czwartek, 19 września 2013

Okrzyki pogromowe

"Okrzyki pogromowe. Szkice z antropologii historycznej Polski lat 1939-1946"
Joanna Tokarska-Bakir
Wołowiec 2012


str. 113-114
"Swój morderczy potencjał figura Krwiopijcy ujawniła w fali pogromowej uruchomionej pogłoskami o żydowskich mordach rytualnych, która przetoczyła się przez kraj w latach 1945-1946. [...] Największe rozruchy bazujące na pogłosce o mordzie miały miejsce w Kielcach, gdzie w dniach 4-5 lipca 1946 zginęło w sumie czterdziestu dwóch Żydów. Po osiągnięciu apogeum fala pogłosek pogromowych nie opadła. Rozlała się na kolejne polskie miasteczka, obejmując Tarnów, ponownie Kraków, Częstochowę, Radom, Ostrowiec Świętokrzyski, Białobrzegi, Dęblin, ponownie Łódź, a także kilkanaście innych."

str. 135
„Tekst 4

[Starosta opatowski, 2 grudnia 1945]
Z żądań Komitetu Żydowskiego wynika, że ludność żydowska spodziewała się od Rady Narodowej w Ostrowcu, że po prostu pozostanie ona na utrzymaniu Opieki Społecznej, mimo iż posiada ona odpowiednie zasoby, żyje ona na dość wysokiej stopie, np. konsumuje białe pieczywo, wędliny i zajęła się handlem.

Tekst 5

[Raport inspektorów KC PPR przebywających w województwie kieleckim od 4 do 15 lipca 1946]
[…] w Ostrowcu kilkuset Żydów również nie pracuje. W większości uzdrowisk państwowych siedzą przeważnie bogaci Żydzi i polska reakcja […] Niezadowolony tłum czuje się pokrzywdzony, chciałby znaleźć winnego i na nim wyładować swoje oburzenie. Wystarczy reakcji wskazać tłumowi pewne nieprawidłowości, jak życie niektórych Żydów bez pracy, jak nadużycie spotykane przez PPR-owców lub u władz państwowych, aby tłum obrócić przeciw PPR lub przeciw Rządowi.

Tekst 6

[tamże]
Dowodem antysemityzmu w szeregach partyjnych będą następujące przykłady. Na wiecu w Ostrowcu tow. Kasior Józef (PPR) występuje z przemówieniem przeciw Żydom, „co to jest, my tu harujemy jak konie, a Żydzi żyją w Ostrowcu jak u Pana Boga za piecem, kupują masło i kury, gdzie byli gdy walczyliśmy w partyzantce?”. Tak mówi towarzysz, który przeszedł przez szkołę partyjną, wojewódzką i centralną.”

str. 213-214
„W zbiorze dokumentów jędrzejowskiej „dwójki” znajduje się jeszcze jeden meldunek, istotny dla naszego tematu. Tym razem dotyczy on wyroku WSS, którego nie wykonano. Skazanym był Bonawentura Rutecki, ps. „Ali”, komendant dywersji Obwodu Jędrzejów (analogiczne stanowisko w Obwodzie Kielce zajmował „Barabasz”), oskarżony o liczne bandyckie napady na majątki, także zabójstwa Żydów na terenie gminy Sobków. Alina z Kuleszów Ziemkiewiczowa, w czasie wojny zamieszkująca w majątku Łukowa, gmina Sobków, podała w relacji: 

Któregoś dnia [1943] przyszła do nas Żydówka, która uczyła dzieci Grabowieckich w Dębskiej Woli. Robiła wrażenie przestraszonej czymś. Po pewnym czasie, nie pamiętam kiedy, przyszli po nią jacyś uzbrojeni ludzie. Obrabowali nas, a Żydówkę zabrali i zamordowali we wsi Łukowa. Już po wojnie zgłosił się do nas jakiś Żyd z Wałbrzycha, pytając o zamordowaną w Łukowej Genowefę Mikołajczyk, która miała przy sobie znaczną sumę dolarów. Podobno była córką bogatych Żydów z Ostrowca Świętokrzyskiego [przypis 265 - patrz niżej].

Wyrok na Genowefie Mikołajczyk, córce bogatych Żydów z Ostrowca, która uczyła dzieci Zygmunta Grabowieckiego. ps. „Sęp”, miała wykonać grupa dywersyjna Ruteckiego. Według jednej z wersji „Grabowiecki miał się dobierać do tej kobiety, która uciekła z Dębskiej Woli przed jego zalotami. Według drugiej […] miał się przy kobiecie wygadać o swej przynależności do konspiracji, a kiedy wyszło na jaw, że jest Żydówką, postanowił ją zlikwidować jako sowieckiego szpiega”. […] Decyzja, co należy zrobić z Ruteckim, którego także cała rodzina służyła w organizacji, zajęła władzom AK prawie sześć miesięcy. W końcu wyrok WSS zapadł, ale z meldunku datowanego na 30 czerwca 1944 roku wynika, że nie został wykonany: „Ali, były komendant dywersji Obwodu Jędrzejów – wyroku nie wykonano. Komendant Obwodu Jędrzejów nie wydał dotychczas takiego rozkazu [likwidacji], mając nadzieję, że może się poprawić”.

[przypis 265]
"Zapisano w Warszawie 10 stycznia 1985 roku (kopia relacji dzięki uprzejmości Andrzeja Ropelewskiego). Tenże o tej samej osobie: „[...] dowiedziałem się, że koło wsi Łukowa chłopi znaleźli pewnego ranka trupa młodej kobiety, ledwo przyprószonego ziemią i zielskiem. W zastrzelonej – na co wskazywały charakterystyczne ślady kul – rozpoznano Żydówkę, która się gdzieś we wsi ukrywała przed hitlerowskimi zbirami. Chodziły później takie słuchy, że wykończył ją oddział dywersyjny Armii Krajowej. Pewne było, że nie zrobili tego Niemcy, których od dłuższego czasu nie widziano we wsi ani w dzień, ani w nocy”, Andrzej Ropelewski, Wspomnienia z AK, Warszawa 1957, s. 46."

[przypis 74 do str. 130]
[…] tekst w gazecie podziemnej „Honor i Ojczyzna” z lata roku 1946: „Opinia kraju znowu została wstrząśnięta potworną zbrodnią, jaką ludzie w mundurach popełnili na Polakach. Podkreślamy: Żydzi na Polakach, zdecydowanie rasowe zabarwienie miał bowiem bestialski mord, ofiarą którego padli bezbronni członkowie b. AK, a wśród nich jeden z najzdolniejszych malarzy młodego pokolenia Kazimierz Markwart, któremu nawiasem mówiąc, ojca zamęczyło gestapo. Tło sprawy wygląda w ten sposób, że Żydzi otrzymali od władz bezpieczeństwa zezwolenie na „egzekucję” stukilkudziesieciu Polaków jako zadośćuczynienie za Kielce. Zbrodni dokonano w celach. Wieszano ludzi na rzeźnickich hakach. […] Kategorycznie żądamy: by na temat Radomia, a także innych wystąpień Żydów w Polsce zabrały głos czynniki odpowiedzialne za mordalne oblicze społeczeństwa [żydowskiego ? - K. K.] w społeczeństwie. Niech zajmie stanowisko żydowskie duchowieństwo, niech wypowiedzą się uczeni, artyści i pisarze, podobnie jak uczynili to Polacy w sprawie Kielc. Niech przemówią i niech odetną się od zbirów w mundurach UBP. W przeciwnym wypadku będziemy zmuszeni odpowiedzialnością za popełnione zbrodnie obciążyć wszystkich Żydów w Polsce jako jedną wrogą nam całość. Antysemitami nie jesteśmy, interes własnego narodu stawiamy jednak ponad wszystko”, „Honor i Ojczyzna” 1946, nr 9-10, cyt. za: Krystyna Kersten, „Polacy, Żydzi, komunizm. Anatomia półprawd 1939-1968, Warszawa 1992, s. 131.

piątek, 5 lipca 2013

Przewodnik po Ostrowcu Św.



"Ostrowiec Świętokrzyski i okolice"
tekst Waldemar Brociek
Agencja JP Kielce, 1998


str. 5-15
Kalendarium dziejów Ostrowca Św. [wybrane daty i zdarzenia]


1657 – pojawia się pierwsza wzmianka o cmentarzu żydowskim w Ostrowcu
1662 – rejestry poborowe wykazują w Ostrowcu 304 mieszczan chrześcian i 81 Żydów
1740 – urodził się w Ostrowcu Izrael z Kozienic (zm. 1814 r.) zwany Magidem, pionier ruchu chasydzkiego w centralnej Polsce*
1787 – Ostrowiec zamieszkuje 1033 chrześcian i 354 Żydów
1810 – Ostrowiec posiada 318 domów i 1608 mieszkańców (w tym 985 Żydów)
1820 – Ostrowiec posiada 225 domów i 1512 mieszkańców (w tym 903 Żydów)
1827 – Ostrowiec posiada 270 domów i 1913 mieszkańców ( w tym 1039 Żydów)
1836 – Ostrowiec i dobra ostrowieckie kupuje na licytacji kupiec warszawski Abraham Simon Cohen (działający w porozumieniu z hr. Henrykiem Łubieńskim, wiceprezesem Banku Polskiego)
1842 – Ostrowiec posiada 3396 mieszkańców (w tym 2579 Żydów)
1860 – Ostrowiec posiada powierzchnię 866,65 ha i 3366 mieszkańców (w tym 2675 Żydów)
1890 – Ostrowiec liczy 5480 mieszkańców (w tym 4667 Żydów)
1897 – ludność Ostrowca wynosi 9748 mieszkańców (w tym 6146 Żydów)
1904 – 8-9 VII rozruchy antyżydowskie w Ostrowcu
         - 8 X umowa dotycząca sfinansowania przez gminę żydowską budowy koszar wojskowych w Ostrowcu
1910 – Ostrowiec posiada 13913 mieszkańców (w tym 8122 Żydów)
1921 – w powszechnym spisie ludności Ostrowiec posiada 19705 mieszkańców (w tym 10095 Żydów)
1931 – ludność Ostrowca wynosi 25908 osób (w tym 9881 Żydów)
1939 – ludność Ostrowca wynosi 30071 osób (w tym 11079 Żydów)
- powołanie przez Niemców Rady Żydowskiej (Judenratu)
1940 – 18 I nakaz noszenia przez Żydów opaski z gwiazdą Dawida
1941 – IV utworzenie przez Niemców wydzielonej dzielnicy żydowskiej, tzw. dużego getta
1942 – 11/12 X wielka selekcja w getcie ostrowieckim: zastrzelenie przez Niemców ok. 1000 Żydów, wywiezienie do obozu koncentracyjnego [sic!] w Treblince ok. 11000 Żydów
          - X utworzenie przez Niemców, w części dawnego getta, obozu pracy dla Żydów, tzw. małego getta
1943 – IV likwidacja małego getta, powstanie żydowskiego obozu pracy przy Z.O.
1944 – 3 VII opanowanie przez oddział AK żydowskiego obozu pracy przy Z.O.
1945 – V w Ostrowcu mieszka 193 Żydów ocalałych z Holokaustu

str. 23
ULICA CZERWIŃSKIEGO. Sławomir Czerwiński (1885-1931) był absolwentem Uniwersytetu Jagielońskiego, od 1915 r. dyrektorem progimnazjum męskiego w Ostrowcu. Od 1918 r. kierował również Radą Szkolną Obwodową, od 1919 był pracownikiem Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, od 1928 r. ministrem. W okresie okupacji po wykwaterowaniu dotychczasowych mieszkańców umieszczono przy tej ulicy niemieckich urzędników z rodzinami i volksdeutschów. Na chodniki i jezdnię przy tej ulicy Niemcy zużyli część macew z cmentarza żydowskiego. W okresie okupacji zmieniono nazwę ulicy na Brzozową.

str. 24
PAŁACYK MIKUSIŃSKIEGO (ul. Kuźnia 53). […] Po prawej stronie dworku powstał w 1905 r. tartak, należący do Z. Wielopolskiego, który w 1906 r. dzierżawił, a potem kupił Izrael Hejne (Tartak Parowy „Kuźnia”; następnie był własnością braci Szmula i Lejbusia Hejne oraz J. Silmana).

str. 54
OSADA CZĘSTOCICE. […]
Wracamy do ulicy i kierujemy się w stronę piętrowego wieżowca, w którym mieści się Zespół Opieki Zdrowotnej z licznymi specjalistycznymi przychodniami. W głębi placu widzimy zabudowania Przedsiębiorstwa Budowy Maszyn i Konstrukcji, jednej z kilku firm, na jakie podzielił się stary zakład Huty Ostrowiec. Na terenie obecnego rozległego parkingu dla autobusów MZK w okresie II wojny światowej znajdował się obóz pracy dla Żydów; wówczas był to teren trawiasty i podmokły.

ŻYDOWSKI OBÓZ PRACY. W pierwszych dniach kwietnia 1943 r. żydowskie getto w Ostrowcu Św. zostało zlikwidowane, a ok. 2000 Żydów osadzono w utworzonym obozie pracy przy ZO. Stłoczono ich w kilkunastu barakach na łąkach częstocickich, niedaleko huty. Stanowili darmową siłę roboczą, pracując tylko za marne racje żywnościowe. Zatrudniano ich w ZO, w pobliskiej cementowni i cegielni Jaegera (dawna Jadwigów). W obozie umieszczono także transporty Żydów z Piotrkowa, Radomia, Płaszowa, ze Związku Radzieckiego i Austrii. Na terenie obozu odbywały się liczne egzekucje. Ogółem przeszło przez obóz ok. 3000 Żydów. Na przełomie VII i VIII 1944 r. przystąpiono do ewakuacji obozu. Ok. 200 Żydów zbiegło, wykorzystując zamieszanie spowodowane pojawieniem się nad Wisłą Armii Czerwonej. Część pozostałych zamordowano na miejscu, zaś ok. 600 wysłano 3 VIII 1944 r. koleją do Oświęcimia. 

AKCJA AK NA ŻYDOWSKI OBÓZ PRACY. 3 VII 1944 roku oddział AK pod dowództwem Z. Krzekotowskiego (ps. „Kowal”) opanował dozorowany przez Werkschutz żydowski obóz pracy w Częstocicach. W walce zabito 3 strażników, 3 raniono, zdobyto 1 pm i 10 kb. Żydzi tu przebywający nie zdecydowali się jednak na opuszczenie obozu.

str. 71
[…] Po prawej stronie oglądamy budynki i magazyny PSS Społem. Wyróżnia się wśród nich 3-piętrowy budynek (Aleja 3 Maja 73) potocznie nazywany domem Lipy (od nazwiska kupca, który dom zbudował). Po II wojnie światowej budynek przejęty przez Okręgową Spółdzielnię Spożywców. 

str. 74
„WÓLCZANKA” - DAWNA OSTROWIECKA REKTYFIKACJA. W budynku przy ul. Zagłoby 12 mieściła się założona w 1912 r. rektyfikacja spirytusu należąca w 1936 r. do Adolfa Daumana, Michała Cheina i Balbiny Berger. W 1946 r. zatrudniano tu 96 pracowników, zaś produkcja wynosiła 656 tys. litrów alkoholu. W pomieszczeniach firmy przejętych przez państwo umieszczono w 1948 r. Zakład Konfekcyjny (późniejszy Elkom, a następnie Wólczanka). Stare zabudowania (rektyfikacji) widoczne są dobrze od strony kładki nad torami kolejowymi.
[…]

UL. ŻABIA. Rejon tej ulicy wraz z bocznymi (ul. Chmielna, Składowa, Smolna; nazwy tych dwóch ostatnich wprowadzono 3 VI 1931 r.) noszący nazwę STAWINY zaczęto zabudowywać dopiero od początku XX w. Szczególnie dużo domów przybyło kiedy brzegi Kamiennej zabezpieczono w okresie międzywojennym wałami przeciwpowodziowymi. Po śmierci Ignacego Daszyńskiego (1866-1936) ulica zaczęła nosić jego imię. W czasie okupacji Niemcy przywrócili nazwę poprzednią. Po II wojnie światowej wprowadzono nową nazwę – ul. H. Sawickiej. W okresie międzywojennym funkcjonowała tu firma Smołopap braci J. i Ch. Korngoldów – wytwórnia smarów i tektury smołowej (w 1946 r. pracowało tu 18 osób, zaś produkcja wynosiła wówczas 35 tys. rolek papy i 28,4 t lepiku; po wojnie kasa Smołopapu była przedmiotem napadu grupy WIN, brał w niej udział m.in. Z. Nowakowski) […]

Dochodzimy do mostu na rzece Kamiennej. Przechodzimy na prawą stronę. Tu po prawej stronie rzeki mieściła się łaźnia miejska (Aleja 45) zbudowana w 1920 r., użytkowana do lat 70-tych XX w. Na prawo od łaźni, na obecnym terenie podjazdu do wiaduktu stał murowany dom, w którym był w okresie międzywojennym zakład fotograficzny „Paris” (Aleja 49; połowa lat 30-tych XX w.)

Fotografowie: Pierwszą koncesję na zakład fotograficzny w Ostrowcu otrzymał w 1897 r. Dawid Erlich, zakład ten należał potem do Nusyna Erlicha (Aleja 3 Maja). Były tu położone także zakłady G. Goldsztajna i J. Królikowskiego (zakład czynny w latach 20-tych XX w.). Od ok. 1914 r. do lat 40-tych XX w. czynny był jako fotograf J. Kołecki. W latach 20-tych i 30-tych XX w. funkcjonował zakład fotograficzny „Studio” (właściciel Geel Goldsztajn), zaś w latach 30-tych „Rembrandt” (ul. Iłżecka 16).

str. 78
Dochodzimy do ul. Kilińskiego. Ulica nosiła od początku XX wieku nazwę Przejazd, od 28 I 1919 r., w stulecie śmierci, przemianowana została na ul. Jana Kilińskiego (w okresie okupacji ul. Szeroka). Teren wokół obecnej ulicy Kilińskiego stanowił od końca XIX w. osadę Bolesławów powstałą w związku z istniejąca tu cegielnią T. Głowackiego […].

BOLESŁAWÓW. Nazwa pochodzi od Bolesława Kotkowskiego, potomka Ignacego, który był właścicielem Denkowa i Bodzechowa. Na początku XX w. osada obejmowała zabudowę wokół obecnej ul. Słowackiego. W 1898 r. część folwarku Staw Denkowski zakupił K.G. Schroder i J. Przepiórka, wcześniej T. Głowacki umieszczając tu cegielnię „Jadwigów”. W 1904 r. doszło tu do rozruchów antyżydowskich. W wyniku fałszywej plotki tłum robotników ZO pobił 24 Żydów i zdemolował część domów w Bolesławowie (także w Karolinowie i w Rynku).

str. 84
Rejon obecnej ulic Alei 3 Maja i Czystej (od ul. Okólnej do mostu) był na przełomie XIX i XX w. przedmieściem Ostrowca znanym pod nazwą Karolinów.

KAROLINÓW. Nazwa pochodzi od Karola Bothe (zm. 1870 r.), syna Roberta (zm. 1865 r.) właściciela cukrowni Częstocice. Osada powstała z części gruntu folwarku Staw Denkowski nabytej w 1870 r. przez właścicieli cukrowni. W 1882 r. była tu destylarnia wódek należąca do M. Jellinka i spółki (Jellinek był udziałowcem fabryki cukru w Częstocicach). W tym czasie był tu 1 dom i 5 mieszkańców. W 1889 r. destylarnię kupił Majer Silber. W 1896 r. Julian Schroder (od 1897 r. właściciel tartaku przy ul. Głuchej [obecnie Focha]) zbudował tu budynek teatru przy Alei Ostrowieckiej (późniejsze kino „Czary”). W 1893 r. część dóbr Staw Denkowski zakupił Gotlieb Strauss  inż. ZO. Następną część dokupił w 1898 r. - ziemia ta została potem zapisana w testamencie Chrześcijańskiemu Towarzystwu Dobroczynności z przeznaczeniem na schronisko dla dzieci (sąsiadowała z plebanią, posesją Spigla i Karola Hermana). W 1900 r. powstało w Karolinowie Ostrowieckie Towarzystwo Spożywcze a rok później Ostrowieckie Towarzystwo Śpiewacze „Lutnia”. W 1907 r. było tu 20 domów i 223 mieszkańców. W 1911 r. spółka Roman Darowski i Jan Miller rozpoczęła w sali teatru seanse filmowe. W 1910 r. powstało Towarzystwo Wzajemnych Kredytów zaś J. Pfeffer otworzył Dom Bankowy. W 1914 r. mieściła się tu restauracja i mały hotelik Manowskiego. W 1921 r. Karolinów został włączony do Ostrowca.

str. 96-97
Przy ul. Denkowskiej 16 drukarnię w okresie międzywojennym posiadał Icek Rubinstajn (działała w latach 20-tych i 30-tych XX w.). W latach 1929-1931 drukowano tu kontynuację Kroniki Ostrowieckiej – Nową Kronikę Dorzecza Kamiennej dwutygodnik pod redakcją Kazimierza Kutyby, następnie Władysława Kostrzewskiego, Stanisława Pachniaka, ponownie Kostrzewskiego, K. Kutyby i w końcu Władysława Dybca.

DRUKARNIE OSTROWIECKIE. Pierwsza drukarnia zlokalizowana w Rynku powstała w 1908 r. W 1909 r. było ich już trzy. W czasie I wojny światowej działała drukarnia Tenenbluma. Na przełomie lat 20-tych i 30-tych działała drukarnia „Centralna” Reginy Tenenblum (ul. Kościelna) i „Grafika” Moszka Grynblata (połowa lat 30-tych XX w.; ul. Górzysta 5), Czesława Oziemka (czynna 1930-1931 ul. Kilińskiego 12), Słupowski i Ska (ul. Denkowska). W 1945 r. czynna była w Ostrowcu drukarnia M.T. Nowickiego.

[...]

DR JAN GŁOGOWSKI (1854-1910). Do Ostrowca przybył przed 1892 r., gdzie został zatrudniony na stanowisku lekarza miejskiego. W tym okresie w okolicy Ostrowca pracowali: w Ostrowcu lekarz Abram Malinger, felczerzy Chaim Fiszbejn i Herszek Bajnerman, akuszerka Zofia Godlewska, zaś w Częstocicach felczerzy: Kazimierz Bojanowicz i Fryderyk Herman Pfejfer. […]

[…]

BUDYNEK URZĘDU MIEJSKIEGO (ul. Głogowskiego 5). Dom powstał w końcu XIX w. przy ówczesnej ul. Aptecznej. Na podstawie testamentu dr J. Głogowskiego w roku szkolnym 1915/16 w budynku tym umieszczono gimnazjum męskie. W 1919 r. władze miejskie posiadające dotychczas siedzibę w budynku przy ul. Kościelnej wydzierżawiły należące do Józefa Pfeffera dawne koszary rosyjskie przy ul. Polnej umieszczając tam szkołę, same zajmując dom przy ul. Głogowskiego. […]

str. 101-102
Właściciele miasta: […] Abraham Simon Cohen (1836-1839), […]
[…] w 1939 r. - 2.254 budynki i 30.017 mieszkańców (w tym 11.079 Żydów), w 1942 r. - ok. 41.000 mieszkańców (poza stałymi mieszkańcami było ok. 1.000 Niemców z administracji okupacyjnej, wojska, policji, ok. 5.000 wysiedlonych z Poznańskiego, ok. 5.000 Żydów przywiezionych z okolicznych miejscowości do getta), w 1943 r. - 21.648 mieszkańców, w 1946 r. - 2.033 budynki i 19.214 mieszkańców (w tym 159 Żydów), […].

str. 104
Część północna Rynku nosi nazwę Górnej Połaci (tradycyjnie było to miejsce spotkań żydowskich kupców).

str. 106-110
SYNAGOGA. Nie wiemy kiedy powstała pierwsza świątynia żydowska w Ostrowcu. W czasie pożaru w 1714 r. istniejąca wówczas drewniana synagoga została częściowo spalona. Wizytacja kościelna w 1739 r. wymienia drewnianą synagogę. Ocalałe fotografie w zbiorach Muz. Historyczno-Archeologicznego pozwalają podziwiać wspaniałe wnętrze synagogi (rzeźbiona szafa ołtarzowa Aron ha Kodesz, bima, elementy wyposażenia: reflektory, świeczniki, dekoracje ścian). Podczas II wojny światowej Niemcy po likwidacji getta rozpoczęli metodyczne niszczenie tej dzielnicy (zrównano z ziemią wiele domów) niszcząc także zabytkową synagogę oraz sąsiadujący z nią murowany budynek domu modlitwy (Beit Hamidrasz), w którym był także cheder (szkoła).

ŻYDZI W OSTROWCU. Pierwsza znana nam wzmianka o Żydzie ostrowieckim pojawia się w 1631 r. Obecność Żydów w Ostrowcu jest także odnotowana w czasie wizytacji parafii ostrowieckiej w 1637 r. Najazd szwedzki zahamował na pewien czas rozwój gminy żydowskiej w Ostrowcu. Potem jednak systematycznie ich liczebność wzrasta, aby na początku XIX w. przewyższyć liczbę chrześcijan. Dużą rolę odgrywali Żydzi w handlu i rzemiośle. Także dość wcześnie widzimy ich jako dzierżawców różnych obiektów i opłat w dobrach ostrowieckich (targowe, mostowe, szlachtuzowe, , dzierżawa browaru częstocickiego, karczem i młynów położonych w dobrach. W Ostrowcu urodził się Izrael z Kozienic (1740-1814) zwany Magidem, jeden z pionierów chasydyzmu w centralnej Polsce. Do gminy żydowskiej należeli także Żydzi z pobliskich wsi i miasteczek, gdzie nie było synagogi i cmentarza grzebalnego. Żydzi ostrowieccy byli społecznością o zróżnicowanej zamożności (od biednych utrzymywanych przez gminę do bogatych kupców i dzierżawców). Na przełomie XIX i XX w. zaczęły powstawać większe przedsiębiorstwa żydowskie. W okresie zaborów obowiązywały Żydów różne ograniczenia prawne, które zostały zniesione po odrodzeniu Państwa Polskiego. W okresie międzywojennym istniało w Ostrowcu wiele organizacji politycznych, społecznych, kulturalnych, zawodowych zrzeszających Żydów. Po zajęciu Polski przez Niemców w 1939 r. wprowadzono szereg ograniczeń dotyczących Żydów (zakaz swobodnego poruszania się, a następnie nakaz zamieszkania w wydzielonej dzielnicy miasta – getcie, obowiązek noszenia gwiazdy Dawida), nastąpiło również przejęcie majątku przez okupanta. W Ostrowcu Św. Getto zostało utworzone przez Niemców w kwietniu 1941 r. Za jego opuszczenie grodziła kara śmierci (także dla Polaków za udzielanie pomocy Żydom i ich ukrywanie). Część Żydów z ostrowieckiego getta zatrudniali Niemcy w różnych przedsiębiorstwach. W październiku 1942 roku zlikwidowano tzw. duże getto, część ludności zdolnej do pracy pozostawiono na znacznie okrojonej powierzchni (tzw. małe getto), pozostałych wywieziono do obozu zagłady w Treblince. W kwietniu 1943 r. zlikwidowano małe getto przenosząc część Żydów do obozu pracy zlokalizowanego na łąkach częstocickich. Dzięki pomocy mieszkańców Ostrowca Św. i okolicznych wsi uratowano kilkuset Żydów. Po 1946 r. wyjechali oni z Ostrowca Świętokrzyskiego.

Przechodzimy na prawą stronę ul. Starokunowskiej i wchodzimy w ul. Tylną (tzn. będącą na tyle Rynku; była jeszcze ul. Zatylna, równoległa do wymienionej). Jest to teren osiedla Na Skarpie zbudowanego w latach 1949-1950. W 1951 r. otrzymało ono nazwę im. Bronisława Spychaja (ostrowieckiego komunisty zmarłego w ZSRR w 1945 r.). Przed 1939 r. ta część miasta była zamieszkiwana głównie przez ludność żydowską. W okresie okupacji Niemcy po likwidacji getta przystąpili do wyburzania stojących tu budynków. Układ urbanistyczny nowego osiedla jest zmieniony w porównaniu do przedwojennego. Idziemy ul. Tylną i dochodzimy do ul. Sienkiewicza (w XIX w. ul. Kirkutowa, tzn. prowadząca w kierunku kirkutu, czyli cmentarza żydowskiego). Tu skręcamy w lewo i idziemy w dół ulicy. Po prawej stronie oglądamy wzgórze z widocznym samotnym dębem – pomnikiem przyrody. Jest to teren dawnego cmentarza żydowskiego. Przechodzimy na prawą stronę ulicy. Idąc do góry alejką możemy dojść do tzw. lapidarium cmentarza żydowskiego.

Idziemy dalej ulicą do zetknięcia z ulicą dwuspadową. […] Po drugiej stronie, na obniżonym terenie oglądamy zespół dawnej garbarni Ledermana wykorzystywany obecnie jako firma branży drzewnej i metalowej.
GARBARNIA LEDERMANA. Własność Dawida i Jakuba Ledermanów. Jej projektantem był arch. Stefan Wąs (r. 1923). Jeszcze w 1926 r. czynnych było w Ostrowcu 5 garbarni (wszystkie należały do Żydów), potem tylko jedna, wyżej wymieniona. […]

Po lewej stronie oglądamy teren nowej części parku miejskiego tzw. Rawszczyznę. […] W okesie między wojennym przy ul. Sienkiewicza mieściła się fabryka świec Berka Blumenfelda oraz fabryka słodkich wódek i likierów Hipolita Piątkowskiego.
[…]
Dochodzimy do ul. Mickiewicza (przed 1954 r. ul. Browarna […]).
[…]
Tu skręcamy w lewo i idziemy w górę ul. Mickiewicza. Po prawej stronie dominuje wzgórze dawnego kirkutu. Na teren zachowanego w formie szczątkowej cmentarza możemy dostać się skręcając od ul. Mickiewicza w prawo, idąc pod górę schodkami, a później ścieżką. Alejką dochodzimy do lapidarium cmentarnego otoczonego ogrodzeniem. Macewy tu zgromadzone w części stoją, w części złożone są w stosach, czekając na sprzyjające czasy, aby mogły być wykorzystane do odtworzenia części chociażby cmentarza.

CMENTARZ ŻYDOWSKI. Położony był w trójkącie ulic Sienkiewicza, Mickiewicza i Iłżeckiej. Pierwsza wzmianka o cmentarzu żydowskim w Ostrowcu pochodzi z 1657 r. Powstanie istniejącego obecnie w formie szczątkowej cmentarza (kirkutu) datowane jest na 1734 r. W 1900 r. rozpoczęto budowę nowego parkanu. W 1932 r. zakończono remont zniszczonego parkanu (wejście prowadziło przez murowaną bramę). Na cmentarzu znajdował się dom grabarza oraz miejsce dla obmycia rąk dla osób biorących udział w obrzędach pogrzebowych. W okresie II wojny cmentarz został przez Niemców zdewastowany. Cmentarz położony był na tyłach getta. Odbywały się tu liczne pogrzeby zmarłych z wycieńczenia Żydów, a także masowe egzekucje. W 1957 r. postanowiono na miejscy cmentarza utworzyć park (dla uczczenia 15-lecia PRL). Z terenu cmentarza usunięto macewy grupując je w jednym miejscu (157 macew), zaś całość wzgórza cmentarnego przeznaczono na park; wytyczono alejki, posadzono drzewa i krzewy. W 1979 r. w jednym miejscu parku, w pobliżu kościoła narodowego utworzono tzw. lapidarium (powierzchnia 0,10 ha), gdzie ustawiono zachowane macewy, zaś ok. 1000 fragmentów macew, które wydobyto z ulicy Czerwińskiego (Niemcy użyli macew do wybrukowania jezdni i chodnika w dzielnicy niemieckiej) umieszczono w pryzmach. Cmentarz, a właściwie zachowane w części macewy, są jedynym zachowanym śladem pobytem ludności żydowskiej w Ostrowcu. Z okresu założenia cmentarza pochodzi 300-letni dąb objęty ochroną prawną. Teren kirkutu jest obecnie punktem widokowym. Planowano tu na początku lat 60-tych XX w. budowę obserwatorium astronomicznego. 
Większość macew pochodzi z okresu międzywojennego (najstarsze z połowy XIX w.). Wykonane są z jasnego piaskowca kunowskiego w formie prostopadłościanu z zaokrągleniem u góry. W górnej części występuje wypukły relief o złożonej symbolice (wyobrażenia ukazują pełnione funkcje religijne, nawiązują do imienia, podkreślają gorliwość religijną, wykonywany zawód, płeć lub wiek zmarłej osoby), poniżej tekst inskrypcji odnoszącej się do zmarłego podany w j. hebrajskim (kilka przypadków języka jidysz, jeden występowania j. polskiego i hebrajskiego – Róża Malinger). Umieszczano tu personalia, datę zgonu według kalendarza żydowskiego, pozytywny opis życia zmarłego. Na cmentarzu znajdują się m. in. nagrobki zmarłego w 1928 r. rabina Mejera Halewi Halsztoka oraz zmarłego w 1937 r. rabina Mordechaja syna rabina Chaima.

Schodzimy do ul. Sienkiewicza, a następnie tą ulicą dochodzimy do ul. Iłżeckiej. Po lewej stronie mijamy nowy kościół Polsko-Katolicki pod wezwaniem NMP Matki Miłosierdzia stojący na miejscu starego drewnianego wzniesionego w 1936 r. Przy ul. Iłżeckiej 32 w domu Icka Fiszla Heinego (zbudowany w 1922 r.) czasowo znajdowały się pomieszczenia szkoły żeńskiej od 1925 r.
[…]
Idziemy ul. Iłżecką. Po lewej stronie będziemy mijać najpierw internat [obecnie Starostwo Powiatowe] oraz warsztaty Zespołu Szkół Metalowych [obecnie ZS nr 4] (główne wejście do szkoły od strony ul. Mickiewicza), a następnie budynek (dom Hejnego – ul. Iłżecka 45) dawnej szkoły rzemieślniczej – we wrześniu 1924 r. Związek Chrześcijańskich Cechów Rzemieślniczych założył Męską Szkołę Dokształcającą  Zawodową. Czasowo w budynku tym odbywały się lekcje niektórych klas szkoły powszechnej Nr 2 (od 1925 r.). W okresie okupacji hitlerowskiej zajmowany był przez Judenrat (Radę Żydowską powołaną przez Niemców), […].

str. 114-115
DAWNE KOSZARY ROSYJSKIE. Koszary w Ostrowcu powstały po rozruchach antyżydowskich 8-9 VII 1904 r. Na podstawie umowy zawartej 8 X tego roku pomiędzy gminą żydowską a Józefem Pfefferem (1862-1925), ten ostatni miał swoim kosztem wybudować koszary dla wojska rosyjskiego i wynająć je władzom carskim. Gmina żydowska miała przez 24 lata wypłacać mu rocznie 800 rubli. Wiosną 1905 r. ulokowano tu żołnierzy rosyjskich. We wrześniu 1912 r. w 1-piętrowym budynku pokoszarowym dwie nowo powstałe szkoły powszechne (żeńską i męską). Po wybuchu I wojny światowej budynek szkolny zajęły wojska rosyjskie. Później, kiedy koszary opustoszały, władze miejskie zainteresowały się tymi budynkami, umieszczając tu w 1917 r. gimnazjum męskie zajmujące dotychczas dawny dom dra Jana Głogowskiego przy ul. Aptecznej (obecnie J. Głogowskiego). W 1919 r. gimnazjum zostało upaństwowione pod warunkiem, że władze miejskie zgodzą się w zamian za używanie domu J. Głogowskiego dzierżawić koszary, gdzie przeniesiono szkołę, płacąc do 1926 r. czynsz J. Pfefferowi. W 1933 roku gimnazjum opuściło budynki przenosząc się do gmachu po zlikwidowanym Seminarium Nauczycielskim. 
[…]

BROWAR STANISŁAWA SASKIEGO. […] 
Przechodzimy obok budynku browaru, oglądając po lewej stronie budynek Szkoły Podstawowej Nr 6 (zbudowana w 1956 r.) Przed budynkiem na terenie obecnego boiska stały baraki zajmowane niedługo po odzyskaniu niepodległości przez Wojsko Polskie. Od 1934 r. znalazła tu pomieszczenie szkoła powszechna Nr 6. W okresie II wojny światowej Niemcy zajęli baraki wykorzystując je m. in. dla magazynowania mienia zabranego Żydom.

str. 129-130
[…] Dla Denkowa charakterystyczna jest parterowa zabudowa, głównie z czerwonej cegły, czego przykłady oglądamy po drodze. Dochodzimy do ul. Topolowej (w lewo). Jeżeli skręcimy w tą ulicę za ogrodzeniem (z lewej strony) zobaczymy budynek murowany z poddaszem, a obok niego parterowy, drewniany. 

SYNAGOGA DENKOWSKA. W okresie międzywojennym w murowanym budynku mieściła się synagoga (zwana przez miejscową ludność bożnicą). Początkowo budynek był piętrowy (piętro było drewniane). Na dole było także oddzielne pomieszczenie dla kobiet (nie mogły być w świątyni razem z mężczyznami) z otworami u góry ściany. Na piętrze mieszkał rabin. Później pięrto rozebrano stawiając z pozyskanego drewna parterowy budynek (tu mieszkał potem rabin; przed wybuchem wojny miał wyjechać do USA). W okresie II wojny światowej Niemcy zajęli budynek na stajnię (po przebudowie). 
[…]

DENKÓW. […] W 1790 r. był w mieście ratusz (mieszkali w nim Żydzi), austeria i szpital przykościelny. […] 

* Według Polskiego Słownika Judaistycznego Izrael z Kozienic urodził się w 1733 w Opatowie, patrz: http://www.jhi.pl/psj/Hofstein_%28Hapsztejn%29_Izrael_Icchak_z_Kozienic

środa, 29 maja 2013

Sukienka zaręczynowa

Rachela Brandmesser

Rachela Freida Kudłowicz, urodzona w 1910 roku, kilka lat przed wojną wyszła za Izajasza Brandmessera. Mieszkali w Ostrowcu. Po utracie pierworodnego syna z powodu choroby, Rachel ponownie zaszła w ciążę. Córka Gitele urodziła się im zaledwie cztery miesiące przed wybuchem II wojny światowej.

Rachela i Izajasz Brandmesser
Henryk Małkiewicz, właściciel rodzinnego młyna zaproponował ukrycie rodziny w swoim domu w pobliskiej wsi Stoki Małe ale dopiero po Wielkiej Akcji w Ostrowcu w październiku 1942 roku (likwidacja tzw. dużego getta) rodzina przyjęła jego ofertę. Brandmesserowie z dzieckiem, siostra Rachel Henya, brat Szammaj i dwoje innych krewnych wszyscy znaleźli schronienie w domu Małkiewicza.

Przedwojenne zdjęcie rodzinne

Matka Henryka sprzeciwiła się obecności dziecka w obawie, że będzie ono dla wszystkich zagrożeniem i poprosiła rodziców, aby je oddali. Rachela i Izajasz odmówili rozdzielenia z swoją córką i we troje opuścili kryjówkę. Z powodu konfrontacji z wrogimi sąsiadami, inni również zostali zmuszeni do opuszczenia domu Małkiewicza, ale Henrykowi udało się znaleźć inną kryjówkę dla nich, i przez cały czas kontynuował dbał o ich potrzeby. Po wojnie Henryk Małkiewicz otrzymał tytuł Sprawiedliwego wśród Narodów Świata za swoje dzielne czyny.

Od prawej: Rachela Brandmesse, jej kuzynka Mindel Rothstein, Henya Kudłowicz
Po wyzwoleniu w styczniu 1945 roku, rodzeństwo Racheli Henya i Shamai wyszli z ukrycia i wrócili do domu. Polski sąsiad zwrócił im część ich własności, które przechował w swoim domu, w tym strój zaręczynowy Racheli. Dopiero z czasem udało się Henyi i Szammajowi dowiedzieć, że ich siostra Rachel, jej mąż Izajasz i ich córeczki Gitele zostali złapani i wywiezieni do Treblinki w listopadzie 1942 roku, gdzie zostali zamordowani.

Sukienka zaręczynowa Racheli Brandmesser,
Dar Sarah Silman, Yad Vashem Artifacts Collection

 Źródło: Jad Waszem

Strój Żydówki z Ostrowca Św.


Strój Żydówki z Ostrowca Św. w zbiorach Muzeum Regionalnego w Łęcznej (oddział Muzeum Lubelskiego w Lublinie), fot. K. Bielawski, żródło: http://www.sztetl.org.pl/

wtorek, 28 maja 2013

Nadmiar pamięci

Icchak Cukierman „Antek”
„Nadmiar pamięci (siedem owych lat). Wspomnienia 1939-1946”
Warszawa 2000

str. 113-115
„Byłem zaszokowany wiadomościami o Ponarach. Nie wiedziałem co ze sobą począć. O mojej rodzinie Heniek umiał powiedzieć tylko tyle, że żyją. Musiałem podjąć decyzję, czy planowana przeze mnie podróż ma jeszcze sens. Cios był wielki. To już nie pogrom! Świadomość, że Ponary to śmierć, zwaliła mnie z nóg. Wiele razy miałem to na końcu języka, ale tej nocy po raz pierwszy uświadomiłem sobie, że to totalna śmierć. Było to w listopadzie 1941 roku. I tej nocy musiałem postanowić, co robić. Byłem zdecydowany nie wracać do getta, nieważne, co będzie. Chciałem być trochę sam z sobą.
[…] Pamiętam tę noc na dworcu w Warszawie, jak Niemcy bili tam Polaków. Naprawdę bili. Ja przypadkiem nie zostałem pobity, ale widziałem poniżenie Polaków. W tamtych dniach nie było oświetlenia w wagonach i moi towarzysze podróży nie widzieli mej twarzy. Była chyba trzecia nad ranem. Jesień, ponura noc. Tak jak i mój nastrój. Lało jak z cebra. Tak dojechałem do Ostrowca. Z dworca jechałem wozem. Kto miał bilet kolejowy, mógł znajdować się na ulicy mimo godziny policyjnej.
Wóz dojechał do rynku i wszyscy wysiedli. Ja też. Deszcz nie przestawał padać. Musiałem odszukać dom kolegi. Było ciemno. Miałem zapałki. Wypaliłem wszystkie, do ostatniej. Ale nie mogłem znaleźć poszukiwanej ulicy. Nagle usłyszałem niemieckie słowa i szczekanie psów. Wiedziałem, że jeśli mnie złapią, nie pomoże mi bilet kolejowy ani całkiem niezłe fałszywe dokumenty.
Wszedłem w wąską uliczkę. Pamiętam, że stanąłem i zadałem sobie samemu pytanie: Może są tu Żydzi? Noc była cicha. Usłyszałem znów niemiecki język i szczekanie psów. Zapukałem do jakichś drzwi, usłyszałem szepty, zapaliło się światło i otworzyły drzwi. Zapytałem: Żydzi? I wpuścili mnie. Okazało się, że była to domowa restauracja. Nazwisko właściciela restauracji brzmiało Cukierman. Powiedziałem im, że Niemcy się zbliżają. Zgasili światło, posłali mi łóżko. Dali mi też coś do zjedzenia. Ale była to bezsenna noc.
Nazajutrz spotkałem Gerszona Dichtera, nauczyciela hebrajskiego w miejscowej szkole Tarbut. Był zbliżony do Haszomer Hacair. Zaprosił do siebie kilku przyjaciół. Jednym z nich był młody poeta hebrajski, Malkiel Lusternik, który stał na czele rejonowej ŻSS i mieszkał w Opatowie. W spotkaniu wziął udział również Icchak Rubinstein, przewodniczący Judenratu w Ostrowcu. Był wysokim, siwym mężczyzną. Dichter powiedział mi, że jest uczciwym człowiekiem. I byli jeszcze inni, których nazwisk już nie pamiętam. Zebrali się, by wysłuchać przywiezionych przeze mnie wiadomości. Opowiedziałem im szczegółowo o hiobowych wieściach przywiezionych z Wilna przez Heńka. Słuchali uważnie, pytali, czy ufamy Grabowskiemu, i nie byli w stanie pojąć, jak można, tak po prostu, zgładzić całą gminę żydowską.
Jeden z nich powiedział: „To straszne, ale trzeba zakładać, że mowa o zemście Niemców na Żydach, którzy byli pod panowaniem bolszewików. Jak wiadomo, Żydzi przyjęli przyjaźnie Armię Czerwoną, czym wywołali nienawiść swoich sąsiadów. Niemcy mają swoje rachunki z reżymem bolszewickim. Armia Czerwona uciekła. I kto został? Żydzi! Jesteśmy kozłem ofiarnym”.
Rubinstein powiedział, że trudno z tego jednego przypadku wnioskować, że Niemcy mają ujednolicony model traktowania Żydów. Tak czy inaczej, jesteśmy uzależnieni od miejscowych władz. Jeśli uda się ułożyć dobre stosunki ze znajdującymi się na miejscu Niemcami, są dobre szanse na przeżycie wojny. Weźmy dla przykładu dwa miasta: Radom i Kielce. W Radomiu biją Żydów za to, że nie zdejmują czapki przed Niemcami, a w Kielcach za to, że zdejmują czapkę. Albo Warszawa: zamknięte getto, otoczone murami i drutem kolczastym, nękane głodem i tyfusem. A w Ostrowcu – otwarta dzielnica żydowska i jedzenia pod dostatkiem. Jak można więc wnioskować, że jedna ręka niemiecka kieruje żydowskim losem?
W Ostrowcu stosunki z miejscowymi władzami niemieckimi były doskonałe. Zrozumiałe, że nie brakowało tragedii. Nie należy jednak narażać na zbędne niebezpieczeństwa ani jednostki, ani całej społeczności. Wystarczą nieuniknione cierpienia. Młodzież z Ostrowca i Opatowa wycierpiała wiele przy budowie umocnień niemieckich na Bugu, przed wybuchem wojny niemiecko-radzieckiej. Teraz panuje w Ostrowcu spokój. Na krótko przed moim przyjazdem odbył się tu w jednej z sali wieczór poświęcony Żydowskiej Samopomocy Społecznej i niemiecki funkcjonariusz siedział w pierwszym rzędzie i bił brawo. W Warszawie nie było to możliwe. Nie wolno uogólniać, bez względu na to, jak głęboki jest smutek i ból.
Tak mi mówili w Ostrowcu i tak uważali w Opatowie. Rubinstein starał się utrzymywać dobre stosunki z władzami i wierzył, że „dobry” Niemiec zawsze będzie bił brawo. Rubinstein, a wraz z nim inni z Ostrowca, byli pierwszymi, który dowiedzieli się ode mnie o Wilnie, o wielkiej rzezi. Wątpliwe, czy wyciągnęli z tego odpowiednie wnioski. I rzeczywiście, gdy nadszedł krytyczny moment, Rubinstein zachował się dokładnie tak samo, jak ludzie Judenratu w innych miejscowościach.
Spędziłem w Ostrowcu kilka dni, a następnie udałem się – pieszo – do Opatowa. Chciałem być sam. Byłem wzburzony, różne myśli nie dawały mi spokoju. Gdy minęło pierwsze przygnębienie i strach, obraz zaczął się przejaśniać. Wiedziałem, że burza nie niszczy nasienia złożonego w ziemi. Właśnie w takich dniach znaczenie Ruchu jest wyjątkowo ważne. Należy zebrać siły i podjąć działalność dyktowaną przez rzeczywistość. Szczególnego znaczenia nabiera w takich dniach właśnie kibuc, w którym skoncentrują się młode, witalne siły, by przygotować się do nadchodzących dni. Myślałem o założeniu kibucu szkoleniowego w Opatowie. Mimo że nie było tam stacji kolejowej i trzeba był tam iść pieszo z Ostrowca.
Moja rozmowa z Malkielem Lusternikiem na ten temat nie udała się. Mieliśmy tam sporą grupę towarzyszy, wśród nich był także Kalman Czernikowski, i myślałem, że przy pomocy Lusternika uda się nam założyć tam kibuc. Ale Lusternik miał zastrzeżenia i powiedział mi wyraźnie, że nie będzie mógł udzielić pomocy. W przeszłości był zbliżony do Gordonii i był członkiem Hitachdut. Przy jakiejś okazji opowiedziałem o tej sprawie Icchakowi Kacenelsonowi, który był z nim zaprzyjaźniony. I Icchak napisał do niego bardzo ostry list.
Pomoc nadeszła z niespodziewanej strony. Rubinstein, przewodniczący Judenratu w Ostrowcu, zgodził się oddać do naszej dyspozycji mieszkanie i inne niezbędne środki. Tak założyliśmy nowy ośrodek, właśnie w tych bolesnych dniach. Rubinstein pomógł nam w znalezieniu pracy na miejscu. Oprócz miejscowej młodzieży skoncentrowała się tam grupa młodych uchodźców. Była wśród nich Frania Beatus (przypis 4: Frania Beatus, członek Dror, pochodziła z Konina, do Warszawy przyjechała w 1942 roku; łączniczka Cukiermana po aryjskiej stronie; popełniła samobójstwo 12 V 1943, w wieku 17 lat.), która później odegrała ważną rolę. Część ludzi z Ostrowca i Opatowa znałem z organizowanych przez nasz ruch kolonii letnich.
Mniej więcej po tygodniu wróciłem do Warszawy. Jeszcze gdy byłem w Ostrowcu, wyszło rozporządzenie, zgodnie z którym Żyd ujęty w pociągu bez zezwolenia będzie rozstrzelany. Młody chłopak żydowski z Ostrowca został złapany na dworcu – może nawet nie wiedział o tym rozkazie – i został rozstrzelany na miejscu.
Teraz, gdy wracałem z Opatowa, ponieważ moje dokumenty nie były najlepsze, a także dlatego że byłem bardzo przygnębiony, postanowiłem spróbować dostać od Lusternika papiery, które pozwolą mi w miarę możliwości swobodnie podróżować. Lusternik chętnie mi to załatwił. Jechałem więc do Warszawy jako wysłannik ŻSS-u w Opatowie i okolicach.
[…]
W naszym życiu zaczął się nowy rozdział, jeden z najgorszych. Jego charakterystyczna cecha – uświadomienie sobie końca. […] Reakcje były różne. Młodzież wchłaniała nie tylko informację, ale również jej interpretację. A interpretacja brzmiała: to początek końca. Totalny wyrok śmierci na Żydów.
Nie akceptowaliśmy interpretacji, którą słyszałem także w Ostrowcu, że wszystko to spada na nas z powodu komunizmu. […] To była interpretacja starszej generacji. Dlaczego ją odrzucałem? Uważałem, że gdyby była to zemsta Niemców na żydowskich komunistach, to zrobiliby to w pierwszych dniach po zdobyciu terenów wschodnich. Ale było to działanie zaplanowane i zorganizowane. […] Nie był to sporadyczny wybuch. Było to jeszcze, zanim otrzymaliśmy informacje o Chełmie [nad Nerem], które ruszyło cała parą w grudniu-styczniu.”

str. 248-249
„W odległości 100-150 metrów od bramy zobaczyłem Franię Beatus, łączniczkę, której widok zawsze wywoływał mój uśmiech. Była w ruchu Dror, miała może 16 czy 17 lat. Była bardzo sympatyczną blondynką, pochodziła z Konina. Działał tam swego czasu oddział Haszomer Hacair. Pamiętam ich specyficzny dialekt żydowski, jakiego nie słyszałem w żadnym innym miejscu. Przed wojną nie znałem Frani – musiała wtedy mieć 16 lat.
Po wysiedleniu Żydów z Konina dotarła do Ostrowca, gdzie przyłączyła się do ruchu Dror. Berl Braude wciągnął ją do ŻOB-u. Organizacja działała w Ostrowcu do końca 1942 roku, kiedy otrzymali polecenie rozwiązania organizacji, ponieważ nie mieli broni i nie byli w stanie się bronić. Berl przeniósł wówczas całą grupę do Warszawy. Ponieważ Frania miała wygląd typowej sziksy (nieżydowskiej dziewczyny), wysłaliśmy ją, na początku 1943 roku, na aryjską stronę jako łączniczkę. Teraz jej zadaniem było przyjęcie mnie po aryjskiej stronie i zorganizowanie mi mieszkania.”

str. 252
„I oto nadszedł 19 kwietnia. Zaskoczył mnie całkowicie.
[…]
Frania nie przestawała płakać. Powiedziała, że nic więcej nie może zrobić, nie może dłużej żyć i zamierza popełnić samobójstwo. Powtarzała to kilkakrotnie. Na marginesie: Frania miała chłopaka, nazywał się Dawid Szulman. Frania nie wiedziała, czy Dawid żyje, czy zginął. Dawid pochodził z Ostrowca i miał chyba obce obywatelstwo, ale spalił swe dokumenty, przyłączył się do ŻOB-u i odmówił opuszczenia getta. Możliwe jednak, że mylę go z kimś innym. Tak czy inaczej, nie tylko to było przyczyną stanu psychicznego Frani, która nie przestawała płakać i mówić o samobójstwie. […]”

str. 354
„[…] z każdego człowieka – bez względu na narodowość, rasę i wyznanie – można zrobić „Żyda”, zmusić go do tego, by zachowywał się jak „Żyd”.”

str. 357
„W powstaniu warszawskim walczyliśmy w różnych częściach Warszawy. Grupa członków ŻOB-u znajdowała się, na przykład, niedaleko Okęcia. Byłem u nich w bunkrze na krótko przed wybuchem powstania. Niemcy zdobyli bunkier i rozstrzelali naszych bojowników. Była to grupa członków Haszomer Hacair, którzy przyjechali z Ostrowca w grudniu 1943 roku. Przedtem byli w lasach i my ściągnęliśmy ich do Warszawy. Uważałem, że powinni wyjść z lasu, ponieważ w tej okolicy (około 100 km od Warszawy) nie mieli szans na przetrwanie w oddziale partyzanckim. Nie byli związani ani z AK, ani z AL; byli znienawidzeni przez otoczenie. Nienawiść do Żydów, a także do tych, którzy pomagali Żydom, była tam bezgraniczna.”

"Nazywam się Józef Nowak" Joseph Rosenberg


Żydowski Instytut Historyczny, Warszawa 2004

str. 11-12
"Urodziłem się w Ostrowcu Świętokrzyskim, przemysłowym miasteczku w południowo-wschodniej Polsce, położonym między rzeką Kamienną i Młynówką. Było to typowe shtetl, nie za duże, ani nie za małe. Akta miejskie podają, że już w 1765 roku mieszkało tam 717 Żydów; a w 1815 było ich 903 – prawie 60% całej populacji liczącej 1512 mieszkańców. Według spisu powszechnego z 1921 roku, ich liczba wynosiła 10 095, a z początkiem lat trzydziestych dwudziestego wieku osiągnęła około 17 tysięcy. Wśród Żydów z Ostrowca znajdowało się kilku bogatych wytwórców, lecz większość była uboga – zaliczali się do niej domokrążcy, rzemieślnicy, krawcy i szewcy, z trudem wiążący koniec z końcem. Duży odsetek stanowili właściciele straganów i drobni sklepikarze, którzy prowadzili handel na rynku. Dni targowe przypadały dwa razy w tygodniu, w poniedziałki i czwartki, kiedy nadciągali chłopi z okolicznych wsi, aby sprzedawać na rynku swoje towary. Kiedy pod koniec dnia odjeżdżali do domu, ich wozy załadowane były towarem zakupionym od żydowskich handlarzy.
Większość ostrowieckich Żydów była bardzo ortodoksyjna. Zgodnie z tradycją przekazywaną z pokolenia na pokolenie, za dnia ciężko pracowali, a wieczorami studiowali Torę. W 1888 do miasta przybył nowy duchowy przywódca, rabin Mejer Jakiel Halawi Halsztok. Wielbiony przez swoją społeczność za czynione dobro, wkrótce dał się poznać także poza granicami Ostrowca jako człowiek dużej mądrości i prawości. W początkach dwudziestego wieku zasłynął w świecie żydowskim jako „ostrowiecki rabin”. Utrzymał ten tytuł do dnia swojej śmierci w 1929 roku, osiągnąwszy wiek 79 lat.
Mój dziadek, Chaim Rosenberg urodził się w bogatej ostrowieckiej rodzinie. Był właścicielem gospodarstwa rolnego i młyna. Jego syn Froim (później Frank), a mój ojciec, urodził się w tym gospodarstwie. W młodości rodzice wysłali go do słynnej Jesziwy w Wilnie, gdzie studiował Torę. Tam stał się bardzo religijny, modląc się z takim zapałem, że bardziej przypominał aktora, śpiewnie deklamującego swoje kwestie, niż kogoś odmawiającego modlitwy. A jakiż piękny głos miał ten Froim! Był tak niezwykły, że ludzie przystawali na zewnątrz synagogi podczas najważniejszych żydowskich świąt, po to tylko, żeby usłyszeć jego śpiew.
Dzięki rodzinnej fortunie Froim nie musiał iść do pracy po powrocie do Ostrowca, lecz mógł spędzać większość czasu w synagodze na studiowaniu świętych ksiąg. Jednakże, kiedy spalił się młyn, stracił on źródło dochodów i musiał znaleźć inny sposób zarobkowania. Wkrótce ożenił się z Brandlą Flicker, piękną młodą dziedziczką bogatej ostrowieckiej rodziny, której posag był na tyle duży, że umożliwił mu otwarcie własnego biznesu, polegającego na handlu owocami z importu i słodyczami.
Po ślubie młoda para wprowadziła się do domu rodziców Brandli. Przyszedłem na świat w tym domu 5 marca 1908 roku. Chociaż byłem zdrowym dzieckiem, urodziłem się z drobnym wrodzonym defektem – brakowało mi dwóch palców u lewej ręki.”
str. 18-19
"W Ostrowcu mieszkałem z moją babką ze strony ojca, spędzałem także dużo czasu z ciotką Miriam Rapaport, której mąż Moisze pomógł mi odzyskać spadek po babce ze strony matki. Nagle zyskałem zabezpieczenie materialne i rodzina doszła do wniosku, że powinienem się ożenić. Nie upłynęło wiele czasu, jak znaleźli dla mnie odpowiednią szidoch (partię). Wybrana przez nich dziewczyna miała na imię Hinda i była siedemnastoletnią córką Arona i Perl Tochtermanów. […]
Pobraliśmy się w 1931 roku. Po ślubie zamieszkaliśmy w jednym z pokojów w domu jej rodziców, dzieląc pierwsze piętro z dwoma braćmi Hindi, Szloimem i Chielem, oraz siostrą Tobą. Po zamieszkaniu tam podjąłem się pracy dla teścia, który był właścicielem Zakładów Cukierniczych Esperanto, fabryki słodyczy z długoletnią tradycją, mieszczącej się na parterze naszego budynku.
Tochtermanowie byli znaną i szanowaną ostrowiecką rodziną, bardzo religiją i bardzo szczodrą. Co piątek zapraszali na obiad jakiegoś biedaka z ulicy. W każdy Szabat rano, przed pójściem do synagogi, jedliśmy specjalne śniadanie składające się z jajek i chleba z masłem posypanego siekanym szczypiorkiem i cebulą. W Szabatowe popołudnia nasza rodzina miała zwyczaj składania wizyt krewnym mieszkającym w naszym miasteczku. Życie było proste i harmonijne i płynęło bez żadnych prawie zmian z roku na rok.
W 1933 przyszło na świat nasze pierwsze dziecko – córeczka, którą nazwaliśmy Brandla na cześć mojej matki. W dwa lata później, 27 lipca 1935 roku urodził się nasz syn Jakub (później zmienił imię na Gerald).
Zakłady Cukiernicze Esperanto były dobrze prosperującą firmą rodzinną, która odniosła jeszcze większy sukces po 1936 roku, kiedy wprowadziłem na rynek nowy typ cukierka, podobnego do cukierków marki Lifesaver. Musieliśmy rozwinąć firmę, by móc produkować te i inne cukierki w ilości wystarczającej do pokrycia zapotrzebowania całego kraju. Po wykupieniu kawałka ziemi na peryferiach miasteczka, wybudowaliśmy nowy dwukondygnacyjny budynek, który był gotowy do zagospodarowania w 1937. Fabryka, wyposażona w najnowocześniejsze maszyny i urządzenia, mieściła się na parterze. Na piętrze znajdowało się kilka mieszkań, z których jedno zajęliśmy my, a drugie wynajęliśmy."
str.21-22
"Wczesnym rankiem 7 września 1939 roku niemieckie wozy pancerne i czołgi wtoczyły się do Ostrowca. Natychmiast po zajęciu miasta przez nazistów, duża, licząca 200 uczniów szkoła hebrajska zamknęła swe podwoje. Wkrótce SS powołało do życia Judenrat, Radę Żydowską, zlecając jej pobieranie kontrybucji od ludności żydowskiej i konfiskatę mienia. 
Niespodziewanie na samym początku Niemcy byli całkiem przyjaźnie do nas nastawieni. Nie tylko pozwolili nam na prowadzenie fabryki – oczywiście, po przekupieniu ich zwierzchników drogimi prezentami – ale również zgodzili się nam dostarczać cukier i inne niezbędne do produkcji składniki. Musieliśmy tylko odprowadzać pewien kontyngent słodyczy dla ich żołnierzy.
Byłem realistą i wiedziałem, że nasze dni są policzone i że prędzej czy później do zarządzania fabryką zostanie wyznaczony Treuhänder, nadzorca nie będący Żydem. Aby pozyskać osobę godną zaufania, mającą w końcu przejąć naszą fabrykę, zwróciłem się do pani Kwiatkowskiej, żony poborcy podatkowego. Na krótko przed wybuchem wojny ona i jej mąż byli naszymi lokatorami. Kiedy pan Kwiatkowski został przeniesiony do innego miasta, którego nie lubił, poprosił mnie, abym użył swych wpływów w radzie miasta i załatwił mu przeniesienie z powrotem do Ostrowca. Na moją prośbę radni miejscy wystosowali pismo do władz podatkowych, w którym było napisane, że usługi pana Kwiatkowskiego są niezbędne w naszym mieście. Ponieważ umożliwiłem mu powrót, wydawało mi się całkiem logiczne, że powinienem wybrać jego żonę na nadzorcę fabryki. Szczególnie ważny był fakt, że była ona Niemką z pochodzenia i miała dwóch braci w Gestapo, który wykorzystali swoje wpływy, aby załatwić jej to stanowisko. Tak oto pani Kwiatkowska została Treuhänderem Zakładów Cukierniczych Esperanto.
Umówiłem się z panią Kwiatkowską w następujący sposób: razem z teściem miałem dalej prowadzić fabrykę pod jej nadzorem i dostarczać Niemcom obowiązkowe kontyngenty. Wiedząc, że cukier, jako suchy składnik, w końcowej fazie produkcji waży około 7 procent więcej ze względu na zawartość wody, podsunąłem pani Kwiatkowskiej pomysł, abyśmy sprzedawali nadwyżkę cukru na czarnym rynku i dzielili zyski na trzy części: dla niej, dla teścia i dla mnie."

str.25-26
"Mając na względzie bezpieczeństwo moich dzieci poprosiłem znajomą Polkę, żeby wzięła do siebie nasza najstarsza córkę Brandlę. Byłem przekonany, że sowita zapłata zagwarantuje właściwą opiekę nad dzieckiem. Okazało się to największym błędem mojego życia. Jak tylko Niemcy oznajmili, że rozstrzelają każdego Polaka, który będzie przechowywał Żyda, przerażona kobieta wygoniła Brandlę z domu. Dziecko błąkało się po mieście przez jakiś czas, dopóki nie zostało znalezione przez polską policję i przekazane żydowskiej policji działającej na terenie ostrowieckiego getta.
Kiedy dowiedziałem się, że w getcie będą mogli pozostać tylko młodzi, fizycznie sprawni ludzie, zdolni pracować na rzecz niemieckiego przemysłu wojennego, skontaktowałem się z Awromem Kerbelem. Awrom Kerbel był Żydem zarządzającym obozem pracy znajdującym się w pobliskim Bodzechowie i podobnym do tego, który opisany był w „Liście Schindlera”. Sądząc, że praca tam może zapewnić mi przetrwanie, zawarłem z Awromem następujący „układ”: zarejestruje mnie i żonę jako normalnych więźniów – ją jako sortowniczkę odzieży, mnie jako robotnika budowlanego.
[…] skupiłem się na znalezieniu bezpiecznego schronienia dla najmłodszej córeczki Heni. Postanowiłem zwrócić się do Błażeja Wawrzoska, wieloletniego dozorcy zatrudnionego w naszej fabryce, któremu, jak mi się zdawało, mogłem zaufać. Zgodził się wziąć do siebie dziecko, które przyprowadziłem do jego domu 7 października 1942 roku. Chociaż wtedy już nie wolno mi było pracować w fabryce, poprosiłem Aleksandra Kwiatkowskiego, który zastąpił swoją żonę jako zarządca, żeby wypłacał Wawrzoskowi tysiąc złotych miesięcznie za opiekę nad małą Henią.
Nie czując się bezpiecznie w Ostrowcu postanowiłem przenieść się do Wolbromia. [...]
[…] opuściłem Ostrowiec nocą, która później przeszła do historii jako „noc czarnych sztyletów”, ponieważ nocy tej dokonano mordu na wielu niewinnych ludziach."
str. 31
"W nocy z 11 na 12 października 1942 Niemcy zlikwidowali ostrowieckie getto, mordując na miejscu przeszło tysiąc Żydów, w większości dzieci, starców i chorych, a pozostałe ok.11 tysięcy wywożąc do Treblinki na pewną śmierć. Moja córka Brandla była prawdopodobnie wśród nich, później dowiedziałem się, że mój teść błagał żydowską policję, żeby ją wypuścili, niestety bez skutku.
W grudniu 1942 roku Gerald i Hinda zostali wysłani do Sandomierza, jednego z najgorszych hitlerowskich obozów koncentracyjnych. Na krótko po przybyciu na miejsce byli świadkami okropnej sceny. Zapędzeni przez Niemców którejś ciemnej i burzliwej nocy na rynek, wraz z innymi więźniami musieli przypatrywać się egzekucji syna znanego ostrowieckiego rabina. Kiedy przybył na miejsce, ubrany w czarny kaftan i kapelusz z szerokim rondem, tradycyjnie noszony przez ortodoksyjnych Żydów, jego brodę okrywał ręcznik, ponieważ Niemcy uważali widok brody za odrażający. Mając po swojej lewej i prawej stornie po jednym ze swoich wyznawców, kroczył nieustraszony, recytując po drodze kadisz. Nagle, bez żadnego ostrzeżenia grupa Ukraińców, będących częścią znienawidzonego Stafkommando, wywlekła go na sam środek rynku. Pogodzony z losem, jaki go czekał, spojrzał w oczy swoim oprawcom. Na ułamek sekundy jakby zawahali się, czy pociągnąć za spust. Kiedy było po wszystkich, wyglądali na bardziej przerażonych niż ich ofiara."

str. 71-72
"Armia Czerwona wyzwoliła Ostrowiec 16 stycznia 1945 roku. Żydzi, którzy mieszkali tam przed wojną i przeżyli Holocaust, mieli otwartą drogę powrotu. Chociaż mogli zostać tam na stałe, wielu decydowało się na wyjazd od innych miejscowości, lub w ogólne na opuszczenie Polski. 
Wróciłem do Ostrowca, żeby przekonać się, czy przeżyli jacyś członkowie mojej rodziny. Oczywiście byłem załamany, kiedy zastałem tam tylko kobiety i mężczyzn, mgliście znajonych z przeszłości, którzy napłynęli do miasta po latach wojny spędzonej w ukryciu. Ponadto, pragnąłem dowiedzieć się, co stało się z moją fabryką, która jak mi powiedziano, przez całą wojnę produkowała słodycze dla niemieckich żołnierzy. Po odwrocie Niemców fabrykę przejęli Rosjanie, zamienili parter na magazyn i podzielili pierwsze piętro na piekarnię i szpital wojskowy.
[…]
Po przybyciu do Ostrowca i wprowadzeniu się do naszego starego domu na ulicy Pierackiego 69, robiłem wszystko, aby zbudować Geraldowi i sobie nowe życie." […]

str. 73-74
"Cudowną niespodzianką był powrót z Buchenwaldu mojego kuzyna Jacka Rapoporta, brata Dorothy. Zatrzymał się u nas przez jakiś czas, tak samo zresztą jak Gela Katz przed wyjazdem do Izraela, co było spełnieniem marzenia jej życia. Innym mile widzianym gościem w naszym domu była Balka, córka kuzyna Dawida Gertnera. Łączyło mnie z nim wiele wspólnego. On również ratował się ucieczką z transportu do Treblinki. Udało mu się nawet powrócić do Ostrowca do żony, jednak wkrótce po jego powrocie oboje zostali wywiezieni do Auschwitz i słuch po nich zaginął. Balka, która uniknęła obozów zagłady, wyjechała od nas do pracy w syjonistycznej organizacji w Kielcach. Niestety, ona i czterdziestu jeden innych Żydów zostało tam brutalnie zamordowanych w czasie pogromu, urządzonego przez mieszkańców 4 lipca 1946 roku.
"Wspólnie z Aronem Friedenthalem, któremu również udało się przetrwać wojnę, założyliśmy komitet pomocy, aby zapewnić powracającym do Ostrowca Żydom namiastkę normalnego życia. Powodzenie naszej misji możemy zawdzięczać tylko rosyjskim oficerom żydowskiego pochodzenia., którzy stacjonowali w naszym mieście. Nie tylko zapewnili oni każdemu darmowe jedzenie i przyzwoite zakwaterowanie, ale również dopilnowali, żeby żołnierze pod ich dowództwem traktowali nas należycie. Ci oficerowie również pomogli mi dogadać się z rosyjskimi władzami i załatwić przekazanie fabryki w moje ręce. Ma się rozumieć, że byłem szczęśliwy, kiedy opuszczali ją w wyznaczonym dniu. Jednakże szokiem było odkrycie, że zniknęło całe jej wyposażenie. Ponieważ odzyskanie maszyn było z góry skazane na niepowodzenie, zamieściłem w miejscowej prasie kilka ogłoszeń, że pragnę nabyć używane urządzenia cukiernicze. Nagle zaczęli zgłaszać się różni ludzie, oferując mi kupno tego, czy innego urządzenia. Co miałem robić? Przełknąłem dumę i płaciłem wszystkim tym ganowim (złodziejom) słone pieniądze za rzeczy, które mi wcześniej ukradli. Wkrótce z moim wspólnikiem, Awromem Bermanem, synem założyciela Słodyczy Amora, dużej przedwojennej firmy cukierniczej z wieloletnią tradycją rozpoczęliśmy produkcję cukierków i ciastek."

środa, 6 marca 2013

"Cena poświęcenia" Młynarczyk, Piątkowski


Jacek Andrzej Młynarczyk, Sebastian Piątkowski
„Cena poświęcenia. Zbrodnie na Polakach za pomoc udzielaną Żydom w rejonie Ciepielowa”
Instytut Studiów Strategicznych, 
Kraków 2007

str. 60
„W ramach „Akcji Reinhard” zostały zlikwidowane również żydowskie dzielnice mieszkaniowe z interesującego nas tutaj szczególnie powiatu starachowickiego. Deportacje na tym terenie przeprowadziło radomskie komando ds. wysiedleń pod dowództwem Adolfa Feuchta razem z nieodłączną kompanią ludzi z Trawnik, pluton z kompani rezerwy policji porządkowej „München”, a także stacjonujący w okolicy żandarmi, funkcjonariusze kripo ze Starachowic, polska policja oraz wartownicy z tamtejszych zakładów zbrojeniowych. W pierwszej kolejności wysiedlono gminę żydowską w Łagowie. Deportacja odbyła się 7 października. Cztery dni później doszło do likwidacji liczącego prawie 11 000 mieszkańców getta w Ostrowcu. Akcja ta przebiegała niezwykle brutalnie. W jej wyniku na miejscu zamordowano prawie 2000 ludzi. 15 października do Treblinki deportowano 1600 Żydów z Iwanisk i ok. 2000 z Sienna. Po dwóch dniach jednostki wysiedleńcze pojawiły się w liczącym prawie 4000 mieszkańców getcie w Chotczy Nowej, a 20 października w Opatowie, skąd dalsze 6000 osób deportowano do obozu zagłady. Jako ostatnie likwidacji uległy żydowskie dzielnice mieszkaniowe w Iłży (22 października), skąd deportowano 3748 osób, i wreszcie ostatnie wielkie getto zbiorcze w Tarłowie, skąd 29 października wysłano na śmierć prawie 10 000 Żydów z Bałtowa, Łętkowic, Ciepielowa, Solca nad Wisłą i Lipska. Zostali oni pognani do stacji kolejowej Jasice, gdzie załadowano ich do wagonów. Po drodze zamordowano prawie 100 osób."

str. 69
„na przekór niebezpieczeństwom i wzmocnionej obstawie poszczególnych wysiedlanych gett, wielu ich mieszkańców decydowało się na ucieczkę. […] W Ostrowcu dalsze 2000 mieszkańców getta zdołało ukryć się przed siłami policyjnymi.”

Zaświadczenie

(źródło: internet)

środa, 27 lutego 2013

"Hitlerowskie fabryki śmierci na Kielecczyźnie" Longin Kaczanowski


Wydawnictwo "Książka i Wiedza", Warszawa 1984


rozdział - W zakładach "Herman Goring Werke"
podrozdział – Obozowa gehenna

str. 123-125
"W kwietniu 1941 roku żydowska ludność Ostrowca została przeniesiona do getta, które mieściło się między ulicami Młyńską, Pierackiego [obecnie ul. Polna] a Denkowską. Dnia 16 października 1942 roku rozpoczęła się wielka akcja wysiedleńcza ludności żydowskiej do obozu zagłady w Treblince. We wczesnych godzinach rannych ostrowieckie getto otoczone zostało silnym kordonem hitlerowskiej policji. Do słabych i chorych strzelano. Zginęło około 2000 ludzi. Około tysiąca osób po pobycie w tzw. Małym getcie, przeniesiono do utworzeniem wkrótce obozu pracy.
Obozowe baraki zbudowano na łąkach częstocickich przylegających od strony wschodniej do zakładów ostrowieckich, a od zachodniej do bocznicy toru kolejowego cukrowni "Częstocice". Zamknięto w nich pozostałych przy życiu mieszkańców ostrowieckiego getta, a także pozostałych gett w Bodzechowie, Staszowie, Ożarowie, Iłży. W kilka miesięcy później do obozu przywieziono grupę Żydów austryjackich i z zachodnich terenów Związku Radzieckiego. Postanowiono wykorzystać ich jako darmową siłę roboczą przeznaczoną do najcięższych prac w zakładach ostrowieckich. 2000 więźniów stłoczono w kilkunastu barakach, bez urządzeń sanitarnych, wyznaczając im głodowe racje żywnościowe.
[...]
Obozowa gehenna i ciężka praca w zakładach były powodem ucieczek. Wielu więźniom udało się zbiec, w ten sposób trafili do partyzanckich oddziałów, lub ukrywali się u polskich rodzin. Dnia 30 maja 1944 roku dwóch braci Steinów zatrudniocych w cegielni zbiegło wczesnym rankiem z obozu. Ich ucieczkę zauważono dość szybko. [...] Wkrótce zbiegowie zostali schwytani. Dla odstraszenia innych hitlerowcy wykonali publiczną egzekucję. Nagrodą dla strażnika, który zauważył ich nieobecność w pracy i pilnie ścigał wraz z innymi, była kilogramowa paczka cukru, kilkadziesiąt sztuk papierosów oraz publiczna pochwała udzielona przez komendanta obozu.
[...]

podrozdział – Proces Zwierzyny
Raimund Zwierzyna – szef bezbieczeństwa zakładów ostrowieckich i komendant obozu pracy

str.137
"Nieliczny więźniowie, którzy przeżyli obóz i zeznawali na procesie, dobrze pamiętali pierwszy dzień pobytu za obozowymi drutami. Stali wówczas – na rozkaz Zwierzyny – z podniesionymi do góry rękami, ich opuszczenie groziło śmiercią. Właśnie pierwszego dnia Zwierzyna kazał zastrzelić trzech młodych Żydów. Zginął wtedy Mojżesz Gutman, młody poeta z Ostrowca, tworzący w języku hebrajskim."

str. 136
fragment aktu oskarżenia R. Z. Z 23 czerwca 1948 roku: "[Zwierzyna] wydał rozkaz Werkschutzom rozstzrelania kilku Żydów ukrytych w rurach gazowych i wrzucenia ich do czynnego pieca martenowskiego, w następstwie czego Żydzi zostali rozstrzelani i wrzuceni do pieca."