wtorek, 2 czerwca 2015

Złota historia NBA


"Los Angeles Lakers. Złota historia NBA"
Marcin Harasimowicz
2015
Str. 20
             [Sid Hartman, amerykański dziennikarz sportowy] Na jednej z imprez poznał Morrisa Chalfena, lokalnego speca od promocji zawodów w jeździe figurowej na lodzie, który z kolei przedstawił go Benowi Bergerowi. Ten lokalny biznesmen, człowiek niskiego wzrostu, z nieodłącznym cygarem, urodził się i wychował w Ostrowcu Świętokrzyskim, a w wieku 16 lat – było to w roku 1913 – wyemigrował do Minneapolis. Zaczynał od zera, ale dorobił się fortuny i z czasem ściągnął z Polski do Ameryki czterech swoich braci. W momencie, gdy poznał Hartmana [1947 r.], był już właścicielem sieci kin w Minnesocie i Dakocie Północnej oraz modnej restauracji w Minneapolis. Działał także prospołecznie – należał do rady miejscowego więzienia i wspierał resocjalizację. Systematycznie powiększał swój majątek. Chciał jednak zrobić coś więcej dla miasta, któremu był wdzięczny za otrzymaną szansę (po latach wydał autobiografię pod tytułem Thank You, America). Gdy więc Hartman zgłosił się do niego z konkretną propozycją – wysłuchał go z zainteresowaniem. Najpierw w miejscowej hali rozegrano na próbę mecz sparingowy pomiędzy Oshkosh All Stars a Sheboygan Redskins. Na imprezę przyszło ponad pięć tysięcy osób, co było oszałamiającym sukcesem. Widząc to, Bergen wręczył Hartmanowi książeczkę czekową i oznajmił: „Rób, co uważasz za stosowne”. Ten najpierw odkupił klub, a następnie ruszył w poszukiwanie zawodników. Wtedy sięgnął do czarnego notesu. W tamtych czasach scouting w koszykówce w ogóle nie istniał. Hartman znał się jednak dobrze z trenerami uniwersyteckimi, a ci po prostu mówili mu w tajemnicy, którzy zawodnicy są dobrzy i warto ich ściągnąć. Tak rozpoczęła się historia Lakers – najsłynniejszego zespołu w historii koszykówki. W stanie „dziesięciu tysięcy jezior”, skąd wzięła się nazwa. Dzięki pomysłowi amerykańskiego dziennikarza sportowego i za pieniądze należące do Polaka...

Beniamin Berger, źródło Wikipedia

Wpis dzięki Michałowi Górnemu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz