Źródło: Internet
s. 188
Ostrowiec jako prężny ośrodek ruchu robotniczo-rewolucyjnego
był przez długi czas skutecznie „strzeżony” zainstalowaniem tu jakiekolwiek
drukarni. Obawiano się, że nawet na małej ręcznej prasie można odbijać ulotki,
obwieszczenia, plakaty czy proklamacje wzywające do masowych strajków,
manifestacji oraz wystąpień rewolucyjnych.
Na pierwszą legalną oficynę drukarską w Ostrowcu nadszedł
czas dopiero w 1905 r. Koncesję na jej prowadzenie uzyskał Moszek Grynbaum.
Kolejnym petentem okazał się Lejba Minc, współwłaściciel zakładów w Sandomierzu
i Końskich, który po długich staraniach niezbędne zezwolenie otrzymał we
wrześniu 1908 r. Natomiast w 1911 r. powstały w tym mieście aż dwa tego typu
zakłady. Właścicielem pierwszego z nich został Lejbuś Tenenbaum, a drugi
istniał pod firmą Abram Słupowski i Spółka (przyp. 705 – APR, KGR, sygn. 2104,
k. 129-131, 133, 136; M.J. Lech, „Motywy zakładania drukarń i księgarń w latach
1867-1905 w Królestwie Polskim”, „Rocznik Biblioteki Narodowej” 1974, t.10, s.
229.).
s. 198-199
W uprzemysłowionym Ostrowcu trudno było uruchomić
księgarnię. Władze powiatowe twierdziły bowiem, że duży napływ ludności
uniemożliwia kontrolę nad tego typu placówkami, a do Opatowa (siedziby
powiatu), gdzie mieścił się posterunek policji było z Ostrowca 17 wiorst. Pomimo
to pierwsza księgarnia powstała tutaj 11 stycznia 1875 r., a jej właścicielką
była Helena Prendowska (przyp. 748 – M.J. Lech, „Księgarze i księgarnie…”, s.193-194.).
Długo o uruchomienie księgarni w Ostrowcu zabiegał
Franciszek Kocowski. Już w czerwcu 1897 r. wystosował do władz stosowne
podanie. Zezwolenie uzyskał dopiero 26 czerwca 1900 r. Księgarnia mieściła się
w Rynku w domu pod numerem 15. W czerwcu 1902 r., wyjeżdżając na kurację
Kocowski przekazał ją swej kuzynce, Elżbiecie Łempickiej – żonie inżyniera z
Zakładów Górniczo-Hutniczych w Klimkiewiczowie. Od 14 czerwca 1903 r. Łempicka
była już jej prawowitą właścicielką, gdyż gubernator nie sprzeciwił się transakcji
kupna-sprzedaży (przyp. 749 – Tamże, s. 194.).
Od 30 maja 1900 r. Abram Feder (drukarz i księgarz z
Lublina) posiadał w Ostrowcu własny punkt księgarski. Jednak podeszły wiek uniemożliwił
mu sprawnie poprowadzić placówkę. Odsprzedał ją więc Chaimowi Rapaportowi, a
sam zamieszkał w Lublinie (przyp. 750 - APR, KGR, sygn. 1394, k. 251-254; M.J.
Lech, „Księgarze i księgarnie…”, s. 194.). W 1900 r. powstała w Ostrowcu
jeszcze jedna księgarnia, której właścicielem był Saul Pfeffer. Od 1906 r.
księgarstwem zajął się również Karol Piątkowski, absolwent warszawskiego gimnazjum
realnego, późniejszy magazynier w Zakładach Górniczo-Hutniczych w
Klimkiewiczowie, zwolniony z pracy z powodu redukcji etatów. Kolejna petentka Michalina
Makowska jeszcze w 1905 r. sprzedawała prasę w kiosku na stacji kolejowej w
Kielcach. W sierpniu 1906 r. przeprowadziła się do Ostrowca, zwracając się jednocześnie
do władz z prośbą o uruchomienie tu księgarni. Pozwolenie uzyskała 22
października tegoż roku. Nic natomiast nie wiadomo o księgarni w Ostrowcu
stanowiącej własność H. Klaymana (przyp. 751 – Tamże, k. 94-97, 109-110.).
![]() |
Ephraim Rozen / Froim Rozencwajg |
Ephraim Rozen urodził się 15.01.1925 r. (oficjalnie), ale jego rzeczywiste urodziny datuje się prawdopodobnie na 8 Kislew 5685 r. (5.12.1924 r.); i zmarł 2 Adar 5775 (21.02.2015).
Urodził się w Polsce w przemysłowym mieście Ostrowiec Świętokrzyski, gdzie 25% ludności to Żydzi. Był czwartym z siedmiorga dzieci, w tym starszego brata, którego nigdy nie znał. Jest synem Jakuba Szmula Rozencwajga i Sary Riwki Gotlib. Jego braćmi i siostrą są: Kajla-Perla, Abram, Gitla, Froim Chemja, Frajdla, Cypora i Judith-Beracha. Jego rodzice byli właścicielami małej fabryki świec i mydła.
![]() |
Jesziwa Bejt Josef, 1935-36 |
Po wkroczeniu wojsk niemieckich na Polskę we wrześniu 1939 r. przedsiębiorstwo jego rodziców powierzono tymczasowemu zarządcy, a w Ostrowcu utworzono getto. W 1942 r. jego matka zmarła na tyfus, ojciec został zastrzelony, a resztę rodziny deportowano 11 października 1942 r. Przed śmiercią ojciec Efraima Rozena ukrywał go, nakazując mu "pozostać przy życiu". Ephraim Rozen został wówczas zmuszony do pracy w fabryce w kurczącym się getcie ostrowieckim, a następnie w obozie. W maju 1944 r. ponownie się ukrywał, ale został ponownie schwytany przez SS i osadzony w obozie koncentracyjnym pod Ostrowcem.
![]() |
Ephraim Rozen w 1942 r. |
Deportowany do Birkenau, został skierowany do pracy w kopalni węgla kamiennego Jaworzno. Aby się utrzymać, trzyma się swojej wiary w Boga. W styczniu 1945 r. wziął udział w marszu śmierci i trafił do Buchenwaldu. W lutym trafił do obozu w Schörzingen.
Wyzwolony przez francuskich żołnierzy, był leczony w Konstancji, a następnie repatriowany do Francji, gdzie postanowił się osiedlić. Kiedy przybył do Paryża, nie mówił ani słowa po francusku, ale mimo to udało mu się podążać za nauczaniem Seminarium Rabinackiego przy Rue Vauquelin w 1945 roku.
Początkowo jako rabin pracował w Clermont-Ferrant, a następnie w Tuluzie. W latach 1967-1986 był rabinem w Sarreguemines i otrzymał tytuł naczelnego rabina. Następnie przeniósł się do Strasburga, gdzie poświęcił się głównie studiom żydowskim. W 1993 roku brał udział w pracy zbiorowej Célébrations dans la tourmente (wyd. Verdier), w której daje świadectwo trudom, jakie przeszedł w czasie wojny.
Na pamiątkę błogosławionej pamięci generała Koeniga przyjął na prośbę René Guttmana, naczelnego rabina Dolnego Renu; Legia Honorowa.
/Google Translator/
Źródło: Sa vie :: Ephraim-rozen- gdzie więcej na temat życia Ephraima Rozena
Wywiad (fr.) Ephraim Rozen | Entretiens patrimoniaux | INA
Źródło: Jerzy Moniewski, XIX-wieczne fabryki fajansu i kamionki na obrzeżach Gór Świętokrzyskich, Radom 2008
Pierwsze dni
Reżyseria: Rybkowski Jan
Rok: 1951, Kraj: Polska
Rodzaj: fabularny; format: kinowy; kolor filmu: czarno-biały
Gatunek: film obyczajowy, film polityczny
Autor [zdjęć]: Wasilewski Stefan
Rodzaj zdjęcia: do filmu
![]() |
Aleja 19, przed wojną Dom Szpilmana i Agatera |
![]() |
Aleja 19, przed wojną Dom Szpilmana i Agatera |
![]() |
Aleja 19, przed wojną Dom Szpilmana i Agatera |
![]() |
ul. Młyńska, w tle po prawej przedwojenny dom Rozencwajga, po lewej - dom Gutwilena |
![]() |
ul. Młyńska, w głębi w centrum dom Blumensztoka, po lewej - dom Niskiera i in., po prawej - Roseta (z kuczką) |
![]() |
ul. Młyńska, w głębi przedwojenny dom Niskiera |
![]() |
ul. Młyńska, w głębi przedwojenny dom Niskiera |
![]() |
ul. Młyńska, w głębi przedwojenny dwupiętrowy dom Klajmana (z kuczką) |
![]() |
ul. Młyńska, w głebi w centrum dom Gotliba |
![]() |
ul. Młyńska, w głębi po lewej dom Borensztajna |
Źródło: fonoteka.fn.org.pl
RUTH (MUSZKIES) WEBBER
28 czerwca 1935 - 1 stycznia 2025
THE HUMAN CONDITION
The English translation od Rabbi Alexander Zisze Ajzensztadt’s (the Tzosmerer Rebbe) Torah discourse, dictated to his son – the autor of „Endurance” – while hiding in the bunker during a Nazi pogrom in April 1942 in the ghetto of Ostrowiec.
The rush and the noise of our present daily life is great.
Never was human existence so hurreid as during our era. Never was human
ambition to acquire „the good things in life” so strong as during our epoch.
Every one of us can, in this own circle od friends, notice
individuals of various mentalitics and characteristics, who are chasing and
running, often even sacrificing their health, risking their lives, in order to
attain their ambition.
As if chased by the secret power of some mysterious
stymulant, most people strive for all sorts of aims which tempt their
imagination.
Moved by a hidden driving force, these people are
instinctively and forcefully drawn like a bee to honey or a firefly to flame,
in order to satisfy their longing for fortune and wealth, honour and
popularity.
The question arises, therefore: Why?
What is, after all, the root, the basic factor, which causes
in all these people the undaunted will, the unwavering patience, the tremendous
initiative to attain their limitless wants?
Is it a factor which exists within the desired aims
themselves? Do these desires themselves centain some magnetic power, some
potency which is capable of overwhelming the chosen one of creation and propel
him forcibly towards iyself?
Or is it an internal subjective tendency, which is hidden
within the being of man proper?
When you observe life and analyze the psychology of the
never ending, unsatiated desire for these objectives; when you try to penetrate
the psyche of despair, of disappointment, and the results in suicide which take
place more often among the supposedly „fortunate” and „rich” than among the
so-called „poor” and „destitute”, you draw the conclusion that the entire sound
and fury, the whole searching, striving and reaching for one’s goals is not
something which is created by external experiences, but which comes solely form
within. It lies within he very being of man himself.
Let us, however, try to understand that creation is,
according to mysticism and metaphysics, a radiation of godliness that os – no
more and no less – someting which was at its origin and on its genesis pure
spirit in the infinity, in the andlessness. At a certain moment, during the
creation of the universe, it was converted by the creator into actual and
tangible physical entities.
In the Kabalah it is expressed in a picturesque
phrase [Benhadin Kamtza dilvusheh minaich] concering a small garment is
an organic part of his being.
And in philosophy the term is: „emanation”.
Man, being the most intellectual, most sensitive and most
imaginative creature of this reation, feels, therefore, subcenciously and
intuitivle like some lostsouyl, who actually was privileged to be of a godly
sovereign descent, and thus had once the good fortune to find himself to be of
a godly, majestic origin, thanks to which he could enjoy all the possible pleasures
of the world in a condensed form.
The chosen of creation is therefore confused and desparate.
He wishes to recapture for himself the most satisfying soure of happiness in
the previous „royal court” when he was still under the wing of the shekinah,
or divine presence, and in blissful heavenly serenity.
However, he becomes, alas, lost in his hasty and erroneous,
groping and scurrrying. With a blurred consciousness and earthly materialistic
conception, he grasps at every shimmering, shining, sparkling immitation
object. He is like a thirsty desert-wanderer who falls upon an oasis of
salt-water, which not only will never satisfy his thirst, but, will also
increase his thirst many Times and make it unbearable. It is only an exercise
in futility.
The truly happy person, however, is he who raises himself
above the low, merely earthly concepts, to the highest comprehension, to a
clear and bright world-outlook and sees unmistakeably the necessary genuine
attracrion.
That comes, however, only when he can distinguish and see
that the tempting illusions are, in the final analysis, no more than a fata-morgana,
a mirage for shortsighted human earthlings.
Human lust does not originate from external sensible,
observable sources, but is born from the inner spiritual longing for the secret
and godly genesis-sources, which became concretized in the eyes of mortal homo
sapiens as material and enthralling objects of his lust.
Fortunate is he who understands how to counteract these
misleading illusions and blurrings of a banal, shallow world-conception, as we
are cautioned to do by the first Chassidic declarations.
Endowed is the man who has open ears and is privileged to
hear the echo of the heavenly call: „It is I who am the propietor and
iluminator of the world-mansion.”
Then his eyes are opened and he sees how the entire material
creation of minerals, plants, and all that lives seeks for the wings of the
divine presence and strives to reach their orginal creator; continuously
imploring for his mercy, so that he should again accept them into his godly
arms – as of old – before the creation of the universe.
That is the height from which man must see the world. Those
the desires which should have been the final goal of our nervous, confused and
rushing generation.
Only a return to the source of genuine happiness, to
godliness in Jewish faith can revive and save the whole world, which is in
great danger, and which longs unconsciously for the time when, as Isaiah said
„They shall beat their swords onto ploughshares, and their spears into pruning
forks.”
Ony a return to the principles of Judaism, to all the Torah
values, can cure a world that had been blinded by materirialism, where one must
have a more beautiful car than that of his neighbour, a better and swifter
flying airplane, and a more deadly bomb.
That is the choice: to discern and select the true essence
of life, and to extract it from its materialistic shell.
This is the way to recovery for an ailing humanity, the only
road leading to recuperation for a morally-diseased mankind bent on homicidal
and suicidal self-destruction.
s. 17-25
DAWID BEIGELMAN
1887-1945
Juliusz Adler w swej książce pt. Majses fun der jidiszer
teater-welt (Opowieści ze świata żydowskiego teatru) tak opowiada o
Dawidzie Beigelmanie: „Był wspaniałym skrzypkiem i znakomitym muzykiem. Myślę,
że nie ma w Ameryce ani jednego łodzianina, który nie znałby Dawida Beigelmana;
to samo odnosi się i do warszawskich Żydów, ponieważ Dawid napisał wiele
operetek, pieśni i piosenek ludowych, śpiewanych przez starych i młodych”.
O jego ojcu napisał: „Szymon Beigelman nie był człowiekiem
zamożnym, a musiał utrzymać dziewięcioro dzieci. Mimo to dał swym dzieciom porządne
wychowanie i umożliwił im edukację zgodną i ich pragnieniami i możliwościami.
Wszystkie jego dzieci zostały muzykami, grały na różnych instrumentach, jedynie
zaś córka – Roza – została doskonałą pianistką”.
Dawid Beigelman pochodził z rodziny muzyków, w której
oddanie muzyce przechodziło z pokolenia na pokolenie. Było to przedmiotem dumy
jego ojca; z uniesieniem śpiewał stare melodie i świadomie tworzył nowe,
przeplecione ze starymi ojca i dziadka.
Praca była dla niego wszystkim i nigdy nie traktował jej
jako przeszkody ani przytłaczającego ciężaru. Odwrotnie – była zaszczytem i
posłannictwem. Z pracy czerpał ogromne zadowolenie i chęć do życia. Nawet w
najcięższych dniach nie skarżył się i nie żalił do nikogo. Wiedział, że sam, z
własnej woli, wybrał tę drogę – drogę muzyka w żydowskim teatrze. Było więc dla
niego jasne, że jest to droga pełna przeszkód: bezustanna wędrówka z miejsca na
miejsce, lekceważący stosunek społeczeństwa, uparta i niekończąca się walka z
właścicielami teatrów o wyższy poziom repertuaru w ogóle, a muzyki teatralnej w
szczególności. Tę właśnie drogę wybrał i po niej kroczył z uporem przez całe
życie. Dlatego nic dziwnego, że uważano go z jednego z pionierów muzyki
teatralnej oraz za jej podstawowy filar w Polsce okresu międzywojennego.
Dom i życie
Dawid Beigelman urodził się w Ostrowcu pod Radomiem.
Dorastał w domu, w którym królowała muzyka. Jego ojciec, znany w mieście muzyk,
nie rozstawał się z klarnetem, a bracia, z których każdy grał na innym
instrumencie, nie przestawali na nich ćwiczyć. W domu wciąż słychać było
najrozmaitsze dźwięki: skrzypiec, altówki, kontrabasu, trąbki i innych
instrumentów. Także krewni – Szpilanowie, należący do innej muzycznej rodziny w
mieście – uważali siedzibę Beigelmanów za swój drugi dom. Często wpadali do
nich, aby improwizować zespołowo dla przyjemności.
![]() |
Bracia Beigelman. Od prawej: Dawid – dyrygent, Szlomo – skrzypek, Abram – pianista, Chaim – saksofonista, Chanan – saksofonista |
Tak więc dom Szymona Beigelmana stał się miejscem spotkań
muzyków, przyciągając atmosferą radości i gościnności. Spontaniczne koncerty
muzyki żydowskiej i klasycznej, dające się słyszeć letnimi wieczorami przez
otwarte okna ściągały do niego licznych słuchaczy. Nieraz zdarzało się, w tej
atmosferze rozmuzykowania powstawały nowe pieśni, które szybko stawały się
anonimowymi pieśniami ludowymi.
Młody Dawid pozostał wierny skrzypcom, ale nie mniejszą
miłością darzył też klarnet. Po wielu latach opowiadał, że czarodziejskie
dźwięki, które ojciec wydobywał z klarnetu, wciąż brzmiały mu w uszach. Wszak
klarnet od wielu setek lat był ulubionym, drugim po skrzypcach, instrumentem
Żydów. Za pomocą jakiegoż innego instrumentu mógł Żyd wypłakiwać swój smutek,
użalić się nad swym bólem i westchnąć szeroko, jeśli nie za pomocą skrzypiec i
klarnetu?!
Nieraz obydwaj – ojciec na klarnecie i syn na skrzypach –
dawali upust swym uczuciom, grając elegie Aleksandra Grieczaninowa lub Pieśń
bez słów Feliksa Mendelsshona.
Już w wieku lat ośmiu Dawid dołączył do zespołu muzyków, a
gdy cała rodzina przeniosła się do Łodzi, został członkiem orkiestry teatru
żydowskiego. Wyróżniał się pilnością oraz oddaniem; wielokrotnie ośmielany
przez dyrygenta, zaczął pełnić również jego obowiązki.
W 1912 roku Dawid Beigelman został mianowany dyrygentem
orkiestry Teatru Żydowskiego im. Zandberga w Łodzi i od tej pory stał się w
Polsce znany jako jeden z najlepszych dyrygentów teatralnych.
W całej swej karierze pracował w największych miastach
polskich. Najdłuższy okres przypadł na Warszawę, potem – w Teatrze im. Gimpla
we Lwowie. Występował również w Ameryce Południowej, w Afryce Południowej i w
innych miejscach z wędrownymi zespołami aktorskimi.
W Polsce lat dwudziestych należał do aktywnych członków
teatru rewiowego „Azazel”, a w 1927 roku w Łodzi został jednym z założycieli
teatru, znanego pod nazwą „Ararat”. Pisał muzykę do wielu programów obu tych
teatrów rozrywkowych. Mosze Broderson uważał go za jedną z najpoważniejszych i
najważniejszych postaci muzyki teatralnej.
Po wybuchu drugiej wojny światowej pracował z artystycznym
zespołem rozrywkowym, który co pewien czas organizował przedstawienia i
spektakle w łódzkim getcie. Kiedy powstał tam dom kultury, Beigelman był jednym
z tych artystów i twórców, którzy wnieśli powiew życia do tej instytucji. Do
najbardziej aktywnych działaczy należeli: poeta Jeszajahu Spiegel, dyrygent i
pianista Teodor Rider, piosenkarka Ala Diamant, skrzypaczka Bronisława
Rotstein, nauczyciel A. Wolman, poeta J. Joachimowicz i autor tekstów S. Janowski.
Dawid Beigelman był z natury swej optymistą i starał się
traktować koszmar życia w getcie jako zjawisko przemijające. Dlatego nie upadał
na duchu, usiłując zachować dobry nastrój i poczucie humoru. Niczym w ciągu
najlepszych swych dni dalej tworzył i pisał teksty do swych piosenek. Opowiada
o tym Szmerke Kaczerginski w swej książce Lider fun di getos un lagern
(Pieśni gett i obozów): „Znany kompozytor, twórca setek melodii żydowskich,
Dawid Beigelman, nie zaprzestał swej działalności twórczej także w łódzkim
getcie. Tu napisał dziesiątki nowych melodii, a nawet sam ułożył do nich
teksty”.
[…]
W sierpniu roku 1944, podczas likwidacji łódzkiego getta,
Beigelman został wysłany do Oświęcimia. Jonas Turkow w książce Farloszene
sztern (Zgasłe gwiazdy) wspomina: „Dawid Beigelman należał do ostatniej
grupy łódzkich Żydów, którzy zostali przeniesieni z getta do obozu śmierci w
Oświęcimiu. Wziął ze sobą skrzypce i wszystkie utwory, które napisał wciągu
wielu lat”.
Jego brat Chaim, który przeżył zagładę, opowiadał w Nowym
Jorku o ostatnich dniach Dawida: „Podczas selekcji w Auschwitz mój brat został
zaliczony do grupy przeznaczonej do likwidacji. Funkcję palenia zagazowanych
pełniła specjalna grupa żydowska „Sonderkommando”, której członkowie należeli do
najniższej klasy łódzkich Żydów. Ale któż z łódzkich Żydów nie znał i nie lubił
mojego brata Dawida?! I oto jeden z ludzi „Sonderkommando”, znany pod
przydomkiem „Mosze pobożny”, rozpoznał go. Wyciągnął mego brata z grupy
skazanej na śmierć i przemycić do grupy pracującej. W ten sposób został wysłany
do innego obozu, w pobliżu Oświęcimia. Tam zachorował i pewnego dnia w czasie
pracy przysiadł, przewrócił się i umarł. Stało się to w lutym 1945 roku, na
kilka miesięcy przed końcem wojny”.
[…]
![]() |
Reuwen Szpilman z wnukami. Od prawej: perkusista - Motek, wiolonczelista - Eliezer, flecista - Szmuel, skrzypek - Jehuda. Imię piątego nieznane. |
s. 230
ARNOLD-HERSTEIN RÓŻA, dr (1896-?) – pianistka, pedagog,
dyrektorka szkoły muzycznej. Urodziła się w Rzeszowie, studiowała w Krakowie na
wydziale filozofii. Swoje wykształcenie muzyczne uzupełniała w Wiedniu. Nauki
pobierała u profesora Jerzego Lalewicza, Leo Siroty i Edwarda Steuermanna. Po
powrocie do Polski została nauczycielką w szkole średniej w Ostrowcu, a potem osiadła
w Krakowie, gdzie założyła żydowską szkołę muzyczną, bardzo dobrze
zorganizowaną. Były w niej klasy: fortepianu, skrzypiec, śpiewu, nauk
teoretycznych i rytmiki. W szkole tej nauczali wybitni pedagodzy.
Róża Arnold-Herstein była uzdolnioną pianistą. Szkołę
prowadziła aż do wybuchu drugiej wojny światowej. W 1939 roku udało się jej
uciec do Lwowa. Tam pracowała jako nauczycielka gry na fortepianie.
Straszyn czas okupacji hitlerowskiej przeżyła jako Polka, mając aryjskie papiery. Po wielu latach tułaczki przybyła wreszcie do Izraela. Tu założyła Szkołę Muzyczną im. Joela Engla, w której zdobyła sławę i uznanie jako nauczycielka i dyrektorka.
s. 289
MUSZKES ABRAHAM MOSZE – kantor. Syn znanego chazana reb Akiwy Aptera. Urodził się w Opatowie, przeniósł się najpierw do Piotrkowa, a potem do Ostrowca. Od dzieciństwa śpiewał z ojcem, przejmując tradycje rodzinne. Skomponował wiele modlitw, a jego uczniowie spopularyzowali je w wielu miastach i miasteczkach Polski. Znany w Brazylii kompozytor i dyrygent Jose Siceira [Siqueira] dostrzegł w kompozycjach Muszkesa interesujący materiał muzyczny i opracował go na chór i orkiestrę symfoniczną.
s. 307-308
SZPILMAN REUWEN (1865-1942) – skrzypek i dyrygent
orkiestr wojskowych. Urodził się w Ostrowcu w bardzo muzykalnej rodzinie. Także
jego dzieci (w liczbie ośmiorga) i wnuki uprawiały muzykę. Studiował w Moskwie,
skąd wrócił do swego rodzinnego miasta, gdzie zyskał sławę cudownego skrzypka.
Założył własną małą orkiestrę, z którą grywał na różnych żydowskich
uroczystościach i świętach, czasami też podczas wieczorków tanecznych. Bywał w
domach polskiej szlachty i uczył jej dzieci gry.
Dom, który otrzymał od hrabiego Wielopolskiego, był otwarty
dla wszystkich wielbicieli muzyki i zarówno chrześcijanie, jaki i Żydzi
przyprowadzali swoje dzieci do Szpilmana, aby ocenił ich zdolności muzyczne.
Utalentowane dzieci zostawały jego uczniami. Ze swoich skrzypiec wydobywał
dźwięki miękkie i liryczne, panował nad instrumentem w sposób wyjątkowy. Tak
jak rygorystycznie przestrzegał godzin modlitw, tak i pilnie czuwał nad
godzinami ćwiczeń i nauki. Był jednocześnie otwarty na nowinki muzyczne i lubił
słuchać gry innych artystów. Pisał muzykę orkiestrową; czterech jego synów,
którzy rozjechali się po świecie, zostało profesjonalnymi muzykami.
Zamordowany w Treblince w 1942 roku.
SZPILMAN SAMUEL (?-1942) – skrzypek, nauczyciel
muzyki. Urodził się w Ostrowcu. Młodszy brat Reuwena, ojciec znanego pianisty
Władysława. Najpierw uczył się u ojca, a potem wraz z bratem Reuwenem studiował
muzykę w Moskwie. Osiedlił się w Sosnowcu i tam rozpoczął szeroką działalność
muzyczną. Jego żona była nauczycielką gry na fortepianie, tak więc ich dom stał
się szkołą muzyczną. Do ich uczniów należał znany później w świecie śpiewak Jan
Kiepura.
Podczas okupacji hitlerowskiej przebywał w getcie
warszawskim i tam zginął.