czwartek, 22 października 2015
czwartek, 15 października 2015
poniedziałek, 12 października 2015
Koncert w getcie
![]() |
| "Pierwszy koncert", Ostrowiec Św., fot. Sz. Muszkies, zima/wiosna 1942 r. |
Dolny rząd od lewej: państwo
Baigielman (lub Bagelman), dr Pecker, Oles (Francis) Pietruszka, pani
Pietruszka, Leon Szpilman, recytator Wohl, Janka Malinger, NN (z
Łodzi), dyrygent Pietruszka, Jakub Lustik, Pinchas Mitsmacher, Chaja
Muszkies (Hellen Mueller) przy pianinie, Rutka Muszkies.
Górny rząd
od lewej: NN (zięć Rubinsteina), Sander Lederman, Dora Rubinstein,
Mosze Alterman, dr Ludwik Wacholder, Willy Kierbel, Dora Rubinsztain,
Icchak Rubinstein, NN, Dawid Djament, Małka Muszkies, kontrabasista
Icchak Baigelman, Baigelman i akordeonista Mosze Mitsmacher.
Fotografia pochodzi ze zbiorów rodzinnych mieszkającej w Toronto Hellen Mueller zd. Muszkies, która rozpoznała uczestników koncertu.
Fotografia pochodzi ze zbiorów rodzinnych mieszkającej w Toronto Hellen Mueller zd. Muszkies, która rozpoznała uczestników koncertu.
Etykiety:
1942,
Alterman,
Baigelman,
Djament,
getto,
Kierbel,
Lederman,
Lustik,
Malinger,
Mitsmacher,
Muszkies,
Pecker,
Pietruszka,
Rubinstein,
Szpilman,
Wacholder,
Wohl
niedziela, 11 października 2015
poniedziałek, 28 września 2015
"Dobry" Zwierzyna
95 lat Gimnazjum i Liceum im. Joachima
Chreptowicza
w Ostrowcu Św.
praca zbiorowa
Ostrowiec Św., 2008.
Andrzej Nowak „Opowieści Witolda
Zapałowskiego”
[…]
str. 337
Tragiczna historia dyrektora
Zwierzyny
Jedna historia jest
szczególnie ciekawa. W Zakładach Ostrowieckich dyrektorem
administracyjnym był Niemiec z Czech o nazwisku Zwierzyna. Pilnował
tego wszystkiego, a potem go oskarżono i pan Witold go bronił. - To
był człowiek wysokiej kultury, zawsze elegancko ubrany, nosił
białe rękawiczki i był bardzo przychylnie nastawiony do Polaków.
- Jak Niemcy powiedzieli, by dał listę pracowników, bo są
potrzebne nazwiska, to on odpowiedział, że przez nieostrożność
papier spalił się od cygara – opowiadał Witold Zapałowski. - A
tak naprawdę to on wcześniej tę listę spalił. Jak widział, że
akowiec rozbroił strażnika, zabrał mu karabin i przez płot
przechodził, to on pomagał przejść przez płot i podał jeszcze
karabin.
Akowcy, partyzanci z lasu,
jak się zaczęło robić zimno, przychodzili do huty i on ich
zatrudniał. Gdy wojna się skończyła, dyrektor Zwierzyna pojechał
do Niemiec. W tamtym rejonie poszedł do miasta, do okulisty, bo
drzazga wpadła mu w oko i tam spotkali go ostrowieccy Żydzi, którzy
narobili awantury, że to jest gestapowiec, który szkody robił,
wrzucał ludzi do pieca. Władze amerykańskie aresztowały Zwierzynę
i przywiozły do Bytomia, a potem do więzienia w Sandomierzu.
Naturalnie nasze władze prokuratorskie oskarżyły go, że on jako
dyrektor huty wrzucał ludzi do pieca. A to było tak, że w pewnym
momencie gestapo z Radomia przyjechało do huty, gdzie znajdował się
obóz żydowski. Gestapo zrobiło zbiórkę Żydów, wszystkim kazali
oddać kosztowności. I potem oskarżono Zwierzynę, że to on kazał
wrzucić dwóch Żydów do pieca martenowskiego, bo nie oddali
kosztowności, upuścili i chcieli zakopać w ziemi.
Witold Zapałowski dostał
polecenie od prezesa Sądu Wojewódzkiego, by bronił Zwierzynę.
Mecenas przejął akta, zeznania Żydów, które nie budziły
wątpliwości. Proces przeniesiono z sądu do Zakładowego Domu
Kultury. Był rok 50. Gdy szedł na rozprawę, przed domem stały
setki robotników. Wołali do niego: - Panie mecenasie, bronić
Zwierzyny, on jest niewinny.
Mecenas zapisał kilka
nazwisk osób, które mogłyby zeznawać przed sądem, co też się
stało. Proces kończył się drugiego dnia o godzinie piętnastej.
Sądził stary sędzia Sawicki, który powiedział do dwóch
ławników, by napisali uniewinnienie, a on w tym czasie pójdzie na
obiad, bo jest zmęczony. O piątej sąd miał ogłosić wyrok.
Jednak nie ogłosił o tej godzinie, nie ogłosił o szóstej,
dopiero o dwudziestej drugiej. Robotnicy czekali na wyrok, władze
sprowadziły większe oddziały UB ze Starachowic, bo bali się
jakichkolwiek rozruchów, a Żydom kazano wyjechać z Ostrowca. Wyrok
był taki, że Zwierzynę skazuje się na karę śmierci. Nie było
od niego odwołania, trzeba było pisać o łaskę.
Witold Zapałowski napisał
takie podanie i robotnicy zebrali 3 tys. podpisów. Ubowcy prowadzili
nawet śledztwo, kto zebrał tyle podpisów. Sąd odrzucił jednak
podanie i wyrok został wykonany w Radomiu.
Po kilku miesiącach od
wyroku przyszedł do pana Witolda jeden z ławników, Radkiewicz i
powiedział, jak się wszystko stało. Nie mogło być wyroku
uniewinniającego, były naciski, by Zwierzyna został skazany.
Sędzia i ławnicy ulegli tym naciskom. Pan Witold chciał potem
wznowić ten proces, by sprostować wyrok. Nie było jednak żadnych
akt sprawy, bo je zniszczono.
poniedziałek, 21 września 2015
Aleja z widokiem na synagogę
![]() |
| Ostrowiec, fot. nieznany, data nieznana |
Źródło: zbiory Macieja Kobuszewskiego
wtorek, 15 września 2015
1943
![]() |
| Na pierwszym planie staw Manowskiego, po prawej stronie zrównene z ziemią zabudowania ulicy Górzystej i Młyńskiej fot. T. Religa, 1943/1944 [?] |
niedziela, 13 września 2015
Ostrovtzer Synagogue
Budynek kościoła Chrystusa przy Cecil Street został sprzedany w lipcu 1922 roku kongregacji żydowskiej za 20 tysięcy dolarów i, jak powiedział Butchart, „Nowy i Stary Testament zostały odwrócone na tej nieruchomości”.
W tym czasie “większość synagog w Toronto” - pisze Stephen A. Speisman w Żydzi Toronto: historia do 1937 r. - „była typu ziomkowskiego”, to znaczy były one etnicznie jednorodne i oparte na danym kraju, danej krainie lub – w przypadku Polaków – mieście pochodzenia. Tak było w przypadku kongregacji ostrowieckiej utworzonej w 1908 roku w centralnej części Toronto i nazwanej od miasta Ostrowiec znajdującego się w Polsce.
Takie synagogi oparte na geografii były czymś więcej niż tylko zgromadzeniami modlitewnymi. Były wspólnotami, oferującymi możliwość spotkań towarzyskich z ludźmi o podobnym pochodzeniu. Były także de facto tzw. "settlement houses" opartymi na zaufaniu, gdzie lepiej ustosunkowani członkowie ułatwiali aklimatyzację nowym członkom często nie mającym środków do życia, poprzez nieoprocentowane kredyty, opiekę nad chorymi, pozyskiwaniem funduszy w okresie trudności gospodarczych. Kongregacja ostrowiecka swojej działalności pomocowej nowo przybyłym nadała oficjalną nazwą: Tifereth Israel Bikur Cholim Anshei Ostrovtze, co Gryfe tłumaczy jako „Chwała Izraelowi, poprzez opiekę nad chorymi, ludzie Ostrowca”.
Początkowo jako maleńka kongregacja, Ostrovtker shul spotykała się w domach jej członków. Z czasem, i rosnącą liczbą członków, dążyła do zbudowania swojej własnej synagogi. Ale zakup kościoła na Cecil Street okazał się rozsądniejszym rozwiązaniem, więc zrobiono to poprzez wypróbowaną i sprawdzoną praktykę pozyskiwania funduszy ze sprzedaży siedzeń.
W 1924 r. budynek został odnowiony, aby nadać mu strukturę bardziej zgodną z funkcją i wyglądem synagogi. Wieża z dzwonnicą została zniżona i zastąpiona przez skromną kopułę. Otwarcie ostrowickiej synagogi zostało utrwalone zainstalowaniem dwóch ogromnych marmurowych tablic z wyrytym złotymi literami hebrajskim napisem dla uczczenia tych, których dotacja umożliwiła zakup budowli. Tablice te wciąż pozostają w tym samym miejscu, dziś w holu chińskiego domu kultury.
Przez następne trzy dekady Ostrovtzer shul było częścią żywej kultury żydowskiej, która funkcjonowała wzdłuż Spadiny i Kensington Market. Prosperował tu przemysł odzieżowy (choć często z fatalnymi warunkami dla pracowników) i dominowała kuchnia koszerna. Teatr oferował rozrywkę w jidysz (zanim nie przekształcił się w Teatr Burleski i Teatr Chiński w późniejszych latach). Ciesząc się rosnącym dostatkiem, wielu ze wspólnoty żydowskiej przeprowadziło się na północ do Foerst Hill, Bathusrt Avenue, albo rozproszyło na przedmieściach. Kongregacja ostrowiecka zmniejszyła się i opuściła Cecil Street w 1950 roku. Zgromadzenie zostało w końcu wchłonięte przez North York’s Shaarei Tefillah Congregation.
Źródło: Torontoist tłum. własne
W tym czasie “większość synagog w Toronto” - pisze Stephen A. Speisman w Żydzi Toronto: historia do 1937 r. - „była typu ziomkowskiego”, to znaczy były one etnicznie jednorodne i oparte na danym kraju, danej krainie lub – w przypadku Polaków – mieście pochodzenia. Tak było w przypadku kongregacji ostrowieckiej utworzonej w 1908 roku w centralnej części Toronto i nazwanej od miasta Ostrowiec znajdującego się w Polsce.
![]() |
| Budynek synagogi ostrowieckiej w Toronto, lipiec 2015, fot. W. Mazan |
Takie synagogi oparte na geografii były czymś więcej niż tylko zgromadzeniami modlitewnymi. Były wspólnotami, oferującymi możliwość spotkań towarzyskich z ludźmi o podobnym pochodzeniu. Były także de facto tzw. "settlement houses" opartymi na zaufaniu, gdzie lepiej ustosunkowani członkowie ułatwiali aklimatyzację nowym członkom często nie mającym środków do życia, poprzez nieoprocentowane kredyty, opiekę nad chorymi, pozyskiwaniem funduszy w okresie trudności gospodarczych. Kongregacja ostrowiecka swojej działalności pomocowej nowo przybyłym nadała oficjalną nazwą: Tifereth Israel Bikur Cholim Anshei Ostrovtze, co Gryfe tłumaczy jako „Chwała Izraelowi, poprzez opiekę nad chorymi, ludzie Ostrowca”.
![]() |
| Budynek synagogi ostrowieckiej w Toronto, lipiec 2015, fot. W. Mazan |
Początkowo jako maleńka kongregacja, Ostrovtker shul spotykała się w domach jej członków. Z czasem, i rosnącą liczbą członków, dążyła do zbudowania swojej własnej synagogi. Ale zakup kościoła na Cecil Street okazał się rozsądniejszym rozwiązaniem, więc zrobiono to poprzez wypróbowaną i sprawdzoną praktykę pozyskiwania funduszy ze sprzedaży siedzeń.
W 1924 r. budynek został odnowiony, aby nadać mu strukturę bardziej zgodną z funkcją i wyglądem synagogi. Wieża z dzwonnicą została zniżona i zastąpiona przez skromną kopułę. Otwarcie ostrowickiej synagogi zostało utrwalone zainstalowaniem dwóch ogromnych marmurowych tablic z wyrytym złotymi literami hebrajskim napisem dla uczczenia tych, których dotacja umożliwiła zakup budowli. Tablice te wciąż pozostają w tym samym miejscu, dziś w holu chińskiego domu kultury.
![]() |
| Spadina Street, Toronto, lipiec 2015, fot. W. Mazan |
Przez następne trzy dekady Ostrovtzer shul było częścią żywej kultury żydowskiej, która funkcjonowała wzdłuż Spadiny i Kensington Market. Prosperował tu przemysł odzieżowy (choć często z fatalnymi warunkami dla pracowników) i dominowała kuchnia koszerna. Teatr oferował rozrywkę w jidysz (zanim nie przekształcił się w Teatr Burleski i Teatr Chiński w późniejszych latach). Ciesząc się rosnącym dostatkiem, wielu ze wspólnoty żydowskiej przeprowadziło się na północ do Foerst Hill, Bathusrt Avenue, albo rozproszyło na przedmieściach. Kongregacja ostrowiecka zmniejszyła się i opuściła Cecil Street w 1950 roku. Zgromadzenie zostało w końcu wchłonięte przez North York’s Shaarei Tefillah Congregation.
![]() |
| fot. W. Mazan |
Źródło: Torontoist tłum. własne
środa, 9 września 2015
Iłżecka
![]() |
| Północno-zachodni narożnik rynku w Ostrowcu, wlot ul. Nowej (po lewej) i ul. Iłżeckiej (w głębi), fot. Jan Walarian Kołecki, 1937 rok [?] |
wtorek, 8 września 2015
Z pamiętnika Halperta
Pamiętnik Tadeusza Halperta -
„Pierwsze 72 lata mojego życia”
oprac. M. Gradoń, A. Orliński
„Szczekociński Rocznik Historyczny”
nr 1
Szczekociny 2013
str. 202-268
XXIII
Zbyt wiele już napisano o tragedii
Żydów, abym mógł dodać do tego coś więcej. Mogę jedynie
opowiedzieć o tym, co sam widziałem. W naszym małym miasteczku
Ostrowcu mordowanie Żydów zaczęło się trochę później niż
gdzie indziej. Przed zagładą Gestapo chciało ogołocić ich
całkowicie, skonfiskować wszystkie pieniądze, kosztowności i inne
przedmioty, dorobek całego ich życia. Dokonano tego szantażem,
obietnicami i groźbami. Pewnego dnia gestapowcy sprowadzili hordy
pijanych żołdaków z tzw. Armii Własowa, do pomocy w masowym
mordowaniu. Ukraińcy byli kompletnie zdemoralizowani. Tylko
nieliczni Żydzi starali się zbiec do lasu, reszta nawet nie
próbowała się bronić. Przechowaliśmy ich przez noc, ale nie
chciałem ryzykować życia mieszkańców domu, najbliższej rodziny,
naszych siostrzenic i uciekinierów, pozwalając im zostać. Tego, po
prostu nie dało się zrobić. Zginęliby oni i my razem z nimi.
Niektórzy znaleźli schronienie u przyzwoitych chłopów, niektórzy
zostali natomiast zamordowani przez innych chłopów, mających
nadzieję znaleźć przy nich parę dolarów.
Pewnego dnia B. [skrót od Bibsia –
pieszczotliwe określenie żony, czyli Marii Stefanii hr.
Wielopolskiej] i ja zobaczyliśmy kałużę krwi przed domem naszego
starego dentysty. Dwaj jego niedawni pacjenci, gestapowcy, wywołali
go i z zimną krwią zabili przed domem. Byli pacjentami przez trzy
lata i często nawet zapraszał ich do swego domu. Biedny doktor
Wacholder był pewien, że wkrótce zginie, pomimo że leczył
gestapowców. Nie więcej niż tydzień przed masakrą Żydów
poszedłem go zobaczyć i pocieszyć. Wyjął butelkę przedwojennego
francuskiego Chartreuse i rozmawialiśmy. Odmówiłem trzeciego
kieliszka mówiąc, że byłby to grzech pić więcej takiego dobrego
i rzadkiego trunku i że powinien go zatrzymać na inną okazję.
„Nie będzie innej okazji, czuję to” - zawołał. Nalegał,
byśmy skończyli butelkę.
[…]
XXVI
Gdy Niemcy odeszli, Żydzi, którzy
pozostali przy życiu, byli wolni. Jeden z czterech naszych
żydowskich „gości” był synem biednego kupca. Gdyby mógł,
pomógłby B. na pewno. Drugi był wybitnym neurologiem, naczelnym
lekarzem dużego szpitala. On także okazywał swoją wdzięczność
jak tylko mógł. Pozostali dwoje to dobrze znany warszawski prawnik
Józef Polikier i jego żona. Ukrywałem ich prawie pięć lat, nigdy
nie zapłacili mi ani grosza za utrzymanie (żaden z naszych
uciekinierów nie płacił), po wojnie nagle stali się komunistami.
Przed wojną Polikier zarabiał mnóstwo pieniędzy i z pewnością
komunistą nie był. Stał się nim z przyczyn praktycznych, jego
bratanek został komunistycznym wojewodą na Śląsku. Tam też
siedziałem w więzieniu. Gdy B. poszła prosić go o pomoc w
uwolnieniu mnie, przyjął ją na stojąco, odmówił pomocy i
poprosił, aby nie nachodziła go więcej. Wydawało się, że
zapomniał, że pięć lat ryzykowaliśmy naszym życiem, aby
uratować go i jego żonę. Prawdziwy dżentelmen, rzeczywiście.
[...]
wtorek, 1 września 2015
Młynówka
![]() |
| Rzeka Młynówka, w tyle zabudowania ulic Młyńskiej, Górzystej i Starokunowskiej, w centrum trójkątny dach synagogi, lata 30. XX w. fot. nieznany |
poniedziałek, 10 sierpnia 2015
Ostrovtzer Rav
![]() |
| Meir Jechiel Halsztok |
Ostrowiec – miasto chasydyzmu
[...]
Najmocniejszy wpływ na żydowski
charakter Ostrowca wywarł światowej sławy Meir Jechiel Halsztok,
który był ostrowieckim rabinem przez ponad czterdzieści lat. Ten
właśnie człowiek (żył w Ostrowcu, ale jego duch szybował w
niebie), bardziej niż ktokolwiek inny odcisnął piętno na
charakterze żydowskiego Ostrowca. […]
Całą bibliotekę napisano o
osobowości rabbiego Halsztoka, który przez wielu uważany był za
świętego. Przybył do Ostrowca jako młody człowiek i pozostał tu
do swojej śmierci w 1928 roku w wieku 77 lat. Wysoki, imponującej
postury, rabin Meir Jechiel był nieco ekscentryczny w ubiorze,
nosząc „spodak” [wysoki futrzany kapelusz] i futrzany kołnierz
nawet w lato. Miał niesamowicie bladą twarz i dzikie oczy, które
emanowały boskim blaskiem. Ponieważ nie zezwalał na publikowanie
swoich rękopisów, do dziś zachowało się tylko kilka jego prac,
które w dużej mierze zostały zachowane w przekazie ustnym.
Wiadomym było w całym Ostrowcu, że rabbi Meir Jechiel wiecznie
pościł i nigdy nie był widziany, żeby jadł publicznie. Zawsze
przed snem wypijał szklankę gotowanego mleka i prawie przez
czterdzieści lat praktykował ascetyzm w weekendy, szabasy i święta.
Żył prostym, surowym życiem i nosił swój płaszcz przywództwa z
pokorą i godnością, poświęcając całego siebie studiowaniu
literatury rabinicznej. Sceny radości, tańca i ekstatycznych
śpiewów, które są znanymi cechami chasydzkich zgromadzeń, były
raczej nieobecne na dworze Ostrovtzer Rav [ostrowieckiego rabina]. Tu
panowała umysłowość a nauka była głównym źródłem religijnej
egzaltacji. Pod wpływem ascetycznych zachowań rabina wielu
ortodoksyjnych mieszkańców Ostrowca przestawało jeść mięso i
żyli na diecie nabiałowej.
Rabin Meir Jechiel nie odziedziczył
swojego zawodu, nie był synem rabina ani potomkiem jakiegoś cadyka;
rozgłos jaki zyskał, osiągnął poprzez własny wysiłek. Jego
ojciec był piekarzem, prostym Żydem, który żył w małym polskim
miasteczku Szubinie [obecnie
województwo kujawsko-pomorskie]. Już we wczesnej młodości
Meir Jachiel zaczął zwracać uwagę jako niezwykle uzdolniony
talmudysta i gdy miał 17 lat został wybrany na rabina Skierniewic.
Chociaż był ojcem dwójki dzieci,
syna Jehezkela [Ezechiela] i utalentowanej córki, rabin Meir Jechiel
przez wiele lat zachowywał celibat, aż został wezwany przez swoją
żoną przed Beth Din [sąd rabiniczny] dla osądzenia swojego
postępowania. Rodzina rabina Meira Jechiela zawsze cierpiała
ubóstwo, co było spowodowane brakiem zainteresowania u niego
zdobywaniem dóbr doczesnych. Jego syn Jehezkel później został
rabinem Nasielska a jego córka została zaręczona z synem
chmielnickiego rabina.
Dobry i hojny z natury, ostrowiecki
rabin nigdy nie rządził żelazną ręką swoimi wyznawcami.
Przeciwnie, dzięki swojej łagodności i wyrozumiałości zdobywał
miłość i respekt całej społeczności. Kiedy członkowie
wspólnoty pojawiali się przed nim w sprawach sporów własnościowych
lub biznesowych, albo w Din Torah [spory w kwestiach religijnych], on
zawsze był przejęty, czując że takie drobne sprawy nie powinny
mieć znaczenia wobec studiowania Tory. Załagadzał małostkowe
kłótnie, nieszczęśliwy, że musi tracić czas na takie drobiazgi.
Miłosierny człowiek, poświęcał się dla dobra wspólnoty, zanim
pobierał swoje, niskie opłaty, wcześniej rozdzielał je wśród
biednych.
[...]
[...]
![]() |
| Resztki nagrobka na zbeszczeszczonym grobie ostrowieckiego rabina |
Źródło: "Ostrowiec. A monument on the ruins of an annihilated Jewish community" (zwana też księgą pamięci Żydów ostrowieckich). Tel Awiw 1971. s. 116-118, tłumaczenie W. Mazan.
sobota, 8 sierpnia 2015
poniedziałek, 3 sierpnia 2015
Lokalizacja obozu pracy
![]() |
| Zdjęcie współczesne fot. Wojtek Mazan, 2015 / zdjęcie archiwalne fot. NN, 1943 lub 1944 |
![]() |
| Na czerwono zaznaczony został w przybliżeniu teren, na którym w latach 1943-44 funkcjonował obóz pracy dla Żydów |
niedziela, 5 lipca 2015
Ogród Skiowki
Źródło: zbiory Tadeusza Religi
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















