![]() |
| Na pierwszym planie staw Manowskiego, po prawej stronie zrównene z ziemią zabudowania ulicy Górzystej i Młyńskiej fot. T. Religa, 1943/1944 [?] |
wtorek, 15 września 2015
1943
niedziela, 13 września 2015
Ostrovtzer Synagogue
Budynek kościoła Chrystusa przy Cecil Street został sprzedany w lipcu 1922 roku kongregacji żydowskiej za 20 tysięcy dolarów i, jak powiedział Butchart, „Nowy i Stary Testament zostały odwrócone na tej nieruchomości”.
W tym czasie “większość synagog w Toronto” - pisze Stephen A. Speisman w Żydzi Toronto: historia do 1937 r. - „była typu ziomkowskiego”, to znaczy były one etnicznie jednorodne i oparte na danym kraju, danej krainie lub – w przypadku Polaków – mieście pochodzenia. Tak było w przypadku kongregacji ostrowieckiej utworzonej w 1908 roku w centralnej części Toronto i nazwanej od miasta Ostrowiec znajdującego się w Polsce.
Takie synagogi oparte na geografii były czymś więcej niż tylko zgromadzeniami modlitewnymi. Były wspólnotami, oferującymi możliwość spotkań towarzyskich z ludźmi o podobnym pochodzeniu. Były także de facto tzw. "settlement houses" opartymi na zaufaniu, gdzie lepiej ustosunkowani członkowie ułatwiali aklimatyzację nowym członkom często nie mającym środków do życia, poprzez nieoprocentowane kredyty, opiekę nad chorymi, pozyskiwaniem funduszy w okresie trudności gospodarczych. Kongregacja ostrowiecka swojej działalności pomocowej nowo przybyłym nadała oficjalną nazwą: Tifereth Israel Bikur Cholim Anshei Ostrovtze, co Gryfe tłumaczy jako „Chwała Izraelowi, poprzez opiekę nad chorymi, ludzie Ostrowca”.
Początkowo jako maleńka kongregacja, Ostrovtker shul spotykała się w domach jej członków. Z czasem, i rosnącą liczbą członków, dążyła do zbudowania swojej własnej synagogi. Ale zakup kościoła na Cecil Street okazał się rozsądniejszym rozwiązaniem, więc zrobiono to poprzez wypróbowaną i sprawdzoną praktykę pozyskiwania funduszy ze sprzedaży siedzeń.
W 1924 r. budynek został odnowiony, aby nadać mu strukturę bardziej zgodną z funkcją i wyglądem synagogi. Wieża z dzwonnicą została zniżona i zastąpiona przez skromną kopułę. Otwarcie ostrowickiej synagogi zostało utrwalone zainstalowaniem dwóch ogromnych marmurowych tablic z wyrytym złotymi literami hebrajskim napisem dla uczczenia tych, których dotacja umożliwiła zakup budowli. Tablice te wciąż pozostają w tym samym miejscu, dziś w holu chińskiego domu kultury.
Przez następne trzy dekady Ostrovtzer shul było częścią żywej kultury żydowskiej, która funkcjonowała wzdłuż Spadiny i Kensington Market. Prosperował tu przemysł odzieżowy (choć często z fatalnymi warunkami dla pracowników) i dominowała kuchnia koszerna. Teatr oferował rozrywkę w jidysz (zanim nie przekształcił się w Teatr Burleski i Teatr Chiński w późniejszych latach). Ciesząc się rosnącym dostatkiem, wielu ze wspólnoty żydowskiej przeprowadziło się na północ do Foerst Hill, Bathusrt Avenue, albo rozproszyło na przedmieściach. Kongregacja ostrowiecka zmniejszyła się i opuściła Cecil Street w 1950 roku. Zgromadzenie zostało w końcu wchłonięte przez North York’s Shaarei Tefillah Congregation.
Źródło: Torontoist tłum. własne
W tym czasie “większość synagog w Toronto” - pisze Stephen A. Speisman w Żydzi Toronto: historia do 1937 r. - „była typu ziomkowskiego”, to znaczy były one etnicznie jednorodne i oparte na danym kraju, danej krainie lub – w przypadku Polaków – mieście pochodzenia. Tak było w przypadku kongregacji ostrowieckiej utworzonej w 1908 roku w centralnej części Toronto i nazwanej od miasta Ostrowiec znajdującego się w Polsce.
![]() |
| Budynek synagogi ostrowieckiej w Toronto, lipiec 2015, fot. W. Mazan |
Takie synagogi oparte na geografii były czymś więcej niż tylko zgromadzeniami modlitewnymi. Były wspólnotami, oferującymi możliwość spotkań towarzyskich z ludźmi o podobnym pochodzeniu. Były także de facto tzw. "settlement houses" opartymi na zaufaniu, gdzie lepiej ustosunkowani członkowie ułatwiali aklimatyzację nowym członkom często nie mającym środków do życia, poprzez nieoprocentowane kredyty, opiekę nad chorymi, pozyskiwaniem funduszy w okresie trudności gospodarczych. Kongregacja ostrowiecka swojej działalności pomocowej nowo przybyłym nadała oficjalną nazwą: Tifereth Israel Bikur Cholim Anshei Ostrovtze, co Gryfe tłumaczy jako „Chwała Izraelowi, poprzez opiekę nad chorymi, ludzie Ostrowca”.
![]() |
| Budynek synagogi ostrowieckiej w Toronto, lipiec 2015, fot. W. Mazan |
Początkowo jako maleńka kongregacja, Ostrovtker shul spotykała się w domach jej członków. Z czasem, i rosnącą liczbą członków, dążyła do zbudowania swojej własnej synagogi. Ale zakup kościoła na Cecil Street okazał się rozsądniejszym rozwiązaniem, więc zrobiono to poprzez wypróbowaną i sprawdzoną praktykę pozyskiwania funduszy ze sprzedaży siedzeń.
W 1924 r. budynek został odnowiony, aby nadać mu strukturę bardziej zgodną z funkcją i wyglądem synagogi. Wieża z dzwonnicą została zniżona i zastąpiona przez skromną kopułę. Otwarcie ostrowickiej synagogi zostało utrwalone zainstalowaniem dwóch ogromnych marmurowych tablic z wyrytym złotymi literami hebrajskim napisem dla uczczenia tych, których dotacja umożliwiła zakup budowli. Tablice te wciąż pozostają w tym samym miejscu, dziś w holu chińskiego domu kultury.
![]() |
| Spadina Street, Toronto, lipiec 2015, fot. W. Mazan |
Przez następne trzy dekady Ostrovtzer shul było częścią żywej kultury żydowskiej, która funkcjonowała wzdłuż Spadiny i Kensington Market. Prosperował tu przemysł odzieżowy (choć często z fatalnymi warunkami dla pracowników) i dominowała kuchnia koszerna. Teatr oferował rozrywkę w jidysz (zanim nie przekształcił się w Teatr Burleski i Teatr Chiński w późniejszych latach). Ciesząc się rosnącym dostatkiem, wielu ze wspólnoty żydowskiej przeprowadziło się na północ do Foerst Hill, Bathusrt Avenue, albo rozproszyło na przedmieściach. Kongregacja ostrowiecka zmniejszyła się i opuściła Cecil Street w 1950 roku. Zgromadzenie zostało w końcu wchłonięte przez North York’s Shaarei Tefillah Congregation.
![]() |
| fot. W. Mazan |
Źródło: Torontoist tłum. własne
środa, 9 września 2015
Iłżecka
![]() |
| Północno-zachodni narożnik rynku w Ostrowcu, wlot ul. Nowej (po lewej) i ul. Iłżeckiej (w głębi), fot. Jan Walarian Kołecki, 1937 rok [?] |
wtorek, 8 września 2015
Z pamiętnika Halperta
Pamiętnik Tadeusza Halperta -
„Pierwsze 72 lata mojego życia”
oprac. M. Gradoń, A. Orliński
„Szczekociński Rocznik Historyczny”
nr 1
Szczekociny 2013
str. 202-268
XXIII
Zbyt wiele już napisano o tragedii
Żydów, abym mógł dodać do tego coś więcej. Mogę jedynie
opowiedzieć o tym, co sam widziałem. W naszym małym miasteczku
Ostrowcu mordowanie Żydów zaczęło się trochę później niż
gdzie indziej. Przed zagładą Gestapo chciało ogołocić ich
całkowicie, skonfiskować wszystkie pieniądze, kosztowności i inne
przedmioty, dorobek całego ich życia. Dokonano tego szantażem,
obietnicami i groźbami. Pewnego dnia gestapowcy sprowadzili hordy
pijanych żołdaków z tzw. Armii Własowa, do pomocy w masowym
mordowaniu. Ukraińcy byli kompletnie zdemoralizowani. Tylko
nieliczni Żydzi starali się zbiec do lasu, reszta nawet nie
próbowała się bronić. Przechowaliśmy ich przez noc, ale nie
chciałem ryzykować życia mieszkańców domu, najbliższej rodziny,
naszych siostrzenic i uciekinierów, pozwalając im zostać. Tego, po
prostu nie dało się zrobić. Zginęliby oni i my razem z nimi.
Niektórzy znaleźli schronienie u przyzwoitych chłopów, niektórzy
zostali natomiast zamordowani przez innych chłopów, mających
nadzieję znaleźć przy nich parę dolarów.
Pewnego dnia B. [skrót od Bibsia –
pieszczotliwe określenie żony, czyli Marii Stefanii hr.
Wielopolskiej] i ja zobaczyliśmy kałużę krwi przed domem naszego
starego dentysty. Dwaj jego niedawni pacjenci, gestapowcy, wywołali
go i z zimną krwią zabili przed domem. Byli pacjentami przez trzy
lata i często nawet zapraszał ich do swego domu. Biedny doktor
Wacholder był pewien, że wkrótce zginie, pomimo że leczył
gestapowców. Nie więcej niż tydzień przed masakrą Żydów
poszedłem go zobaczyć i pocieszyć. Wyjął butelkę przedwojennego
francuskiego Chartreuse i rozmawialiśmy. Odmówiłem trzeciego
kieliszka mówiąc, że byłby to grzech pić więcej takiego dobrego
i rzadkiego trunku i że powinien go zatrzymać na inną okazję.
„Nie będzie innej okazji, czuję to” - zawołał. Nalegał,
byśmy skończyli butelkę.
[…]
XXVI
Gdy Niemcy odeszli, Żydzi, którzy
pozostali przy życiu, byli wolni. Jeden z czterech naszych
żydowskich „gości” był synem biednego kupca. Gdyby mógł,
pomógłby B. na pewno. Drugi był wybitnym neurologiem, naczelnym
lekarzem dużego szpitala. On także okazywał swoją wdzięczność
jak tylko mógł. Pozostali dwoje to dobrze znany warszawski prawnik
Józef Polikier i jego żona. Ukrywałem ich prawie pięć lat, nigdy
nie zapłacili mi ani grosza za utrzymanie (żaden z naszych
uciekinierów nie płacił), po wojnie nagle stali się komunistami.
Przed wojną Polikier zarabiał mnóstwo pieniędzy i z pewnością
komunistą nie był. Stał się nim z przyczyn praktycznych, jego
bratanek został komunistycznym wojewodą na Śląsku. Tam też
siedziałem w więzieniu. Gdy B. poszła prosić go o pomoc w
uwolnieniu mnie, przyjął ją na stojąco, odmówił pomocy i
poprosił, aby nie nachodziła go więcej. Wydawało się, że
zapomniał, że pięć lat ryzykowaliśmy naszym życiem, aby
uratować go i jego żonę. Prawdziwy dżentelmen, rzeczywiście.
[...]
wtorek, 1 września 2015
Młynówka
![]() |
| Rzeka Młynówka, w tyle zabudowania ulic Młyńskiej, Górzystej i Starokunowskiej, w centrum trójkątny dach synagogi, lata 30. XX w. fot. nieznany |
poniedziałek, 10 sierpnia 2015
Ostrovtzer Rav
![]() |
| Meir Jechiel Halsztok |
Ostrowiec – miasto chasydyzmu
[...]
Najmocniejszy wpływ na żydowski
charakter Ostrowca wywarł światowej sławy Meir Jechiel Halsztok,
który był ostrowieckim rabinem przez ponad czterdzieści lat. Ten
właśnie człowiek (żył w Ostrowcu, ale jego duch szybował w
niebie), bardziej niż ktokolwiek inny odcisnął piętno na
charakterze żydowskiego Ostrowca. […]
Całą bibliotekę napisano o
osobowości rabbiego Halsztoka, który przez wielu uważany był za
świętego. Przybył do Ostrowca jako młody człowiek i pozostał tu
do swojej śmierci w 1928 roku w wieku 77 lat. Wysoki, imponującej
postury, rabin Meir Jechiel był nieco ekscentryczny w ubiorze,
nosząc „spodak” [wysoki futrzany kapelusz] i futrzany kołnierz
nawet w lato. Miał niesamowicie bladą twarz i dzikie oczy, które
emanowały boskim blaskiem. Ponieważ nie zezwalał na publikowanie
swoich rękopisów, do dziś zachowało się tylko kilka jego prac,
które w dużej mierze zostały zachowane w przekazie ustnym.
Wiadomym było w całym Ostrowcu, że rabbi Meir Jechiel wiecznie
pościł i nigdy nie był widziany, żeby jadł publicznie. Zawsze
przed snem wypijał szklankę gotowanego mleka i prawie przez
czterdzieści lat praktykował ascetyzm w weekendy, szabasy i święta.
Żył prostym, surowym życiem i nosił swój płaszcz przywództwa z
pokorą i godnością, poświęcając całego siebie studiowaniu
literatury rabinicznej. Sceny radości, tańca i ekstatycznych
śpiewów, które są znanymi cechami chasydzkich zgromadzeń, były
raczej nieobecne na dworze Ostrovtzer Rav [ostrowieckiego rabina]. Tu
panowała umysłowość a nauka była głównym źródłem religijnej
egzaltacji. Pod wpływem ascetycznych zachowań rabina wielu
ortodoksyjnych mieszkańców Ostrowca przestawało jeść mięso i
żyli na diecie nabiałowej.
Rabin Meir Jechiel nie odziedziczył
swojego zawodu, nie był synem rabina ani potomkiem jakiegoś cadyka;
rozgłos jaki zyskał, osiągnął poprzez własny wysiłek. Jego
ojciec był piekarzem, prostym Żydem, który żył w małym polskim
miasteczku Szubinie [obecnie
województwo kujawsko-pomorskie]. Już we wczesnej młodości
Meir Jachiel zaczął zwracać uwagę jako niezwykle uzdolniony
talmudysta i gdy miał 17 lat został wybrany na rabina Skierniewic.
Chociaż był ojcem dwójki dzieci,
syna Jehezkela [Ezechiela] i utalentowanej córki, rabin Meir Jechiel
przez wiele lat zachowywał celibat, aż został wezwany przez swoją
żoną przed Beth Din [sąd rabiniczny] dla osądzenia swojego
postępowania. Rodzina rabina Meira Jechiela zawsze cierpiała
ubóstwo, co było spowodowane brakiem zainteresowania u niego
zdobywaniem dóbr doczesnych. Jego syn Jehezkel później został
rabinem Nasielska a jego córka została zaręczona z synem
chmielnickiego rabina.
Dobry i hojny z natury, ostrowiecki
rabin nigdy nie rządził żelazną ręką swoimi wyznawcami.
Przeciwnie, dzięki swojej łagodności i wyrozumiałości zdobywał
miłość i respekt całej społeczności. Kiedy członkowie
wspólnoty pojawiali się przed nim w sprawach sporów własnościowych
lub biznesowych, albo w Din Torah [spory w kwestiach religijnych], on
zawsze był przejęty, czując że takie drobne sprawy nie powinny
mieć znaczenia wobec studiowania Tory. Załagadzał małostkowe
kłótnie, nieszczęśliwy, że musi tracić czas na takie drobiazgi.
Miłosierny człowiek, poświęcał się dla dobra wspólnoty, zanim
pobierał swoje, niskie opłaty, wcześniej rozdzielał je wśród
biednych.
[...]
[...]
![]() |
| Resztki nagrobka na zbeszczeszczonym grobie ostrowieckiego rabina |
Źródło: "Ostrowiec. A monument on the ruins of an annihilated Jewish community" (zwana też księgą pamięci Żydów ostrowieckich). Tel Awiw 1971. s. 116-118, tłumaczenie W. Mazan.
sobota, 8 sierpnia 2015
poniedziałek, 3 sierpnia 2015
Lokalizacja obozu pracy
![]() |
| Zdjęcie współczesne fot. Wojtek Mazan, 2015 / zdjęcie archiwalne fot. NN, 1943 lub 1944 |
![]() |
| Na czerwono zaznaczony został w przybliżeniu teren, na którym w latach 1943-44 funkcjonował obóz pracy dla Żydów |
niedziela, 5 lipca 2015
Ogród Skiowki
Źródło: zbiory Tadeusza Religi
środa, 24 czerwca 2015
Żydzi w AK
<<"Przysięgam walczyć o wolną i potężną Polskę, wykonywać rozkazy przełożonych, tak mi dopomóż Bóg". Żydzi w AK. Epizod z Ostrowca Świętokrzyskiego.>>
Alina Skibińska, Dariusz Libionka
"Zagłada Żydów. Studia i materiały"
nr 4 2008, str. 287-323
Abstrakt
Artykuł prezentuje wybór dokumentów z procesu z 1949 r. w którym wyrokiem Sądu Apelacyjnego w Kielcach skazano trzech członków ZWZ-AK Obwodu Opatowskiego: Józefa Mularskiego, Leona Nowaka i Edwarda Perzyńskiego za udział w zamordowaniu w lesie koło Kunowa 12 Żydów z getta w Ostrowcu Świętokrzyskim. Dwie ciężko ranne osoby powróciły do getta, jedna z nich przeżyła wojnę (Szloma Icek Zwaigman) i po wyjeździe z Polski złożyła obszerną i szczegółową relację z tego wydarzenia. Relacja Zweigmana stała się podstawą śledztwa i aktu oskarżenia. Skazani na karę śmierci Mularski i Nowak zostali ułaskawieni i po 1956 r. wyszli z więzienia, podobnie jak trzeci skazany. Sprawę kończą kolejno: wyrok z 1957 r. ułaskawiający Józefa Mularskiego, następnie wyrok z 2000 r. przyznający mu wysokie odszkodowanie. Prezentowane materiały są nie tylko dowodem na to, że członkowie polskiego podziemia dopuszczali się zbrodni na Żydach, ale i na sposób funkcjonowania polskiego wymiaru sprawiedliwości oraz Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, która ewidentnie prowadziła politykę tuszowania spraw w których sprawcami zbrodni byli Polacy. Problemy poruszane w tym artykule są słabo zbadanie nie tylko w polskiej historiografii. Prezentowane materiały procesowe pochodzą z Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej.
[...]
29 stycznia 1949 r.
aresztowano dwóch mieszkańców Ostrowca: Leona Nowaka i Edwarda
Perzyńskiego. Podejrzanego Józefa Mularskiego, zamieszkałego
wówczas w Poznaniu, aresztowano 9 lutego 1949 r. Podstawą do tego
były zeznania Nowaka i Perzyńskiego oraz pierwsze zeznanie
Mularskiego, złożone w przeddzień aresztowania. Wszyscy trzej
osadzeni początkowo w areszcie śledczym Urzędu Bezpieczeństwa
Publicznego w Ostrowcu, a następnie (od 29 marca 1949 r.) w
więzieniu w Sandomierzu, byli byłymi żołnierzami ZWZ-AK Obwodu
Opatów. Mularski, pseudonim „Zapała”, „Krzysztof” (ur. w
1908 r.), był absolwentem studium nauczycielskiego. W konspiracji
działał od jesieni 1939 r., sprawował funkcję szefa referatu
organizacyjnego ZWZ, później kierował lokalnym Związkiem Odwetu,
brał udział w kilku akcjach dywersyjnych (przyp. 5). Nowak, ps.
„Rudy”, miał 36 lat, wykonywał zawód spawacza i ślusarza,
ukończył trzy oddziały szkoły podstawowej, pracował w Zakładach
Ostrowieckich. W 1943 r. został aresztowany przez gestapo i do końca
wojny przebywał w obozach koncentracyjnych, najpierw w KL Auschwitz,
następnie w Mauthausen (przyp. 6). Perzyński, ps. „Rawicz” (ur.
1920), z zawodu spawacz, ukończył siedem klas szkoły powszechnej,
również był podkomendnym Mularskiego (przyp. 7). W czasie
aresztowania wszyscy byli członkami Polskiej Zjednoczonej Partii
Robotniczej.
[…]
Samo śledztwo prowadzone
było w sposób rutynowy. Dość typowa była też strategia
oskarżonych. […] Mularski obciążał zarówno swoich
przełożonych, którzy jakoby mieli wydać rozkaz pozbycia się
Żydów, jak również kolegów i podkomendnych. Przede wszystkim
nieżyjącego Mieczysława Wąsa, pseudonim „Rogacz” - członka
ZWZ-AK, dowódcę oddziału dywersyjnego Obwodu Opatów, a wreszcie
dowódcę oddziału partyzanckiego AK. Ten nie mógł się bronić –
zginął 6 lipca 1943 r. (przyp. 10). Gdyby nie to zostałby z
pewnością aresztowany, jako że jego udział w morderstwie nie
budzi wątpliwości. […]
Z zeznań oskarżonych
oraz z zeznań i relacji żydowskich (Cwajgmana, Szermana, Moszka
Singera i Leona Rozenblata (przyp. 11) można odtworzyć sekwencję
zdarzeń prowadzących do zbrodni. W listopadzie 1942 r. kilku Żydów
pracujących na terenie Huty Ostrowiec, należących do grupy
konspirującej młodzieży, nawiązało kontakt z Nowakiem należącym
do lokalnych struktur polskiego podziemia. Ten, po konsultacjach ze
swym znajomym (zwierzchnikiem?) Mularskim, zaczął ich mamić
możliwością wstąpienia do oddziały AK. Początkowo, jak się
wydaje, celem Polaków było wyciągnięcie od Żydów środków
finansowych. Jednak gdy kilkunastu zdeterminowanych Żydów znalazło
się w lesie w pobliżu Bukowia, a ich pobyt zaczął się
przedłużać, sprawa stała się poważna. Nie istniała żadna
realna możliwość wykorzystania ich w działalności bojowej –
można domniemywać, że zgody nie wydałoby ani dowództwo Okręgu,
ani Obwodu AK. Żadnych działań partyzanckich w tym okresie na
terenie obwodu przecież nie prowadzono – twierdzenia Mularskiego,
że wyprowadzenie Żydów z getta miało nastąpić w porozumieniu z
dowództwem Okręgu Radomsko-Kieleckiego AK jest bardzo wątpliwe
(uciekinierów z gett rekrutowała natomiast powstająca partyzantka
komunistyczna). Nie można było myśleć o włączeniu Żydów do
działalności partyzanckiej, gdyż oddziałów partyzanckich jeszcze
nie było. Była to raczej samodzielna inicjatywa ludzi żądnych
łatwego zysku. Jak pokazują zeznania żydowskie, zadano sobie wiele
trudu, by upewnić przyszłe ofiary, że mają do czynienia z
przedstawicielami podziemia wysokiego szczebla. Gdy okazało się, że
nie można liczyć na dalsze zdobycze materialne, zaś Żydzi
traktują sprawę poważnie, zdecydowano się ich wymordować i tym
samym rozwiązać problem. Kto wydał taką decyzję? Wydaje się, że
inicjatorem był Mularski, musiał mieć w grupie autorytet, choćby
z tego powodu, że niedawno odbył miesięczny kurs dywersyjny w
Warszawie. Sam jednak w zbrodni udziału nie brał. Posłużył się
swoimi podwładnymi, w tym zamieszanymi w sprawę „wyciągnięcia”
Żydów z getta członkami placówki AK w Kunowie. Co w tej sprawie
dodatkowo bulwersujące, to fakt zaprzysiężenia Żydów na członków
AK bezpośrednio przed ich wymordowaniem. […]
Zbrodnia w
lesie koło Bukowia nie była jedyną na terenie Kielecczyzny, w
której sprawcami mordu na Żydach byli członkowie polskiego
podziemia niepodległościowego. Niektórzy z nich byli po wojnie
osądzeni za te czyny (przyp. 21). Przypadki zabijania Żydów pod
sam koniec okupacji lub już po jej zakończeniu niejednokrotnie
spowodowane były zamiarem „usunięcia” świadków innych zbrodni
popełnionych na osobach żydowskiego pochodzenia. Taki przypadek
miał miejsce również w Ostrowcu Świętokrzyskim. „W dniu 12
marca 1945 r. dokonano napadu na mieszkanie Fajgi Krongold. W mieście
krążyły pogłoski, iż posiada ona listę Polaków, którzy w
okresie okupacji w różny sposób przyczynili się do śmierci
ostrowieckich Żydów. Dwóch młodych ludzi, podobno byłych
żołnierzy AK, weszło do mieszkania Felicji Kwiatkowskiej vel F.
Krongold z zamiarem zabrania tej listy. Wewnątrz zastali jednak
kilkanaście osób i w powstałym zamieszaniu otworzyli ogień
zabijając cztery osoby i raniąc kilka innych” (przyp. 22) Czy
zbrodnia ta wiąże się w jakikolwiek sposób z wydarzeniami z 9
lutego 1943 r., nie możemy w chwili obecnej orzec (przyp. 23).
[...]
Przypisy:
5. - Informacje za:
Wojciech Bordzobohaty, „Jodła. Okręg radomsko-kielecki ZWZ-AK”,
Warszawa 1984, s. 166, 168, 170. W tym opracowaniu figuruje jako
podchorąży. Wszystkie informacje w przypisach na temat struktury
organizacyjnej Obwodu Opatów ZWZ-AK pochodzą z tego opracowania.
[…]
6 – W
opracowaniach dotyczących kieleckiej ZWZ-AK nie figuruje.
7 – Perzyński
brał udział w akcji uszkodzenia mostu na rzece Kamiennej w Ostrowcu
11 IX 1942. Wedle Bordzobohatego kierował tą akcją, a brał w niej
udział Mularski (op. cit. s. 171). […]
10 –
Bordzobohaty, op.cit. s. 171-172.
11 – Dwaj ostatni
to świadkowie powołani przez oskarżenie, byli mieszkańcy
Ostrowca] a także relacji spisanej przez mieszkańca getta w
Ostrowcu Mendla Welmana [przyp. 12 – AŻIH, 301/3055, Relacja
Mendla Welmana, 3 I 1948. Autor relacji nie znał nazwisk Polaków,
słyszał tylko, że jeden z nich mieszka nadal w Ostrowcu.
21 – Zob. Alina
Skibniewska i Jakub Petelewicz, Udział Polaków w zbrodniach na
Żydach na prowincji regionu świętokrzyskiego, „Zagłada Żydów.
Studia i materiały” 2005, nr 1, s. 114-147.
22 – W. R.
Brociek, A. Penkalla, R. Renz, Żydzi ostrowieccy. Zarys dziejów,
Ostrowiec Św. 1996, s. 117.
23 – Osoby oskarżone o ten mord i skazane przez sąd w Radomiu na karę śmierci nie są wymienione w aktach omawianej tu sprawy karnej.
23 – Osoby oskarżone o ten mord i skazane przez sąd w Radomiu na karę śmierci nie są wymienione w aktach omawianej tu sprawy karnej.
I. Mówią świadkowie
Relacja Szlamy Icka
Cwejgmana [Zweigmana], rękopis, t. 182, k. 48-67, bd.
Trzeciego
lutego dostaliśmy list z sztabu, że 4-go lutego o godz. 5-ej
wszyscy mają być w melinie, gdyż odbędzie się przysięga, a
potem wymarsz. Przed wymarszem dostarczyliśmy żądaną listę z
nazwiskami i imionami uczestników grupy w dwóch egzemplarzach.
Mówione było, kto nie będzie obecnym już nigdy nie odejdzie. Na
umówiony czas wszyscy się stawili, nawet zraniona Dorka Binental.
Nie została jednak dopuszczona do przysięgi pod wymówką, że w
gecie ma lepsze warunki do wyleczenia ręki, i za to pójdzie
następną osiemnastką. Przy przysiędze widziałem dokładnie
kapitana gdyż nie nosił ciemnych okularów jak przy spotkaniach z
nami. Poznałem że to jest Mularski były porucznik wojsk polskich,
były urzędnik P.K.U. (przyp. 31 – Mularski pisał w swoich
wspomnieniach, że w 1939 r. pracował w dziale mechanicznym jako
pracownik laboratoryjny w Zakładach Starachowickich) w Ostrowcu,
były gracz piłki nożnej byłego Policyjnego Klubu Sportowego
(P.K.S.) i absolwent seminarjum nauczycielskiego w Ostrowcu. Był
również obecny Leon Nowak, jeden tytułowany porucznikiem i dwóch
łączników z Ostrowca, wszyscy trzej o nieznanych mi nazwiskach, co
kilkakrotnie byli z Nowakiem na spotkaniu z nami w gecie. Kapitan
Mularski przeczytał nam przysięgę, którą miał napisaną na
papierze i również odpowiedź. Dał nam parę minut do namysłu, a
potem spytał się czy jesteśmy gotowi wziąć na siebie ten
obowiązek. Jednogłośnie odpowiedzieliśmy: tak. „Prawa ręka z
dwoma wystawionymi palcami do góry” brzmiał rozkaz kapitana.
Rozkaz wykonano. A potem, powtórzcie słowo za słowem: przysięgam,
przysięgam powtórzyliśmy i.t.d. „Przysięgam walczyć o wolną i
potężną Polskę, wykonywać rozkazy przełożonych, tak mi dopomóż
Bóg” (przyp. 32 – Nie był to właściwy tekst przysięgi), była
treść przysięgi. Odpowiedź kapitana była: „przyjmujemy was w
nasze szeregi, wszystkie rozkazy mają być wykonane, za każde
uchybienie grozi kara śmierci, gdyż więzień nie mamy”.
Rozdzielono
między nami wódkę (bimber) i po kawałku chleba. […] Czekaliśmy
znowu kilka dni, aż czterech się rozchorowało i z wysoką
temperaturą udali się do geta. W poniedziałek 8-ego lutego
dostaliśmy wiadomość, że następnego dnia z pewnością
wymaszerujemy. Radość panowała nadzwyczajna. Na umówiony czas
było nas tylko 14-tu.
Na miejsce
przybyli: porucznik, dwaj łącznicy co stale przychodzili z Leonem,
Leon Nowak i Zygmunt. […] wszyscy zjedliśmy kolację. W pierwszej
izdebce było 5-ciu naszych chłopaków i ich pięciu, a reszta
naszej grupy była zajęta pakowaniem koców w drugiej izdebce.
Niczego się nie spodziewając usłyszałem strzały i wołanie
jednego z grupy: oh! Mogiła bratnia! Spojrzałem się w lewo w
kierunku I-ej izby, było cicho już i ciemno, gdyż z huku strzałów
karbidówka zgasła. W przejściu między pierwszą i drugą izbą z
wyciągniętymi rewolwerami w rękach ujrzałem Nowaka z drugim
celujących jeden do mnie a drugi do innych. Na moje pytanie:
dlaczego nam się to panowie należy? Nowak odrzekł: cicho, cicho.
Strzał i kula przeszyła moje ubranie lekko zadrapując moją lewą
pierś. Upadłem udając trupa. Padając wpadłem górną częścią
ciała w korytarz wielkości 60 na 60 cm. W tym samym korytarzu
długości około 4-ch metrów (miał służyć jako drugie wyjście
ale nie dokończone) ulokował się jeden z grupy im[ieniem] Tolek
Nasielski. Ktoś z bandytów dał rozkaz: „posegregować ich
wszystkich”. Zaraz potem dostałem kulę w gębę, przebijając
usta utkwiła pod skórą, wryta częściowo w kość jakieś dwa
centymetry nad skronią.
Potem Zygmunt z
L. Nowakiem uklękli blisko mnie i zaczęli ostrzeliwać wspomnianego
Nasielskiego mówiąc jeden do drugiego „daj mu między nogi”.
Nie mieli warunków dobrego ostrzeliwania, gdyż korytarz był długi
a pod koniec nieco skręcony. Na to użyli około 20 kul
rewolwerowych. Mnie widocznie nie posądzili, że żyję, bo z ust i
gęby leciała mi krew. Po tem zaczęli opuszczać norę. Wtem jeden
z postrzelonych zaczął wołać: światło mi dajcie, dajcie mi
światło, a drugi jęczeć. Nowak z kimś się wrócili i przy
świetle kieszonkowych lamp elektrycznych dodali po dwie kule mówiąc:
masz sk...y synie światło. Wtedy już opuścili norę na dobrze,
ale po kilku minutach rzucali granat na wejście do nory, widocznie
aby zatrzeć wszelkie ślady. To im się nie udało. Może po pół
godzinie, zraniony tylko w pośladek Nasielski wysunął się z
korytarza, wołając imiona chłopców co wpierw dali znaki życia.
Nikt mu nie odpowiedział. Ja nie chciałem mu dać znać, że żyję,
gdyż się bałem, czy nie oni stoją nazewnątrz i jak pierwszym
razem, wrócić i nas dobić tak samo jako zrobili z dwoma powyżej
wspomnianymi. Uważałem nie tylko za obowiązek osobisty przeżyć,
tylko za ogólny również, bo po paru dniach miała wyruszyć część
następnej osiemnastki. Mord został wykonany po 6-ej wieczorem dnia
9-go lutego 1943 roku. Całą noc przeleżałem razem z trupami, nad
ranem udałem się do geta. […]
Po
zlikwidowaniu geta w 31-ym marca 1943 roku, przesłany zostałem do
obozu do Bliżyna koło Skarżyska. Tam spotkałem się z ludźmi co
pracowali wpierw na placówce niemieckiej niedaleko miejsca zbrodni.
Chłopcy ci byli z Kunowa i spotykając się z znajomymi Polakami z
Kunowa opowiedzieli im, że policja polska i straż pożarna z Kunowa
byli w wąwozach na miejscu zbrodni, ściągnęli ubrania od
zastrzelonych, a potem górną część meliny rozbili kilofami
zagrzebując tym samym trupów. Miejsce w którem popełniona została
zbrodnia znajduje się między Udzicowem (Udziców) górnym a
Bukowiem (Bukowie) koło osady Kunów. Kunów znajduje się 9 km na
północny zachód od Ostrowca, na drodze do Radomia. Dokładnie
wskazać miejsce może również Józef Szwajcer albo jego brat
Feliks […]
W roku 1945-tym
Chanina Szerman był w Ostrowcu i chciał tę sprawę oddać w ręce
władz, ale prezes komitetu żyd[owskiego] w owym czasie go odradzał,
gdyż jak się wyraził boi się zemsty na ludność żydowską. […]
Zraniona Dorka
Binental udała się pod koniec marca 1943 roku do Warszawy, aby
wziąć udział w powstaniu w geta warszawskiego, i od tego czasu
ślad za nią zaginął.
Tolek Nasielski
udał się na aryjską stronę i też zginął bez śladu.
[...]
Imiona i nazwiska
zastrzelonych i poranionych, rękopis Szlamy Icka Cwejgmana, t. 182,
k. 47, bd.
Majer Lejbuś
Worcman, Icek Kenig, Abus Kudłowicz, Rywon Jakubowicz, Josek
Frydland, Alek Glat, Dawid Grojskop, Moten Wajnsztok, Lejbuś Mauer,
Szlama Szerman, Maljech Brafman, Kelman Grynberg. Poranieni: Tolek
Nasielski i ja Szlama Icek Cwajgman.
Źródło: Zagłada Żydów
czwartek, 11 czerwca 2015
wtorek, 2 czerwca 2015
Złota historia NBA
"Los Angeles Lakers. Złota historia NBA"
Marcin Harasimowicz
2015
Str. 20
[Sid Hartman, amerykański dziennikarz sportowy] Na jednej z imprez poznał Morrisa
Chalfena, lokalnego speca od promocji zawodów w jeździe figurowej
na lodzie, który z kolei przedstawił go Benowi Bergerowi. Ten
lokalny biznesmen, człowiek niskiego wzrostu, z nieodłącznym
cygarem, urodził się i wychował w Ostrowcu Świętokrzyskim, a w
wieku 16 lat – było to w roku 1913 – wyemigrował do
Minneapolis. Zaczynał od zera, ale dorobił się fortuny i z czasem
ściągnął z Polski do Ameryki czterech swoich braci. W momencie,
gdy poznał Hartmana [1947 r.], był już właścicielem sieci kin w Minnesocie
i Dakocie Północnej oraz modnej restauracji w Minneapolis. Działał
także prospołecznie – należał do rady miejscowego więzienia i
wspierał resocjalizację. Systematycznie powiększał swój majątek.
Chciał jednak zrobić coś więcej dla miasta, któremu był
wdzięczny za otrzymaną szansę (po latach wydał autobiografię pod
tytułem Thank You, America).
Gdy więc Hartman zgłosił się do niego z konkretną propozycją –
wysłuchał go z zainteresowaniem. Najpierw w miejscowej hali
rozegrano na próbę mecz sparingowy pomiędzy Oshkosh All Stars a
Sheboygan Redskins. Na imprezę przyszło ponad pięć tysięcy osób,
co było oszałamiającym sukcesem. Widząc to, Bergen wręczył
Hartmanowi książeczkę czekową i oznajmił: „Rób, co uważasz
za stosowne”. Ten najpierw odkupił klub, a następnie ruszył w
poszukiwanie zawodników. Wtedy sięgnął do czarnego notesu. W
tamtych czasach scouting w koszykówce w ogóle nie istniał. Hartman
znał się jednak dobrze z trenerami uniwersyteckimi, a ci po prostu
mówili mu w tajemnicy, którzy zawodnicy są dobrzy i warto ich
ściągnąć. Tak rozpoczęła się historia Lakers –
najsłynniejszego zespołu w historii koszykówki. W stanie
„dziesięciu tysięcy jezior”, skąd wzięła się nazwa. Dzięki
pomysłowi amerykańskiego dziennikarza sportowego i za pieniądze
należące do Polaka...
![]() |
| Beniamin Berger, źródło Wikipedia |
Wpis dzięki Michałowi Górnemu.
poniedziałek, 1 czerwca 2015
poniedziałek, 11 maja 2015
Werkschutz
![]() |
| Werkschutz (straż fabryczna) Zakładów Ostrowieckich, fot. nieznany, 1943 r. |
Z martyrologią ostrowieckich Żydów związany jest obóz przy Zakładach Ostrowieckich (Herman Goring Werke) założony 1 kwietnia 1943 r. Wśród ludności Ostrowca Św. popularnie zwany był „Juden Lager”.
Porządku na terenie huty i obozu pilnowało 68 wartowników Komendantem Werkschutzów był początkowo hitlerowiec Rhode, a następnie były kapitan armii austriackiej [Raimund] Josef Zwierzyna, sporo do powiedzenia miał też Goldicz. Strażnikami byli Ukraińcy, dowodzili nimi podoficerowie Habura i Filip.
(„Rejon Ostrowca Świętokrzyskiego w okresie II wojny światowej”, Ostrowiec Św. 1999, str. 81.)
![]() |
| W centrum kapitan Raimund Zwierzyna, kierownik straży fabrycznej i komendant obozu pracy dla Żydów, zbrodniarz wojenny |
Źródło zdjęcia: zbiory Miejskiego Centrum Kultury w Ostrowcu Św.
sobota, 2 maja 2015
Panorama
Źródło: zbiory Tadeusza Religi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















.jpg)













