so hurreid as during our era. Never was human ambition to acquire „the good things in life” so strong as during our epoch.

Every one of us can, in this own circle od friends, notice individuals of various mentalitics and characteristics, who are chasing and running, often even sacrificing their health, risking their lives, in order to attain their ambition.

As if chased by the secret power of some mysterious stymulant, most people strive for all sorts of aims which tempt their imagination.

Moved by a hidden driving force, these people are instinctively and forcefully drawn like a bee to honey or a firefly to flame, in order to satisfy their longing for fortune and wealth, honour and popularity.

The question arises, therefore: Why?

What is, after all, the root, the basic factor, which causes in all these people the undaunted will, the unwavering patience, the tremendous initiative to attain their limitless wants?

Is it a factor which exists within the desired aims themselves? Do these desires themselves centain some magnetic power, some potency which is capable of overwhelming the chosen one of creation and propel him forcibly towards iyself?

Or is it an internal subjective tendency, which is hidden within the being of man proper?

When you observe life and analyze the psychology of the never ending, unsatiated desire for these objectives; when you try to penetrate the psyche of despair, of disappointment, and the results in suicide which take place more often among the supposedly „fortunate” and „rich” than among the so-called „poor” and „destitute”, you draw the conclusion that the entire sound and fury, the whole searching, striving and reaching for one’s goals is not something which is created by external experiences, but which comes solely form within. It lies within he very being of man himself.

Let us, however, try to understand that creation is, according to mysticism and metaphysics, a radiation of godliness that os – no more and no less – someting which was at its origin and on its genesis pure spirit in the infinity, in the andlessness. At a certain moment, during the creation of the universe, it was converted by the creator into actual and tangible physical entities.

In the Kabalah it is expressed in a picturesque phrase [Benhadin Kamtza dilvusheh minaich] concering a small garment is an organic part of his being.

And in philosophy the term is: „emanation”.

Man, being the most intellectual, most sensitive and most imaginative creature of this reation, feels, therefore, subcenciously and intuitivle like some lostsouyl, who actually was privileged to be of a godly sovereign descent, and thus had once the good fortune to find himself to be of a godly, majestic origin, thanks to which he could enjoy all the possible pleasures of the world in a condensed form.

The chosen of creation is therefore confused and desparate. He wishes to recapture for himself the most satisfying soure of happiness in the previous „royal court” when he was still under the wing of the shekinah, or divine presence, and in blissful heavenly serenity.

However, he becomes, alas, lost in his hasty and erroneous, groping and scurrrying. With a blurred consciousness and earthly materialistic conception, he grasps at every shimmering, shining, sparkling immitation object. He is like a thirsty desert-wanderer who falls upon an oasis of salt-water, which not only will never satisfy his thirst, but, will also increase his thirst many Times and make it unbearable. It is only an exercise in futility.

The truly happy person, however, is he who raises himself above the low, merely earthly concepts, to the highest comprehension, to a clear and bright world-outlook and sees unmistakeably the necessary genuine attracrion.

That comes, however, only when he can distinguish and see that the tempting illusions are, in the final analysis, no more than a fata-morgana, a mirage for shortsighted human earthlings.

Human lust does not originate from external sensible, observable sources, but is born from the inner spiritual longing for the secret and godly genesis-sources, which became concretized in the eyes of mortal homo sapiens as material and enthralling objects of his lust.

Fortunate is he who understands how to counteract these misleading illusions and blurrings of a banal, shallow world-conception, as we are cautioned to do by the first Chassidic declarations.

Endowed is the man who has open ears and is privileged to hear the echo of the heavenly call: „It is I who am the propietor and iluminator of the world-mansion.”

Then his eyes are opened and he sees how the entire material creation of minerals, plants, and all that lives seeks for the wings of the divine presence and strives to reach their orginal creator; continuously imploring for his mercy, so that he should again accept them into his godly arms – as of old – before the creation of the universe.

That is the height from which man must see the world. Those the desires which should have been the final goal of our nervous, confused and rushing generation.

Only a return to the source of genuine happiness, to godliness in Jewish faith can revive and save the whole world, which is in great danger, and which longs unconsciously for the time when, as Isaiah said „They shall beat their swords onto ploughshares, and their spears into pruning forks.”

Ony a return to the principles of Judaism, to all the Torah values, can cure a world that had been blinded by materirialism, where one must have a more beautiful car than that of his neighbour, a better and swifter flying airplane, and a more deadly bomb.

That is the choice: to discern and select the true essence of life, and to extract it from its materialistic shell.

This is the way to recovery for an ailing humanity, the only road leading to recuperation for a morally-diseased mankind bent on homicidal and suicidal self-destruction.

Endurance : Chronicles of Jewish Resistance : Ajzensztadt, Amnon

sobota, 26 października 2024

Stryjeczny brat bohatera


Lejzor Leon Szpilman

 Stryjeczny brat bohatera "Pianisty". Jego losy również mogłyby posłużyć za scenariusz godny Oscara
Janusz Kędracki

Był stryjecznym bratem Władysława Szpilmana, o którym Roman Polański nakręcił nagrodzony Oscarem film "Pianista". Także grał na fortepianie.

Lejzor Leon Szpilman urodził się 18 kwietnia 1913 roku w Ostrowcu nad Kamienną, jak wówczas był nazywany Ostrowiec Świętokrzyski. W rodzinie o bogatych tradycjach muzycznych, dziadek Lejb grał na kontrabasie, ojciec Rivn na skrzypcach w orkiestrze.

Mieszkali w nieistniejącej już kamienicy u zbiegu obecnej alei 3 Maja i ulicy Kilińskiego. Już jako czterolatek zaczął się uczyć gry na pianinie, a w wieku dziewięciu lat został taperem, czyli akompaniował do niemych filmów w ostrowieckich iluzjonach. Jako nastolatek trafił też do kapeli klezmerskiej, z którą występował do wybuchu II wojny światowej i okupacji niemieckiej.

W getcie i z partyzantami w puszczy

Przed napaścią Niemiec miał przekonywać stryjecznego brata Władysława Szpilmana do opuszczenia Polski, ale w końcu obaj zostali. Brat, który przed wojną był pianistą w Polskim Radiu, znalazł się w warszawskim getcie, on w ostrowieckim.

Uczył tam jednego ze strażników gry na akordeonie. Dzięki temu przeżył, bo Niemiec ostrzegł go, kiedy w październiku 1942 roku rozpoczęła się likwidacja getta i wywożenie Żydów do obozu zagłady.

Z poślubioną już podczas wojny żoną Marią, zwaną Manią, uciekli z miasta. Przez kilka miesięcy przebywali z oddziałem partyzanckim w rejonie Puszczy Iłżeckiej.

Potem wrócili do Ostrowca, ukrywając się wraz z bratem Mani Stanisławem. Leon zaczął wtedy pisać dziennik.

– Pierwszy wpis pochodzi z marca 1943 roku, ostatni z lutego 1945. 190 kilka stron z notesików zapisanych maczkiem i szybko – informuje Hanna Fedorowicz, która rozszyfrowała trudne często do odczytania zapiski po polsku, przetłumaczyła na angielski i przygotowuje do wydania książkowego.

Dodaje, że to bardzo osobisty dokument, zawierający najbardziej intymne myśli.

– Leon czuł się odpowiedzialny za Manię, za jej brata. Miał niewyobrażalną odwagę, ale także bał się i martwił. Nie mógł im się przyznać do słabości, więc zapisywał do dziennika. Czasem po kilka razy dziennie, nawet co godzinę bardzo dokładnie notował, co przeżywał. Niektóre zapiski na dworze, podczas deszczu robił. Czasem są też przerwy, kilka dni, tydzień – podkreśla.

Fedorowicz zdradza, że w dzienniku opisanych zostało mnóstwo trudnych sytuacji. Niejednokrotnie zdarzało się, że Szpilman był bliski załamania.

– Prosił Boga, żeby na zawsze zasnąć. Wyszedł z domu, w którym się ukrywali, i szedł do baraku w obozie pracy, w którym Niemcy trzymali Żydów. Chciał zobaczyć się tam z siostrą. Przedtem ogolił się, ubrał pięknie. W pewnym momencie poczuł, że ktoś za nim idzie. Miał przy sobie pistolet. Świeżo wyczyszczony, bo śniło mu się, że się zaciął. „Pan Bóg mi otworzył usta" – zapisał. Kiedy tamten krzyknął „Halt!", on też zawołał „Halt!". Tamten znowu „Halt!", Leon też. Kiedy tamten trzeci raz powtórzył, powiedział do niego: „Słuchaj, przestańmy, bo obaj zginiemy". Tamten przestał – opowiada pani Hanna.

W komórce przy Denkowskiej

Najdłużej Leon z żoną i szwagrem ukrywał się w mieszkaniu przy ul. Denkowskiej, które wynajął dla nich jeden z polskich przyjaciół Henryk Wroński. – Leon płacił za czynsz, Wroński udawał, że tam mieszka. Kiedy wychodził, zamykał drzwi. Oni mogli wyjść przez boczne okienko – mówi Hanna Fedorowicz. Dodaje, że na początku tego ukrywania się Leon wychodził do miasta, czytał prasę, rozmawiał ze słuchającymi potajemnie radia, głównie o tym, kiedy wojna się może skończyć.

Żyli w ciągłym zagrożeniu. Bali się kaszleć, żeby ktoś nie usłyszał. Kiedy Niemcy przeszukiwali kolejne ulice i domy, musieli uciekać, cały dzień leżeli schowani w trawie.

Tuż przed wycofaniem się z Ostrowca niemieccy żołnierze zajęli dom przy ul. Denkowskiej. Leon z żoną i szwagrem skryli się w spiżarce, siedzieli tam całymi dniami, gdy było niebezpiecznie. Potem weszli głębiej, za spiżarkę do malutkiej komórki. Tam trzy osoby były tak ściśnięte razem, że ledwo mogły oddychać.

Kiedy nie mogli już wytrzymać z głodu, wyszedł w nocy i ukradł Niemcom chleb.

– Leon zapisał w dzienniku, że miał sen. Matka mu się przyśniła i powiedziała, że będzie dobrze – informuje Hanna Fedorowicz.

Napad na ocalałych z Holokaustu

Po wkroczeniu do Ostrowca Armii Czerwonej mogli wyjść z ukrycia. W marcu 1945 roku w domu przy ówczesnej ul. Radomskiej (obecnie ul. Sienkiewicza), gdzie mieszkali, wkroczyli uzbrojeni ludzie z poakowskiego podziemia. Zabili cztery przebywające tam osoby, kilka kolejnych ranili.

O przebiegu tego napadu pisze Joanna Tokarska-Bakir w artykule „Malarz i dziewczyna. Ostrowiec. 19 marca 1945". Cytuje m.in. zeznania Szpilmanów ze śledztwa. „Po dokonanym rabunku rzeczy wartościowych zwrócili się do wszystkich obecnych, żeby podawać nazwiska, i przy podawaniu nazwisk zaczęli strzelać" – zeznała Mania Szpilman.

„Obecna w domu Krongoldówna, która miała kennkartę na nazwisko Kwiatkowska, podała przybrane nazwisko. Ten najniższy blondyn mówi: co, Kwiatkowska? To pani jest Krongoldówna, kierowniczka fabryki Smołopapu! Druga, Szpiglówna, podała też przybrane nazwisko. Blondyn niski mówi: to pani Szpiglówna, i stara się pani o mieszkanie. Obecna w tym czasie przyjezdna żona doktora z Warszawy [Otylia Szrajer], która przyszła przenocować się, podała, że jest Polką, to śmiał się i pierwszą kulę dostała, i z miejsca została zabita. Po tym wypadku zabicia pierwszej osoby krzyknęli: »w tył zwrot!«, i zaczęli strzelać wszyscy. Kiedy wszyscy zostali już poprzewracani na podłodze, zabrali zrabowane rzeczy, wysoki powiedział: skończone, chodźmy. Wysoki był całym komendantem. Ta cała scena trwała 30 minut" – opisywał zbrodnię Leon Szpilman.

Szpilmanowie zostali ranni w tym napadzie. „Zgodnie ze świadectwem lekarskim wystawionym 25 maja 1946 r. przez kierownika Szpitala w Ostrowcu dr. Kwiatkowskiego, w dniach 19-29 marca 1945 Mania i Lejzor Leon Szpilmanowie przebywali na oddziale z rozpoznaniem przestrzału prawego ramienia jedno oraz przestrzału prawego barku drugie" – pisze Tokarska-Bakir.

Po wyjściu ze szpitala Leon rozpoznał na ulicy w Ostrowcu jednego z napastników, co doprowadziło do aresztowania także pozostałych. Dwóch z nich sąd wojskowy skazał w 1946 roku na karę śmierci, wyrok wykonano.

„Proszę o mieszkanie w moim domu"

Monika Pastuszko na swoim „blogu w budowie" cytuje pismo, jakie 12 kwietnia 1945 roku Leon Szpilman skierował do wydziału kwaterunkowego urzędu miasta: „uprzejmie proszę o przydzielenie mi mieszkania w moim własnym domu przy Aleji 3-go Maja nr. 1. Wymienione mieszkanie zajmowałem także w 1939 roku, a obecnie znajdzie tam pomieszczenie 5 osób (...) W czasie mego przebywania w szpitalu wprowadził się do wyżej wymienionego mieszkania nieprawnie obywatel C.".

Z dokumentu ostrowieckiego oddziału Centralnego Komitetu Żydów Polskich wynika, że nie czuł się też w Ostrowcu bezpiecznie. Groził mu na ulicy brat jednego z aresztowanych uczestników napadu i również „inni obywatele ostrowieccy" nie szczędzili gróźb. „Przeto celem zabezpieczenia swego życia ob. Szpilman zmuszony jest chwilowo Ostrowiec opuścić" – czytamy.

Wraz z żoną opuścił nie tylko Ostrowiec, ale i Polskę. Na stałe. W 1947 roku trafili do obozu dla wysiedlonych w Fürstenfeldbruck na terenie okupowanych wtedy przez zachodnich aliantów Niemiec.

Tam Szpilman skomponował „Rapsodię 1939-1945". Mówił, że ten utwór ma „przywodzić na myśl odgłosy wojny: strzały, płacz, wybuchy i radość z wyzwolenia".

– „Rapsodia" miała premierę w obozie Fürstenfeldbruck, grał znany zespół obozowy The Happy Boys – informuje Hanna Fedorowicz.

Granie utworu dla samego Szpilmana okazało się jednak zbyt bolesne. Dlatego w 1948 roku, gdy wraz z żoną i synem Lesem wyemigrował do Kanady, schował jego rękopis w walizce trzymanej w garażu w Toronto.

Wtedy także zmienił nazwisko na zanglicyzowaną formę Spellman, a imię skrócił do Leo. Powrócił natomiast do wykonywanego w Ostrowcu zawodu pianisty, zakładając Orkiestrę Leo Spellmana. Był to jeden z najlepszych w Toronto zespołów wykonujących muzykę taneczną.

Pod koniec ubiegłego wieku Spellman powrócił też do „Rapsodii". Do wydobycia z walizki tego utworu przyczynił się jego kuzyn Władysław Szpilman, bohater nagrodzonego Oscarem „Pianisty" Romana Polańskiego. Gdy organizatorzy koncertu w Muzeum Pamięci Holokaustu w Waszyngtonie zwrócili się do niego o pomoc w poszukiwaniu twórców tradycyjnej muzyki żydowskiej, polecił im stryjecznego brata Leo.

Amerykańska premiera „Rapsodii 1939-1945" miała miejsce w styczniu 2000 roku. Później utwór był wielokrotnie wykonywany w Stanach Zjednoczonych, został też wydany na płycie. Mający 96 lat Spellman nie brał bezpośrednio udziału w nagraniu, ale cały czas przebywał w studiu. – Grał na fortepianie codziennie do końca życia – podkreśla Hanna Fedorowicz.

Siedem tygodni przed śmiercią Leo Spellman był gościem specjalnym kanadyjskiej premiery „Rapsodii", która odbyła się w ramach Aszkenazy Festiwalu w Centrum Harbourfront w Toronto. Zmarł 24 października 2012 roku w wieku 99 lat.

Polska premiera jego „Rapsodii 1939-1945" odbyła się w Filharmonii Podkarpackiej w Rzeszowie 29 stycznia 2016 roku.

Film czeka na polską premierę

Trzy dni później ostrowieccy radni zdecydowali o nadaniu Leo Spellmanowi tytułu honorowego obywatela miasta. Jego urodzona już w Kanadzie córka Helene wspólnie z prezydentem Ostrowca Jarosławem Górczyńskim odsłoniła tablicę pamiątkową na budynku kina Etiuda.

15 czerwca 2022 roku, podczas Festiwalu Filmów Żydowskich w Toronto miała miejsce premiera filmu „The Rhapsody" o Leonie Szpilmanie i z jego udziałem. Opowiada w nim o swoich przeżyciach z czasu wojny.

Jak informuje Hanna Fedorowicz, film został dobrze przyjęty w Kanadzie. W listopadzie otrzymał nagrodę publiczności na festiwalu filmów żydowskich w Hongkongu.

Czy doczeka się polskiej premiery? – Jesteśmy zainteresowani jej zorganizowaniem – deklaruje Jacek Kowalczyk, dyrektor Miejskiego Centrum Kultury w Ostrowcu Świętokrzyskim.

Źródło: Ale Historia, Wyborcza Kielce, 29.01.2023

piątek, 11 października 2024

Mufka

 



Zdjęcie powstało prawdopodobnie w Obręcznej pod Ostrowcem.

Źródło: Nasz Rżuchów - nasze miejsce

środa, 9 października 2024

Klucze i kasa

 


„Klucze i kasa. O mieniu żydowskim w Polsce pod okupacją niemiecką i we wczesnych latach powojennych, 1939-1950”
red. Jan Grabowski, Dariusz Libionka
Warszawa 2014

s. 64-65

Banki zanotowały przy tym w swoich księgach, do czyich kieszeni trafiło mienie Żydów w GG. Bank Emisyjny w Radomiu, który prowadził konto „zakup” (Beschaffung) dla dowódców SS i Policji w dystrykcie radomskim, otrzymał w miesiącach letnich 1943 r. praktycznie codziennie przekazy, których kwoty opiewały na setki tysięcy złotych. Jako najczęstszy opis podawano w tych wnioskach „kwoty uzyskane z licytacji pożydowskiego mienia”, które wpłacali komendanci Schutz- lub Ordungspolizei i żandarmerii do Banku Emisyjnego właśnie na wspominane konto, którego saldo szybko urosło do sumy wielu milionów złotych. […] A w listopadzie 1942 r. placówka żandarmerii w Ostrowcu Świętokrzyskim uzyskała z konfiskaty i ze sprzedaży mienia żydowskiego łączną sumę ponad 428 tys. zł (przyp. 112 – AIPN, GK 675/1, Meldunek podporucznika rejonowego (Bezirksleutnant) Sommera (Dziennik nr 2641/42), Posterunek żandarmerii w Ostrowcu, powiat Opatów, dystrykt radomski, 26 XI 1942 r., k. 500.). W gruncie rzeczy takie statystyki są tylko ostatnim lub przedostatnim etapem znacznie dłuższego procesu, gdyż – jak pisze Barbara Engelking – „zainteresowanie chłopów żydowską własnością zaczyna się wraz z pierwszymi prześladowaniami i przesiedleniami – gdy tylko Niemcy dają sygnał, że Żydzi zostają wyjęci spod prawa” (przyp. 113 – Barbara Engelking, Jest taki piękny słoneczny dzień…, Warszawa 2011, s. 111. […]).

piątek, 16 sierpnia 2024

Balint Lea


Lea Balint

Menedżerka w organizacjach charytatywnych, działaczka społeczna, dziewczynka ocalona z Holocaustu.

Lea Balint (z d. Alina Alterman) urodziła się w żydowskiej rodzinie 23 czerwca 1938 r. w Radomiu. Wychowywała się w Ostrowcu Świętokrzyskim. Ojciec był tam właścicielem fabryczki ekskluzywnych mebli drewnianych. Matka była gruntownie wykształcona, znała kilka języków.

Części rodziny udało się emigrować do Palestyny jeszcze przed wojną. W 1942 r. ona razem z rodzicami została wysiedlona z domu, który przejął sąsiad. Wszyscy trafili do ostrowskiego getta. Ojciec za odmowę objęcia funkcji w Judenracie został wywieziony do Auschwitz. Ona sama z getta nie pamięta nic. Ją i matkę wyprowadził na „aryjską” stronę sąsiad, który potem zagarnął cały ich majątek. Matka ukrywała się z nią u Polaków, ale została zadenuncjowana przez tego samego sąsiada. Ratowała się ucieczką, skacząc przez okno. Niemcy schwytali ją i zamordowali. Leę zabrała do siedziby Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi w Brwinowie koło Warszawy najprawdopodobniej osobiście matka Matylda Getter. Tam była ukrywana do końca wojny. Siostrom zawdzięczała życie, pamięta jednak codzienne zagrożenie, biedę, głód i ostrą dyscyplinę.

Po wojnie odszukała ją ciotka i przekazała do Komitetu Żydowskiego, który skierował ją do żydowskiego domu dziecka w Zatrzebiu koło Warszawy. W 1946 r. trafiła do placówki opiekuńczej w Helenówku. Wraz z innymi przeżyła złe traktowanie dzieci żydowskich przez miejscowe dzieci polskie. Po pewnym czasie znalazła się w Łodzi, gdzie została skierowana do żydowskiej szkoły. Tam w 1950 r. odnalazł ją ojciec i wykupił, zanim została wysłana do Izraela. Razem wyjechali do jej ciotki w Hajfie. Tam, nie znając języka, z trudem przechodziła edukację podstawową i gimnazjalną. Po odbyciu służby wojskowej studiowała literaturę i historię w Jerozolimie. W 1963 r. wyszła za mąż, potem urodziła troje dzieci. W Jerozolimie podejmowała prace na stanowiskach menedżerskich w organizacjach charytatywnych.

Zabiegała intensywnie o to, żeby siostry franciszkanki, w tym Matylda Getter, zostały uhonorowane Medalem Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. Matylda Getter otrzymała to wyróżnienie pośmiertnie.

Lea Balint od wielu lat zajmuje się pomocą dla osób pochodzenia żydowskiego, które jako dzieci utraciły tożsamość podczas II wojny światowej w okupowanej przez Niemców Polsce. Odnalazła korzenie ponad 100 osób. Do Polski przyjechała po raz pierwszy w 1984 r. Odwiedziła wówczas klasztor w Brwinowie, gdzie w księgach odszukała swoje dane. Potem odwiedzała Polskę jeszcze wiele razy.

Źródło: Balint Lea (ipn.gov.pl)