sobota, 30 kwietnia 2016

Herschel Balter


Wywiad z Herschelem Balterem urodzonym w Ostrowcu w 1920 roku.
Wywiad przeprowadzony w 1997 roku w Australii.
Długość trwania wywiadu: 7:46:58

Zdjęcie rodziny Pesy Balter z 1940 lub 1941. Od lewej brat Joske, matka, brat Herszel, siostry Chana i Chaja, ojciec, z przodu z kwiatami siedzi Pesa. Ojciec i Chana właśnie przeszli tyfus. Zdjęcie zostało zrobione w Ostrowcu na żądanie SS-manów.
(opis Monika Pastuszko)

Historia Pesy Balter

Źródło: VHA

28 kwietnia 1942


Ostrowiec Świętokrzyski
28 kwietnia 1942 roku hitlerowcy rozstrzelali 32 osoby na terenie getta ostrowieckiego
Na zdjęciu orginalnym podpis w języku żydowskim:
Po rozstrzelaniu 36 Żydów w Ostrowcu niedaleko Kielc 28 kwietnia 1942 roku zbiera się ofiary.
Oraz dopisek w języku polskim: X Balter (żyd. policjant), 1 Wolman (pracował w Sanit. Komisji), 2 Klejman Leon.


Źródło: Żydowski Instytut Historyczny w Warszawie.

niedziela, 17 kwietnia 2016

Ewelina Lipko-Lipczyńska






Ewelina Lipko-Lipczyńska (1913-2001)
nauczycielka języka polskiego w Liceum im. J. Chreptowicza w Ostrowcu w latach 1948-1963.

Drogi Tadeuszu!

Ponieważ prowadzisz Kronikę Szkoły, to może uznasz za stosowne włączyć nieco wiadomości o mnie po wyjeździe z Ostrowca. W Warszawie pracowałam tylko w klasach licealnych. W roku 1968 usunięto mnie ze szkolnictwa za czynny udział w akcji wokół mickiewiczowskich „Dziadów”. Wcześniej w 1966 roku zaprosiła mnie do Izraela moja koleżanka szkolna Róża Roserman-Wacholder [powinno być: Rosenman-Wacholder]. Z jej inicjatywy posadziłam „Drzewko” w Alei Sprawiedliwych w Jerozolimie. To jeszcze bardziej zaostrzyło kurs przeciwko mnie. Do tego doszły moje publiczne wystąpienia przeciwko aktom antysemityzmu organizowanym odgórnie przez władze. Władze partyjne wiedziały o moim wpływie na młodzież, toteż wolały się mnie pozbyć. Udało mi się wyjechać z rodziną. I tak znalazłam się w Szwecji.

A teraz o czasach jeszcze dawniejszych, o czasach okupacji, o których przez wszystkie lata PRL-u milczało się z wiadomych powodów. Ciągle był ktoś, kogo nie można było zdekonspirować. Teraz chcę dać temu świadectwo.

Otóż w okresie okupacji od roku 1939 do 1945 nasz dom przy ulicy Polnej 52 w Ostrowcu Świętokrzyskim nazywany był w języku wtajemniczonych Pensjonatem Papy Szymańskiego. Wiązało się to ze skrótem nazwy partii PPS, której członkiem od czasów jeszcze sprzed pierwszej wojny światowej był mój ojciec Jan Szymański – ostrowiak, nauczyciel, działacz społeczny, założyciel i organizator spółdzielczości i Towarzystwa Krajoznawczego. Jego obszerny drewniany dom okazał się być idealnym miejscem dla działalności konspiracyjnej a także schronieniem dla wielu ludzi zagrożonych śmiercią. Dzięki niemu, szanowanemu obywatelowi miasta, kierownikowi Społem, administratorowi własnego domu, dzięki jego opanowaniu, odwadze i rozumowi udało się przetrwać przez te 5 lat wojny bez strat w ludziach. Ogromnym atutem było to, że nie byliśmy zależni od żadnych źródeł finansowania. Żyliśmy przede wszystkim z uprawy ogrodu i kawałka ziemi. Niektórzy z podopiecznych podejmowali prace zarobkowe: szpital, spółdzielnia spożywców, sklep ogrodniczy, magistrat. Przez cały okres wojny przewinęło się przez nasz dom około 50 osób, które dłużej lub krócej mieszkały z nami lub uzyskiwali doraźną pomoc. Byli i tacy, którzy przeżyli z nami cały okres wojny. Wśród uratowanych większość stanowili Żydzi. Były to koleżanki moje i moich sióstr, przyjaciele i znajomi ojca z Warszawy i ich rodziny. Byli i też Polacy, poszukiwani przez gestapo. Należeli do nich słynny aktor, prezes Związku Aktorów Scen Polskich, Dobiesław Damięcki z rodziną, młody poeta Tadeusz Kubiak, poszukiwany w Warszawie za udział w akcjach AK, młody lekarz po medycynie wojskowej Andrzej Jakubowski i inni. Ten ostatni pracował w szpitalu zakaźnym, który mieścił się w Szkole nr 6. Jako lekarz był bardzo pomocny w organizowaniu różnych akcji ratunkowych oraz zdobywaniu materiałów sanitarnych dla partyzantów w lesie.

Dom był zawsze pełen ludzi. Były takie okresy, że było nad ponad 25 osób. Wśród osób pochodzenia żydowskiego wymienię dla przykładu Andrzeja Wróblewskiego, dziennikarza i publicystę, który mieszkał u nas z żoną Wandą i dwoma synami Andrzejem i Janem. Włączył się on czynnie w działalność konspiracyjną. Był wzorem odwagi. Ta jego odwaga i znajomość języka niemieckiego pomogły w wielu trudnych akcjach ratowania ludzi.

Innym obszarem tajnej działalności, były komplety tajnego nauczania w zakresie klas licealnych z maturą włącznie. Ja pełniłam role głównego organizatora tych kompletów. Na te lekcje przychodziło codziennie kilkanaście osób. Grono nauczycielskie składało się z kilku osób: prof. Powicki z Poznania, Stanisław Bartecki, Walenty Kryczyński, jego żona Halina (moja siostra), Wanda Wyszyńska (moja siostra), Tadeusz Kubiak (poeta), Anna Dratwer.

Trzecią ważną dziedziną naszej działalności było wydawanie dwóch tajnych pism związanych organizacyjnie i ideowo z WRN (Wolność Równość Niepodległość). Jedno dla młodzieży „O lepsze jutro” - redagowałam ja i „Głos Robotniczy” - redagowany przez Dobiesława Damięckiego i Edmunda Reńskiego. Ten ostatni był delegatem Rządu Londyńskiego na terenie Powiatu Opatowskiego. W kraju jego bezpośrednim zwierzchnikiem był Kazimierz Pużak, wywieziony później do Moskwy w Grupie Szesnastu. Po roku 1945 bieg wypadków historycznych narzucił nam konieczność milczenia. Byliśmy nadal zagrożeni aż do roku 1990.

Gdy dzisiaj myślę lub mówię o tym, co działo się w naszym domu przy ulicy Polnej 52 w czasie okrutnej wojny, w czasie Zagłady, to wydaje się to być historią nieprawdopodobną. To nie mogło się zdarzyć, to nie mogło dziać się przez długich 5 lat pod bokiem sztabu niemieckiego w domu Bornów, obok koszar zapełnionych niemieckimi żołnierzami, na oczach sąsiadów, mieszkańców Polnej, Iłżeckiej, Browarnej!

W tylu miejscach, w tylu krajach zajętych przez Niemców, gdzie działało gestapo, działały też sprawne donosy. Ludzie wówczas zagrożeni ukrywali się w piwnicach, na strychach, w komórkach, a u nas mieszkali z nami, pracowali w ogrodzie i na roli, uczyli na tajnych kompletach. Ojciec mój poprzez kontakty z siatką konspiracyjną w Magistracie załatwiał im aryjskie papiery. Ale donos był donosem. Nie było przeciwko niemu obrony. Dodatkową ochroną dla naszego domu była stacja meteorologiczna, widoczna z ulicy. Ojciec mój przez wiele lat prowadził ją dla Instytutu Meteorologii, co kontynuował przez cały okres wojny. Stacja stwarzała pozory, że dom jest w gestii Niemców. Może to uchroniło nas przed łapankami i rewizjami?

I wreszcie Szwecja. Nowy rozdział życia. Nowy rozdział ale tej samej powieści. Wielu moich uczniów warszawskich znalazło się tutaj. To byli ci, którzy zgromadzili się pod pomnikiem Mickiewicza po słynnym ostatnim przedstawieniu „Dziadów”. Ci, którzy krzyczeli: „Nie ma chleba bez wolności”. To dzięki nim poznałam Norberta Żabę, przedstawiciela „Kultury” paryskiej na |Skandynawię oraz organizatora kolportażu wydawnictw emigracyjnych do Polski, Rosji, Estonii. Byłam w zarządzie Towarzystwa Przyjaciół Paryskiej Kultury. Urządzaliśmy spotkania z gośćmi z Polski, np. z Mikołajską, Michnikiem, Kisielewskim. To także moi uczniowie skontaktowali mnie z redaktorem Łukaszem Winiarskim. Zostałam przez niego zatrudniona jako kurator do spraw uchodźców ze wschodniej Europy. Pracowałam tam 10 lat. Po przejściu na emeryturę, razem z moją córką Wiktorią oddaliśmy się pasji ratowania zagubionych dzieł sztuki. I tak stworzyliśmy zbiór portretów malarstwa europejskiego, który w roku 1995 przekazałyśmy do Collegium Maius Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Trzeba jeszcze dodać, że w 1996 r. otrzymałam honorowe obywatelstwo izraelskie, a w 1997 wręczono mi je w Ambasadzie Izraela w Sztokholmie w obecności wielu naszych przyjaciół.

na podst. korespondencji (udostępnionej przez rodzinę Tadeusza Farbisza) oprac. Ewa Stencel.

Źródło: "Księga wspomnień. 90 lat Gimnazjum i Liceum im. Joachima Chreptowicza w Ostrowcu Św.", Ostrowiec 2003 r.

Sprawiedliwa Wśród Narodów Świata


Ceremonia sadzenia drzewka przez Ewelinę Lipko-Liczyńska, Jad Waszem, Jerozolima, 8 sierpnia 1966 r.

Ewelina Lipko-Lipczyńska (1913-2001)

Dwie Żydówki, która mieszkały w miejscowości Ostrowiec Świętokrzyski w powiecie kieleckim, zawdzięczają swoje życie Ewelinie Lipko-Lipczyńskiej (z domu Szymańska), której rodzice byli znanymi działaczami Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS).

Pomimo niebezpieczeństwa, Lipko-Lipczyńska pomogła im w potrzebie. Jedna z uratowanych, Róża Rosenman, była w tej samej klasie co Lipko-Lipczyńska, kiedy obie miały czternaście lat. W 1941 roku Rosenman została internowana w miejscowym getcie, a w 1943 roku, na krótko przed likwidacją getta, Lipko-Lipczyńska poradziła jej by uciekła do aryjskiej części miasta i zaproponowała jej schronienie w swoim domu. Rosenman posłuchała rady koleżanki i w nocy po ucieczce z getta, skierowała się jej domu, gdzie została ciepło przyjęta. Lipko-Lipczyńska przekazała Rosenmanównie aryjskie papiery, które zostały wcześniej dla niej przygotowane. W towarzystwie polskiego przewodnika Rosenman udała się do Warszawy, gdzie pod przybranym nazwiskiem, znalazła schronienie pracując dla polskiego lekarza. Rosenman została wyzwolona przez Armię Czerwoną w styczniu 1945 roku, a po wojnie wyemigrowała do Izraela.

Ewelina Szymańska (Lipko-Lipczyńska i Róża Rosenam (Wacholder),
fragment szkolnego tableau klasy VIII Gimnazjum Tow. Opieki w Ostrowcu
fot. Szmul Muszkies, 1931 r.

Lipko-Lipczyńska ocaliła również Cyrylę Rakocz i jej dwoje dzieci. Po ich ucieczce z getta w Ostrowcu zaoferowała im tymczasowe schronienie w swoim mieszkaniu. Po otrzymaniu od niej aryjskich papierów, wszyscy troje dotarli do Warszawy, gdzie zostali wyzwoleni w styczniu 1945. Po wojnie oni także wyemigrowali do Izraela. Kierując się współczuciem i prawdziwą przyjaźnią i nie oczekując niczego w zamian, Ewelina Lipko-Lipczyńska podjęła ryzyko utraty swojego życie dla ratowania żydowskich uchodźców. W 1966 roku Lipko-Lipczyńska odwiedziła Izrael i spotkała się z Rakocz i Rosenman.

W 1969 roku, podczas fali antysemityzmu, która przetoczyła się przez Polskę, Lipko-Lipczyńska wyjechała z Polski, a jako znak solidarności z Żydami, wyrzekła się swojego obywatelstwa i wyemigrowała do Szwecji.

W dniu 28 czerwca 1966 roku Yad Vashem przyznało Ewelinie Lipko-Lipczyńskiej (zd. Szymańską) tytuł Sprawiedliwej Wśród Narodów Świata.

Róża Rosenman-Wacholder i mała Edna Tzipor, Haifa, Izrael, 7 stycznia 1954 r.

Róża Rosenman-Wacholder i Henry Eivan (Weinwurzel), Haifa, lata 60.

Drzewko E. Lipko-Lipczyńskiej, współcześnie

Źródła:
Jad Waszem
geni.com

czwartek, 7 kwietnia 2016

Ostrowiecki Muranów

Młoda dziewczyna w sukience za kolano siedzi na stercie kamieni i połamanych cegieł. Ma upięte włosy, odkryte ramiona, dłonie złożone na udach, na nogach lekkie buciki. Ta skromna elegancja kontrastuje z rozległym gruzowiskiem za nią, w tle majaczą niekompletne domy. Tyle zostało z zatłoczonego ostrowieckiego getta. Jest lato 1943 roku. W młodej Polce rodzi się poetka.

Młoda poetka Joanna Chruszczyńska na gruzach ostrowieckiego getta.
Zdjęcie wykonane w 1943 roku w okolicy dawnej ul. Tylnej.

Osiedle Na Skarpie to ostrowiecki Muranów. Skojarzenie nasuwa się samo, gdyż uderzająca jest ilość podobieństw w dziejach Muranowa - historycznej dzielnicy Warszawy - i dzisiejszego osiedla Na Skarpie w Ostrowcu Św. W obu miejscach przed wojną żyła największa populacja Żydów danego miasta. Muranów w połowie XIX wieku stał się niemalże miastem w mieście o iście wschodnim klimacie, gdzie na ulicy rzadko słyszało się język polski. W Ostrowcu Żydzi mieszkali prawdopodobnie od samego początku istnienia miasta. Dla ożywienia gospodarki powstającego miasta Stanisław Tarnowski w końcu XVI wieku sprowadził do miasta starozakonnych i osadził ich na zachód od rynku. Według przekazów ustnych synagoga w Ostrowcu miała powstać w 1610 r. W tym czasie chrześcijanie nie posiadali jeszcze własnej świątyni (powstała cztery lata później). Na terenie Muranowa i ostrowieckiej skarpy w okresie II wojny światowej założone zostały przez Niemców dzielnice zamknięte dla ludności żydowskiej – getta. W wyniku tzw. ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej oba getta zostały zrównane z ziemią, a ludność zamordowana. W odradzającej się z popiołów komunistycznej Polsce na obu terenach powstały nowe osiedla mieszkaniowe. W Warszawie wybitny architekt Bohdan Lachert bezpośrednio na pryzmach gruzów getta zaprojektował osiedle-pomnik, które ma zachować pamięć miejsca. W Ostrowcu jego uczeń architekt Zasław Malicki wybudował nowe osiedle, także od podstaw, ale z poszanowaniem dawnego układu ulic. Ulica Tylna biegnie dokładnie tak, jak przedwojenna ulica Zatylna (dawna Tylna równoległa do Zatylnej też istnieje, tyle że bliżej rynku i nie ma nazwy). Odchodząca od rynku ulica Nowa, by mogła przeciąć dwie poprzednie ulice, poprowadzona jest przelotem pod blokiem. Co prawda ulica Mała nie została zachowana, ale architekt rozstawił dwa bloki, czyniąc przestrzeń tam, gdzie wcześniej biegła i wpadała do ulicy Starokunowskiej, wychodząc niemal bezpośrednio na synagogę. Te dwa opisywane miejsca w Warszawie i Ostrowcu różni pamięć. Gdy w stolicy temat historii Muranowa (przedwojennej, wojennej i powojennej) jest rozpracowany przez liczne publikacje, przewodniki, nazewnictwo ulic, znaki w przestrzeni miasta, tak u nas to co piszę, jest niemal wiedzą tajemną. We wrześniu ubiegłego roku na wystawie rocznicowej osiedla Na Skarpie ani jedna plansza nie była poświęcona historii tego miejsca przed 1945 rokiem.

Kobieta na zdjęciu to ostrowczanka, Joanna Daniela Kozłowska. Po mężu, za którego wyjdzie po wojnie, nazywać się będzie Chruszczyńska. Z tego nazwiska znamy ją dziś, nestorkę ostrowieckiej poezji, współzałożycielkę ruchu literackiego w naszym mieście skupionego w klubie „Aspekt”. W czasie wojny, czyli w momencie gdy utrwalona została na fotografii, uczęszczała do szkoły krawieckiej dla dziewcząt i była żołnierzem Obwodu Opatów, Okręgu Radomsko-Kieleckiego AK. Posługując się pseudonimem „Danka” i „Teresa” przenosiła prasę podziemną na terenie Częstocic i Ostrowca. W archiwum prywatnym pani Chruszczyńskiej zachowało się kilka podobnych zdjęć przedstawiających ją w takiej niecodziennej scenerii. Co sprowadzało młodą kobietę na gruzy zburzonej dzielnicy żydowskiej i kazało jej fotografować się w takim otoczeniu? Na odwrocie jednego z nich rozczytuję napis: „Zgadnijcie czy to zwały śniegu, czy góry? Ani jedno ani drugie to gmach rozbity w gruzy. Wojna!!!” 


Gdy wojna wybuchła Joanna miała piętnaście lat. Mieszkała z rodziną przy ulicy Browarnej (dziś to ulica Mickiewicza) tuż u stóp wzgórza cmentarza żydowskiego. Jej wspomnienia zdumiewają sielankowymi obrazami koegzystencji Polaków i Żydów, wśród których spędzała dzieciństwo: „Tu przy nas, przez płot mieszkał Żyd, Machtyngier. Był stolarzem, miał jednopiętrowy dom. Na dole robili meble, ja tam chodziłam do ich synka Dawidka. W święta Kuczki [Sukkot, Święto Szałasów] za domem budowali coś w rodzaju namiotu i tam koszerne jedzenie jedli. A na piętrze u nich mieszkał pan Frankowski. Polskie nazwisko, ale to był Żyd. Pracował w PKO i miał dwóch synów - Ziutka i Lutka. Chodziłam do nich i oni przychodzili do nas, przez płot skakaliśmy. Ja im dawałam kiełbasę, a oni mi macę. I był jeszcze taki Żyd, Manes się nazywał. Manes miał rzeźnię i sprzedawał wołowe mięso i kury. Mój wujek miał psa z demobilu wojskowego. Zawiesił mu torbę z kartką w środku i posyłał psa do Manesa. Ten mu dał mięso, jakie tam było napisane, wziął pieniądze, wydał resztę i pies szedł z powrotem. A mnie ten pies woził do szkoły na sankach. Kirkut? Tam były najlepsze poziomki i truskawki w trawie na brzegu cmentarza. Chłopaki tam wchodzili. Ja biegałam tylko po murze cmentarza, bo cały kirkut był omurowany. Mieszkałam wśród chłopaków, dlatego wiecznie bawiłam się w wojnę. I zostałam partyzantem... ”

Potem nastał - nie tylko dla Joanny - czas szybkiego dorastania w brutalnych warunkach wojny, aż do ich kulminacji w 1942 roku. W tymże roku w przeciągu dwóch tygodni - między końcem września a połową października - doszło do dwóch najtragiczniejszych wydarzeń dla ostrowczan. Były to: publiczna egzekucja przez powieszenie na rynku 29 Polaków i likwidacja getta, która kosztowała życie ok. 11 tysięcy Żydów i była zagładą niemal całej społeczności żydowskiej Ostrowca. Świadkiem tych wydarzeń była młoda Joanna Chruszczyńska. „Przeżycia wojenne miały duży wpływ na psychikę poetki – pisał w posłowiu do jej tomiku wierszy „Blaski i cienie” Jerzy Stokłosa. - Jej pierwsze utwory powracały do wojennych wspomnień. Swój pierwszy wiersz napisała pod wrażeniem widoku powieszonych przez hitlerowców mieszkańców Ostrowca na rynku 30 września 1942 roku.”


Po likwidacji getta, jego ograbieniu i wyprzedaniu sprzętów ruchomych, Niemcy przesiedlali Polaków na skarpę i w okolicę rynku do budynków, które jeszcze stały. Pani Joanna wspomina: „Niemcy wysiedlili nas i dali na rynek, gdzie mieszkali Żydzi. Mieszkałam na ulicy Nowej. Malusieńka ulica, ale tam był numer siedem. Za tym budynkiem już były gruzy”. Wówczas powstały omawiane wyżej zdjęcia. Długo później, bo w latach 90. w jednym z tomików Joanna Chruszczyńska opublikowała wiersz pt. „Ruiny mego domu”, który koresponduje z tymi niekonwencjonalnymi zdjęciami. Fotografie zdają się być ilustracją tekstu poetyckiego. A sam wiersz uznać można za pomnik stworzony w imieniu ludzi, który zginęli i których domy zostały tu zniszczone.

„Ruiny mego domu”

Odszukać chcę ruiny mego domu
gdzie kwitły wonne róże
tam złoty deszcz o szyby dzwonił

na pryzmach gruzów
mchy porosły
wokół wiatr szumi
oddech dławią wspomnienia

stoję na wyspie myśli
i gorycz ustami zbieram
nie wiem czy płaczę
czy się śmieję



Wojtek Mazan
Fakty Ostrowieckie
29 lutego 2016 r.

sobota, 2 kwietnia 2016

Achtung

Samuel Fridental (z lewej) z przyjaciółmi,
15 maja 1942 r.

Napis na znaku brzmi: Uwaga !! Granica żydowskiej dzielnicy mieszkaniowej w Ostrowcu. Nieuprawnione opuszczenie miejsca przez Żydów jest karane wyrokiem śmierci!


Rewers zdjęcia

Źródło: Yad Vashem Archive

wtorek, 29 marca 2016

I była miłość w getcie

Fotografia pochodzi ze zbiorów rodzinnych mieszkającej w Toronto Hellen Mueller zd. Muszkies, która rozpoznała uczestników koncertu. Dolny rząd od lewej: państwo Baigielman (lub Bagelman), dr Pecker, Oles (Francis) Pietruszka, pani Pietruszka, Leon Szpilman, recytator Wohl, Janka Malinger, NN (z Łodzi), dyrygent Pietruszka, Jakub Lustik, Pinchas Mitsmacher, Chaja Muszkies (Hellen Mueller) przy pianinie, Rutka Muszkies. Górny rząd od lewej: NN (zięć Rubinsteina), Sander Lederman, Dora Rubinstein, Mosze Alterman, dr Ludwik Wacholder, Willy Kierbel, Dora Rubinsztain, Icchak Rubinstein, NN, Dawid Djament, Małka Muszkies, kontrabasista Icchak Baigelman, Baigelman i akordeonista Mosze Mitsmacher. Fot. Szmul Muszkies, zima 1942 rok.

Była późna zima 1941/1942 roku. Mimo, że leżał gruby śnieg i mróz trzymał tęgo, ostrowczanie wypatrywali oznak wiosny. Miała to już być trzecia okupacyjna wiosna. Z każdym kolejnym odrodzeniem przyrody rodziła się nadzieja na rychły koniec wojny. 

Już niemal od roku Żydzi z Ostrowca, a także z okolicznych wiosek i różnych miast Polski, ale także wiedeńczycy pochodzenia żydowskiego, byli zamknięci w ostrowieckim getcie. W sumie około piętnaście tysięcy ludzi stłoczonych na stosunkowo niewielkiej przestrzeni. Rynek, Siennieńska, Polna, Browarna (dziś Mickiewicza), Starokunowska, Młyńska, Kościelna. Niewolnicza praca, brutalne pobicia, gwałty na młodych kobietach, morderstwa stały się mroczną codziennością getta ostrowieckiego. 

Pomimo tych nieludzkich warunków, strachu i poniżenia starali się oni żyć normalnie. Tej właśnie zimy postanowiono urządzić koncert dobroczynny na rzecz najbiedniejszych. Od pewnego czasu funkcjonowała orkiestra pod batutą przybyłego z Łodzi dyrygenta Pietruszki. Muzykami ostrowieckiej gettowej orkiestry byli: Janka Malinger i Baigielman grali na saksofonach, uzdolniony muzyk dr Pecker z Wiednia był wiolonczelistą, na skrzypach Jakub Lustik i Pinchas Mitsmacher, kontrabas dzierżył Icchak Baigelman a akordeon Mosze Mitsmacher. Do tego młodziutka, niespełna dziesięcioletnia Chaja Muszkies (Hellen Mueller) grała na pianinie a niejaki Wohl prowadził recytacje. 

Koncert odbył się budynku szkoły na ul. Iłżeckiej. Musiał być to bardzo uroczysty i podniosły dzień. Na widowni koncertu zasiedli znamienici obywatele Ostrowca, a wśród nich zwalistą sylwetką i tubalnym głosem wyróżniał się znany wszystkim w mieście dentysta Ludwik Wacholder. Przybył także wraz z żoną Dorą Icchak Rubinstein, wysoki, siwy mężczyzna, który od połowy 1940 roku był przewodniczącym Judenratu (Żydowska Rada Starszych - wprowadzona przez nazistów w 1939 roku forma sprawowania władzy przez przywódców żydowskich nad skupiskami żydowskimi). Była tam też jego córka z mężem. Byli inni urzędnicy Rady Żydowskiej – Mosze Alterman i Dawid Djament. Nie mogło zabraknąć też artystycznej rodziny Muszkiesów, tym bardziej, że ich starsza uzdolniona muzycznie córka grała w gettowej orkiestrze. I to właśnie ojciec małej Chai, który przed wojną prowadził renomowany zakład fotograficzny, wykonał zdjęcie, dzięki któremu możemy poznać twarze ich wszystkich. 

W niedługim czasie Niemcy wprowadzili zakaz podobnych koncertów w ramach rozpoczętego tzw. „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”. Już w listopadzie 1941 roku, po pierwszej masowej zbrodni na Żydach pod Wilnem, przybyły do Ostrowca Icchak Cukierman, - ps. Antek, członek Żydowskiej Organizacji Bojowej – ostrzegł członków tutejszego Judenratu przed zagładą, jaką Niemcy szykują dla nich wszystkich. Cukierman już po wojnie wspominał, że „nie byli w stanie pojąć, jak można, tak po prostu, zgładzić całą gminę żydowską. […] Rubinstein powiedział, że trudno z tego jednego przypadku wnioskować, że Niemcy mają ujednolicony model traktowania Żydów. Tak czy inaczej, jesteśmy uzależnieni od miejscowych władz. Jeśli uda się ułożyć dobre stosunki ze znajdującymi się na miejscu Niemcami, są dobre szanse na przeżycie wojny. Weźmy dla przykładu dwa miasta: Radom i Kielce. W Radomiu biją Żydów za to, że nie zdejmują czapki przed Niemcami, a w Kielcach za to, że zdejmują czapkę. Albo Warszawa: zamknięte getto, otoczone murami i drutem kolczastym, nękane głodem i tyfusem. A w Ostrowcu – otwarta dzielnica żydowska i jedzenia pod dostatkiem. Jak można więc wnioskować, że jedna ręka niemiecka kieruje żydowskim losem?” 

Na zniszczonej, ale szczęśliwie zachowanej, fotografii z zimy '42 roku, zrobionej zaraz przed lub po koncercie, widzimy ich pogodnych, z nadzieją patrzących w przyszłość, bo przecież typowo ludzką jest wiara w to, że „nawet po najczarniejszej nocy wschodzi słońce”... Z nadejściem wiosny w tymże 1942 roku ruszyła budowa obozu zagłady w Treblince, gdzie miała zginąć społeczność ostrowieckich Żydów. 12 października rozpoczęła się brutalna likwidacja getta w Ostrowcu, w wyniku której zginęło około jedenaście tysięcy ludzi (na ten temat czytaj artykuł Moniki Pastuszko „Likwidacja getta ostrowieckiego”). Dziś, dokładnie 73 lata od tych wydarzeń” o godzinie 12.00 w naszym mieście przy ul. Starokunowskiej odsłonięty zostanie pomnik upamiętniający ostrowieckich Żydów, ofiary II wojny światowej.

Wojtek Mazan
Fakty Ostrowieckie
12 października 2015

piątek, 25 marca 2016

Abram Jeleń

Lekarz medycyny Abram Jeleń, ur. 23 września 1889 r. w Suwałkach, s. Sendra i Gieny. Medycynę studiował we Wrocławiu i Saratowie. Uczestnik I wojny światowej, (był młodszym, później starszym lekarzem 302 pp armii rosyjskiej). Z Rosji do Polski wrócił w 1922 r. Lekarz dermatolog i pediatra, w 1926 r. w zarządzie ostrowieckiej Kasy Chorych, w 1933 r. ordynator Oddziału Wewnętrznego Szpitala w Ostrowcu. Prawdopodobnie przydzielony do kadry zapasowej 9 Szpitala Okręgowego, do września 1939 r. mieszkał i pracował w Ostrowcu Świętokrzyskim. W nieznanych okolicznościach wzięty do niewoli sowieckiej – dalsze losy nieznane.

Źródło: Miejski Informator Samorządowy

poniedziałek, 21 marca 2016

Rabin Jehiel ha-lewi Halsztok

Rabin Jehiel ha-lewi Halsztok


Dom, w którym mieszkał rabin Jehiel ha-lewi Halsztok, ul. Iłżecka [?], fot. przed II w.ś., [nieistnieje]

Archeologowie na ostrowieckim kirkucie

Znamy już miejsce pochówku sławnego w świecie ostrowieckiego rabina a także wiemy, jaką formę miał jego grób zniszczony w czasie wojny i chwilę po niej.

Bielejące pasy w wykopie to ślad po odnalezionym założeniu grobowym ostrowieckiego rabina.
Fot. U. Jedynak
W zeszłym miesiącu na ostrowieckim kirkucie miało miejsce wyjątkowe wydarzenie. Przez blisko dwa tygodnie trwały tam wykopaliska archeologiczne. Wyjątkowe o tyle, że w religii żydowskiej pozwolenie na prowadzenie tego typu prac wydaje się tylko w sytuacjach nadzwyczajnych. Wykopaliska miały na celu odnalezienie grobu znanego w świecie, a we własnym mieście całkowicie zapomnianego, ostrowieckiego rabina. Prace archeologiczne na zlecenie mieszkającego w Londynie wnuka rabina, Jehudy Lejb Halstuka, prowadziła lokalna firma „Labrys. Badania i nadzory archeologiczne” zarządzana przez Urszulę Jedynak. Wykopaliska nie mają nic wspólnego z ekshumacją, gdyż takowa jest praktycznie niemożliwa w religii żydowskiej. 

Prace archeologiczne na kirkucie prowadziła firma „Labrys” Urszuli Jedynak (druga z lewej)
pod nadzorem maszgijacha Huberta Rogozińskiego (pierwszy z prawej), fot. A. Jedynak
Pracom archeologów przyglądał się nadzorca religijny tzw. maszgijach, Hubert Rogoziński, członek zarządu łódzkiej Gminy Wyznaniowej Żydowskiej. Badania archeologiczne miały zlokalizować i zbadać, jaką formę miał tzw. ohel na grobie ostrowieckiego rabina. Ohel to odpowiednik naszej kaplicy grobowej jeśli chodzi o formę, jednak jego funkcja jest inna. Ohele stawiane są tylko na grobach przywódców duchowych i religijnych. Istnieją przekazy, że na ostrowieckim kirkucie stał jeden ohel i to właśnie na grobie przodka Halstuka. Nie zachowały się jednak zdjęcia i mapy umożliwiające jego umiejscowienie. Z niepewnych źródeł wiadomo, że budynek został wysadzony w powietrze przez Niemców, a po wojnie polscy komuniści dokończyli dzieła i teren żydowskiego cmentarza zamienili w park.

Meir Jachiel Halsztok
jako wybitny duchowy przywódca,
po śmierci wyróżniony został ohelem.
 Fot. „Żydzi ostrowieccy”
Niestety bardzo niewiele wiemy, kim był ów rabin. Podobnie jak o całej społeczności żydowskiej zamieszkującej i tworzącej nasze miasto od samego jego początku do czasów Holocaustu. Przypomnijmy, że w wyniku systematycznej likwidacji narodu żydowskiego przez nazistowskie Niemcy, życie straciło także kilkanaście tysięcy Żydów ostrowieckich, co stanowiło ponad 30 % przedwojennej populacji Ostrowca. Zadziwiający i przerażający jest fakt, że o tych naszych sąsiadach dziś, ledwie 70 lat od tragedii, wiemy tak mało. Całą wiedzę na temat rabina czerpiemy z książki pt. „Ostrowiec. A monument on the ruins of an annihilated Jewish community”, wydanej w 1975 roku  w Tel Awiwie. Z owej „Księgi pamięci Żydów ostrowieckich” - bo taką zwyczajową nazwę nosi ta publikacja, która do dziś nie doczekała się tłumaczenia na język polski – dowiadujemy się, że ów rabin swego czasu cieszył się międzynarodową sławą. Do dziś wielu religijnych Żydów przyjeżdża z całego świata do Ostrowca, by pomodlić się na jego grobie. Nazywał się Meir Jachiel Halsztok i był ostrowieckim rabinem przez ponad 40 lat. Ten właśnie człowiek bardziej niż ktokolwiek inny odcisnął piętno na charakterze żydowskiego Ostrowca. Mówiono o nim, że „żył w Ostrowcu, ale jego duch szybował w niebie”. Halsztok już od wczesnej młodości zaczął zwracać uwagę jako niezwykle uzdolniony talmudysta.  Zajmował się również naukami świeckimi – astronomią i matematyką. We wspomnianej Księdze pamięci zachował się opis tego niezwykłego człowieka: „Wysoki, imponującej postury, rabin Meir Jechiel był nieco ekscentryczny w ubiorze, nosząc „spodak” [wysoki futrzany kapelusz] i futrzany kołnierz nawet w lato. Miał niesamowicie bladą twarz i dzikie oczy, które emanowały boskim blaskiem. Rabbi Meir Jechiel wiecznie pościł i nigdy nie był widziany, żeby jadł publicznie. Zawsze przed snem wypijał szklankę gotowanego mleka i prawie przez czterdzieści lat praktykował ascetyzm w weekendy, szabasy i święta. Żył prostym, surowym życiem i nosił swój płaszcz przywództwa z pokorą i godnością, poświęcając całego siebie studiowaniu literatury rabinicznej. Pod wpływem ascetycznych zachowań rabina wielu ortodoksyjnych mieszkańców Ostrowca przestawało jeść mięso i żyli na diecie nabiałowej.” Przybył do Ostrowca jako młody człowiek i pozostał tu do swojej śmierci w 1928 roku w wieku 77 lat. Został pochowany na ostrowieckim kirkucie. Do dziś w tzw. lapidarium zachowała się betonowa płyta, którą na zdewastowanym i zbezczeszczonym grobie rabina już po wojnie ustawili żydowscy ocaleńcy. Czytamy na niej „Tu pochowany święty pan, światło wygnania. Przewodniczący sądu rabinackiego świętej gminy Ostrowiec. Meir Jechiel ha-Lewi, błogosławionej pamięci! Halsztok. Zmarł 19 adar I 688.” (11.03.1928 r.).

Nagrobek, tzw. macewa, wykonana po wojnie na miejscu zbezczeszczonego grobu ostrowieckiego rabina. Fot. W. Mazan
Badania odniosły zamierzony skutek i, mimo że pełne wyniki badań archeologicznych poznamy za kilka tygodni, już dziś można mówić, że odkrycia te zmieniają i poszerzają naszą wiedzę na ten temat. Archeolog Urszula Jedynak potwierdza zlokalizowanie poszukiwanego ohelu. Wnuk rabina i cadyka Halsztoka zlecił te badania, gdyż nosi się z zamiarem odtworzenia ohelu przodka, po to by jego wyznawcy mieli miejsce, do którego mogliby pielgrzymować. Jeśli plany te dojdą do skutku, Ostrowiec wpisze się jako ważny punku na mapie chasydyzmu.


Komentarze:
Urszula Jedynak, archeolog, właścicielka firmy „Labrys”
„Była to budowla mniej więcej pięć na siedem metrów, z bardzo płytkimi fundamentami. Z dużym prawdopodobieństwem miał on formę ceglanego muru otaczającego grób rabina i ustawioną na nim macewę, opartą o zachodnią ścianę muru. Ohel miał ozdobne detale kamienne i być może metalowe.”

Hubert Rogoziński, maszgijach, członek zarządu Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Łodzi
„Rabin Meira Jechiela Halsztok uznawany był za duchowego, charyzmatycznego - pochodzącego nie z wyboru, a z posiadanej wiedzy, dawanego przykładu i religijności - przywódcę społeczności żydowskiej. Najpierw był rabinem i wypełniał funkcję w gminie, zaś później ze względu na swoją wiedzę, życie i prawość został uznany przez chasydów z Ostrowca za cadyka – takiego, którego się słucha i naśladuje, a który podnosi do nieba upadłe modlitwy.”

Wojek Mazan
Fakty Ostrowieckie 
14 września 2015 r.

czwartek, 17 marca 2016

Źródło: allegro


Z opisu: zdjęcie z albumu niemieckiego żołnierza. Fotofografia została wykonana w Ostrowcu podczas okupacji niemieckiej.
Źródło: allegro

wtorek, 15 marca 2016

Księża Droga

Dziś nie ma po niej praktycznie śladu, a w latach 30. XX wieku planowano uczynić z niej reprezentacyjną ulicę Ostrowca. Żyjąc kilkanaście, kilkadziesiąt lat w jednym mieście poznajemy je jak własną kieszeń. Znamy ulice, domy, ludzi. Ludzie odchodzą, domy są wyburzane i mimo że to dla nas tragedią, wiemy że taka jest kolej rzeczy. Ale ulice – główne ulice - wydają się jakby trwały od zawsze i miały trwać na zawsze. Mapa miasta jest niezmienna, może jedynie się rozrastać. Dlatego niemałym zdziwieniem jest odkrycie ulicy, która przestała istnieć. 

Jedną z takich dróg w Ostrowcu Św. jest tzw. Księża Droga. Fakt, że taka droga istniała, a dziś nie ma po niej praktycznie śladu, odkryła przede mną pani Lucyna Rudzka. Niestety nie wiadomo skąd wzięła się nazwa tej drogi. Wiadomo, że Księża Droga była jedną z dróg, które wychodząc z rynku promieniście, rozchodzą się w różnych kierunkach. Sprawdziłem na starych mapach i rzeczywiście! Na mapie regionu ostrowieckiego z 1915 roku widać wyraźnie, że pomiędzy ulicami Iłżecką i Siennieńską biegnie prosto na północ jakiś szlak komunikacyjny. Na mapie tego samego terenu z 1927 roku, po Księżej Drodze nie ma śladu. Co ciekawe jednak, na planie rozbudowy Ostrowca z lat trzydziestych XX wieku Księża Droga nie tylko została uwzględniona, ale także zaprojektowano ją jako reprezentacyjną ulicę.


Gdzie właściwie znajdowała się owa droga? Na przedłużeniu ul. Stodolnej. Zaczynała się przy piekarni (obecnie hala targowa) na ul. Polnej, a przy leśniczówce na Gutwinie zamieniała się w leśny gościniec. Jeśli dziś na współczesnej mapie Ostrowca przedłużymy ów gościniec w stronę miasta, przetniemy ul. Polną na wysokości hali targowej. W ten sposób wyznaczymy dawną Księżą Drogę. Na marginesie warto zwrócić uwagę na nazwy wymienianych ulic – Stodolna i Polna – które bardzo obrazowo mówią nam, gdzie kiedyś kończyło się miasto. 

Czy do dziś zachował się jakiś ślad po Księżej Drodze? Obecnie na tym terenie stoją wieżowe osiedla Słonecznego, dalej pawilony przy Jana Pawła, następnie kościół św. Kazimierza na Pułankach, a na końcu gmach szkoły nr 7 i bloki. Mały mostek nad strugą za Pułankami znajduje się zapewne w tym samym miejscu, w którym kiedyś była przeprawa lub most na Księżej Drodze. Dalej przez łąki wiedzie ścieżka, którą dojść można do ul. Rzeczki a dalej do Gutwinu. Ścieżka ta pokrywa się niemal dokładnie z dawną Księżą Drogą. 


Pani Rudzka pamięta, że w jej czasach tą drogą jeździły furmanki i prowadziła do miejscowości czy majątków położonych w lesie, takich jak Kurzacze czy Jeleniec i dalej aż do Dębowego Pola. Lucyna Rudzka, ostrowczanka, dziś mieszkająca w Warszawie, dobrze pamięta Księżą Drogę, gdyż mieszkała przy ul. Rzeczki. Wspomina: „Nie mieszkaliśmy w centrum miasta. Mieszkaliśmy przy ulicy Rzeczki. Tam maleńka posiadłość była, domek, trochę ogrodu, ot tak jak każdy. Bo dlaczego? Bo dlatego, że miasto i centrum, i rynek, różne te uliczki to były w zasadzie zamieszkane przez ludność żydowską. A Polacy mieszkali w okolicach, zwłaszcza tacy posiadacze jakiegoś kawałka gruntu.”

Księża Droga zapisała się w pamięci pani Rudzkiej głównie z powodu wydarzeń, które miały miejsce na tej drodze w czasie II wojny światowej. „Był taki okres - że Żydów z getta [kwiecień 1941 – kwiecień 1943] , ustawionych czwórkami czy jakoś, pędzono pod las do stawów. Tam gdzie teraz jest piękny ośrodek w Gutwinie. To miejsce nazywało się „stawy Jaegera” . Od czego ta nazwa, nie wiem [cegielnia Jaegera, dawniej Jadwigów]. Były tam mokradła, stawiki, groble. Ale kształt i użyteczność tych stawów nadano właśnie dzięki pracy Żydów z getta. Ci Żydzi z getta byli tam prowadzeni, prawie codziennie, tą Księżą Drogą, na piechotę gnani i tam pracowali przy porządkowaniu tych stawów - „stawów Jaegera”. Tak to miejsce się nazywało, gdzie teraz mamy Gutwin.”

Myślę, że po tych wspomnieniach już nigdy nie będzie się tak beztrosko spacerowało z pieskiem po łąkach za Pułankami – dawną Księżą Drogą.

Wojek Mazan
Fakty Ostrowieckie 
14 września 2015 r.


czwartek, 10 marca 2016

Co pamięta budynek „czwórki”

Budynek szkoły przy ul. Sienkiewicza nr 70 bez wątpienia należy do najpiękniejszych budynków w Ostrowcu, choć dziś mało kto to zauważa. O urodzie tej architektury, którą dziś niemal szczelnie przykrywa zieleń, dobitnie świadczą zdjęcia z początku lat 30. XX wieku.

Widzimy na nich monumentalną fasadę z wysokim dachem. Duże, równo rozłożone okna dwóch pięter oraz półokrągłe okna dachu, tzw. „wole oczy” rytmizują fasadę budynku. Delikatna dekoracja, pod postacią tzw. boniowania w parterze oraz na rogach budynku, nadaje całości wykwintnej surowości. Zdjęcie od ulicy tego nie zdradza, ale budynek ma plan litery „T”. Jego kolejne skrzydło dostrzegamy na innym zdjęciu. Mimo że w Europie w momencie jego powstania oblicze architektury kształtował już modernizm, budynek ten wykonany został w oparciu o klasyczne zasady architektoniczne.


Posiada on także nietuzinkową historię, której kolejne dzieje zapisują się na naszych oczach. Prezentowane zdjęcia wykonane zostały przez nieznanego fotografa najprawdopodobniej zaraz po powstaniu budynku szkoły w 1929 roku. Był to jeden z pierwszych budynków postawionych przy trakcie radomskim, który w niedługim czasie przyjął nazwę ul. Sienkiewicza. W ten sposób urbaniści zdecydowali o kierunku rozwoju mieszkaniowej części Ostrowca na piaszczystym, nasłonecznionym, północnym brzegu doliny Kamiennej. Dziś budynek ten kojarzony jest z tzw. „czwórką” (Szkołą Podstawową nr 4) , która od września br. opuściła jego mury. Jednak gmach ten wzniesiony został dla Szkoły Podstawowej nr 1 im. Józefa Piłsudskiego.

Tylko przez dziesięć lat budynek służył edukacji, następnych sześć lat wojny miało przynieść mu najmroczniejsze chwile. Zaraz po zajęciu Ostrowca Św. we wrześniu 1939 roku okupanci niemieccy w budynku szkoły przy ul. Sienkiewicza (w czasie okupacji zmienionej na ul. Radomską) i na jej dziedzińcu zorganizowali obóz przejściowy dla jeńców polskich. Obóz istniał kilka miesięcy, w tym czasie przewinęło się przez niego kilka tysięcy żołnierzy i oficerów.

W październiku 1942 roku w trakcie likwidacji ostrowieckiego getta Niemcy rękami Litwinów i Łotyszy tzw. szaulisów siłą zapędzili na teren szkoły niemal całą żydowską społeczność Ostrowca – kobiety, dzieci i starców. Było to około 11 tysięcy osób, którzy pod gołym niebem czekali kilka dni, aż zostali wywiezieni do obozu zagłady w Treblince i natychmiast zamordowani. Nie jest to poświadczone w piśmiennictwie dotyczącym historii miasta, ale dawni ostrowczanie wspominają, że w budynku tym mieściło się także więzienie dla żołnierzy rosyjskich. Znając z innych przykładów sposób obchodzenia się hitlerowców z więźniami sowieckimi, możemy podejrzewać, że także w tym przypadku dochodziło do dantejskich scen. Zwłoki więźniów chowano w zbiorowych mogiłach w lasku na Piaskach, gdzie dziś stoi szpital miejski.


Po wojnie do budynku wróciła ta sama szkoła, ale w salach lekcyjnych wisiał już orzeł bez korony. W 1950 roku Szkoła Podstawowa nr 1 uznana została za „szkołę rozwojową” i powołano pierwszą klasę licealną, co właściwie równało się z powstaniem nowego ostrowickiego liceum, dziś znanym jako III L. O. im. Wł. Broniewskiego. Dopiero w 1966 r. liceum zostało oddzielone od szkoły podstawowej i rozpoczął się okres samodzielnej działalności obu placówek, pozostających jednak jeszcze przez pewien czas w jednym budynku. W cztery lata później obie szkoły – podstawowa i liceum – opuściły budynek przy ul. Sienkiewicza 70 a ich miejsce zajęła Szkoła Podstawowa nr 4 im. Partyzantów Ziemi Kieleckiej (nazwa od 1975 roku).

W wyniku reformy edukacji z początku tego roku „czwórka” zmienia swoją siedzibę a budynek przy Sienkiewicza zmienia swoją funkcję. Decyzją prezydenta miasta od września br. budynek udostępniony jest organizacjom pozarządowym w ramach powstającego tu Ostrowieckiego Centrum Obywatelskiego. A więc historia blisko dziewięćdziesięcioletniego budynku się nie kończy.

Wojek Mazan
Fakty Ostrowieckie 
7 września 2015 r.