Edward Rostal
Tel-Aviv
PENSJONAT PAPY SZYMAŃSKIEGO
Tytuł artykułu Pensjonat
Papy Szymańskiego brzmi może trochę sielankowo, a faktycznie jest to nazwa,
określano dom znanego i szanowanego nauczyciela w Ostrowcu Kieleckim (dziś
Świętokrzyskim), w którym udzielał on schronienia nieszczęśliwym Żydom. A
wspomnianą nazwę zawdzięcza dom „Papy” Szymańskiego także temu, że był on
czynnym członkiem PPS i pierwsze litery tytułu odpowiadają nazwie Polskiej Partii
Socjalistycznej. Papa Szymański wychował swoje córki w duchu postępu i miłości
bliźniego, dlatego też, gdy rozpoczął się okres prześladowania Żydów w tym
mieście, zaofiarowały one same pomoc Żydom, nie czekając nawet, aż ci się do
nich zwrócą.
Jedna z tych córek, p. Ewelina Lipko-Lipczyńska (z domu
Szymańska), jest obecnie nauczycielką w Warszawie. Poznała ona p. Wachholder
[powinno być: Wacholder] (z domu Rosenman) jeszcze w okresie, gdy razem
uczęszczały do szkoły w Ostrowcu Świętokrzyskim. Potem studiowały razem w
Warszawie, nie będąc ze sobą w kontakcie. Gdy wybuchła wojna, wróciły do
Ostrowca Świętokrzyskiego. Nastąpiły ciężki dni. Getto zostało zamknięte. I
wówczas p. Ewelina zjawiła się u swojej koleżanki i zaproponowała jej pomoc.
Zabrała ją do „Pensjonatu Papy Szymańskiego”, zaopatrzyła w papiery „aryjskie”
i odtąd Żydówka występowała jako Zinaida Piekarczyk… mahometanka. Papierów dostarczył
szwagier p. Eweliny, p. Kryczyński, który był rzeczywiście mahometaninem.
Wysłano p. Szoszanę Wacholder do Warszawy, gdzie pracowała w domu lekarza, dra
Śmigóry. Po denuncjacji spędziła rok na Pawiaku, w celi szwaczek, ale znowu
udało się ją uratować.
Pani Ewelina i jej siostry mają na swoim „koncie ratowniczym”
szereg osób, a wśród nich pp. Cyrylę Rakocz (obecnie w Hajfie), Marię Ryba
(obecnie w Izraelu), Stefanię Kowalską i jej córkę (teraz w Hajfie), panią
Dratwer (obecnie w Bat Jamie) itd.
Ewelina Szymańska miała kontakty z PPS, będąc wówczas
członkinią ZNMS (Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej), a w czasie
wojny aktywistką organizacji WRN. Nie zawahała się ona przed żadnym krokiem,
który mógłby – pomimo wielkiego ryzyka – przyczynić się do jej akcji
ratowniczej.
Gdy jakaś kobieta z Chmielowa poznała dziecko Stefanii
Kozłowskiej (dawniej Gurfinkiel) i groziło, że zawiadomi o tym Niemców, Ewelina
powzięła natychmiastową decyzję: matka, Stefania, znajduje się w Warszawie na „aryjskich”
papierach; trzeba dziecko natychmiast wywieźć z Ostrowca do Warszawy. Wieczorem
wzięła 3-letnie dziecko na ręce i zaniosła na stację. Ale jakiś młody „szmalcownik”
zażądał okupu, domyślając się, że to nie jest dziecko p. Eweliny. Ta jednak nie
miała pieniędzy. Zwymyślała chłopca w taki sposób, że się przestraszył i
uciekł. Dziecko zostało uratowane.
„Jakie pobudki kierowały panią w akcji ratowania Żydów?” –
zapytuję p. Ewelinę. „Rodzice wychowali mnie w tym duchu. Chciałam ratować
ludzi, a wobec tego, że Żydzi byli najbardziej zagrożeni – ratowałam Żydów.
Akcja ta powiodła się także dlatego, że nasi sąsiedzi, którzy niewątpliwie
wiedzieli o tym, co robimy, odnosili się z szacunkiem i miłością do mych
rodziców i – milczeli. Pensjonat Papy Szymańskiego – był więc tabu”.
„Izraelskie Nowiny i Kurier”, lipiec 1966.
Źródło: „Ten jest z ojczyzny mojej. Polacy z pomocą Żydom
1939-1945”, Kraków 1969, s. 527-528