środa, 1 września 2021

Pensjonat Papy Szymańskiego

Edward Rostal
Tel-Aviv

PENSJONAT PAPY SZYMAŃSKIEGO

    Tytuł artykułu Pensjonat Papy Szymańskiego brzmi może trochę sielankowo, a faktycznie jest to nazwa, określano dom znanego i szanowanego nauczyciela w Ostrowcu Kieleckim (dziś Świętokrzyskim), w którym udzielał on schronienia nieszczęśliwym Żydom. A wspomnianą nazwę zawdzięcza dom „Papy” Szymańskiego także temu, że był on czynnym członkiem PPS i pierwsze litery tytułu odpowiadają nazwie Polskiej Partii Socjalistycznej. Papa Szymański wychował swoje córki w duchu postępu i miłości bliźniego, dlatego też, gdy rozpoczął się okres prześladowania Żydów w tym mieście, zaofiarowały one same pomoc Żydom, nie czekając nawet, aż ci się do nich zwrócą.

    Jedna z tych córek, p. Ewelina Lipko-Lipczyńska (z domu Szymańska), jest obecnie nauczycielką w Warszawie. Poznała ona p. Wachholder [powinno być: Wacholder] (z domu Rosenman) jeszcze w okresie, gdy razem uczęszczały do szkoły w Ostrowcu Świętokrzyskim. Potem studiowały razem w Warszawie, nie będąc ze sobą w kontakcie. Gdy wybuchła wojna, wróciły do Ostrowca Świętokrzyskiego. Nastąpiły ciężki dni. Getto zostało zamknięte. I wówczas p. Ewelina zjawiła się u swojej koleżanki i zaproponowała jej pomoc. Zabrała ją do „Pensjonatu Papy Szymańskiego”, zaopatrzyła w papiery „aryjskie” i odtąd Żydówka występowała jako Zinaida Piekarczyk… mahometanka. Papierów dostarczył szwagier p. Eweliny, p. Kryczyński, który był rzeczywiście mahometaninem. Wysłano p. Szoszanę Wacholder do Warszawy, gdzie pracowała w domu lekarza, dra Śmigóry. Po denuncjacji spędziła rok na Pawiaku, w celi szwaczek, ale znowu udało się ją uratować.

    Pani Ewelina i jej siostry mają na swoim „koncie ratowniczym” szereg osób, a wśród nich pp. Cyrylę Rakocz (obecnie w Hajfie), Marię Ryba (obecnie w Izraelu), Stefanię Kowalską i jej córkę (teraz w Hajfie), panią Dratwer (obecnie w Bat Jamie) itd.

    Ewelina Szymańska miała kontakty z PPS, będąc wówczas członkinią ZNMS (Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej), a w czasie wojny aktywistką organizacji WRN. Nie zawahała się ona przed żadnym krokiem, który mógłby – pomimo wielkiego ryzyka – przyczynić się do jej akcji ratowniczej.

    Gdy jakaś kobieta z Chmielowa poznała dziecko Stefanii Kozłowskiej (dawniej Gurfinkiel) i groziło, że zawiadomi o tym Niemców, Ewelina powzięła natychmiastową decyzję: matka, Stefania, znajduje się w Warszawie na „aryjskich” papierach; trzeba dziecko natychmiast wywieźć z Ostrowca do Warszawy. Wieczorem wzięła 3-letnie dziecko na ręce i zaniosła na stację. Ale jakiś młody „szmalcownik” zażądał okupu, domyślając się, że to nie jest dziecko p. Eweliny. Ta jednak nie miała pieniędzy. Zwymyślała chłopca w taki sposób, że się przestraszył i uciekł. Dziecko zostało uratowane.

    „Jakie pobudki kierowały panią w akcji ratowania Żydów?” – zapytuję p. Ewelinę. „Rodzice wychowali mnie w tym duchu. Chciałam ratować ludzi, a wobec tego, że Żydzi byli najbardziej zagrożeni – ratowałam Żydów. Akcja ta powiodła się także dlatego, że nasi sąsiedzi, którzy niewątpliwie wiedzieli o tym, co robimy, odnosili się z szacunkiem i miłością do mych rodziców i – milczeli. Pensjonat Papy Szymańskiego – był więc tabu”.

„Izraelskie Nowiny i Kurier”, lipiec 1966.

Źródło: „Ten jest z ojczyzny mojej. Polacy z pomocą Żydom 1939-1945”, Kraków 1969, s. 527-528

Brak komentarzy: